Algorytmizacja życia

Patrzę i słucham ci się dzieje w Internecie i z jednej strony chce mi się śmiac a z drugiej płakać (trochę mniej, no dobra w ogóle). Ludzie naprawde biorą świat cyfrowy na poważnie do momentu, aż on dyktuje ich odbiór świata rzeczywistego. Jeżeli socjal media sa pełne tyle zawiści, złości i nienawiści między grupami (chociaż nie zauwazylem) to ludzie powinni się odizolować. Algorytmy w Internecie podsyłają treści jakie się wyszukuje i zostawia ślad tego wyszukiwania, socjal media najwidoczniej to zajebanie multiplikują i jak omawialiśmy to uwolnienie się z takiej banki wymaga często usunięcia konta i założenia nowego. Te Algorytmy podsyłają po prostu więcej treści, aby przykleić cie do ekranu i byś spędził w danym serwisie maksymalna liczbę godzin. W przypadku czatów i narzędzi AI to będzie jeszcze bardziej pojebane, bo ilość pieniędzy jaka jest spalana w imię “inwestowania w AI” jest olbrzymia i już pojawia się ciśnienie aby monetyzowac jak się da, aby przetrwać na rynku. Algorytmy AI (pisze w skrucie zamiast duże modele językowe, bo z inteligencja nie m to nic wspolnego) potrafią połączyć historie aktywności danego użytkownika na podstawie treści jakie publikuje i nie potrzebują do tego nawet identyfikatora tym bardziej dostępu. Jednak ludzie bardzo łatwo dają się nakłonić do podłączenia swojego konta pocztowego, tudzież AI już ma dostęp chociaż nie jest widoczny (Gmail i Gemini). Zagrożenie jest olbrzymie i wyjcie z banki może die okazać niemożliwe. Ludzie karmieni spersonalizowaną treścią będą sie jeszcze bardziej polaryzować, nakręcać i atakować. Najgorsze jest to że nie ma sensownego sposobu i jedyne co mi przychodzi do głowy to całkowite odcięcie się od systemu co jest praktycznie niemożliwe. Krytyczne myślenie jest bardziej potrzebne jak nigdy wcześniej. Osobiście kwestionuje wszystko co przeczytam. Treści z wyszukiwarki się nie nadają do niczego że względu na zajebane algorytmy SEO. AI w dużej mierze ćwiczy się na takich gównach. Każdy na YT chce być autorytetem w każdej dziedzinie i ludzi którzy się nie rozmieniła na drobne jest coraz mniej. Nawet musiałem zacząć usuwać podkasty z tego powodu.

Jeżeli "systemu” nie da się przeskoczyć całkowicie, ale można stać się "duchem w maszynie” - korzystać z narzędzi, nie dając się im wykorzystywać.

Techniczne rozbrajanie bańki - czyli tryb incognito w przeglądarkach, czystki w subskrypcjach, agregatory RSS zamiast wiadomości z portali i serwisów. Inne wyszukiwarki DuckDuckGo lub płatna Kagi, pozbawiona SEO gówna, która muszę wkrótce przetestować.

Rozdzielanie usług Nie używać funkcji "Zaloguj przez Google/Facebook”. Korzystać z oddzielnych skrzynek pocztowych (np. ProtonMail) do kluczowych usług, aby AI nie mogło łatwo połączyć historii zakupów, korespondencji i wyszukiwań.

Skoro system chce nas spolaryzować, rozwiązaniem jest świadoma defensywa poznawcza.

Slow Media - czytanie dłuższych form (książki, eseje) zamiast krótkich postów. To trenuje mózg do dłuższego skupienia i analizy, co osłabia wpływ szybkich impulsów algorytmicznych. Detoks dopaminowy - Wyznaczenie godzin "bez ekranu” (szczególnie rano i przed snem). To pozwala odzyskać własny głos wewnętrzny, niezagłuszony opiniami z Internetu. Oraz akceptacja niepewności - przyznanie przed samym sobą: "Nie muszę mieć zdania na każdy temat, o którym trąbią media”. To ogromna ulga psychiczna.

Najsmieszniejsze jest to że “stan systemu” pokazuje obraz ludzkości i jej lęków i zjebania. Parafrazując pokaż mi swój czas przed ekranem powiem Ci kim jesteś. Im więcej korzystamy tym więcej oddajemy świadomości i nieświadomość często zbiorowa zaczyna znowu nami kierować.

Teraz proszę uprzejmie o wylogowanie się z sieci i przemyślenie jak mocno algorytm steruje moim życiem i moimi poglądami. Ja na pewno mam sporo do przetrawienia i z tym wejdę w Nowy Rok.

2 polubienia

Cieszę się, że są jeszcze świadomi ludzie. Pamiętam początek Internetu w Polsce. Wydawało się, że będzie inaczej. Wiadomo: wymiana osiągnięć naukowych, wartościowych treści, dostęp do informacji, nieskrępowana komunikacja itp. Niestety początkowo nie było to przeznaczone dla ludu. Przełom to były media społecznościowe i smartfony. Yeeess! Teraz każdy korzysta z Internetu. A to co powszechne ma wszystkie wady powszechności. Masy otrzymały niby łatwy dostęp do tego co było upragnione. Tylko, że te masy korzystają z Internetu – przez nakładkę. Taką nakładką jest FB, Instagram, YT itp. W dużym uproszczeniu to jest dla nich tożsamość: Internet to FB!

Spotykam ludzi, którzy są zadziwieni np.: że jest coś takiego jak portal pacjenta, lekarz się dziwi, że on wystawia receptę a tym momencie dostaję SMS, że wyniki badań z lab można sprawdzić w necie, że jest ePUAP i wiele innych przykładów.

Większość nie rozumie, że tak naprawdę to Internet korzysta bez żadnych ograniczeń z Nich. Cieszą się jak dzieci, że mają media społecznościowe za darmo. Oznacza to, że nie są żadnymi klientami dostawców tych mediów bo klientami są reklamodawcy, różne korporacje i grupy interesu. Zwykli użytkownicy są „mięsem” dostarczającym za darmo wszelkiej potrzebnej informacji.

Kiedyś zastanawiało mnie po co są te wszelkie apki skoro są przeglądarki internetowe w których można zrobić to samo? Przeglądarka działa na innych zasadach. Należy do jednego podmiotu – wydawcy. Zapewnia względną prywatność. Można w niej coś ograniczyć, wyrzucić ciasteczka, tryb incognito, ukryć się za proxy. Właściciel danej strony ma bardzo utrudnione zadanie. A apki? Muszą być do wszystkiego oddzielne. Użytkownik instaluje darmową apkę i godzi się na wszystko – dostęp do lokalizacji, zdjęć, kontaktów, historii transakcji – lista jest długa i szokująca, nikt nie czyta na co się godzi.

Zastanawia mnie dlaczego przez tyle lat nie pojawiła się powszechna narodowa/państwowa usługa poczty elektronicznej? Ktoś powie inwigilacja, afery, nadużycia! Ale nasze dane już są w państwowych systemach: dane medyczne, podatkowe, a nawet akta sądowe (a w nich różne ciekawe historyjki). Za to ochoczo naszą pocztę elektroniczną powierzamy prywatnym firmom także zagranicznym, które czerpią z przesyłanych treści do swoich celów.

Właściwie od wielu lat istniej możliwość przesyłania pocztą elektroniczną wiadomości podpisanych cyfrowo i zaszyfrowanych. Chodzi o prawdziwe szyfrowanie, gdzie o kluczach decydują końcowi użytkownicy. W USA pojawienie się takiej możliwości spotkało się z protestami służb specjalnych, że zagraża to bezpieczeństwu narodowemu. Ciekawe - prawdziwa prywatność korespondencji zagraża bezpieczeństwu. Lansuje się modę (wśród młodzieży szczególnie) żeby nie przesyłać wiadomości zwykłym SMS-em tylko WhatsApp-em. Do treści SMS-a ma dostęp operator i sąd. WhatsApp jest podobno szyfrowany – to żart (kto ustala klucze?).

Szeroko pojęta sztuczna inteligencja, to jest maszyna do zarabiania pieniędzy. Właściciele Nvidi produkującej chipy stają się najbogatszymi ludźmi na świecie i to jest cel. Dużo można pisać o absurdach do jakich prowadzi zachwyt nad AI. Nie jest to żadna prawdziwa inteligencja. Sztuczne sieci neuronowe to takie uproszczenie, które uczone na podstawie milionach obrazów testowych odróżni z 80% skutecznością psa od kota (nie wiedząc co to jest). Dwuletnie dziecko widząc 2 razy psa i kota (z przypadkowej pozycji) będzie to robić zawsze i bezbłędnie pod każdym kątem w każdym oświetleniu itd. Ludzki mózg tak nie działa jak AI, pracuje obiektowo. AI nie rozumie, że woda moczy, że sznurkiem nie da się popychać a kijkiem ciągnąć…

Jest wiele opracowań naukowych wskazujących, że obecne podejście AI to ślepy zaułek. Owszem są dobre zastosowania. W warunkach niskiej niepewności np. na linii produkcyjnej, gdzie schodzi taki sam element w takim samym oświetleniu i pozycji uczymy sieć odróżniać wyrób prawidłowy od wadliwego i jest super (biada niewykwalifikowanemu pracownikowi który to robił).

U mnie jest potężne parcie aby w projektach wykorzystywać AI – uczenie maszynowe i sztuczne sieci neuronowe. Tylko po co? Robimy rzeczy które decydują czyimś życiu, muszą działać precyzyjnie i skutecznie. To pytam - wydamy parę dużych baniek na dane do uczenia i zamiast algorytmów (dość złożonych matematycznie) zrobimy coś co będzie mieć 80% skuteczności zamiast 99.9% ? Tylko dla tego, że politycy nie rozumiejąc co się dzieje i boją się, że nas ominie jakaś rewolucja? Na szczęście definicja AI uległa znacznemu poszerzeniu i obejmuje wiele dobrze znanych algorytmów zaliczających się do tzw. inteligencji psychologicznej (nawa trochę myląca, chodzi o w pełni deterministyczne, naśladujące ludzkie myślenie naukowo opracowane algorytmy klasyczne). Więc moi przełożeni mogą śmiało pisać, że stosujemy sztuczną inteligencję.

Tak na marginesie modele językowe już zaczynają zjadać własny ogon. Karmią się treściami z Internetu, które wcześniej same produkują. Jakość spada, twórcy wycofują się z publikowania użytecznych treści lub chronią swoje prawa autorskie, nie ma wartości dodanej.

Kiedyś miałem taki epizod w pracy. Były zakupy książek, wybrałem kilka pozycji z tematu który robiliśmy. Po tygodniu przyszła odpowiedź – wszystko zostało zakupione z wyjątkiem jednej. Rada postanowiła nie kupić mi tej książki. Aż „rada”, pytam dlaczego? Bo ta książka kosztuje 28 tys. euro! Wiedza czasem jest w cenie i nie ma jej w Internecie.

Polecam książkę “Zdrowy umysł w sieci algorytmów”

Bardzo przystępna analiza wielu aspektów problemów poruszonych przez @marcines i jest też trochę o randkowaniu (dla chętnych).

1 polubienie