Często, gdy słyszymy słowa “męskość”, “siła”, “stanowczość”, “złość” automatycznie pojawiają się w naszej głowie obrazy agresji, rywalizacji, przemocowych reakcji albo chłodnego wycofania. Czasem też przychodzą nam na myśl mężczyźni w typie bohaterów odgrywanych na ekranie przez Clinta Eastwooda, Bogusława Lindę czy - nawiązując do współczesności - przez Jasona Stathama.
Wiadomo - to efekt społecznych wzorców, w których byliśmy wychowywani: „chłopaki nie płaczą”, „nie pokazuj słabości” czy „musisz być twardy”.
Wielu z nas (a przynajmniej ja
) było uczonych, że prawdziwy mężczyzna „trzyma wszystko w sobie”, nie narzeka, nie płacze, nie okazuje złości – a jeśli już, to tylko w formie gniewu lub agresji. To błędne koło, które nie ma nic wspólnego z prawdziwą siłą. To tak naprawdę duża słabość.
Problem polega na tym, że wiele z tych przekonań - mimo, że świadomie potrafimy je już kwestionować - są dalej w nas żywe i odcinają nas od kontaktu z własnymi emocjami, potrzebami i, przede wszystkim, od autentycznego ja.
Można jednak sobie z tym poradzić i wyrażać siebie w zdrowy sposób, bez rezygnacji z wewnętrznej siły. Prześledźmy po kolei skrzynkę z narzędziami.
Asertywność - zdrowa, wewnętrzna siła
Wbrew powszechnej opinii asertywność to nie „stawianie się” ludziom. Asertywność to umiejętność komunikowania się w sposób uczciwy – wobec siebie i innych. To prawo do mówienia „nie” bez poczucia winy i prawo do mówienia „tak” - bez przymusu.
To zdolność stawania za sobą bez potrzeby tłumaczenia się lub przepraszania za swoje istnienie.
Asertywność nie jest ani uległością, ani agresją. Jest czymś pomiędzy - to świadome, odpowiedzialne wyrażanie siebie – z szacunkiem dla cudzej prawdy, ale bez rezygnacji z własnej.
Stanowczość – czyli jak być jasnym i pewnym, nie stając się betonem
Stanowczość nie jest równoznaczna z byciem sztywniakiem i ponurakiem.
To wiedza, gdzie są moje granice, czego potrzebuję, co jest dla mnie ważne – i gotowość, by o to zadbać. Bycie stanowczym nie musi oznaczać konfrontacji - czasem to po prostu spokojne, ale zdecydowane: „Nie zgadzam się na to” albo „Nie jestem gotowy, żeby to teraz zrobić”. Innymi słowy to spójność z tym, co w danej chwili czuję i na co faktycznie mam ochotę. To zdolność bycia wiernym swoim wartościom - nawet gdy jest niewygodnie. Nawet, gdy ceną za to jest to, że ktoś się na nas obrazi.
Wbrew temu, co wielu z nas słyszało w dzieciństwie – nie musimy tłumić własnych potrzeb, by być „dobrymi facetami” (jako rozwinięcie tej kwestii polecam lekturę książki “(nie) miły facet”, którą w sąsiednim wątku zrecenzował @marcines ).
Można być dobrym i jednocześnie nieustępliwym tam, gdzie stawką jest nasz szacunek do samego siebie.
Złość – nieprzyjaciel czy sprzymierzeniec?
Złość bywa demonizowana, nawet w tzw. duchowym światku. Kojarzy się z agresją, destrukcją, wybuchem. Ale prawda jest taka, że złość to emocja informacyjna – mówi nam, że coś jest nie tak. Że zostały przekroczone granice. Że coś nas rani. Bez niej tracimy kontakt z tymi informacjami.
Złość, jeśli jej słuchamy i wyrażamy ją świadomie, jest jednym z najzdrowszych narzędzi psychicznej ochrony. Problemem nie jest złość sama w sobie – tylko to, co z nią zrobimy.
Zamiast tłumić ją i „dusić w sobie” (co często kończy się pasywno-agresywnym zachowaniem, somatyzacją, uzależnieniami czy depresją) lub wybuchać i ranić ludzi wokół siebie można nauczyć się złości wyrażanej konstruktywnie.
Może to przybrać komunikat z poziomu “ja”, opisujący nasze przeżycia wewnętrzne, na przykład: „czuję się sfrustrowany, bo dla mnie to było ważne, a zostało zignorowane” czy też „złoszczę się, bo po raz kolejny nie uszanowano mojej granicy”
To zupełnie inna jakość niż „jesteś egoistką i znowu wszystko zepsułaś”. Pierwszy komunikat buduje kontakt i pozwala na to, by zostać usłyszanym. Drugi niszczy relację i zamyka drogę do porozumienia - zaczyna się przerzucanie winą, które nie prowadzi do niczego dobrego.
Odwaga – siła bez zbroi
Wbrew stereotypom, odwaga jest nie brakiem strachu, lecz działaniem mimo strachu.
To otwartość – tam, gdzie najchętniej byśmy się schowali. To gotowość do bycia autentycznym, nawet gdy to niewygodne i może zostać ocenione negatywnie przez otoczenie. To powiedzenie na głos „nie wiem”, „potrzebuję pomocy”, „mam dość” – zamiast udawania twardziela.
Odwagą jest również stanięcie przed drugim człowiekiem – np. partnerką, przyjacielem, dzieckiem – i powiedzenie im: „Zraniło mnie to”, „Jestem zły”, „Chcę być usłyszany”.
Wiem, że to trudne - bo nauczono nas, że okazywanie takich uczuć to słabość, a my nie chcemy czuć się słabi. Jest jednak wprost przeciwnie - to droga do wolności.
Jestem ciekaw Waszych doświadczeń.
Jak wyrażacie złość w relacjach – z partnerką, dzieckiem, szefem, przyjaciółmi?
Czy zdarza się Wam tłumić emocje „dla świętego spokoju”?
Co dla Was znaczy męska siła – w praktyce, nie w teorii?