Atrakcyjny mężczyzna i poznawanie kobiet w klubie

Jak co roku wyskoczyłem ostatnio z kolegami do klubu. Tym razem poszedł z nami, nieznany mi wcześniej kolega kolegi. Dojechał do nas, gdy chillowaliśmy w hotelu przed wyjściem. Gdy wpadł do pokoju, zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie. Facet około 40 lat, choć wyglądał sporo młodziej, wzrost około 175cm, szczupły, proporcjonalnie zbudowany, długie, zadbane włosy, tatuaże, uśmiech od ucha do ucha na twarzy, ubrany w dźinsy i białą koszulę, pełen pozytywnej energii i chęci do zabawy. Bardzo podobny do młodego Axle Rose.

Ten to dopiero będzie miał branie w klubie pomyślałem.

Jakie było moje zdziwienie, gdy w klubie okazało się, że pomimo wielu prób, nie był w stanie poderwać żadnej laski. Był przeźroczysty dla kobiet, po prostu zero zainteresowania.

Długo myślałem nad tym fenomenem. Czego mu brakowało? Oto kilka moich wniosków: Miał delikatną chłopięcą wręcz urodę. Miał aurę romantyka, kolesia który zabierze cię na spacer po plaży w świetle zachodzącego słońca. Sprawiał wrażenie miłego gościa, bardziej do przytulenia niż ostrego ruchania.

Tymczasem atmosfera w klubie pełnym napalonych, odstrzelonych lasek premiuje bardziej typ mężczyzny kipiącego testosteronem, gotowego przejąć kontrolę nad kobietą i potwierdzić swoją męskość w łóżku.

Może był po prostu drętwy?

Klub to specyficzne środowisko, jest tłoczno, głośno, dużo się dzieje - wiadomo, że bez akceptowalnego wyglądu trudno o większe (a wręcz o jakiekolwiek) sukcesy, ale jeszcze bardziej liczy się ekstrawertyzm, gadka, umiejętność podtrzymywania rozmowy, odbijania piłeczek, gry słowne, nawijanie makaronu na uszy, pewność siebie, a także forma/poziom energii w danym dniu i pogodne usposobienie.

Mam kuzyna, który jest wulkanem energii, straszną gadułą - no nie przegadasz chłopa. Sypie żartami jak z rękawa. Genialny przedstawiciel handlowy - sprzeda Ci dosłownie wszystko. Niebrzydki, ale nie jest jakimś Belmondo - ot, zadbany facet, dobra sylwetka - ale niespecjalnie wysoki (175 cm), w dodatku łysy. Zdarzało mi się wychodzić z nim do klubu i nigdy nie widziałem, żeby po prostu bezczynnie stał sobie w kącie - on zawsze, w każdym momencie, dosłownie w każdej chwili, rozmawiał z jakąś kobietą - nie miał nawet problemu, żeby podejść do całej grupy kobiet i je zagadywać, rozśmieszać. No typowy przebojowy, inteligentny bawidamek, uwielbiany przez kobiety. Zawsze miał jakąś dziewczynę, ostatecznie ożenił się z bardzo ładną, wyższą od niego i młodszą o 12 lat.

Do czego zmierzam - w ogóle nie pasował do poniższego opisu:

Aczkolwiek pewnie i tacy mężczyźni mają swój target. Dużo trudniej - jak mi się wydaje - mają mężczyźni w typie, który opisałeś:

Oni zapewne zyskują w kontakcie 1:1, w mniej zatłoczonym miejscu - np. w jakiejś kawiarni. W głośnym klubie się po prostu nie przebiją, chyba, że wyjątkowo wpadną jakiejś dziewczynie w oczy i będzie ona wysyłać im tyle sygnałów co morska latarnia.

Jeśli z okresu “Lies” albo “Appettite…” z tymi nastroszonymi włosami, to ciekawie. Natomiast Axl z 1991 roku to już zajebista estetyka. Był szczupły, ruchliwy, zadziorny, miał niezłą naturalną rzeźbę. Niestety potem musiał przegrać jakiś zakład i zaczął się upodabniać do Benny Hilla…

Co do case’u kolesia - @Johnny wyjaśnił to, nomen omen, koncertowo.

Na początku przeczytałem: “Może po prostu był trzeźwy?” I to też miało by sens :slight_smile:

Doskonale powiedziane. Klub to hałas, ścisk. Obserwują cię inni/inne. Żeby coś powiedzieć, musisz krzyczeć do ucha. Językiem komunikacji i podrywu jest przede wszystkim taniec, ruchy ciała.

I dlatego patrząc na to szerszym okiem - każdy może dostosować swoją strategię i miejsce poznawania do preferencji i mocnych stron.

Żeby nie teoretyzować: jeśli ja o sobie wiem, że tańczyć ani nie lubię, ani nie umiem, nie lubię wrzeszczeć, ciężko mi w klubie o żart sytuacyjny i grę słów, plus zwyczajnie nie lubię tłumów, o 22.00 kleją mi się oczy, to nie lubię klubów i ani do nich nie chodzę, ani w nich nie podrywałem. Jest tam też inna specyfika: po pierwsze, nie spodziewałem się nigdy znaleźć kobiety, która chodzi do klubów (bo po co mi taka, która lubi coś zupełnie innego niż ja), po drugie nie uśmiecha mi się narażanie od razu na oceny: jeśli podchodzę do wybranej kobiety będącej w towarzystwie jej koleżanek, to od razu z miejsca jesteśmy oceniani przez to jury. To nie wpływa na wolność wyboru.

Dlatego przy moich preferencjach i mocnych stornach zawsze szukałem kobiet solowo - na aplikacjach randkowych albo w codziennym życiu.

Dokładnie - trzeźwemu i jednocześnie wrażliwemu człowiekowi jednak ciężko wytrzymać w takim miejscu - głośno, każdy się ociera, krzyczy, ludzie często brzydko pachną xD

Pamiętam jak przy okazji Twojej wizyty u mnie poszliśmy we dwójkę do klubu koło 1 w nocy, całkiem na trzeźwo - no dziwnie się czuliśmy wśród nawalonych, krzyczących ludzi - i pewnie też dziwnie dla nich wyglądaliśmy :slight_smile:

Otóż to. Zdarzało mi się poznawać dziewczyny w takich miejscach (@zippyA może tu być świadkiem xD), ale nigdy nie przerodziło się to w cokolwiek poważniejszego, głębszego. Mam podobnie jak Ty - aczkolwiek nigdy nie korzystałem z aplikacji randkowych, wszystkie swoje byłe już dziewczyny poznałem w codziennych sytuacjach.

I zostałem wywołany do tablicy! Potwierdzam słowa @Johnny - swoją drogą to mieszanie gin/tonik w różnych wariantach smakowych było kozacko zajebiste;)

I w sytuacji gdy @Johnny w klubie czuł się jak ryba w wodzie, ja ze swoją introwertyczną przewagą 1:1 czułem się zerowany z energii. Inna strategia poznawcza, inna strategia zaciągania do łóżka…tfu tfu do muzeum i na koncert #menskiegraniepodsiadloElo

Było akurat odwrotnie, miał w sobie mieszankę różnych alkoholi i narkotyków, co na drugi dzień skończyło się mega kacem i rozmowami z muszlą xD Zaznaczam, że pomimo spożycia wielu różnych rzeczy gadał i zachowywał się całkiem z sensem.

Tak teraz myślę, że był za bardzo needy, za dużo sobie obiecywał, za bardzo chciał, “atakował” laski u których nie miał szans.

Muszę przyznać, że na krótko Twój kolega zaraził mnie tym ginem - jeszcze parę razy odwiedziłem tamten bar :slight_smile:

Fakt, wybitnie nie Twoje klimaty. Inna sprawa, że to chyba najbardziej zatłoczony klub w mieście - gorzej być już nie może.

@Condottiero też go ze mną zwiedził, ale już na trzeźwo - i wtedy czułem się tam znacznie gorzej niż z Tobą, gdy jednak sporo wypiliśmy i zmysły były osłabione :slight_smile:

Zasada nr 1, którą od zawsze się kierowałem - nigdy nie zagaduj w klubie do dziewczyny, która nie wysyła Ci absolutnie żadnych sygnałów, omija Cię wzrokiem, traktuje jak powietrze. Trudno w takiej sytuacji oczekiwać sukcesów xD

Algorytm YT polecił mi coś takiego - dawno nie słyszałem tak głupich, przeciwskutecznych rad. Polecam się do nich stosować, jeśli nie lubicie rozmawiać z dziewczynami na imprezach :smiley: Jeśli jednak chcecie mieć z nimi jakieś interakcje róbcie dokładnie to, co ten gość odradza robić.

Niebywałe, że ktoś płaci za otrzymywanie takich “porad” (bo Pan zdaje się jest jakimś kołczem podrywu):

A ten dla odmiany całkiem spoko (tak, nudzę się dzisiaj w robocie i oglądam kołczów podrywu :smiley: ), jest trochę uogólnień, ale całość przekonująca - proaktywne podejście, a nie “bądź jak boss i laski same przyjdą”.

Znasz może @Hodowca tych kolesi? Jakie masz o nich zdanie?

2 polubienia

Kto zna PUA, ten się w cyrku nie śmieje.

Poznałem Vincenta, Adriana nie.

Vincent mówi w miarę ok rzeczy, ale to co widziałem u niego w realu nie zachwyca. Jak dla mnie to jest taki “średniak” - ani ktoś naprawdę dobry, ani patologiczny zjeb.

1 polubienie