Jak co roku wyskoczyłem ostatnio z kolegami do klubu. Tym razem poszedł z nami, nieznany mi wcześniej kolega kolegi. Dojechał do nas, gdy chillowaliśmy w hotelu przed wyjściem. Gdy wpadł do pokoju, zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie. Facet około 40 lat, choć wyglądał sporo młodziej, wzrost około 175cm, szczupły, proporcjonalnie zbudowany, długie, zadbane włosy, tatuaże, uśmiech od ucha do ucha na twarzy, ubrany w dźinsy i białą koszulę, pełen pozytywnej energii i chęci do zabawy. Bardzo podobny do młodego Axle Rose.
Ten to dopiero będzie miał branie w klubie pomyślałem.
Jakie było moje zdziwienie, gdy w klubie okazało się, że pomimo wielu prób, nie był w stanie poderwać żadnej laski. Był przeźroczysty dla kobiet, po prostu zero zainteresowania.
Długo myślałem nad tym fenomenem. Czego mu brakowało? Oto kilka moich wniosków: Miał delikatną chłopięcą wręcz urodę. Miał aurę romantyka, kolesia który zabierze cię na spacer po plaży w świetle zachodzącego słońca. Sprawiał wrażenie miłego gościa, bardziej do przytulenia niż ostrego ruchania.
Tymczasem atmosfera w klubie pełnym napalonych, odstrzelonych lasek premiuje bardziej typ mężczyzny kipiącego testosteronem, gotowego przejąć kontrolę nad kobietą i potwierdzić swoją męskość w łóżku.