Brak ambicji, wzorców, czy zwykła niechęć

Przede wszystkim cześć, bo jestem tutaj nowy. Przez jakiś czas zastanawiałem się, czy w ogóle warto się tak uzewnętrzniać, ale z drugiej strony stwierdziłem, że bez tego przecież niczego się nie nauczę i nie dojdę do żadnych wniosków. Mam żonę (jesteśmy małżeństwem od 13 lat), 4 dzieci. Przeprowadziłem się z dużego miasta na małą wieś, daleko od środowiska w którym wyrosłem. Pracuję zdalnie, więc miałem taką możliwość. Mój związek zawsze był pełen wybojów - jestem dość mało skrupulatny i sumienny. Przez całą swoją młodość byłem związany z muzyką i teatrem, grałem, występowałem itd. środkowisko, które lubi imprezować i gadać dużo o sobie. Moja żona zupełne przeciwieństwo - bardzo ułożona, dużo analizująca, myśląca, z planem na siebie, swoje życie. Jej głównym marzeniem było zostanie matką, ja byłem bardzo otwarty, bo zawsze chciałem mieć dzieci, ale też nigdy sam nie dążyłem do tego. Przed ślubem ją zdradziłem - pisałem z koleżanką przed dłuższy czas, zdradziłem jej lojalność i mocno ją upokorzyłem tym samym. Mieliśmy o to wielka kłótnię, ale finalnie wzięliśmy ślub i tak temat od czasu do czasu wracał, bo niczego w związku z tym nie naprawiałem, ciągle mówiłem, że zrobię i później nic nie robiłem. Ostatnio nasze kłótnie mocno się nasiliły - w zasadzie jest kilka głównych wątków, które ciągle się pojawiają:

  1. Mój brak ambicji - nie imponuję jej, więc ona nie chce być ze mną blisko. Rzuca mi czasem wyzawania typu - naucz się biologii na poziomie rozszerzonym, zrób 100 przysiadów, rozwiąż ileś zagadek matematycznych. Pokaż, że potrafisz coś na siebie wziąć, coś większego i trudnego i dokończ to.
  2. Mój brak dowodzenia - czasem zaczynam działać jak leader naszego domu, ale zazraz wracam w tryb ciągłego pytania jej o to co myśli, jak ona by to zrobiła. Czyli bardzo podążam za nią, a ona chciała by podążać za mną.
  3. Ciągłe kłastwa - to chyba najgłębsza rana. Mam taki mechanizm w którym w styutacji stresowej dąże do wybielenia swojej osoby. Nie przyznam się do tego, że czegoś nie wiem, powiem nieprawdę byle uniknąć przykrej konsekwencji. Generalnie zrobię dużo byle nie przyznać nawet przed samym sobą, że robię coś żle lub jestem po prostu nieszczery.
  4. Miłość - to w sumie najświeższa rzecz. Moja żona powiedziała mi, że jej zdaniem ja jej po prostu nie kocham, a ona bardzo chciałaby być kochana. Od czasu tej zdrady nigdy nie zrobiłem niczego, co by pokazało, że jestem w stanie poświęcić się dla niej, a konkretniej poświęcić czegoś swojego, w co wkładam pracę, co jest trudne i zrobić to tylko dla niej. Dodam tylko, że to wszystko (zdrada) wydarzyło się podczas pracy nad projektem w pracy, który przyniósł mi dużo uznania, byłem mocno chwalony, podziwiany - podjerzewam, że ta koleżanka też interesowała się mną przez to, że jej imponowałem. Moja żona też wtedy mnie mocno podziwiała, ale ja nie chciałem dzielić się z nią owocami tego uznania. Do tego jeszcze to, że o nią nie zabiegam, nie robię nic co sprawia, że czuje się przeze mnie kochana/uwodzona.

Ona mocno to przeżywa, dużo milczy, nie chce gadać, bo słowa tylko ją bolą i w sumie nic za nimi nie idzie. Gadamy o dzieciach, obowiązkach, ale to wszystko. Dużo czytam, analizuję, ale wiem, że tylko działanie może przynieść jakieś efekty. Byłem na terapii, ale to zawsze przynosi mi tylko chwilową poprawę, a wręcz kiedyś poczułem, że terapeuta sugeruje mi, że po prostu powinienem znaleźć sobie dobre otoczenie, więc szukam.

Jak widzicie temat dość złożony, ciągnący się niesamowicie, a jednocześnie czuję, że mało rzeczy jest mną w stanie na tyle wstrząsnąć, żeby zacząć działać - co oczywiście sprawia, że czuję się totalnie beznadziejnie. Tak jakbym nie umiał po prostu w to wszystko. Macie jakieś porady, źródła (książki/filmy), które zainspirowały Was do zmiany? Coś co pomoże w ułożeniu sobie celów, zbuduje pewność siebie? Wszystkie porady mile widzane :slight_smile:

1 polubienie

Cześć, trafiłeś w dobre miejsce mamy tu fajna ekipę, chociaż to miejsce wydaje się czasem puste. Taki znak czasu.

Co mi przychodzi najpierw do głowy, to spore prawdopodobienstwo ADHD/ADD. Badales się może pod tym wzgledem? Adehadowcy maja to do siebie, ze hiperfokusuja sie na tym co im sprawia frajde i w czym czuja pasje, wszystko inne odkladaja, albo porzucaja. Taka chemia mozgu. Chyba, ze cos ich przycisnie to wtedy dowoza ale na ostatni dzwonek.

Dowodzenia mozna sie nauczyc, ale to jest dlugotrwaly proces. Po prostu musisz zmienic mindset na taki, w ktorym nie zwracasz uwagi na jej zdanie lub nawet zaangazowanie. Po prostu traktuj ja jak dziecko tudziez nastolatke (niektorzy mowia, ze kobieta to najstarsza nastolatka w domu).

Co do kłamstw to tu wymaga pracy nad szczeroscia wobec siebie i przyznanie, ze sie czegos nie potrafi, nie wie. Ale tez przed innymi. To jest wyzwalajace. Ego ma to do siebie, ze nie pozwoli pozbyc ci sie tej maski i jego odrzucenia. Jednak to jest niezbedne. W wiekszosci przypadkow to sie beierze z dziecinstwa. Zastanow sie dokladnie dlaczego i z jakiego okresu i nad tym popracuj. Dokladnie w ten czuly punk uderza ksiazka “Odwaga bycia nielubianym”, ktora polecam. Uwalniajacy temat.

Co do milsci i wiezi, to sprobuj ocenic swoj styl przywiazania wobec niej i jej wobec ciebie. To pomoże trochę cię nakierować. Poza tym komunikacja bez przemocy (NVC). Z tego co czytam, to macie sporo do wyjaśnienia i wiele rzeczy zamiecione pod dywan wychodzi. Jednak z tego co czytam to wydaje mi się że największy problem to nie wiesz czego chcesz. Czego pragniesz? Co potrzebujesz aby poczuć wiatr w żaglach i skąd ci się to wzięło? Czy w ogole chcesz być razem z żoną? Może obydwoje tkwicie w mało satysfakcjonujacej relacji i nie chcecie tego zmienić?

Jeszcze jedno, tak sobie myślę ile w tobie jest potrzeby uniknmięcia wstydu za wszelką cenę. To niestety jest najgorsza i najbardziej zakorzeniona emocja w wiekszosci ludzi, szczególnie u facetów. To ma żródło w dzieciństwie i często określane jest mianem toksycznego wstydu ewentualnie CPTSD. Złożony mechanizm obronny na to co spotyka nas w dzieciństwie. A romanse w takim przypadku to potrzeba szukania akceptacji w oczach innych. John Bradshaw w Toksycznym Wstydzie to dogłębnie wyjaśnił. Jak potrzebujesz wiecej czasu do “przeprogramowania” i rozumiesz angielski, to kup sobie audiobooka Healing the Shame That Binds You i dodatkowo No More Mr Nice Guy Glovera plus ewentualnie The Big Stick Edelmana, ale ebook moze byc lepszy ze wzgledu na cwiczenia w niej zawarte.

Zacznij od treningu integralności. Od teraz nie kłam w sytuacjach w których prawda stawia cię w złym świetle. Jeżeli czegoś nie zrobiłeś, powiedz, że nie zrobiłeś, jeżeli zapomniałeś, powiedz, że zapomniałeś, jezeli nie wiesz, powiedz, że nie masz pojecia. Jezeli przestraszyłeś się konsekwencji i skłamałeś, to skoryguj i napraw to asap. To moze być trudniejsze niż sto przysiadów, czy nauka biologii, ale najprawdopodobnie będzie dużo bardziej wartościowe.

Druga rzecz, przestań składać duże obietnice. Zamiast “zmienię się”, skup się na jednym zachowaniu, które przez trzy miesiące będzie przewidywalne. Dla siebie i nie dla nikogo innego. Wiarygodność buduje się mozolną pracą.

Po trzecie, zacznij odzyskiwać własne kryteria wartości. Czy muzyka i teatr naprawdę stały się niedojrzałą częścią przeszłości, czy wraz z wejściem w małżeństwo odciąłeś kawałek siebie, bo uznałeś, że dorosły mężczyzna powinien być inny? Jungowsko to próba stania się wyłącznie tym mężczyzną ktorego akceptuje żona i może być równie niebezpieczna jak wcześniejsze niedojrzałe życie. To stało się odrzuconą częścią, która właśnie teraz próbuje się wydobyć na wierzch i ci bruździ w życiu.

Co do samej terapii to trzeba wybrać rodzaj ktory ci najlepiej sie przysłuży, a nie będzie tylko działał na poziomie intelektualnym. Dobry terapeuta powinien byc wyzwaniem dla przekonań i ego.

@marcines Dzięki za odpowiedź. Postaram się odpowiedzieć na wszystko w odpowiedniej kolejności :slight_smile:

Terapeuta na ostatniej terapii zaproponował mi diagnostykę w kierunku ADHD i spektrum, ale szczerze? Mam ogólnie dość mieszane odczucia co do tego typu określeń. Nie zaprzeczam, że coś takiego istnieje, tylko nie wiem co to zdiagnozowanie finalnie może zmienić? Jeżeli mogę coś w sobie przepracować, to mogę i bez diagnozy… farmakologia też wydaje mi się tylko wyciszaniem objawów, a nie lekarstwem na przypadłość. Zresztą istnieje tutaj dla mnie jeszcze jedna pułapka - dostając diagnozę mogę po prostu wszystko racjonalizować tym, że przecież mam ADHD, czy spektrum i ludzie po prostu mnie nie rozumieją. A wiem, że nawet jak na świadomym poziomie nie będę tego traktował na serio, to podświadomie mogę na to wszystko patrzeć przez pryzmat takiej właśnie diagnozy. Ale ogólnie to tak, widzę u siebie dużo objawów charakterystycznych dla kogoś z ADHD.

Co do dowodzenia, to tak - tutaj stosowałem kiedyś tą strategię i działała, ale bardzo szybko rezygnowałem, zapominałem lub znajdowałem coś ważniejszego dla chwili obecnej - np. 30 powiadomień z pracy, które trzeba ogarnąć.

Co do kłamstw, to tak - miałem dość trudne dzieciństwo. Raczej ze względu na to, że sam byłem mocno niedopasowany i nie chciałem się dopasować do otoczenia. Dużo konfliktów, robienia z siebie ofiary, obwiniania czynników zewnętrznych. Do tego spora nadwaga już w podstawówce i mało samodyscypliny. Rodzice mocno akceptujący, do tego stopnia, że sami nie zauważali, że przekraczam granice przyzwoitości. Mało nauki o wartościach, standardach i moralności. Raczej nauka lawirowania i uginania się z kierunkiem skąd mocniej wieje.

Style przywiązania przerabiałem, mam dużo lękowego i unikającego. NVC próbowaliśmy i też nam nawet szło, ale po prostu ja dość szybko wchodziłem w defensywność, albo unosiłem się i wychodziłem z sytuacji.

Z żoną chcę być i nie widzę innej opcji (jestem też wierzący, więc po prostu nie uznaję opcji poddania się), bo jest bardzo dobrą, mądrą i kochającą osobą, która zwyczajnie czuje ogromny zawód związany z tym, że nie potrafię stworzyć z nią bliskiej relacji, a to sprawia, że czuje się po prostu niekochana - zresztą wkroczyliśmy właśnie w fazę, w której żyjemy razem, ale na zasadzie umowy logistycznej z uwagi na dzieci. Ona “udaje” moją żonę, ale oficjalnie powiedziała mi, że jej nie obchodzę i mogę robić co mi się podoba - oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że jest to forma testu “na odrzucenie”, więc przyjmuję to z pokorą i bez kłócenia się. Niemniej jednak sytuacja jest trudna, przede wszystkim dla niej, bo widzę jak ją to wszystko boli. Tak, że nawet unika patrzenia na mnie.

Czego chce? Kiedyś to było proste - chciałem żyć życiem artysty, muzyka, ale to słabo idzie w parze z rodziną i zaangażowaniem. Zresztą widzę to po moim ojcu, który sam jest zawodowym muzykiem z trójką dzieci. Tylko moja mama po prostu w pewnym momencie się wycofała i tylko czasem go obgaduje z nami (dziećmi), ale wciąż go kocha, robi dla niego dużo i nie odstępuje go na krok. Teraz chciałbym stać się osobą, która jest uosobieniem klasycznych wartości i moralności - mieć w sobie mądrość, hart ducha i odwagę do zmieniania świata… chociaż póki co bardziej widzę siebie jako przestraszoną mysz zamkniętą w ciele w metrowego faceta. Zresztą to nic nowego, bo pamietam jak na zajęciach z choreografii moja instruktorka trochę się ze mnie śmiała, że mam 2 metry, a tańczę jakbym wstydził się tego, że jestem.

Co do wstydu, to zdecydowanie jest tego bardzo dużo, a możliwe, że chodzi w tym wszystkim tylko i wyłącznie o to. Od dzieciństwa unikałem wstydu, nie potrafiłem się przyznać do porażki, czy błędu - zawsze zrzucałem odpowiedzialność na coś innego/kogoś innego.

NMMNG czytałem i dużo mi dał. Healing the Shame nie znam, ale zaraz się zapoznam. Muzykę i teatr odciąłem miedzy innymi z tego względu o którym piszesz, ale też dlatego, że przy dużej rodzinie czasu jest mało, a jak już jest, to wykorzystuję go głownie na siłownię lub czytanie. Miałem nawet dwie próby obrania mojego talentu muzycznego w coś co będzie zarabiało (coverband), ale znów brakowało mi pomysłu na to jak pchnąć biznes dalej, jak rozpromować naszą działalność, jak zarządzić zespołem, żeby granie stało się dla nich priorytetem. Po prostu brak mi odpowiednich skilli przywódczych. Zresztą przerabiałem to już wcześniej z muzyką autorską - nagrałem dwie płyty, które nawet zebrały dobre opinie. Graliśmy koncerty w Polsce i zagranicą, no ale znów - jeżeli piszesz teksty, które są kalką i pseudo-naśladownictwem tego czego sam słuchasz, to musisz mieć dobre zaplecze, żeby to sprzedać (że się tak wyrażę), a ja tego po prostu nie miałem, pomysłu żeby zrobić to po swojemu zresztą też.

Zresztą dzisiaj nawet mi moja żona wypomniała fakt, że ten mój talent muzyczny zawsze chciałem dzielić z ludźmi na zewnątrz i szukać tam poklasku dla niego, a nigdy nie chciałem faktycznie przekuć go na coś dla domu - miała tu na myśli zarówno zarobek, ale i też wspólne śpiewanie w domu, dla dzieci. Dzisiaj po prostu wziąłem gitarę i zacząłem sobie śpiewać, co zresztą jeszcze niedawno uwielbiała… a stało się czymś, co rozdrapało starą ranę.

Dzięki za odpowiedź - widzę jak samo pisanie o tym układa mi w głowie, a Twoje pytania i spostrzeżenia są naprawdę w punkt.

ADHD nie wyleczysz, to inne funkcjonowanie mózgu gdzie dopamina wylatuje równie szybko z komórki jak tam się pojawia. Lekarstwa IMO są jedynym sposobem kontrolowania tego, szczególnie hałasu w głowie i przeskakiwania z jednej rzeczy do drugiej. pomagają to kontrolować na poziomie świadomym i przede wszystkim uspokajają pęd w głowie. Ja mając ADHD mam takie porównanie, że stoisz na środku pokoju i do okoła 20 odbiorników radiowych i każdy gra swoją stację i ty starasz się sluchać tego wszystkiego naraz by wyłapać co potrzebujesz, a po np medikinecie, jesteś w stanie każde z tych odbiorników wyłączyć i zostawić tylko ten jeden, z którego informację potrzebujesz.

Patrz wyzej, jeden z symptomów upośledzenia zdolności wykonawczych. Wiesz, można podejśc do tego w ten sposób: Jeżeli mam ADHD, to chcę wiedzieć z jakimi ograniczeniami mam do czynienia, aby żeby przestać wymagać od siebie działania metodami, które od trzydziestu lat nie działają.

Przy zdezorganizowanym (FA) tak się dzieje, że tworzenie wartościowego związku jest trudne i próby zbliżania partnera są torpedowane. Skrajne przypadki tego stylu można porównac do BPD i słynnego cytatu - Nienawidzę Cię, nie zostawiaj mnie. Poza tym FA maja tendencje wlasnie do niewierności większą niż DA i potrzebę walidacji swojej wartości z zewnątrz. Tutaj terapia EFT lub terapia schematów. Medytacja mindfullness, ale przy gonitwie myśli w głowie to jest wysoki poziom trudności i wymaga wiele prób.

Mogę się mylić, ale myślę, że ona ci daje sporo wskazówek, które ci w głowie umykają i giną i tracisz wątek, przenosząc zainteresowanie w inną stronę, które też jest jakąś reakcja obronną na przykre słowa. To co ona powiedziała, to może świadczyć, że niekoniecznie się odłączyła, ale komunikuje ci swój ból. Czy jesteś w stanie to wysłuchać przez dłuższy czas bez defensywności i próby naprawy?

Myślę że wsztsko komplikujesz i swój talent muzyczny możesz zreaktywować niekoniecznie od razu mysląc o staniu się profesjonalistą. Po prostu zacznij dla siebie i rodziny. Małe kroki, jedna mała zmiana za drugą. Zacznij może od radykalnej szczerości, bo jak widać to co do tej pory robiłeś to nie działa. A gdyby całkowicie wyjąć z równania pytanie “Co sprawi, że żona znowu mnie pokocha?”, co chciałbys zmienić w swoim sposobie życia nawet gdyby nie dalo to ci ani jednego punktu uznania z jej strony?

Chcesz zmienic się w wojownika bez lęku, ale odwaga nie polega na jego braku, odwaga to przezywciężanie oganiczen i regularna i nudna praca. To też zintegrowanie tej przestraszonej myszy w sobie i pozwolić jej tam być. Strachliwa mysz ma swoją mądrość, podobnie jak lew. Musisz zaakceptowac te wszystkie częsci w sobie, bo maski które nosisz zastępują części które dalej w tobie tkwią tylko w cieniu i czasami właśnie przejmują kontrolę, a z wiekim tylko nasilają swoją moc. Czławiek jest jak góra lodowa. Świadomośc to jest ta część nad wodą, to co nieświadome znajduje się pod nią i jest kilka razy większe. Relacja to najczęsciej spotkanie się tych podwodnych elementów i im bardziej je poznasz, tym lepiej będzie ci z samym sobą i z innymi.

Może będzie to niepopularne co napiszę ,ale kij w mrowisko i będę trochę adwokatem diabła.

Część rzeczy o których piszesz jest trochę podobna do mojej sytuacji (praca zdalna, przeprowadzka na małą wieś, żona analizująca, myśląca, całkowite odcięcie – rola współlokatora…)

Pierwsza rzecz, która mnie razi to ta zdrada, jak rozumiem taka emocjonalna. Pisałeś z koleżanką przed ślubem z obecną żoną? Ona nie była jeszcze twoją żoną – to jakbyś nie miał prawa się wtedy rozmyślić? Ale wyszła za ciebie mimo to. I co? – od 13 lat pastwi się nad tobą z tego powodu? Ten fakt jest jej chyba na rękę żeby Cię rozgrywać, żeby mieć w kolekcji haka na Ciebie. Kolekcjonuje jeszcze jakieś inne krzywdy?

Brak ambicji i dowodzenia. Żona wymyśla Ci wyzwania? A nie jest problemem to, że to nie są Twoje wyzwania? Masz być liderem domu, całego? A gdzie tu jest partnerstwo. Zacznij stawiać sobie na początek swoje wyzwania – takie naprawdę osobiste dotyczące tylko Ciebie i spróbuj dowodzenia tylko sobą nie oglądając się na opinię innych (no w granicach rozsądku).

Ciągłe kłamstwa. Czy to przypadkiem nie dotyczy głównie relacji z Twoją żoną. Czy masz tak w innych sytuacja poza domem, że jak nawalisz to kłamiesz? Stresujesz się w domu? Może nie wyrabiasz się ze wszystkim i chcesz to zamaskować. Stres jest już na początku „zadania” czy jak się nie uda? Też tak miałem. Zastanów się, czy ta dana rzecz w której dałeś ciała – dlaczego to było akurat Twoje zadanie? Sam to wziąłeś na siebie? Jakoś „tak wyszło”, że Ty za to odpowiadasz? Kto jest arbitrem?

Może sam te rzeczy podświadome sabotujesz bo to nie jest twoje działanie, nie tego chcesz. Gdzieś w sobie zdusiłeś dawno to, czego sam chcesz w życiu i działasz w obcym może w wrogim otoczeniu (w rodzinne otoczenie też może być pełne ukrytej przemocy psychicznej).

Żona twierdzi, że jej nie kochasz. Nie pyta co czujesz – twierdzi. To jest przeniesienie. Następnym stwierdzeniem jest, że ona nie kocha Ciebie (w następnym poście właśnie o tym piszesz).

Twierdzi, że nie jesteś w stanie poświęcić się dla niej? Ale właściwie o tym piszesz, że poświęciłeś swoje pasje, zainteresowania, życie artysty - czyli poświęciłeś prawdziwego siebie. Kiedyś wybrała ciebie za to kim byłeś a potem spowodowała żebyś się tego wyrzekł.

„…co zresztą jeszcze niedawno uwielbiała… a stało się czymś, co rozdrapało starą ranę”

Talent muzyczny – ma być dla pieniędzy, szukanie poklasku na zewnątrz jest złe, ma być granie ale dla dzieci. To tak nie działa. Jak mamy talent to najpierw robimy z tego coś co nam sprawia radość a pieniądze, dochód, są skutkiem ubocznym.

Co do terapii. Jeśli przynosi ona tylko chwilową poprawę oznacza to, że diagnoza jest błędna. Słusznym się wydaje sugestia o zmianie otoczenia – to działa. W Twojej opowieści bardzo idealizujesz żonę, nie ma żadnych wad. To dziwne, terapeuta też dostaje taki obraz? Zmień terapeutę na takiego wspierającego (może na kobietę).

„Ona “udaje” moją żonę, ale oficjalnie powiedziała mi, że jej nie obchodzę i mogę robić co mi się podoba - oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że jest to forma testu “na odrzucenie”, więc przyjmuję to z pokorą i bez kłócenia się.”

Witaj w klubie. To nie jest żadna gra ani test. Normalni małżonkowie takich testów nie robią. To jest brutalna rzeczywistość. Ale tej rady żony posłuchaj – rób właśnie to co czego chcesz.

Przepraszam za agresywny ton wypowiedzi. Niemożliwym jest, że jedna strona jest wszystkiemu winna, bierze wszystko co złe na siebie, wyrzeka się siebie, chodzi na terapię. W tym czasie ta druga „myśląca” robi „testy” i używa jako broni starych rozdrapanych ran.

W jakim jesteście wieku? Domyślam się, że pracujesz, a żona? Jak wygląda wasz podział obowiązków? Jakie macie rozrywki? Wyobrażam sobie, że przy czwórce dzieci wdrażanie jakichkolwiek działań z Twojej strony to może być duży problem. Nie zaszkodzi pewna dawka krytycznego spojrzenia i ratowania siebie. Nie neguję też absolutnie rozwoju osobistego ani zdobywania wiedzy o problemach w związkach.

Cześć, przyznam, że faktycznie wbiłeś kij w mrowisko, bo uderzyłeś z zupełnie innej strony… chociaż czuję w tym trochę wściekłości właśnie ze względu na to, że może sytuacja jest podobna do Twojej (ps. czytałem wcześniej Twój wpis o przeprowadzce itd.).

Zdrada była, ale w sumie to, co najbardziej w tej całej sytuacji pogorszyło sprawę, to był mój stosunek do zdrady, bo początkowo w ogóle nie traktowałem tego jako zdrady. Dla niej to był koszmar, nie widziała sensu w niczym, pierwszy raz widziałem ją jak po prostu wlewa w siebie alkohol, żeby zabić to uczucie. Druga kwestia była taka, że zaraz po tej zdradzie mieliśmy “the talk” po której wróciliśmy do siebie. Z resztą do tej pory mówi mi, że żałuje tej decyzji. Nie nazwałbym tego pastwieniem się, a raczej powrotem stanów emocjonalnych z tamtych wydarzeń - takiego flashbacku z przeszłości, który odżywa, bo nie został w żaden sposób załatwiony. Ja to rozumiem, bo serio zachowałem się wtedy jak dzieciak - zdradziłem ją, później okłamywałem, że nie mam kontaktu z tą dziewczyną (a ciągle coś tam z nia pisałem) + na wszystkie jej propozycje naprawcze z mojej strony reagowałem “oczywiście” po czym nic nie robiłem. Plus nie miałem na nic swojego zdania, celu - ona wszystkim zarządzała, nawet tym jak mam naprawić sprawę :slight_smile: Krzywd trochę jest i szczerze, to serio w wielu przypadkach zachowywałem się po prostu jak niedojrzały chujek + manipulowałem kłamstwem, żeby wyszło na moje, że to nie ja, tylko ona. Oczywiście w pewnym sensie nie rozumiem czemu nie potrafi mi po prostu tego wybaczyć i przejść dalej, zająć się życiem.

Z tymi wyzwaniami, to głównie chodzi właśnie o to, żebym coś wziął na siebie i skończył, ale zasadniczo cały czas mi mówi o tym, że jej chodzi o to, żebym potrafił stanowić sam o sobie, miał ambicję samodzielnego stawa się kimś lepszym, żeby to nie ona mnie napędzała, ale żebym sam się napędzał i swoja postawą umiał inspirować innych, w tym ją. To też trochę różnica środowisk z których się wywodzimy - ja blokowiska, ona zamknięte osiedla dla tych trochę zamożniejszych (swoją drogą, to ona też wniosła większą część majątku do naszej rodziny, bo mimo że ja zarabiam, to większość tego co mamy pochodzi od jej rodziny). Tak, mocno zainspirował mnie wpis o kuciu żelaza i przede wszystkim idę w mierzenie się z własnymi niedoskonałościami przez walkę na siłowni :slight_smile:

Wiesz co, z tymi kłamstwami, to oczywiście w domu zdarza mi się to nagminnie - takie wybielanie się, ale robie to też w pracy, gdy nie wiem np. coś pójdzie nie tak w projekcie, to zrzucam to np. na podwykonawcę. Parę razy nawet przerabiałem screeny maili w Photoshopie, żeby wyszło na to, że zrobiłem wszystko ok (swoja drogą, to jak o tym piszę, to spalam się ze wstydu). Także kłamstwo jest dość głęboko w moim DNA. W podstawówce ukradłem koledze czapkę - była nawet podpisana jego imieniem i nazwiskiem, a i tak wciskałem kit, że to moja. Wezwali moją matkę, a ona powiedziała, że TAK, to prawda - ona mi ją kupiła. Absurd, który jak sobie o tym myślę, przełozył się na naprawdę kiepskie postawy moralne w przyszłości.

Poświęciłem swoje pasje, bo faktycznie nie chciałem nadwyrężać jej zaufania - ale czułem też, że to środowisko tylko nasila we mnie postawy, które mocno łechtają moje ego i faktycznie staję się wtedy showmanem, który trochę przestaje liczyć się z innymi, a dąży tylko do samouwielbienia.

Co do talentu, to też tak zawsze do tego podchodziłem, ale tutaj też kwestia jest tego rodzaju, że ona sama nie ma czasu na żadne pasje, jak nawet poświęca na coś czas, to faktycznie doszkala się np. w lepszym organizowaniu zajęć dla naszych dzieci (edukacja domowa). Muzyka stała się też problemem, bo sama miała aspiracje muzyczne, które deklarowałem, że będę z nią realizował i rozwijał, ale nigdy do tego nie doszło. Za każdym razem jak do czegoś siadaliśmy razem, to się kłóciliśmy. Bo ja albo zapominałem tekstu wspólnej piosenki, albo byłem nieobecny.

No dobra, nie robią testu kiedy nie muszą. To nie jest tak, że jeżeli przez ten cały czas nie dotrzymywałem obietnic, kłamałem, nie odpracowywałem swoich przewinień, bazowałem na tym, że to ona organizuje nasze życie, to ona po prostu przestała czuć się bezpiecznie w tej relacji i sama wątpi w to, co czego tak naprawdę od niej chce? Bo deklaruje jedno, a robie drugie. Tam jest dość dużo mojego za uszami i nie ma sensu tego ignorować.

Jesteśmy pod 40, ja pracuje, ona zasadniczo zajmuje się domem i dziećmi, ale i tak teraz to tak wygląda, że ja często jednocześnie pracuje, zajmuje się domem, gotuje, a jej ledwo udaje się coś tam zrobić z dziećmi. Rozrywki - wycieczki rowerowe, siłownia, czytanie. Przy 4 generalnie nie ma za dużo czasu, bo budzą się koło 6-7 rano i jak zasną to jest 21:00. A najmłodsza nie ma jeszcze 2 lat, wiec wciąż potrafi się budzić jeszcze o 23:00 i trzeba do niej iść.