Mam taki dylemat. Mój dorosły syn z pierwszego małżeństwa zamieszkał niedawno razem ze swoją dziewczyną. Wygląda na to, że sprawa jest poważna i chyba niedługo będzie się żenił.
Problem polega na tym, jak w takiej sytuacji skłonić go do przemyślenia tej decyzji. Jak przekazać mu swoje doświadczenia. Nie chcę go absolutnie odwodzić od podjętego zamiaru. Chcę tylko, żeby jeśli się decyduje na ten krok, zrobił to bardziej świadomie.
Chłopak ma 26 lat i wiem, że czuje presję otoczenia. A działanie pod presją może nie być dobre. Zastanawiam się czy nie zrównoważyć tej presji jakąś radą.
Jego kuzyn - kumpel, (nie wiem czy dobrze określam stopień pokrewieństwa - syn mojego brata ciotecznego) niedawno się ożenił. Syn był świadkiem na ślubie. Miałem przy tej okazji możliwość poznać obie dziewczyny (kilka dni po ślubie - na imprezie nie byłem).
Pierwsze wrażenie, porównanie.
Młoda żona kuzyna - osoba bardzo otwarta, ciekawa, ciepła, wpatrzona w męża. Tu na pierwszy rzut oka wszystko gra.
Dziewczyna mojego syna - jakaś spięta, zamknięta, nie widać między nimi tego czegoś. Mam wątpliwości.
Może posypią się na mnie gromy, że się zamierzam wtrącać, że syn jest dorosły i to jego życie. Może jest w tym racja i to mieszanie tu nie ma sensu. A może ma?
Dla utrudnienia dodam, że z racji dawnych przejść z byłą żoną nie mieliśmy z synem przez długi czas kontaktu. Ten kontakt się odnowił rok temu i jest jeszcze dość kruchy. Z doradzaniem czy bez i tak zamierzam z nim o tym porozmawiać.
Skąd w ogóle takie pomysły. Z własnego podwórka.
Będąc w związkach zdarzyło mi się po kilku tygodniach znajomości poczuć taki ścisk w brzuchu oznaczający, że organizm (podświadomość) mnie ostrzega - coś jest nie tak, uciekaj (albo się przynajmniej zastanów). Ignorowanie tego głosu przynosiło katastrofalne skutki. Znajomi też takie rzeczy opowiadali.
Kiedyś siostra znajomego miała takiego narzeczonego. W skrócie - zwiał 2 dni przed ślubem! Podobno nie był gotowy. Rodzina znajomego kazała mu odszukać gościa i obić
. Znajomy wytłumaczył im bezsens tego przedsięwzięcia i pozytywną stronę całej ucieczki - a gdyby do ślubu jednak doszło przy chwiejnej postawie kandydata?
Moja siostra była w takim związku z nieodpowiednim facetem. Wszystko się rozsypało bo jego rodzina była przeciwna małżeństwu - i on posłuchał! Po pewnym czasie przedstawiła mi kolejnego kandydata z komentarzem, że ten to jest idealny. Kilka spotkań wystarczyło abym nabrał pewności - ten nowy był pod względem osobowości dokładnie taki sam jak poprzedni! Nie pamiętam czy wyraziłem swoją opinię wprost. Tragedia trwa do dziś.
Kiedyś dawno temu przedstawiłem rodzicom swoją przyszłą pierwszą żonę. Po latach dowiedziałem się, że ojciec miał pewne zastrzeżenia ale nie wiedział jak mi je przekazać. Skutków mojej decyzji już nie miał możliwości doczekać.