Kiedy dziecko jest gotowe na smartfona?

Coraz częściej wraca u mnie w domu temat telefonu – „wszyscy w klasie już mają”, „nie mam jak się kontaktować po zajęciach dodatkowych”, „chciałabym mieć swój numer” itp. Pewnie znacie ten temat.

Wielu z Was ma dzieci dużo starsze od mojego (jestem ojcem 10-latki) - jakie są Wasze doświadczenia w tym temacie?

Z jednej strony wiadomo - żyjemy w cyfrowych czasach i smartfon to dziś często coś więcej niż tylko gadżet - to część życia społecznego. Nie da się od tego uciec. Z drugiej – niepokoi mnie uzależnienie od ekranu (moje również xD) oraz wpływ mediów społecznościowych. Po obejrzeniu “Dojrzewania” realnie boję się wprowadzać córkę w ten świat.

Kiedy Wasze dzieci dostały pierwszy smartfon? Co się sprawdziło, a czego dziś żałujecie? Ile czasu Wasze dzieciaki spędzają w sieci? Czy nie zaniedbały przez to realnych kontaktów społecznych, czy potrafią budować takie relacje?

Będę wdzięczny za każdą podpowiedź - mamy z matką mojej córki pewien zgrzyt w temacie (ona jest za tym, by córka posiadała swój telefon, w zasadzie w nielimitowanym zakresie - “bo jej koleżanki mają i nie chcę jej wykluczać”, ja póki co oponuję, ale trochę zaczynam mięknąć).

1 polubienie

Jako ojciec dwójki chłopaków. Presja społeczna jest ogromna. I od tego nie uciekniesz. Niestety. Osobiście nie znoszę tych świecących prostokątów, bo zabierają czas i chęć dzieciom, ale brak dostępu może spowodować wykluczenie u rówieśników, przez co poczucie odrzucenia, a to wiemy, jak się kończy.

Moje dzieciaki dostały telefon w wieku około 9 lat. Głównie, abyśmy mogli się z nimi komunikować i oni z nami. Czy żałuję? Ciężko powiedzieć. Staram się ograniczać czas korzystania i siedzenia przed ekranem, ale to jest praca. Mam aplikacje kontrolujące czas przed ekranem i to pomaga trochę, ale widzę, że to nie kwestia indywidualna, ale pokoleniowa jak często i długo korzystają z urządzeń.

Myślę, że bez telefonu, byłoby im ciężej mieć relacje z rówieśnikami i to jest jedyna zaleta. Co do budowania relacji, to spora grupa dorosłych ich do tej pory nie potrafi, więc to nie jest żadnym wyznacznikiem.

Może rozwiązaniem jest limitowanie dostępu, ale jak obydwoje nie jesteście w tym samym miejscu, to może być ciężko. Kompromis byłby najlepszy i musicie się dogadać, inaczej może się skończyć, że przy matce będzie korzystała z telefonu, a przed tobą będzie to ukrywać.

Jako człowiek nie radzący sobie z uzależnieniem od internetów, jestem za ograniczaniem dostępu. Moje dzieciaki dostały telefony dość wcześnie i są od nich oczywiście uzależnione jak wszyscy ich rówieśnicy. To jest, niestety plaga obecnych czasów.
Nie widzę możliwości łatwej obrony przed tym. Należy oczywiście próbować ale to droga przez mękę.
Piszemy właśnie o tym w internecie a przecież mogłeś zadzwonić. Także tak. Dużą rolę odgrywa tu szkoła, która powinna być wolna od smartfonów i są pewne ruchu aby tak się stało.

Ogromnym problemem jest też dostęp, przez smartfony, do pornografi.

Trzeba tłuc dzieciakom nieustannie do głowy, jakie są zagrożenia i ograniczać korzystanie.

Łatwo się pisze, trudno wprowadzić w życie

A jeszcze mi się przypomniało, że rozmawiałem ostatnio z sąsiadem, ojcem trojga dzieci z podstawówki i wspominał, że jego dzieciaki od obudzenia siedzą w telefonach, i poza zbieraniem siłą, nie ma innego sposobu. Śmialiśmy się z małych, bo z braku telefonów, wyszli we trójkę z psem na spacer.

1 polubienie

Trochę tak (bo jednak dzieci potrafią mieć już swoje grupy na whatsapp, umawiać się na wspólne wyjścia), a trochę nie - córka mimo braku własnego telefonu ma całkiem fajną paczkę znajomych (trzy psiapsióły praktycznie od żłobka) i jest bardzo lubiana w klasie, a możliwości kontaktu zawsze się znajdą - matki jej koleżanek piszą/dzwonią do mnie i przekazują od nich informacje dla córki. Innymi słowy robię w tym układzie za pośrednika.

To też fakt, ale nie może to być usprawiedliwieniem. Nie ma dobrego zamiennika dla bliskich relacji. Córka na szczęście jest w tym bardzo dobra - podejrzewam, że lepsza ode mnie. Nie ma problemu z wyrażaniem uczuć, komunikuje swoje potrzeby wprost, mówi o swoich problemach - myślę, że w tym zakresie zrobiliśmy z jej mamą dobrą robotę.

I tak czasem jest - mama daje jej czasem swój telefon, gra w jakieś gry, ogląda YT (ale ma włączony filtr rodzicielski). Irytuje mnie to, ale tak jak piszesz - nie mamy tu wspólnego frontu. Gdy nie ma telefonu w ręce bez problemu ogarnia sobie jakieś zajęcie - maluje, coś sobie wycina, pisze, bawi się na dworze z koleżankami.

Też sobie z tym uzależnieniem nie radzę i pewnie głównie dlatego mam podobne zdanie.

No właśnie. O ile nie popieram mnożenia zakazów to jednak w tej kwestii uważam, że nie można polegać na rodzicach - bo jednak większość z nich daje te telefony dzieciom, żeby mieć od nich spokój i nie musieć się nimi zajmować - i wobec tego taki odgórny zakaz powinien być wprowadzony.

Niektórzy rówieśnicy córki mają telefony od kilku lat, mają nawet konta na tiktoku - nigdy nie korzystałem, ale widziałem kiedyś u kolegi - wcale się nie dziwię, że są badania, zgodnie z którymi korzystanie z tej aplikacji obniża poziom inteligencji.

Jestem ojcem szesnastolatki.

Potwierdzam, telefon u młodzieży to dramat. Przyspawany na stałe do ręki. Najgorsza kara dla mojej córki to zabranie telefonu. Telefon i tablet towarzyszą każdej czynności. Codziennie toczę boje o odkładanie go, wynoszenie poza pokój przed snem. Jak walka z narkomanem normalnie - i chyba to “jak” to eufemizm. Po prostu walka z narkomanem. Mszczą się według mnie lata zaniedbań, kiedy córka nie była w żadne sposób rozliczana z czasu przed ekranem i treści, jakie przez niego przyswaja. Nie można tego zabronić, bo alienacja z tego tytułu byłoby absurdalna i nieznośna - dzieciak bez telefonu to współczesny Amisz połączony z Papuasem dla rówieśników.

Poza tym smartfon to nie samo zło - masz w ręku dostęp do wiedzy, aparat, kamerę, narzędzie komunikacji (z rodzicami też).

Jednakże trzeba uczyć, że smartfon łatwo uzależnia i że jest tylko narzędziem, przedmiotem i do czegoś służy. Nadto trzeba uświadomić, że jego moc uzależniania jest tak duża, że nie ma z tym żartów i trzeba naprawdę, wbrew swojemu pędowi do przyjemności, izolować ten przedmiot od siebie.

Skoro Twoja @Johnny córka ma 10 lat, to jest nadzieja.

Idealnie opisałeś mój największy, związany z tym lęk. Nie chciałbym, żeby córka zamieniła się takie zombie, bez kontaktu z rzeczywistością, zatopiona totalnie w świecie wirtualnym.

No więc właśnie - to tylko narzędzie, od nas samych zależy jak się nim będziemy posługiwać.

Sam miałem przez ostatni rok dosyć zdrowe podejście do internetu - teraz to się mocno popsuło, ale w imię wyższych celów - w końcu rozwijamy forum :smiley:

A z córką rozmawiam, edukuję, wskazuję palcem jej uzależnionych kolegów z głowami w telefonach i tłumaczę jej, że to obciach. Ma jednak dosyć dobre argumenty - ona po prostu chce się kontaktować z rówieśnikami, a nie oglądać tiktoki. Trzeba będzie w końcu się zmierzyć z pewnymi decyzjami - pewnie dostanie telefon, ale dostęp będzie limitowany i pod kontrolą starego.

Mi to się w ogóle wydaje, że z tym jest jak z alkoholem - nie ma czegoś takiego, jak dawka bezpieczna dla zdrowia. Przynajmniej, jeśli chodzi o korzystanie z socjal mediów (a nie oszukujmy się, ogromna większość ludzi klikających w telefon czy kąkuter w końcu tak skończy, ćpuny jebane xd).

Nie jest to (o dziwo!) jakoś głęboko przebadane, ale jest trochę danych, które w dużym stopniu tą tezę potwierdzają. Z braku czasu wrzucę tylko wykresik, o linki do publikacji zapytajcie ChatGPT :wink:

(btw nie mam pojęcia jak można 6+h/d korzystać z SM, to trzeba być twardym zawodnikiem (“wypił litra i stoi, taki to mój podopieczny”))

1 polubienie

Otóż to, milordzie.

W czasach, gdy byłem w to wciągnięty najbardziej po prostu zostawiałem telefon zamknięty w aucie w garażu na całe popołudnie - nie mogłem go mieć w zasięgu ręki, bo bym po prostu nic innego nie był w stanie zrobić. Kilka impulsów z rzędu nakazujących mi sięgnięcie po smartfon byłem w stanie zignorować, ale nie minęła chwila i już miałem go w rękach. To jest paskudny narkotyk i zło, genialny dystraktor, idealny rozpraszacz emocji wszelakich, zmieniacz nastroju.

Jeszcze zostawię jeden wykresik i spadam do pracy:

Co to się wydarzyło w okolicach 2011-2012? Przypadek? Nie sądzę.

(źródło)

1 polubienie

Wczoraj córka uczyła się do sesji, telefon przyniosła do salonu i dała radę po niego wrócić tylko dwa razy przez kilka godzin nauki. Jak sama stwierdziła, brak telefonu w zasięgu ręki powodował u niej dziwny niepokój z tyłu głowy. Klasyka uzależnienia.

1 polubienie

Bardzo sugestywny, dzięki za jego udostępnienie.

“Bo wszyscy mają”, “bo wszyscy korzystają bez ograniczeń”. To są zaklęcia, którymi karmią nas dzieci. A my jesteśmy wyizolowani od innych rodziców z obawy, że będziemy uważani za wsteczniaków. U nas w telefonach dzieci jest zainstalowana bezwzględna kontrola rodzicielska. Ustalony jest czas przerwy dobowej (działa tylko zwykłe połączenie), limit czasu na poszczególne (dozwolone) aplikacje, limit czasu sumaryczny. Dzięki temu nie ma wielkiego dramatu ale tylko wielkiego.

Przed udostępnieniem smartfonów (jakieś 2 lata temu) dzieci miały zainteresowania, chęć do aktywności fizycznej, wychodzenia na dwór. Teraz jest tylko pragnienie telefonu.

Jeśli jest dobre zachowanie, pomoc w domu, szczególne zasługi to dodajemy ekstra minuty np. na grę. Jeśli są przewinienia to blokada telefonu na 1, 2 dni lub dłużej.

Brzmi to może okrutnie ale dzięki temu uzależnienie trzymamy w ryzach bo ono jest. Wystarczy chwila nieuwagi, jakiś wytrych w zabezpieczeniach i jest dramat.

Dodam, że dzieci czytające książki, bardzo dobre wyniki w nauce, medale w sporcie. My rodzice nie używamy smartfonów (mamy różne sprzęty, pracujemy w IT), nie można nas zobaczyć scrollujących. A jednak skłonność dzieci do zapadnięcia się w ten świat jest ogromna. Uzależnienie to jedno a wpływ mediów społecznościowych do drugi równie niebezpieczny czynnik. Wytwarza się fałszywy i zdeformowany obraz typowego nastolatka.

Moja opinia jest taka - im dłużej można odwlec w czasie oddanie dzieciom smartfonów tym lepiej.

3 polubienia

Moja córka jeszcze nie ma smartfona, ale ma weekendowy kontakt z tabletem. Jest w zerówce.

Maksymalny czas ekranowy na dobę to godzina - to dotyczy również telewizji. Sporadycznie jest przekraczany np. u dziadków.

Siostrzeniec i siostrzenica (10 i 13 lat) sprawiają obecnie wrażenie, jakby żyli smartfonami. Mimo regulacji czasu ekranowego (siostra mówiła o 2,5 h dziennie) niewiele czynności wywołuje u nich tak silne reakcje. Gdy byli młodsi byli bardziej aktywni w innych dziedzinach.

Najbardziej martwi mnie jednak aspekt przemocy, z którą przez technologię stykają się dzieciaki również w polskich szkołach. Od znajomych nauczycieli wiem, że właściwie nie ma rozwiązań systemowych, a prawdziwymi tragediami zajmują się fundacje, szpitale i prokuratura.

Bardzo mocny serial. Obejrzałem właściwie jednym ciągiem. Niestety doniesienia z lokalnego podwórka też nie nastrajają mnie pozytywnie.

2 polubienia

Media cyfrowe prowadzą u dzieci do niesamowitego rozproszenia uwagi.

Przeprowadzano badania na studentach. O ile dobrze pamiętam. Podzielono ich na 3 grupy. Grupa pierwsza zdawała egzamin z telefonami włączonymi, z których nie mogli oczywiście korzystać. Grupa druga musiała wyłączyć telefony ale miała je przy sobie. Grupa trzecia zostawiła telefony w innym pomieszczeniu. Najgorsze wyniki miały grupy 1 i 2. Wniosek był taki, że nawet wyłączony telefon pozostający w zasięgu wzroku rozprasza uwagę. Dopiero telefon niedostępny będący w innym pomieszczeniu przestaje oddziaływać na koncentrację uwagi!

Dzieci reagują różnie. Syn pozostawiony sam sobie z telefonem/komputerem będzie oglądał filmiki w nieskończoność. Media społecznościowe (WhatsApp) używa ale po wymianie kilku wiadomości jest w stanie zostawić. Córka (starsza) natomiast tworzy i zapisuje się do dziesiątków grup, nie jest się w stanie od tego oderwać. Wszystko co tam zobaczy i przeczyta jest ważniejsze od rzeczywistości w dodatku przyjmuje to jako prawdę i wyznacznik tego jaki jest przeciętny nastolatek do bycia którym dąży. W efekcie wybiera same patologie. W tych patologiach chce przewodzić. (Tu wchodzimy już w inne problemy wychowawcze).

To jest ciągła walka. Uwierzcie mi, mamy cały arsenał środków, które mają konkurować ze spędzaniem czasu w świecie smartfonów: książki, zajęcia dodatkowe, różne sporty, zajęcia kreatywne, wycieczki/wyprawy, przykłady własne i znajomych. A i tak jest trudno.

Filmu “Dojrzewanie” nie oglądałem jeszcze ale bardzo polecam film dokumentalny “Niebieski wieloryb” (2023). Można też pokazać dzieciom.

1 polubienie

Dzięki za wartościowe wpisy @JAL i @NicolasC.

Problem nie dotyczy wyłącznie dzieci.

Sam ograniczyłem korzystanie z internetu do 1,5 godziny dziennie - korzystam z niego wyłącznie na laptopie. Zablokowałem na smartfonie wszystkie strony, z których korzystałem i które przeglądałem - w tym największy pożeracz mojego czasu czyli YouTube. Nie mam innych mediów społecznościowych - nie korzystam z FB, insta czy tik toka.

Smartfon jest obecnie wykorzystywany przeze mnie wyłącznie do dzwonienia, pisania smsów, wysyłania maili, używam też nawigacji Google. Po 16-tej w ogóle nie korzystam z internetu.

Efekty? Znaczny wzrost poczucia spokoju i wewnętrznej harmonii, dużo lepsza jakość snu, znaczne obniżenie niepokoju, nadmiernego myślenia, wypłaszczenie się emocji.

Na początku czułem się jak ćpun na odwyku - wzrost napięcia, przez pierwszy dzień byłem wkurwiony, drażliwy. Bardzo trudno było mi znosić nudę - po prostu przez ostatnie lata byłem przyzwyczajony do napięcia, silnych emocji. Było to spowodowane w dużej mierze urazem, którego doświadczyłem 6 lat temu i którego skutków nie wyleczyłem w pełni (na poziomie emocjonalnym, bo poznawczo miałem go przepracowanego). Traumatyczna czujność, sprawdzanie non stop sieci, wyszukiwanie zagrożenia. Od napięcia można się uzależnić, karmić je, podsycać.

Potem zalała mnie fala emocji, od których smartfon mnie oddzielał (to swoją drogą genialny dystraktor) - najpierw oczywiście w formie lęku, który musiałem “rozpakować”. Po trzech dniach przyszedł jednak do mnie spokój, którego nie czułem od lat. Nuda, od której uciekałem pokazała mi się z zupełnie innej strony - jako stan bezpieczeństwa.

Jest nudno = przewidywalnie = nie ma zagrożenia = nic nie muszę robić = jestem bezpieczny.

Bardzo bardzo przyjemny, głęboki stan.

A, jeszcze jedno - gdy siedziałem dużo w necie miałem spore poczucie samotności. Wydawało mi się, że taka forma “socjalizacji” jest rozwiązaniem tego problemu. Nie, bardzo się myliłem - radykalne zmniejszenie ekspozycji na internet i niektóre treści w znacznym stopniu zmniejszyło to poczucie, praktycznie do zera. Mam wrażenie, że po prostu tęskniłem za samym sobą.

3 polubienia

Zabawne jest to, że po napisaniu powyższego posta YouTube polecił mi poniższy film, obejrzałem go i aż jestem zaskoczony jak bardzo pokrywa się to z tym, co doświadczam:

1 polubienie