O przyjaźni z kobietą trochę z innej perspektywy. Rzecz pasuje może trochę do innych wątków, ale wstawiam to tu bo chodzi o przyjaźń.
Przyjaźniłem się w swoim życiu z 3 kobietami. Opiszę tu znajomość z jedną z nich, która trwała 5 lat.
Wtedy byłem w poważnych kłopotach. Kryzys małżeński (z ówczesną teraz już dawno byłą żoną) i ogólnie niezbyt dobrze się czułem. Nie w głowie mi wtedy były znajomości z kobietami, jakiekolwiek. Kojarzyło mi się to z kłopotami. A jednak. W pracy pojawiła się Anka (imiona są zmienione) na stanowisku blisko dyrekcji. Tak się jakoś złożyło, że zaraz na początku zaczepiła mnie. Dziwiło mnie to, bo w tej firmie byłem tylko trybikiem, introwertykiem i raczej nerdem sponiewieranym przez prywatne problemy. A tutaj dziewczyna ładna zaczyna mnie dostrzegać, śmieje się z tego co mówię i wszystko jej pasuje.
Zaczęły się plany jakiegoś wyjazdu sportowo-integracyjnego. Umówiliśmy się na zakupy. Byłem ja, moja żona, Anka i jej chłopak. Nie zdawałem sobie sprawy jak to podziałało na moją żonę strojącą wtedy mega fochy. To był potężny kop, że mam takie towarzystwo.
Anka to była laska 8/10, bardzo zadbana, ubiór w swoim stylu, elegancki, żadne tam głębokie dekolty czy kusa spódnica.
Widywaliśmy się w pracy niemal codziennie, a to śniadanie, a to kawa albo przychodziła do mnie i siadała na biurku (ku zazdrości moich kolegów). Zaczęły się też spotkania na mieście, zaczęła bywać u mnie w domu. Trochę się zakolegowała z moją żoną. Ja zakumplowałem się z jej chłopakiem.
To były bardzo burzliwe dla mnie lata. Ta znajomość pomogła mi się ogarnąć. Zacząłem trzymać ramę. Anka zawsze udzielała mi wsparcia zarówno w pracy jak i prywatnie. W tej relacji dostawałem tyle ile dawałem. Były różne spotkania w grupie i takie, gdzie szliśmy tylko we dwoje na obiad, na rowery, czy na basen, nad zalew. Był też wypad na drugi koniec Polski na koncert muzyki ciężkiej. Mimo, że to nie był jej ulubiony gatunek to na moje wspomnienie, że coś takiego jest zareagowała – pojedziemy.
Rozmawialiśmy o swoich problemach w pracy i problemach z partnerami. Ona wykazywała zainteresowanie tym co się u mnie dzieje, słuchała moich wywodów czasem niekoniecznie atrakcyjnych dla kobiety. Potrafiła docenić moje pomysły i starania. Przy niej nie musiałem udawać kogoś innego, byłem sobą i byłem na luzie. Nawet jak były imprezy to z nią umiałem tańczyć a normalnie nie umiem.
Nie byłem żadnym orbiterem, nie dążyłem do zmiany relacji, to była przyjaźń, którą ceniłem. Nie było żadnego seksu, nie było dobierania się w jedną, czy w drugą stronę. Dzięki znajomości z nią moja atrakcyjność wzrosła, poczucie własnej wartości też. W tym czasie miałem różne fascynacje erotyczne, o niektórych jej mówiłem o innych nie. Ona tak samo. Udzielaliśmy sobie rozmaitego wsparcia jak to w życiu.
Czasem zostawała z moimi dziećmi, czasem ja coś pomogłem np. jak chciała swój biznes robić.
Jedna z akcji. Kiedyś miałem totalny remont w mieszkaniu trzeba się było na kilka dni wynieść. Nie dało się inaczej. Dzieci wywiezione do babci. Z żoną akurat spięcia. Chciała mnie pognębić, że ona do koleżanki idzie a ja mam sobie radzić. Anka na to, że jej Andrzej akurat wyjechał, ma wolną chatę, śpię u niej a teraz ugotowała zupę i zaprasza. Domyślacie się jak podziałało….
Moja żona próbowała różnych akcji, żeby sprawdzić jak to między nami jest. Może na czymś przyłapać – bez szans. Kiedyś na domówce zostaliśmy w trójkę. Moja żona udawała, że już za dużo wypiła i poszła niby spać, tak żeby sprawdzić co będzie. Nic.
Ostatecznie doszliśmy do finału. Moje małżeństwo legło w gruzach – nie z przyczyn tej znajomości bo panie się ostatecznie nawet polubiły.
Ostatecznie moja znajomość z Anką się skończyła. To ja ją zakończyłem. Anka wybrała jednak drogą prostą. Zerwała ze swoim chłopakiem Andrzejem. Postanowiła żyć łatwo i nie narażać się na biedę i dorabianie się. Związała się z szefem firmy w której pracowaliśmy - jednym z współwłaścicieli starszym o 15 lat (z wyglądu dziadem). Nie mogłem tego tolerować. Zakończyliśmy znajomość.
Jej chłopak Andrzej jeszcze przez kilka lat był moim kumplem. I nie myślcie sobie, że to był jakiś przegryw – był po prostu bardzo przystojny. Taki gość, co nic nie musi robić i kobiety same do niego lgną. Perspektywy zawodowe też miał dobre. W pewnym ministerstwie doszedł wysoko do granicy ponad którą mogą już grozić wiatry polityczne. Nic mu to w tej sytuacji nie pomogło. Jego dziewczyna nie chciała czekać - droga na skróty, bezpośredni skok na kasę? Ale jak Anka po rozstaniu miała się z nim spotkać to opowiadała, że jej się „trzęsą kolana”.
Nigdy mi nie zrobiła niczego wbrew. W pracy w tym czasie awansowałem stopień po stopniu. Doszedłem do konkretnej pozycji i konkretnych pieniędzy. Mimo, że nie lubiłem tego szefa. Ance wielokrotnie tłumaczyłem, że ten gość to prymitywny manipulator, że jest zakałą tej firmy, że skłóca ludzi, nie ma pojęcia o tym co się robi, kontrahenci czasem z niego kpią. Dostałem od niego nawet propozycję zostania wspólnikiem w jednym biznesie. Odmówiłem, bo nie chciałem wchodzić w szemrane interesy z takimi ludźmi.
Anka się z nim związała. Od jakiegoś czasu to do mnie docierało. Potem mówiła wprost, że z nim jest. Miałem wtedy inne zajęcia – rozwód w bliskiej perspektywie i nowy związek. Sytuacja wątpliwa. Ance żadnych szczegółów nie zdradzałem - choć wiedziała co jest na rzeczy. Na jej szefa nawalałem bez zahamowań.
Po zerwaniu znajomości z Anką miałem obawy, że może mi sporo namieszać – miała takie możliwości. Nic się takiego jednak nie stało. Wobec mnie zachowała się fair.
Z perspektywy czasu to jednak trochę zerwania tej znajomości żałuję. To co zrobiła to była jej sprawa. Dla mnie ciężka do zaakceptowania. Ja myślałem, że jak wchodzę w nowy związek to mogę wszystkich mieć gdzieś. Myliłem się. Teraz nie mam przyjaciół. Takiego kontaktu mi brakuje. Widzę po latach jej profil na FB i zastanawiam się czy nie odezwać się.
Wiadomo jaka jest moja sytuacja (pisałem w innym temacie). Czy to nie jest chęć ucieczki w inną znajomość? Czy to mi pomoże? Jak myślicie, czy to ma sens?