Nie ma żadnych uniwersalnych lekcji, są tylko niepopłacone rachunki i własne, powtarzalne błędy, które każdy z nas popełnia z uporem maniaka, a potem nazywa to doświadczeniem, żeby nie wyjść na durnia przed samym sobą.
Niezachwiane przekonanie o własnej dojrzałości pcha ciągle w tę samą ślepą uliczkę, zmienia dekoracje, wymienia ludzi wokół siebie na nowsze modele, a potem siedzi się w nocy w pustej kuchni i zastanawia , dlaczego ta mądrość smakuje jak zimna kawa. Czas niczego nie leczy, po prostu uczy nas utykać na tyle dyskretnie, żeby nikt na ulicy nie pytał o powody, więc ostatecznie zostajesz sam ze swoim dumnym, wewnętrznym kalectwem. Można dalej nazywać to dojrzałością, ale każdy zna ten gorzki smak. Jednak żeby wiedzieć że coś jest słodkie trzeba poznać to co gorzkie. Albo aby tego ostatniego unikać, albo nauczyć się wynajdywać tę nutę słodyczy by zobaczyć że czasami słodko-gorzkie nie jest wcale takie złe. Takie perełki mam często przed sobą tylko nie potrafimy ich wystarczająco szybko zrozumieć. Mi się kilka takich zebrało i może warto z nich razem zrobić fajny łańcuszek.
Miłość do samego siebie musi być silniejsza niż pragnienie bycia kochanym.
Jeśli nie jesteś teraz szczęśliwy, żadna liczba obserwujących, pozytywnych komentarzy w mediach społecznościowych ani polubień na Instagramie tego nie zmieni. Zewnętrzne uznanie to nie jest szczęście, ale kołowrotek dla chomika. Uznanie to kwestia wewnętrzna. Najbardziej przekonującym znakiem, że ktoś naprawdę żyje prawdziwym życiem i w zgodzie ze sobą jest brak chęci pokazywania światu, że właśnie tak wygląda jego życie. Wewnętrzne poczucie pełni nie będzie szukało zewnętrznej akceptacji. Tylko brak zrozumienia siebie i wewnętrznego bezpieczeństwa będzie to robić nieustannie.
Szacunek do siebie to podstawa. Banał, ale go napisze, aby kogoś pokochać trzeba mieć tą miłość dla siebie najpierw. Inaczej będzie to związek deficytów lub więź traumatyczna.
Im większa „chemia” i zakochanie tym silniejsza reakcja deficytów u obu osób. Dwoje kulawych szczepia się ze sobą, kuśtyka przez parę lat, wmawia sobie absolutną pełnię, aż w końcu grawitacja i tak upomni się o swoje. Wtedy zaczyna się taniec i nagle proteza, z której jedno bezwstydnie korzystalo, chce pójść we własnym kierunku.
Na dłuższą metę niezależność emocjonalna i odłączenie od drugiej osoby jest niezbędne, ale do miejsca, kiedy znajdziemy balans między niezależnością a współzależnością. Tylko nie każdemu zmiana taka może odpowiadać i druga strona odbierze to jako zmianę zasad gry ze wszystkimi tego skutkami. Kiedy jednak w sobie będzie się miało oparcie, bycie z kimś w związku czy rozstanie nie będzie miało wielkiego znaczenia dla własnego dobrostanu.