Cześć, zanim przejdę do rozwinięcia tego clickbaitowego tytułu pozwólcie, że na wstępie wyjaśnię, czym jest ruch MGTOW.
Akronim pochodzi od angielskiego Men Going Their Own Way, co dosłownie znaczy: „mężczyźni idący własną drogą”. W praktyce jest to internetowa społeczność i ideologia, której przedstawiciele najczęściej deklarują rezygnację z bliskich relacji z kobietami, szczególnie w kontekście romantycznym i małżeńskim. Uważają oni, że związki niosą ze sobą zbyt duże ryzyko – emocjonalne, finansowe czy społeczne – i dlatego decydują się „wycofać” z gry.
Warto dodać, że jest to najpopularniejsze rozwinięcie tego skrótu - mężczyźni definiujący siebie jako MGTOW czasem z tych związków nie rezygnują, lecz w oparciu o własną perspektywę, doświadczenia i przekonania na temat kobiet starają się “ułożyć” relacje z nimi po swojemu, np. wchodzą jedynie w związki typu LAT, żeby uniknąć większych komplikacji. Temat ogólnie jest złożony - ja skupię się na największej grupie mężczyzn, tych deklaratywnie stroniących od kobiet i związków z nimi.
Brzmi to, przynajmniej w deklaracjach, jak droga ku wolności i niezależności: zamiast koncentrować się na relacjach, chcą rozwijać siebie, swoje pasje i ambicje. No i fajnie, czemuż by nie?
Jednakże rzeczywistość pokazuje inny obraz.
Bo oto Ci, którzy mówią: „odchodzimy od kobiet”, spędzają długie godziny na rozmowach właśnie o kobietach. Krytykują je, analizują, dzielą na kategorie, przypisują im różne cechy. W praktyce można więc powiedzieć, że MGTOW to raczej Men Going Totally Obsessed With Women – mężczyźni całkowicie pochłonięci przez temat, od którego chcieli uciec. Sam nie definiuję siebie jako MGTOW - kocham kobiety i ich towarzystwo, ale temat mnie nie pochłania - nie mam potrzeby spędzać wielu godzin na tym, żeby analizować ich zachowania. Było inaczej, gdy w moim otoczeniu byli redpillowcy i przedstawiciele MGTOW - naszym głównym, a często jedynym tematem rozmów były właśnie kobiety.
Jest w tym coś zabawnego i można pokazać to na przykładzie. Jeśli nie interesuję się paralotniarstwem (a nie interesuję się) i deklaratywnie odcinam się od niego w życiu to nie mam potrzeby o nim rozmawiać - temat w moim życiu nie istnieje. Nie spędzam wielu godzin na rozkminach o ujemnych stronach paralotniarstwa, potencjalnych kontuzjach, które może ono powodować, jego kosztach - no nie, to byłoby bez sensu. Jestem facetem żyjącym bez paralotniarstwa i nie poświęcam temu ani jednej myśli. Dlaczego podobnie nie dzieje się z facetami “stroniącymi” od kobiet? ![]()
Łatwo się z tego śmiać, ale warto zatrzymać się i spojrzeć głębiej, bo za tym kryje się często autentyczne cierpienie. Wielu z tych mężczyzn doświadczyło zawiedzionych relacji, odrzucenia, poczucia niesprawiedliwości. Ich wybór – odciąć się od bliskości – nie jest więc wyrazem wolności, ale próbą obrony siebie. To jest sposób, by ochronić się przed kolejnym zranieniem.
Problem polega na tym, że to droga wbrew naturze człowieka, kontrintuicyjna. Psychologia od dawna pokazuje, że potrzebujemy więzi – i to nie tylko w sensie towarzyskim, ale i głęboko egzystencjalnym. John Bowlby pisał o przywiązaniu jako fundamencie bezpieczeństwa i rozwoju. Roy Baumeister i Mark Leary udowodnili w badaniach, że „need to belong” – potrzeba przynależności i bliskości – jest uniwersalna. Kiedy próbujemy ją stłumić, rodzi się nie wolność, ale samotność, pustka i frustracja.
Dlatego mężczyźni w MGTOW znajdują się w błędnym kole: im bardziej chcą odciąć się od kobiet, tym mocniej koncentrują na nich swoją uwagę. To przypomina mechanizm ruminacji – im bardziej próbujemy „nie myśleć” o czymś, tym bardziej to wraca. W efekcie ich tożsamość nie jest budowana wokół samodzielności, ale wokół nieustannego zaprzeczenia. Potrzebują kolejnych dawek “przypominających” czerwonej pigułki, coraz mocniejszych treści - potrzebują znienawidzić kogoś, kogo bardzo pragną.
I właśnie tu kryje się tragedia. Ci mężczyźni nie są „silni i niezależni” – są raczej zagubieni i zranieni. Ich wybór nie jest oznaką wolności, lecz desperacką próbą poradzenia sobie z własnym bólem.
Dlatego powinniśmy mówić o tym nie tylko językiem krytyki, ale też empatii. Bo prawdziwą drogą dla człowieka nie jest odcięcie się od więzi, lecz nauczenie się tworzenia ich w sposób zdrowszy, dojrzalszy i bardziej świadomy.
Być może więc pytanie, które powinniśmy im postawić, brzmi nie: „dlaczego odcinacie się od kobiet?”, ale: „jakiego rodzaju bliskości tak naprawdę szukacie i co sprawiło, że uwierzyliście, że ona jest niemożliwa?”.
Bo każdy z nas – niezależnie od płci – potrzebuje więzi, czułości i miłości. I żaden ruch, żadna ideologia nie zmieni tego, że właśnie one są źródłem sensu w ludzkim życiu. Relacje mogą okaleczać, ale mogą też leczyć - dzięki nim możemy rozwijać się i wzrastać. To relacje pokazują nam pola, na których jeszcze niedomagamy, kulejemy - wybierając samotność nigdy nie pozyskamy tej wiedzy.