Cześć, postanowiłem znowu się z wami podzielić moimi rozterkami.
Aktualnie zacząłem się spotykać z pewną dziewczyną, nauczony poprzednimi relacjami wchodzę w to bardziej świadomie i z intencją, większym zdecydowaniem na relacje i z większymi staraniami. Ale im dalej w las tym coś zaczyna mi przeszkadzać bardziej, ostatnio sobie zwróciłem uwagę na jej sposób wypowiedzi nie jest on taki zawsze ale czasami zarzuci takim tonem jak blondynka z amerykanskiego filmu “Kręci palcem we włosach i wypowiada takie wymowne What Eveeeer” Coś tego rodzaju mam nadzieje że zrozumicie żaluzję o co chodzi, taki trochę bitch style. Ale ogólnie spoko mi się z nią spędza czas i spoko nam się rozmawia. Po 4 spotkaniach skonsumowaliśmy znajomość, zaraz po akcie zaczęła się dziwnie zachowywać, od razu zaczęła się zbierać do domu, po rozmowie z nią o tym i jak się poczułem powiedziała że zazwyczaj chłopaki traktują ją jak obiekt seksualny i po stosunku traci się ich zainteresowanie więc tak było jej się łatwiej pożegnać, bez zbędnych czułostek. No nie ukrywam że dużo tym mi namieszała w głowie bo zamiast się cieszyć zbliżeniem to odczułem taki ogromny dystans. Sam stosunek też jakoś tak dziwnie wyszedł to nie tak a tak też nie, rozumiem każdy ma swoje upodobania ale odczuwam pewne niezgranie na tym polu. I osobiście nie wiem co mam zrobić, chciałbym to kontynuować ale…
Ale ciągnie mnie do starej relacji, jak to u mnie bywa jeszcze nie wyleczyłem się ze starej relacji i już wchodzę w kolejną, co prawda bardziej świadomie bo mnie czegoś nauczyła. Mianowicie, zaczynając te starą relacje, nie oczekiwałem wiele, umówiliśmy się z dziewczyną na wino u niej mimo że proponowałem jakieś wyjście na miasto spacer i jedzenie. Więc skończyło się seksem na pierwszej randce, było fajnie więc wpadałem dosyć często, było moim zdaniem dopasowanie i dobry vibe. po dwóch tygodniach zaczęła się rozmowa w którą stronę ma to iść związek czy tylko seks. No podobała mi się więc mówiłem ze bardziej związek, ale nie obyło się od dużych błędów… Przykładowo miałem głupie myśli którymi się dzieliłem z nią co wpłynęło na jej samoocenę i niby zaufanie do mnie. nie byłem pewny tej relacji głównie ze względów wizualnych partnerki i powiedziałem jej że widze jakieś jej niedoskonałości, nie mówiłem wprost o co chodzi ale też głupia nie jest żeby się nie zorientowała że mogło chodzić o jej puszystość, co w gruncie rzeczy zaczęło mi pasować z czasem… no ale do czegoś moja głowa musiała się doczepić… No i zły stan zębów (nie było tragedii jednak mnie to trochę odrzucało) ponieważ paliła iqosy na potęgę ( o tym jej nie mówiłem oczywiście). No ale miałem też załamania emocjonalne w trakcie, cos w rozmowie przypomniało mi o kolejnej byłej która mówiła tak samo i się skończyło, więc zrobiło mi się przykro, bo nie dość że pomyślałem sobie o stracie tamtej to jeszcze pomyślałem że to się też skończy bo schemat się zgadza… w tedy się przy niej popłakałem. No i było wszystko fajnie aż do pamiętnej imprezy u jej znajomych gdzie opowiedziała koleżanką “Jak ją traktuje” Te mnie wywaliły z imprezy i całą noc spędziłem praktycznie w samochodzie na mrozie. od tego czasu wszystko się zmieniło, jej stosunek do mnie i mój troche do niej. Zaczęło być burzliwie, mimo moich starań i przeprosin wielokrotnych ta konczyła i wznawiała relacje kilkukrotnie w czasie jednego tygodnia potrafiła mnie zablokować wszędzie przynajmniej z 3 razy i to kończyć. Ja starałem się to naprawić ale ona mówiła że zbudowałem sobie mór który będzie cięzko przebić. No i było bardzo emocjonalnie przez ten czas, dużo rozmów, mieszało mi to w głowie bo już sam byłem pogubiony czego ja chce, ona nie potrafiła odpuścić bycia uszczypliwą co wyczerpywało mi cierpliwość i rzucałem głupimi odzywkami typu weź się już odpierdol ode mnie. Zwyczajnie nie miałem już sily na to bo było to męczące kiedy satam się być miły i cos naprawić a ona do mnie się zachowuje no zwyczajnie średnio.
Teraz, mam rozterkę ponieważ. Aktualna relacja mimo że wszystko jest w miarę dobrze to ten seks był jakiś taki nie satysfakcjonujący, może i to sprawa jeszcze dotarcia się, ale z tamtą seks był przezajebisty. A seks jest dla mnie ważną rzeczą w relacji… nowa relacja, jest spokojna, dziewczyna nie miała nigdy żadnych problemów, prócz właśnie traktowania przedmiotowo przez chłopaków ( zdaje sobie sprawę z tego że chyba jestem hipokrytą bo poddaje w wątpliwość relację z powodu na seks właśnie… ) No i w głowie tworzę scenariusze że gdybm wrócił do tamtej postarał się to naprawić to mogło by być cudownie i seks byłby dobry i wgl wszystko super. Ale ta świadoma część mnie mówi że po pierwsze skoro ona ze mnie zrezygnowała i nie chce się spotykać to to już koniec. I nie ma sensu do tego wracać. A po drugie wszedlem już w kolejną relację i musiał bym być skończonym ch**em aby tak postąpić. Bo to byłby totalny brak szacunku dla niej.