Ostatni gasi światło.
Spójrzmy prawdzie w oczy, jako społeczeństwo zwijamy interes. Demografia nie tyle kuleje, co szoruje po ziemi czołgając się w stronę przepaści. Politycy drukują pieniądze, wymyślają programy z plusem w nazwie i rozwieszają billboardy. Efekt? Żaden. Dzietność szoruje po dnie, a system emerytalny przypomina piramidę finansową, która trzyma się tylko na słowo honoru.
Dlaczego ludzie nie chcą się rozmnażać? Bo potrafią liczyć. I nie chodzi tu o cenę pieluch czy wózka. Chodzi o ryzyko.
Współczesne małżeństwo to z punktu widzenia logiki najgorsza umowa, jaką można podpisać. Wchodzisz w to z sercem na dłoni, a wychodzisz (statystycznie coraz częściej) przeczołgany przez sąd, z zszarganą psychiką i debetem. Mężczyźni boją się, że zostaną “weekendowymi tatusiami” i bankomatami. Kobiety boją się, że zostaną same z dziećmi i wypadną z rynku pracy, a alimenty będą istnieć tylko na papierze. Dopóki "inwestycja” w rodzinę będzie obarczona takim ryzykiem systemowym, żadne pieniądze z helikoptera tego nie zmienią. Ludzie potrzebują bezpieczeństwa, a nie jałmużny. Potrzebują jasnych zasad gry, które nie zmieniają się w trakcie meczu.
Zróbmy eksperyment myślowy. Bierzemy szkielet z Belgii, mentalność ze Skandynawii, zachęty z Węgier i wrzucamy to w niemieckie procedury. Wychodzi nam hybryda, którą nazwijmy "Modelem Kontraktu Bezpieczeństwa”.
Zasada jest chłodna i prosta. Małżeństwo to inwestycja, rozwód to likwidacja spółki, a dzieci to aktywa, których nie wolno ruszać. Brzmi bezdusznie. Może. Ale działałoby lepiej niż to, co mamy teraz. Oto jak to wygląda w punktach.
Wejście: Małżeństwo się opłaca
Ludzie boją się ślubu, bo boją się, że zostaną z niczym. Jak to zmienić?
-
Intercyza z automatu. Model szwajcarsko-niemiecki. Wchodzisz w ślub z tym co masz i to zostaje twoje. Dzielicie tylko to, co zarobicie razem po ślubie. Bogaty się nie boi, biedny nie poluje na majątek.
-
Podatki w dół. Zamiast rozdawać 800+ i inne, państwo mówi: "im dłużej jesteście razem, tym mniejszy podatek dochodowy płacicie”. Przy 3+ dzieci zero podatku dochodowego. Nagroda za staż, nie za sam papier. Duże rodziny płacą i tak większe podatki VAT.
-
Kredyt za wytrwałość. Dostajecie pożyczkę na start. Jeśli wytrzymacie ze sobą 10 lat, nie trzeba części oddawać. Po 20 umorzenie. Dzieci nie są wymogiem. Wymogiem jest nierozwodzenie się.
Wyjście: Szybkie cięcie
Sądy to nie miejsce na terapię. Rozwód powinien być jak zerwanie umowy handlowej.
-
Zero orzekania o winie. Kogo obchodzi, kto kogo zdradził? Sąd to nie konfesjonał. Rozwód to administracja. Pranie brudów tylko nakręca konflikt i karmi prawników.
-
Koniec z alimentami na byłego. Model szwedzki. Po rozwodzie każdy radzi sobie sam. Była żona czy mąż to nie fundusz emerytalny. Wyjątek to krótki okres na start przy dużej dysproporcji dochodów, np. dwa lata, żeby stanąć na nogi. Potem koniec.
Dzieci: Dzielimy się po równo
Tu system musi być brutalny dla rodziców, żeby chronić dzieci.
-
Opieka 50/50 jako standard. Sąd nie pyta "komu dać dziecko”, tylko "dlaczego nie chce się dzielić?”. Żeby to zmienić, trzeba udowodnić patologię. Brak zgody jednego z rodziców to żaden argument.
-
Tabela zamiast kłótni. Alimenty liczy Excel (model niemiecki). Wpisuje się zarobki, wychodzi kwota. Koniec debat w sądzie, ile kosztują buty na zimę.
-
Państwo jako windykator. Jak rodzic nie płaci, państwo przelewa kasę w 24 godziny. Potem samo ściga dłużnika jak za niezapłacone podatki. A z fiskusem się nie dyskutuje.
Alienacja: Żółta i czerwona kartka
To najtrudniejsze. Jak zmusić ludzi, żeby nie grali dziećmi?
-
Utrudnianie to przemoc. Jeśli izolujesz dziecko od drugiego rodzica, prawo traktuje to jak przemoc psychiczną.
-
Sąd w tydzień. Zgłoszenie o utrudnianiu kontaktu nie leży pół roku. Rozprawa jest w 7 dni. Niemiecki model Cochem.
-
Kara? Zmiana adresu. Nie wsadzamy matki czy ojca do więzienia. Jeśli izolujesz dziecko, sąd uznaje, że nie nadajesz się na opiekuna. Dziecko trafia do tego drugiego rodzica. Groźba utraty dziecka działa lepiej niż grzywna.
Gdzie się ten model myślowy może posypać?
Życie to nie Excel. Kilka punktów w których widzę braki, a może być więcej.
-
Logistyka. Opieka naprzemienna wymaga mieszkania blisko siebie. Jak ojciec po rozwodzie wyjedzie za pracą do innego miasta, cały system bierze w łeb. Potrzeba odpowiednich zapisów.
-
Ukryta przemoc. Brak orzekania o winie i zmuszanie do dogadania się może być pułapką dla ofiar przemocy domowej. Czasem "zgoda” oznacza po prostu uległość ofiary.
-
Niewydolne państwo. Żeby to działało, sądy muszą być szybkie. W naszych realiach, gdzie na termin czeka się miesiącami, rozprawa w 7 dni to na razie fikcja literacka, a sądy rodzinne to teatr tragikomiczny.
Taka hybryda stworzyłaby prosty układ. Małżeństwo opłaca się finansowo. Rozwód nie służy do zemsty, bo nic na nim nie ugrasz, ani kasy byłego, ani wyłączności na dzieci. Zostaje albo współpraca, albo chłodne rozstanie. Mniej emocji, więcej pragmatyzmu. Dawajcie swoje pomysły. Ulepimy dziś bałwana.