Pociąg do "złych facetów to jest bardzo częste zjawisko - wbrew temu co się może wydawać. Normalny facet nie za bardzo ma jak to zobaczyć, ponieważ to jest ukryte - to znaczy kobiety rzadko mówią o tym otwarcie, a zapytane o swoje preferencje bardzo często wprost kłamią. Ja to widzę, ponieważ mam cechy socjopatyczne i skłonności BDSM, przez co mieszczę się w profilu “złego faceta” i ciągle obcuję z tym efektem w moim życiu.
Pewną wskazówką co do częstości występowania tego jest wcześniej wspomniana popularność “50 Shades of Grey” i “365 dni”. W pierwszym tytule mężczyzna wiąże i biczuje główną bohaterkę, w drugim włoski mafiozo porywa główną bohaterkę i grozi jej śmiercią. I obie pozycje podobają się głównie kobietom, nie mężczyznom. I tu jest “ukryta” bardzo prosta informacja - dzieje się tak dlatego, że to głównie kobiety rezonują z połączeniem przemocy z seksem i/lub miłością, a mężczyźni najczęściej nie rezonują (i przez to tego nie rozumieją).
Inną wskazówką jest to, że według badań od 31% do 57% kobiet ma fantazje na punkcie bycia ofiarą gwałtu. (Chciałem umieścić link do badania, ale pisze mi, że nie mogę.)
Można się domyślać, że te 31-57% kobiet będzie reagować lepiej na “złych” mężczyzn - którzy mniej lub bardziej pasują “klimatem” do ich fantazji.
Ja przez moje cechy socjopatyczne i skłonności BDSM ciągle to widzę w moim życiu i wiem, że kobiety to jakoś we mnie wyczuwają pomimo tego, że zachowuję się normalnie. Wyczuwają i reagują pozytywnie. Ja mam dobry wygląd, ale mam powodzenie na jeszcze wyższym poziomie - czasami jest to absurdalne nawet dla mnie samego.
Wiem też z różnych rozmów, że większość innych mężczyzn kompletnie tego nie rozumie. Często wydaje im się, że znają kobiety - ale tak naprawdę znają tylko pewien “zakres” kobiecej psychiki.
Moje doświadczenia są takie, że bycie powiedzmy “socjopatą” jest bez porównania lepsze od bycia normalnym facetem. Nie dość, że kobiety na mnie lecą, to jeszcze przyciągam kobiety z uległymi, masochistycznymi ciągotami. Czyli kobiety gotowe mi się podporządkować i wypełniać moje życzenia. Tutaj widzę ogromną różnicę na plus względem wielu “normalnych” facetów - których kobiety często traktują w sposób bardziej roszczeniowy, na zasadzie “masz mi zapewnić to i zrobić tamto”.
Dlatego redpillowcy na swój sposób mają trochę racji co do tego, że istnieje “lepiej traktowany” typ faceta - mam na myśli ich wyobrażenie o “samcach” alfa". Jednak mylą się bardzo mocno co do tego jak to dokładnie działa.
Z kolei mainstreamowi “dobrzy chłopcy” myślą, że drogą do udanych relacji z kobietami jest bycie “dobrym”…
Gdy ja mam o wiele fajniejsze życie seksualne niż oni - z powodu bycia “złym”.
BTW Mam też podobnych do mnie kolegów (z takimi osobami najlepiej się rozumiem). I moi koledzy też zdecydowanie “mają lepiej” niż normalni faceci.
Moim zdaniem to polega na czerpaniu satysfakcji z poczucia bycia wtajemniczonym w “elitarną wiedzę” i z poczucia własnej wyższości moralnej, z poczucia bycia ofiarą złego świata i kobiet, etc.
To jest na swój sposób jak forma narcyzmu - ci ludzie “leczą” swoje poczucie niższości i porażki przez budowanie fantazji według której są rzekomo “wtajemniczoną elitą” - czyli są rzekomo lepsi od innych.
To zależy od osoby. To co opisujesz brzmi tak, jakbyś próbował był podrywaczem, mając niekompatybilne z tym potrzeby emocjonalne. Ja i wiele innych osób czuliśmy i czujemy się z tym ok.
Jakie dokładnie “unikanie siebie” masz na myśli?
Dla mnie eskalowanie gdy tylko mam na to ochotę to jest właśnie bycie mną i wyrażanie moich emocji.
Z perspektywy całego mojego życia - bilans mojej “socjopatii” jest jednoznacznie dodatni i to właśnie odbieram jako bycie mną. Gdy wchodziłem w zasugerowaną z zewnątrz rolę “dobrego chłopca”, to wtedy unikałem siebie i to mi szkodziło.
Ale je bardzo często wyraźnie to widzę i właśnie dlatego eskaluję. Właśnie dlatego, że widzę z jakiego typu bezczelnym, toksycznym śmieciem mam do czynienia. I wiem, że okazanie tolerancji niczego nie załatwi, tylko będzie przyzwoleniem na kolejne chore zachowania. I za chwilę będę ponownie w tym samym punkcie, z tym samym problemem z tym samą osobą, tylko jeszcze dodatkowo niezadowolony z tego, że wcześniej okazałem tolerancję.
Ale w jakimś kontekście to mówisz?
Co rozumiesz przez przyjmowanie siebie takich jakimi jesteśmy? I czy uważasz, że ja nie przyjmuję siebie?
Co do przyjmowania innych takimi jacy są - po co miałbym to robić, jeżeli ktoś mi nie pasuje? Mam cierpieć niewygodę w imię - no właśnie, w imię czego?
???
Gdzie widzisz “oszukiwanie się”?
Ale co jest niby złego w tym, że dla kogoś ważne są sukcesy z kobietami, w biznesie lub w czymś innym?
Jeżeli komuś coś daje przyjemność, to dlaczego nie miałby się tym przyjemnie ekscytować i być z tego dumnym?
I czym miałoby być w tym kontekście “zrozumienie siebie”?
Wybaczanie ma być niby “ważne”? ![]()
Jest wiele osób którym nie wybaczyłem i nigdy nie wybaczę i czuję się dobrze z moim wyborem.
Ja mam coś w drugą stronę - mam w pewnych sprawach bardzo dużą wiedzę/doświadczenie i aż zęby mnie bolą gdy widzę jak ludzie bredzą od rzeczy.
Oprócz tego bardzo często ludzie nie mają na tyle wiedzy/doświadczenia, aby zrozumieć, że w pewnych sprawach to ja mam rację, a nie oni.
Tak. Kiedyś w PUA jeden gość był tak bezczelny, że przepisał całe fragmenty anglojęzycznej książki, słowo w słowo i zrobił z tego “jego własną” książkę.
Jakiś czas temu na pewnym forum redpillowym ktoś wrzucił opowieść z anglojęzycznego bloga jako swoje własne doświadczenie.
Ale takie rzeczy jeszcze od biedy można wykryć - jeżeli ktoś rozpozna treść. Gorzej jeżeli ktoś napisze coś własnego lub przekręci prawdziwe wydarzenie. Np. w PUA często bywało tak, że ktoś zagadał z dziewczyną, nic nie zdziałał, a potem dorabiał do tego opowieść, że potem się spotkali i się z nią przespał.
Ja nie śledzę za bardzo Red Pill, ale np. często widziałem jak ludzie zachwycają się trenerami uwodzenia których poznałem osobiście i wiem na 100%, że są oszustami.
Dla mnie osobiście “hitem” jest trener uwodzenia o którym osoby zorientowane wiedzą, że od 20+ lat płaci za seks prostytutkom. Płacąc za to pieniędzmi zarobionymi opowiadaniem ludziom o tym, jakim to jest wspaniałym uwodzicielem.
Znam też trenerów uwodzenia będących prywatnie z brzydkimi kobietami którym daję 4/10. I naprawdę nie rozumiem, dlaczego nie znaleźli sobie przynajmniej odrobinkę atrakcyjnych kobiet typu 6/10 - przecież to naprawdę nie jest trudne. Nie wiem czy oni mają jakieś skrzywienie psychiczne, podświadomą skłonność do brzydoty czy co.
I jednocześnie “przypadkiem” czuć od niech niechęć do kobiet, chęć dokopania im. Nieco dziwna sprawa przy rzekomo udanych relacjach. ![]()
To podobny poziom “spójności” co ciągłe dyskutowanie o kobietach połączone z przekonywaniem, że nie interesują ich kobiety. ![]()
Mnie to uderzyło na pewnym forum redpillowym - ta duża rola kolegów. I ekscytacja zlotami, jakby mieli na tych zlotach robić coś nie wiadomo jak cudownego. Ja lubię moich kolegów, ale jednak nie ekscytuję się tak bardzo spotkaniami z nimi. Nawet spotkaniami z kobietami tak się nie ekscytuję - od czasu gdy miałem 20-kilka lat.
Kiedyś do PUA trafiała pewna ilość kryptogejów. To byli ludzie którzy chcieli, próbowali być hetero - przez presję społeczeństwa, kolegów, rodziny, ale tak naprawdę byli homo (lub bi-). Mieli problemy z kobietami, ponieważ po pierwsze oni mieli słabą i “sztuczną” motywację, a po drugie kobiety czuły, że coś jest z nimi nie tak. I potem były to “przeurocze” sytuacje, jak ta z osobnikiem którego kilku młodych PUA z ładnymi buziami oskarżało o obmacywanie i końskie zaloty.
To za bardzo nie wypływało publicznie, ludzie nie chcieli o tym mówić, ale takie akcje miały miejsce.
Teraz tacy ludzie najprawdopodobniej trafiają do społeczności Red Pill. Kryptogeje, szczególnie ci o prawicowych poglądach. Pomijając jedną osobę co do której nie było to szczególną tajemnicą, to dotarły do mnie informacje o kilku osobach z takimi ciągotami.
BTW Nie mówię, że to jest jedyny czynnik i jedyna przyczyna, ale na pewno ma to jakiś wpływ na całość.
Oczywiście.
Ja przyciągam szczególnie kobiety z tendecjami uległymi/masochistycznymi, które chcą być “źle” potraktowane. Nie w sensie realnej krzywdy czy dużej przemocy, tylko w sensie samej atmosfery “ostrego potraktowania”, poniżenia, podeptania ich godności i podmiotowości, etc etc - z symboliczną przemocą fizyczną. Coś w stylu “złap mnie za ryja i pokaż mi moje miejsce”. (Tak, często mówią o sobie w taki sposób - pomimo wysokiej atrakcyjności.)
Wielki plus tego jest taki, że mam w moim życiu wiele kobiet które nie są roszczeniowe, tylko odwrotnie - są skłonne przyjąć podporządkowaną pozycję i dosłownie niewolniczo wypełniać moje polecenia. ![]()
W kontekście redpillowców:
-
Ja w sensie efektów jestem na poziomie ich mitycznego “samca alfa”. Ale to nie ma znaczenia, bo przecież im nie chodzi o to co kto robi w praktyce, tylko o “jedyną słuszną” teorię i dyskutowanie bez robienia. Oni i tak wiedzą lepiej jak powinno wyglądać to czego oni nie robią, a ja robię.

-
Oberwało mi się od “białorycerza” ślepo wielbiącego VD. Co tam, że VD naprawdę jest pod wieloma względami super, co tam, że np. organizuje mi seks grupowy z jej koleżankami. Nie wolno mi jej chwalić, bo nie wolno i koniec. Jakby się nie starała. Przecież mam obowiązek krytykować kobiety, a nie je chwalić!
BTW Gdyby to kogoś intereowało - układ w którym związek jest zamknięty na mężczyzn, ale otwarty na inne kobiety, wcale nie jest czymś super rzadkim wśród osób z kręgów BDSM. Na portalach BDMS jest wiele ogłoszeń takich par.
- Niespecjalnie czuję się ofiarą “złych kobiet”. Ciężko jest czuć się ofiarą kobiet gdy to ja nimi pomiatam.
W kontekście mainstreamu:
-
Normalni ludzie nie mają pojęcia jak wygląda życie niektórych osób. Normalni znajomi nie mają pojęcia jak bardzo moje relacje są lepsze od ich relacji.
-
Śmieszą mnie morały o “partnerstwie”, o tym, że wykazywać tolerancję, etc. Po co mi partnerstwo, skoro mogę mieć niewolnice?

-
Koleżanki VD z którymi sypiam z reguły mają chłopaków i mężów - którzy o niczym nie wiedzą. Ani ich koledzy, rodziny, ogólnie ich otoczenie.
-
Śmiesznie jest być w towarzystwie lub w miejscu publicznym z VD, opcjonalnie również z jej koleżankami i widzieć jak ludzie kompletnie nie rozpoznają tego jakie one naprawdę są. Mam na myśli szczególnie nietrafione próby zaimponowania im klimatami które nie robią na nich wrażenia.
Klasyka:
Randomowy luźny znajomy, znajomy znajomego mówi do VD: “Hej, co u Ciebie? Bla bla bla [żart] [żart] Robiłem to, robiłem tamto, co o tym sądzisz?”
VD mówi uśmiechnięta: “O, fajnie.”
VD myśli tak naprawdę: “Jakim prawem ten podczłowiek śmie się do mnie odzywać?”
Lub inna klasyczna myśl VD: “On jest taki brzydki… Nie powinien mieć prawa pokazywać mi swojej twarzy”.
My jesteśmy otoczeni mainstreamem, więc go znamy i rozumiemy. Ale mainstream błędnie zakłada, że jesteśmy “normalni” i jesteśmy jego częścią.
Ja lubię obie te rzeczy. Oczywiście gdybym miał wybierać, to dużo ważniejsze jest dla mnie moje osobiste szczęście, ale nie muszę wybierać.
W przypadku dziewczyny z borderline kompletnie się nie dziwię. To chyba jest najgorsza opcja, gorsza od narcyzmu.
Na pewno znaczenie ma i genetyka i wpływ innych osób.
Przykładowo znam kogoś kogo wychowywała samotna matka, rozwiedziona z ojcem… Jej syn ma wiele cech charakterystycznych ojca, pomimo bardzo niewielkiego poziomu kontaktu. Te cechy najwyraźniej muszą być zakodowane genetycznie.
BTW Różne rasy psów, czyli tak naprawdę linie genetyczne mają różne cechy - golden retrievery są niezwykle przyjazne, border collie inteligentne i aktywne, etc. Ludzie mają tak samo, tylko jest to mniej skrystalizowane.
Co do wpływu osób innych niż rodzice, to bardzo często ogromny wpływ wywierają koledzy. To z kolegami się imprezuje, bardzo często to właśnie koledzy, a nie ojciec czy matka, przekazują wzorzec tego jak postępować z kobietami.
Znam przypadki, gdy ludzie z dobrych domów zakolegowali się jeszcze w szkole podstawowej ze starszymi od siebie łobuzami powtarzającymi klasę i mniej lub bardziej “złobuziali”. Takie rzeczy wbrew pozorom mogą mieć wpływ na całe życie.
O kurcze…
Jasne. Ja nie mówię, że sytuacja rodzinna nie jest ważna. Jest ważna, ale nie zawsze jest decydująca w danej sprawie.