To by było za proste Zresztą o jaką siłę konkretnie Ci chodzi ? Samiec alfa w stadzie wilków nie dlatego jest samcem alfa, że jest najsilniejszy, ale dlatego że jest najlepszym strategiem.
Wzięta domina świadczy swoje usługi samcom uznanym społecznie za alfy - dyrektorom, biznesmenom, politykom, celebrytom, księżom itd. Chyba się nie pomylę jeśli napiszę, że wielu z tych mężczyzn jest dość cherlawej postury. I o ile kobiety raczej chętnie przyznają się do uległości (w procesie wychowania bycie miłą i grzeczną dziewczynką jest nagradzane), to u mężczyzn zwykle jest to dobrze skrywana tajemnica, tym bardziej skrywana im wyższe mężczyzna zajmuje stanowisko w hierarchii społecznej.
Tylko co byłoby za proste? Oczekujesz w seksie kompetencji zmyślnego stratega? By była jasność - moja poprzednia wypowiedź zaledwie muska koniuszkiem tego, że - wydaje mi się [!], że częściej kobiety lubią przyjmować, nawet symbolicznie, ukradkowo, wycinkowo jakieś submisyjne elementy gry erotycznej. Możliwe, że się mylę. Natomiast, myślę, że warto, żebym to podkreśliła - że powyższe nie implikuje:
→ że każda kobieta to będzie lubić,
→ że cała bateria okołodobowych ero-stymulantów traci w kontraście do powyższego na istotności - jak imponowanie intelektem, subtelna, sensualna gra spojrzeń i głasków, przyjemność wspólnego spędzania czasu etc.
→ fakt, że panowie również potrafią fantazjować o dominach, a czasem spełniać swoje fetyszystowskie pragnienia irl.
→ że kobiet nigdy nie pociąga krzesełko władzy i dominacji.
Tym, co czynię powyżej jest zwyczajnie niechowanie głowy w piasek, gdy dochodzą do mnie info, jak wiele kobiet może to pociągać - pomimo [i jedynie dlatego], że jest to dla mnie niekomfortowe. Zjawiska w przyrodzie zasiadają w różnych punktach skal. Potrzeby, pragnienia, zachowania to spektrum. Zajmijmy się więc takim maleńkim inicjacyjnym ułamkiem, na samym początku kontinuum, nie musimy uderzać w ekstremę - nie wiem, może intuicja mnie wiedzie na manowce, ale wydaje mi się, że statystycznie częściej to facet sadza kobietę gdzieś - na stole np., zdejmuje z niej majtki, albo przyciska do ściany, chwyta za nadgarstki.. Nie mówię o zabawach w przymus, o poniżaniu, degradacji, ale zwykłym podkręceniu atmosfery, które często wydarza się i podejmowane jest intuicyjnie.
Koncepcję alfa i beta totalnie odrzucam - dla mnie to kpina. Zresztą, to, co podoba się Basi, nie podoba się Kasi.
Dlaczego wysoko postawieni panowie, dzierżący sporą porcję odpowiedzialności on a daily basis pukają do dominatrix? Vide wyżej - bo jedną z intencji i imperatywów, stojących za tymi tendencjami jest potrzeba wytworzenia konwencji, w której sceduje się kontrolę za siebie na kogoś innego. Między innymi.
Cały szkopuł polega na tym, że nietożsame stany potrafią manifestować się za pomocą tożsamych symptomów. Przejdźmy na poziom bardziej neutralny. Poznałam lesbijki, które po prostu wolą kobiety oraz takie, które były gwałcone przez członka rodziny, w tym brata - w dorosłości brzydzą się seksem z facetem - pachnie homoseksualizmem zastępczym, znanym w literaturze, ale efekt jest co do zasady ten sam. Dlatego, zaraz dopiszę coś do myśli Hodowcy:
@Hodowca , jak wyżej: nietożsame warunki mogą kanalizować się w tożsamych symptomach. Z tym powyżej jest naprawdę bardzo różnie, jak w moim przykładzie z lesbijkami. Nawet na Yt widziałam angielskojęzyczny reportaż o bdsm-relacji bardzo zaburzonej dziewczyny, z traumatycznym dzieciństwem w tle, z fiaskiem po latach leczenia się z zaburzeń odżywiania. Ed zostaje powołane i odpowiada za kontrolę emocji przez kontrolę czegoś zewnętrznego, jak waga ciała, odruch wymiotny, godziny i kalorie spożycia, wypróżnienia. Laska twierdzi, że jej układ z facetem [daje jej nawet tak prozaiczne ‘zezwolenia’, jak to, kiedy może usiąść… Ich konwencja/kodeks wykracza poza sypialnię] wyleczył ją z powyższych zaburzeń. W mojej perspektywie sprawa jest prosta - dziewczyna zamieniła jedną kontrolę na drugą - czuje ulgę, bo jej życie kontroluje obiekt zewnętrzny. To przynosi spełnienie, łatwo ją zresztą zinterpretować, jako rozkosz przez dziewczynę, od któej zalatuje borderem. Czy gdyby nie ciężkie doświadczenia wychowawcze, nie ujawniłyby się u niej żadne inklinacje do seksualnej uległości? Nie wiem. Wyraźnie widzę, natomiast, że laska ma problem na strychu. Próbuję przez to powiedzieć, że grupa ludzi bdsm jest RACZEJ zaburzeniowo mieszana.
@Ewa.Dubois , piszesz, że coś byłoby za proste, ale nie konkretyzujesz, jak Twoim zdaniem można to utrudnić, ukonkretnić. Przyznaję, że mam pewien mętlik i nie wiem, ja Cię rozumieć.
Za proste wydaje mi się uznać, że “mężczyźni są silniejsi, więc nic dziwnego że kobieta naturalnie ustawia się w pozycji podporządkowanej “. Dlatego odniosłam się do definicji słowa “siła “. Nie zdefiniowalaś czy chodzi Ci o siłę mięśni czy o coś innego. Gołym okiem bowiem widać, że ci uznawani za samców alfa otaczają się samcami beta, których rolą i zadaniem jest chronić swojego lidera. Zupełnie jak u wilków
Może być, że kobiety częściej przyjmują rolę uległą, ale nie jest to specjalnie dziwne skoro przez wieki życie kobiety w całości zależało od mężczyzny. Zdobyć dobrego, zasobnego samca oznaczało poprawić sobie byt, często dosłownie - przeżyć. Brak refleksji w tej kwestii nadal skutkuje chęcią zdobycia silnego i zasobnego, a żeby takiego obłaskawić trzeba… szlifować mu berło i aureolę Uległość niektórym kobietom po prostu się opłaca.
Ewa, wydaje mi się, że totalnie mnie nie zrozumiałaś.
To w ogóle nie jest to, co napisałam. Tak totalnie nie. U mnie nawet o podporządkowaniu nie było. “Samiec alfa/beta” to również nie jest mój pogląd. W mojej wiadomości nie znajduje się również nic o obłaskawianiu zasobnego samca. Odnoszę wrażenie, że niepotrzebnie doszukujesz się w fragmencie posta mojego autorstwa społeczno-historycznych uwarunkowań, bo próbuję tu zrozumieć to, co dla mnie samej jest niekomfortowe przez pryzmat biologii. I chodzi mi jedynie fargmentarycznie o płaszczyznę seksu, nie jakieś potulnosci w życiu [?]. W każdym razie - wymiękam na teraz.
I jeszcze taka mała uwaga - wiem, że to fatalnie zabrzmi w tym kontekście, ale potrzebuję rozstać się z forum na jakieś dwa, trzy tygodnie chociaż, potrzebuję czasu dla siebie w oderwaniu od neta. Miałam już dziś nie zaglądać, ale przyznaję, skusiłam się. Nie harcujcie za bardzo i nie nadinterpretowujcie za mocno moich wypocin ;D ;D ! Pozdrawiam!
Alfa i beta, to taki skrót myślowy. Postaram się nie nadużywać na drugi raz
Zrozumiałam Cię tak, że to biologia miałaby determinować uległą, kobiecą rolę w seksie. Ok, może tak jest według Ciebie. Z moich obserwacji jednak (głównie z terapii grupowej i kręgów kobiecych ) kobiety, które na początku deklarowały się jako uległe doznawały “cudownej przemiany” w chwili gdy odbudowały swoje poczucie wartości i wyszły samodzielnie (!) , własną pracą z pozycji zależnej. Uległość w seksie przeszła im jak ręką odjął.
Nie chcę tak chamsko znikać w pół słowa, więc napiszę ostatni, mam nadzieję jaśniejszy w wymowie, post i naprawdę zmykam.
Odnoszę, Ewa, wrażenie, że uparcie starasz się odmalować mój pogląd w świetle, które Cię jakoś triggeruje, być może jednak to moja przesadna insynuacja.
I kiedy wyżej piszę, że:
, też masz takie spostrzeżenia?
Zupełnie nie uważam, by biologia, a dokładnie różnice biologiczne między kobietą a mężczyzną “determinowały uległą, kobiecą rolę w seksie”, a tym bardziej niechcianą, wymuszoną, wymęczoną pozycję uległą w sypialni. Uważam natomiast, że potencjalnie warto się przyjrzeć czynnikowi biologicznemu [dymorfizm], jako pewnej składowej, predysponującej niesamodzielnie, nie zaś determinującej rozkład w populacji cechy “potrzeba uległości w łóżku” [zauważ również, że w ogóle nie piszę o zadowalaniu w ten sposób preferencji mężczyzny wbrew sobie, mam na myśli stricte osobiste, suwerenne dążenia kobiety, w które angażowany jest partner].
Biorąc pod uwagę, że socjopaci i psychopaci głównie optują za seksualnością bdsm, a w populacji generalnej mężczyzn jedynie pewna mniejsza ilość punktów procentowych lubi konfiguracje z dominacją, gdyby kobiety przez biologię były skazane na instynktowną, poważną uległość [bo tak Cię rozumiem, odrzuciłaś jakoś moje sugestie o lekkich stymulacjach] - to byłaby nieciekawa rzeczywistość. Istnieją wskazania, że psychopatia może być powielana na zasadzie genetycznego dziedziczenia predyspozycji. Mnie na przykład kręcą wrażliwi, empatyczni, czuli faceci, połączeni ze swoją emocjonalnością, skontaktowani dobrze z ciałem, wrażliwi na dotyk, ale z jakąś “ikrą”, charyzmą. Sama jestem wrażliwa na bodźce, aktywna i nie potrzebuję przeskalowanej stymulacji. Sama namiętność jest cudowna.
Spójrz, proszę. Jeżeli przyjąć tezę: “Częściej kobieta wybierze wierzchołek uległości układu [czy w ogóle pojedynczej akcji] submisja-dominacja” za prawdziwą:
to możemy grzebać w ogólnej krzywdzie z dzieciństwa - tylko, że chłopcy też doświadczają patologii w domach rodzinnych. Być może jest to inna krzywda, znam dorosłe kobiety po molestowaniu, które uprawiać mogą jedynie bardzo ostry i odhamowany seks. Hipotetycznie może chodzić o schedę patriarchalną - dopuszczam, jak najbardziej, tylko coś mi nie gra - młode pokolenie nie jest koniecznie wychowywane w oparach starych wzorców.
Dopuszczenie do tego obrazka czynnika biologicznego jest dla mnie gestem w kierunku sprawiedliwości poznawczej - nie byłoby rozsądnym zupełnie go pomijać. Z jakiej bowiem paki? Innymi słowy, gdy głośno i roboczo sobie myślę: “A może korelacja atrakcyjności z dymorfizmem?”, traktuję ten faktor jako zaledwie godny uwagi i wstępnie równoważny. Dla mnie nie ma w tym momencie miejsca na emocje i fakt, czy to jest przyjemne dla oka pań - staram się być bezstronna, odkładam na bok społeczno-historyczne podłoże dawnych wieków podporządkowania kobiet mężczyznom itp., a raczej jego emocjonalno-skojarzeniowe implikacje. Na tym poziomie interesuje mnie to, czy różnice międzypłciowe mogą korelować z nadwyżką kobiet wśród fanów submisyjnej przyjemności.
To w ogóle nie niweluje faktu, że faceci odwiedzają mieszkaniówki domin albo że zaburzenia psychiczne, osobowościowe jednostki mogą rzutować na ostateczny kształt fantazji i aktywności niszy bdsm. To kompletnie różne poziomy analizy.
Czy u ludzi rozpoznaje się dymorfizm płciowy? TAK. Czy elementem dymorfizmu jest atrakcja seksualna wsparta o różnice biologiczne? TAK to wygląda w świecie fauny. Czy mózgi osobników są tak skalibrowane, by te różnice rozpoznawać i nadawać im znaczenie / kontekst seksualny? TAK. Czy określone afirmowanie tych odmienności może dostarczyć dawki stymulacji w dążeniu do spełnienia? No, moim zdaniem nie można tego wykluczyć. To, co zrobi indywidualna para kochanków za ścianą alkowy będzie już jednak zależało od DODATKOWYCH ZMIENNYCH. ← Dokładnie o tym wzmiankował @Hodowca , gdy opisywał, że niektóre kobiety wychylają wahadło tak daleko, aż spotkają się ze swoim punktem zaspokojenia. Ja nie konkluduje, DLACZEGO FINALNIE, SUMARYCZNIE to robią. Próbuję zaledwie nie pomijać pojedynczego, hipotetycznego czynnika.
Jeżeli zaś hipoteza: “Występuje nadreprezentacja kobiet przyjmujących dobrowolnie i chętnie uległość w seksie”, jest fałszywa, to można strącić sobie cały powyższy wywód.
No ale to trochę takie odkrycie Ameryki w konserwach Już sama budowa narządów płciowych homo sapiens, sam akt seksualny przecież odwzorowuje archetypowy taniec męskiej i żeńskiej energii, gdzie męska jest aktywna, inicjująca, a kobieca przyjmująca, poddająca się. Penis we wzwodzie, znajdujący się w pochwie raczej nigdy nie będzie sprawiać wrażenia uległego (Ciekawe, że ten bojowy penis i biedna, penetrowana wagina okazały się solą w oku pewnego odłamu radykalnego feminizmu ). Ciekawość więc skłania mnie aby przyglądać się temu co nieoczywiste na pierwszy rzut oka. Twierdzenie że dziewczynki są wychowywane do uległości chyba nikogo nie obraża, a może tłumaczyć późniejsze postawy dorosłych już kobiet. Chciałabym Cię równocześnie zapewnić, że nie ignoruję tego co piszesz, nie jestem striggerowana, mam czyste i życzliwe intencje i generalnie wymiana myśli z Tobą bardzo mnie cieszy
Wracając do tematu. Jako ogromna zwolenniczka tantry wierzę, że każdy człowiek nosi w sobie obydwie energie - męską i żeńską. Przyjęcie i zintegrowanie swojego wewnętrznego mężczyzny (w przypadku kobiety) i wewnętrznej kobiety (przez mężczyznę ) to wspaniała droga duchowego rozwoju.
Jak się ogarnę, to coś odpiszę. Nie upłynęło tyle czasu przerwy od foruma, ile planowałam wdrożyć, no ale ostatnio nie zawsze plany mi wypalają, kiedy nie czuję się, nie będę ukrywać, najbardziej wyśmienicie.
Oczywiście, że ludzie zajmujący się BDSM to grupa zaburzeniowo mieszana. Do BDSM ciągnie różnych ludzi - zresztą sama klasyczna polaryzacja na osoby dominujące i uległe to już jest podział na dwie bardzo różne grupy. Jeżeli ktoś ma zaburzenie, to w kontekście BDSM też je ma i to ma wpływ na jego funkcjonowanie w BDSM - po tym względem to się nie różni od normalnego życia.
I rzecz jasna osoby o cechach psychopatycznych, wielkościowych będzie częściej ciągnąć do dominacji, a osoby zakompleksione, znerwicowane, zalęknione będzie częściej ciągnąć do uległości.
Natomiast pisząc “Ja też uważam, że to bierze się z dymorfizmu płciowego. (A nie z traumy i złego dzieciństwa, jak wydaje się niektórym ludziom.)”, miałem na myśli nie BDSM w każdej możliwej formie i przypadku, a ogólne tendencje do “zabawy w silniejszego samca i słabszą samiczkę”. Czyli to o czym sama napisałaś, że masz wrażenie, że to się bierze z dymorfizmu płciowego.
I ja:
1- Zgodziłem się z Tobą, że to wynika z dymorfizmu płciowego.
2- Dodałem, że wbrew temu co się wydaje niektórym ludziom, to nie wynika z traum i złego dzieciństwa.
Nie mówię, że traumy, złe dzieciństwo, zaburzenia psychiczne nie mają w ogóle wpływu na kobiecą uległość - oczywiście, że jakiś mają. Ale szerokie, ogólne zjawisko kobiecej uległości ma ewidentnie podłoże biologiczne.
To widać patrząc na liczbę uległych kobiet - ich jest po prostu zbyt dużo, aby mogło to wynikać z jakichś zaburzeń - nie ma aż tyle zaburzonych kobiet. W tym kontekście można spojrzeć na badania nad kobiecymi fantazjami o gwałcie - które są w oczywisty sposób fantazjami o seksie z “silniejszym samcem” - według badań takie fantazje ma kilkadziesiąt procent kobiet. A przecież są jeszcze kobiety z łagodniejszym pociągiem do “silniejszego samca”, które nie mają fantazji o gwałcie i nie są ujęte w tych kilkudziesięciu procentach.
Realny odsetek kobiet z uległymi tendencjami (niekoniecznie uświadomionymi, a tym bardziej niekoniecznie praktykowanymi), to może być np. 70-80%, a może nawet 90%. I to uległe kobiety są tymi normalnymi , a kobiety nieuległe są odstępstwami od normy - nie odwrotnie.
To jest spokrewnione z takimi sprawami jak rola wzrostu i umięśnienia w męskiej i kobiecej atrakcyjności. Kobiety generalnie preferują wysokich i dobrze zbudowanych mężczyzn, podczas gdy w drugą stronę te czynniki nie tylko nie są równie atrakcyjne, ale bywają odpychające. Wiele kobiet pragnie “silnego samca” który jest duży, silny, ważny, nawet groźny i pociąga je bycie jego “uległą, słodką samiczką”. To znajduje swoje odzwierciedlenie w BDSM, ale to jest o wiele szersze zjawisko, niezwykle częste wśród “normalnych” kobiet które nigdy nie zajmowały się BDSM.
Nie mylisz się, ale dla wielu ludzi to jest coś niewygodnego, obyczajowo niestosownego, politycznie niepoprawnego, etc etc.
Każda nie, ale jest to bardzo częste. Najczęściej w totalnej sprzeczności z “oficjalnym” wizerunkiem kobiety kreowanym przed znajomymi i rodziną.
Oczywiście.
Tutaj dorzucę taki motyw ze świata BDSM, że dominacja dominacją, ale powinien też mieć miejsce dobry seks w sensie dobrego klasycznego stosunku. I jeżeli była “wielka otoczka” dominacyjna BDSM, ale “dominujący samiec” jest słaby w łóżku i klasyczny stosunek jest słabej jakości, to wypada to żałośnie.
Ja dorastałam w społeczności, grupie mniejszościowej, gdzie panował umiarkowany patriarchat, było ciekawie
Tantra chyba bardzo poważnie podchodzi do tych energii? Ja traktuję koncept polaryzacji wewnętrznej bardziej jak konstrukty myślowe, porządkujące rzeczywistość - nie jestem także pewna, które cechy przytwierdzić do męskości, a które z całą pewnością przypisać kobiecości, bo weźmy na przykład system ayurvedy - dosza środkowa pozostaje analityczna, libidalna, pełna namiętności, ambicji, determinacji, dumy, inicjatywy, wydatnie temperamentna → skłania się zatem arbitralnie do bardziej “męskiej” natury? Czy przy takich typologiach nie mamy do czynienia z pewnym teoretycznym uproszczeniem? Mam mały bałagan. Ja raczej zwykłam czuć w sobie pełnię i harmonię, niż wiedzieć, jak się co zwie.
Mój Animus to przekozak jest! Coś zagadkowego musiało sprawić, że zadurzyło się we mnie kilka kobiet, pomimo delikatnej budowy, długich włosów [one generalnie również prezentowały się poza utartym stereotypem lesbijki; zaledwie jedna z nich była zdeklarowaną homo, inna podejrzewała się potem o bi; najbardziej zdumiewa mnie jednak głębokie zakochanie się we mnie dziewczyny, która przede mną miała samych facetów, w tym narzeczonego - “Przy Tobie tracę wszystkie hamulce…”, “Jak Ty to robisz?!..” ] :)) .
Jak rozumiem, przez “doszę środkową” masz na myśli Pitta?
Pitta łączy z cechami uważanymi klasycznie za męskie - takimi jak zdecydowanie, odwaga, dominacja, agresja, etc etc.
Facet z niskim Pitta to w praktyce facet “bez jaj”. Ale u kobiety Pitta nie niszczy kobiecości, jeżeli nie dominuje zbyt mocno.
Kobiecą doszą jest Kapha - pasywna, słodka, akceptująca i opiekuńcza. I bez tego kobieta staje się psychicznie “mało kobieca”. Ale u mężczyzny Kapha nie niszczy męskości, jeżeli nie dominuje zbyt mocno nad Pitta - bo wtedy z faceta robi się ospały, flegmatyczny “misio bez jaj”.
Vata to moim zdaniem dosza niezwiązana bezpośrednio ani z męskością, ani z kobiecością. Aczkolwiek przez swoją chłodną naturę i powiązanie ze stanami lękowymi, pasuje to bardziej do kobiecości niż do męskości.
BTW Ja mam bardzo wysoki poziom Pitta, średni Kapha i znikomy poziom Vata.
Przez bardzo wysokie Pitta mam przegrzewający się organizm, nie cierpię słońca, rozgrzewające substancje źle na mnie działają. Moje dłonie są dużo cieplejsze od dłoni prawie każdej innej osoby i czuję w sobie ustawiczne ciepło, a czasami dosłownie “ogień”.
I zdecydowanie funkcjonuję jako mężczyzna na bardzo wysokiem poziomie - mam niesamowicie wysokie libido, tendencje dominacyjne odbierane jako atrakcyjne, etc. Mój wyjątkowo silny “ogień” Pitta jest odbierany przez kobiety jako bardzo atrakcyjna i satysfakcjonująca męskość.
Jestem w związku z biseksualną kobietą i te sprawy wyglądają inaczej niż mówią stereotypy. My mamy “selektywnie monogamiczny” związek zamknięty na innych mężczyzn, ale sypiamy wspólnie z koleżankami-kochankami mojej partnerki - przez co znam bardzo dobrze wiele takich kobiet.
To jest mit, że kobiety lubiące inne kobiety to zawsze stereotypowe “chłopczyce” z krótkimi i/lub pomalowanymi na dziwne kolory włosami. Znane mi kobiety lubiące inne kobiety mają klasycznie kobiecy, bardzo zadbany wizerunek. I to nie jest tak, że one szukają w kobietach męskości - one właśnie lubią kobiece kobiety. Szczególnie piękne oczy, piękne usta - ogólnie ładna twarz. I często pociąga je dziewczęcy, delikatny wygląd.
Dlatego jeżeli masz “delikatny wygląd” i długie włosy, to nie tylko nie jest to sprzeczne z byciem atrakcyjną dla kobiet lubiących kobiety, ale prędzej odwrotnie - prędzej właśnie pasujesz do profilu.
Ja czytając Twoje posty mam bardzo pozytywne odczucia na Twój temat - robisz na mnie wrażenie bardzo inteligentnej i bardzo fajnej osoby. Mam wrażenie, że w Tobie jest bardzo przyjemna kobiecość, w takim “dziewczęcym”, emocjonalnie świeżym i naturalnym klimacie - moim zdaniem właśnie takiego typu, jaki podoba się kobietom lubiącym kobiety. Dlatego kompletnie mnie nie dziwi to, że jakieś kobiety się w Tobie zadurzyły - to wręcz idealnie pasuje do tego jak postrzegam Ciebie na forum.
Co więcej, moje odczucia są takie, że do Ciebie by jakoś pasował biseksualizm - mam nadzieję, że nie jest to dla Ciebie coś przykrego lub niepokojącego - to są tylko moje subiektywne odczucia. Może tamte kobiety les/bi miały względem Ciebie podobne odczucia na żywo i pomyślały, że jesteś jedną z nich.
Bardzo mi miło Niestety, rzadko tu bywam, być może jeszcze rzadziej będę zaglądać [choć mam sporo pomysłów na wątki]. Trzeba mierzyć siły na zamiary. Będąc tu regularniej, działałabym trochę dla cudzego interesu. To docelowo przestrzeń dla mężczyzn, my [kobiety] jesteśmy zwyczajnie gośćmi. Mam szereg potrzeb w życiu prywatnym do zadbania i dopięcia - je, myślę, warto obsługiwać priorytetowo.
Bardzo dziękuję, kłaniam się
Chyba głównie u prawackich i sporo starszych facetów obserwuję masę nieporozumień w tej materii. Myślę, że wielu z nich bazuje swoje opinie na sylwetkach lesbijek w typie tzw. butch lesbian. Są wyraźne, zatrzymują zdziwiony wzrok i demaskują oczekiwania względem kobiecości, ale nie wiem nawet, czy pozostają w homo-większości. Realnie, namierzenie lesbijki może przysporzyć problemów, o rozpoznaniu bi wielu może zapomnieć. Po tych zakochaniach, bujałam się przez chwilę w towarzystwie homo-ludzi [z ciekawości, którą zrodziły we mnie], poznawanych przez znajomych znajomych. W moich prywatnych wnioskach niemało bi lasek manifestuje swoje inklinacje do intelektualizmu i posiada spory temperament.
Z kolei lesbijki poznane na terapii grupowej miały w doświadczeniu dziecięcą krzywdę seksualną.
Nie jest. Kobiety bywają zniewalająco piękne, potrafią być swoistym aperitif, niemniej fizjologia zdecydowała. Mój mózg postrzega seks monopłciowy żeński jako wzajemną masturbację i wypatruje spełnienia bardzo swojej potrzeby zjednoczenia, pełni i harmonii jedynie po męskiej stronie ludzkości. Lepszy synchron.
Dokładnie.
Pasuje do mnie sporo stwierdzeń pitty w testach na dosze. Może większość. Niemniej jest ona zharmonizowana dwoma pozostałymi typami, które pozostają we względnej równowadze.
Też nie kocham upałów. Po bardzo ostrych posiłkach nie czuję się najlepiej, wyszło mi w krwi trochę za mało 25-OH-D i suplementuję witaminę D, ale nie mogę naraz zażyć pełnej dziennej dawki, bo mnie wywala z kapci - zmuszona byłam kupić preparat dla dzieci, żeby panować nad dozowaniem stopniowym. Generalnie traktuję to trochę, jak psychotest, ale coś pasuje. Zgarniam ognistość pitty, libidalność, te sprawy, a moja strona ero jest … let’s call it, esencjonalna.. Jeżeli ktoś potrafi stopić moje opory, widzi mnie prawdziwą z całą sensualnością - i nie mówię nawet o seksie. Szczegóły zostawiam za welwetową zasłoną alkowy dla potencjalnego partnera.
Gdy byłam mała, miałam dwie mimowolne myśli: “będziesz świetną kochanką.” i “jak ty sobie poradzisz z tym libido?”. Gdy złapałam za krawędź dorosłości, okazało się jednak, że libido i popęd to nie to samo, co pociąg seksualny. Do miłości fizycznej potrzebuję kochać i być kochaną. Mam niewielkie doświadczenie, choć byłam lepsza w finezji niż druga strona. Nie odnajduję się w hook-up culture. Nie poradziłabym sobie psychologicznie z jednorazowym, jałowym aktem.
Mając swój jakiś temperament, ‘lubię’ [wstępnie] ludzi, którzy mają iskrę, rojberki w oczach. Nie wiem, czy wiele osób tu wie, kim jest rojber. To ‘łobuziak’ w jednej z krajowych gwar.
Chociaż nie ukrywam, że bardzo lubię czytać Twoje posty i chciałbym ich tutaj jak najwięcej.
Tak - ludzie widzą rzucającą się w oczy “butch” i pojawia się u nich myśl “aaa! to tak wygląda lesbijka!”.
To się idealnie pokrywa z moimi obserwacjami. Chociaż ja nie obracam się w żadnym szerszym środowisku LGBT - znam głownie koleżanki-kochanki mojej partnerki, a one są dobrane zgodnie z jej preferencjami.
A jak wyobrażasz sobie biseksualizm?
U wielu kobiet wygląda to tak, że pragną pełnego zjednoczenia i klasycznej miłości z mężczyzną, a to co robią z koleżankami to dla nich tylko “słodka zabawa”. Czyli ostatecznie dominuje u nich orientacja hetero, ale trudno uznac je za czyste hetero po wielu “zabawach” z koleżankami.
O ile mi wiadomo, to jest to dla nich inne “uczucie” niż seks z mężczyzną, ale to też nie jest po prostu “masturbacja”. Bardzo wiarygodne źródła mówią, że podczas takiego seksu czuć dotyk, czułość, emocje drugiej kobiety i to autentycznie bycie razem, zespolenie - inne niż z mężczyzną, ale autentyczne. Jest to przyrównywane do głaskania psa lub kota, tylko z zabarwieniem seksualnym. W sensie: to nie jest mechaniczna masturbacja - jest w tym autentyczna czułość, ciepło i uwaga drugiej osoby - nawet jeżeli nie jest to mężczyzna.
Klasyka Pitta.
Mam podobne podejście, ale to mi też wiele wyjaśniło, połączyło razem różne rzeczy - jak nadwrażliwość na słońce i cechy mojego charakteru. Bez ajurwedy bym nie pomyślał, że jedno łączy się z drugim.
Rozumiem. To jest miłe, słodkie, dziewczęce.
Ja mam coś w rodzaju miłości do wielu kobiet. Jeżeli kobieta jest fizycznie atrakcyjna, inteligentna, fajna, to czuję do niej “mini-miłość”. I dla mnie wewnętrznie to jest szczere zespolenie, nawet jeżeli ma miejsce bez związku i monogamii.
Innymi słowy mówiąc - nie czuję się “pusty” robiąc rzeczy, które mogą być uważane przez innych za “puste”. Ani nie czuję się tym emocjonalnie wypalony, etc etc.
Miałem to samo - od początku byłem w tym bardzo dobry - nawet gdy dopiero zaczynałem i nie miałem doświadczenia.
BTW Jeszcze niedawno myślałem, że jesteś zupełnie inną osobą niż ja, a tutaj się okazuje, że pomimo różnic mamy całkiem sporo wspólnego.
Ja lubię u kobiet zarówno “ostre” iskierki, jak i odpowiednią, “słodką” uległość, pasywność. Nie lubię pustych, aseksualnych lub mało inteligentnych oczu.
Też zmykam do realnego życia i do moich kobiecych kręgów. Panowie tu mają swoje tematy i lepiej jeśli forum będzie się rozwijać i nabierać siły dzięki męskim Forumowiczom. To prawda, tutaj jest piękna, męska przestrzeń.
Ściskam Cię serdecznie, bardzo lubię Cię czytać. Mam nadzieję, że wszystkie Twoje sprawy, plany i zamierzenia się powodą. Życzę Ci tego z całego serca.
Nasza społeczność nie jest póki co liczna (chociaż mamy całkiem spore grono tzw. lurkerów), a Ty i koleżanka @zodiac jesteście z pewnością jej bardzo mocnymi ogniwami - sam bardzo sobie cenię Wasze wpisy, w większości przypadków mocno ze mną rezonują i chciałbym, żebyście tu publikowały jak najczęściej. Zależy mi na tym, żebyście się tu dobrze czuły, potrzebna jest nam kobieca perspektywa.
Dobra, niech będzie more graphic - ..nie dochodzę do porno z miziającymi się po intymności paniami. Ultrarzadko mam styczność z jakimś filmem przyrodniczym, bo moja wyobraźnia masakruje system, jest dobra i nie potrzebuje konkurencji, ale to wiem na pewno. Jakby mi wywala error. O taki:
Gdy byłam w związku, czasem mówiłam: “Patrz, jaka piękna. Cudowna!”, kiedy byliśmy w komunikacji miejskiej lub gdzieś na mieście i wyhaczyłam dziewczynę, która miała to coś. Lubię się zachwycać.
Zamierzałam założyć wątek hydeparkowy z ulubionymi teledyskami i wrzucić parę, w tym poniższy, ale wzdrygnęłam się i zrezygnowałam, bo pomyślałam, że Chłopaki stwierdzą, że chcę się im przypodobać, apelując do ich seksualności. Kiedy ja uwielbiam patrzeć na tę Kate Moss, która zachowuje się przy tej rurce, jak debiutantka! Bez maniery, bez perfekcyjności, trochę jeszcze spięta, eksperymentuje i bawi się nową sytuacją. Naturalna, nieporadna, bezpretensjonalna, wspaniała:
Abstrahując zupełnie ode mnie, wydaje mi się że faceci często nie wiedzą, jaka rzesza kobiet jest zdolna nakręcić się do ładnych pań, np. w kuszących fatałaszkach - tylko po to, by tęsknić za obniżeniem napięcia z facetem. Kobiety potrafią być bajecznie piękne. Wielokrotnie ten wątek przewijał się w moich rozmowach z dziewczynami, pozostającymi w relacjach hetero.
Dobrze, skoro ustaliliśmy jednogłośnie, że nie jestem biseksualna, umarzam śledztwo, wrzucam do cold case’ów [;p], a nawet zamykam ewentualny przewód sądowy! http://emots.yetihehe.com/2/cisza.gif
Wydaje mi się, że patrzysz z perspektywy rotacji partnerów, ale biseksualność monogamiczna, realizowana z jedną tylko kobietą musi zaspokajać coś więcej niż potrzebę czułości. Kojarzy mi się nawet taka para na polskim yt - les + bi [ta druga dziewczyna tuż przed ślubem zostawiła narzeczonego dla koleżanki - obejrzałam w przeszłości jednego vloga].
Rozumiem. U mnie miłość trąca pewną bezwarunkowością [związek warunkowy, miłość niekoniecznie]. Ostatnio akurat rozmawiałam z pewnym mężczyzną na ten temat. Nie mogę obdzielać tym wielu. Pojemnościowo nierealne. Mam też bardzo silną potrzebę przynależności do jednej tylko osoby, pragnienie głębokiej lojalności ograniczone, nieinkluzywne i zupełnie niekolektywne. Totalna monogamia.
Mieszkasz w Niemczech, jeśli można spytać? Nie ma żadnego obowiązku, byś odpowiadała. Niemiecki to swoją drogą, ale też gwara poznańska i śląska. Na bank zapożyczenie od zachodnich sąsiadów.
Bardzo, bardzo dziękuję. Samej sobie tego życzę i nie mogłabym oddać z wystarczającą mocą, jak bardzo chciałabym, żeby wszystko w moim życiu się nareszcie wyprostowało. Jedyne, co mogę zrobić, to stawiać krok za krokiem. W każdym razie, ze wzajemnością! W ogóle strasznie dziękuję Tobie i @Hodowca za ciepłe słowa, bo przyznam, że czułam się okropnie samotna na tym forum.
Nie wiem, czemu nie ładuje linków ta cholera, a znalazłam swój zayebisty, ukochany gif z chyba najstarszej wersji gg i forów przed zmianami silniczków. Jeszcze raz spróbuję z jutubem: