Narracje o tzw. „męskiej” i „żeńskiej” energii są bardzo popularne w rozmaitych poradnikach rozwoju osobistego czy coachingu relacji, pojawiają się też w filmach samozwańczych ekspertów od związków i pop-psychologów.
Według tych twierdzeń energia “męska” jest energią dawania, działania, szukania rozwiązań, jest to również stanowczość, decyzyjność, waleczność, aktywność, branie odpowiedzialności, samodyscyplina, umiejętność spełniania długoterminowych celów.
No muszę przyznać, że są to świetne, bardzo pożądane cechy.
Jaka według tych twierdzeń jest więc energia “żeńska”? ![]()
No krótko mówiąc nie jest to pozytywny obraz - jeśli odwrócimy powyższe cechy okazuje się, że według tych twierdzeń kobieta w “żeńskiej energii” jest po prostu nieporadną, niedojrzałą, uległą istotą, której przetrwanie jest całkowicie zależne od mężczyzny, wymagającą prowadzenia za rączkę przez życie.
Zastanówmy się - czy te teorie mają JAKIEKOLWIEK oparcie w nauce?
W psychologii nie funkcjonują żadne obiektywne kategorie „energii męskiej” czy „energii żeńskiej” rozumiane w ten sposób (np. że „męska energia” to decyzyjność, a „żeńska energia” to bierność).
Badania nad różnicami płciowymi pokazują wprawdzie pewne statystyczne tendencje w zachowaniach (np. średnio wyższa agresja u mężczyzn, średnio wyższa empatia u kobiet), ale nie są one na tyle silne, aby usprawiedliwiać sztywne stereotypy, a już na pewno nie oznaczają, że każda kobieta powinna być bierna i „prowadzić się” przez mężczyznę.
Co więcej, takie cechy jak siła, stanowczość, wrażliwość czy empatia są w dużej mierze wyuczone kulturowo, a nie wrodzone. Poszczególne kultury różnią się tym, co przypisują męskości i kobiecości — co jasne pokazuje, że nie są to uniwersalne prawdy biologiczne.
Skąd się więc biorą te teorie?
Otóż to w dużej mierze:
- konstrukty kulturowe i społeczne — przez wieki utrwalano wzorce, w których mężczyzna był „głową rodziny”, a kobieta podporządkowana i zależna. Te stereotypy przeniknęły do języka rozwoju osobistego, gdzie mówi się o „energii” zamiast po prostu o stereotypowych rolach płciowych,
- marketing coachów i autorów książek — łatwiej sprzedaje się prostą historię o „polaryzacji energii” niż skomplikowaną wiedzę o tym, jak naprawdę działają relacje i różnice indywidualne,
- poczucie bezpieczeństwa — dla niektórych ludzi jasne podziały ról są komfortowe i przewidywalne, więc chętnie w nie wierzą.
Dlaczego te teorie są mega szkodliwe?
Odpowiedź wydaje się być w tym momencie oczywista:
-
bo utrwalają przekonanie, że kobiety są słabsze i wymagają przewodnika, co ogranicza ich sprawczość i wiarę w siebie, a w nas budują przekonanie, że musimy się poświęcać dla ich dobrostanu i ratować je z opresji;
-
bo wzmacniają patriarchalne układy, gdzie mężczyzna ma być „dominującym opiekunem”, odpowiedzialnym za dosłownie wszystko, a kobieta „nieporadnym dzieckiem”;
-
bo ignorują ogromną różnorodność osobowości i temperamentów — w rzeczywistości wiele kobiet jest bardzo stanowczych (w korpo, które obsługuję większość stanowisk dyrektorskich zajmują z powodzeniem kobiety), a wielu mężczyzn czułych i empatycznych, i to jest absolutnie normalne.
Na koniec tego wywodu proponuję ten absolutnie genialny film Fanggottena, który wyjaśnił o co w tej narracji tak naprawdę chodzi (bardzo polecam!) i który zainspirował mnie do stworzenia tego wpisu:
I jeszcze mój apel - nie uczcie się psychologii z niesprawdzonych źródeł, nie mających oparcia w badaniach naukowych (np. z filmów redpillowców). Zdecydowanie lepiej w tym zakresie jest nic nie robić (i np. zająć się sportem) niż robić coś źle - szkody na psychice naprawia się długo i mozolnie.