Ciąg dalszy moich egzystencjalno-filozoficznych rozważań.
Jednym z najbardziej rozpowszechnionych mitów psychologicznych jest przekonanie, że człowiek w każdej chwili „mógł wybrać inaczej” - że alternatywy były realne, symetryczne i dostępne — a skoro wybrał jedną opcję to ponosi pełną “winę” za to, że nie wybrał drugiej.
Problem polega na tym, że to przekonanie nie wytrzymuje żadnego kontaktu z rzeczywistością. Faktem jest, że człowiek nie wybiera spośród wszystkich możliwych, leżących na stole opcji.
Człowiek wybiera wyłącznie spośród tego, co w danym momencie zna, rozumie, co jest dla niego emocjonalnie dostępne, mieści się w jego aktualnych sposobach regulowania siebie i nie przekracza granic jego lęku, wstydu i wyuczonych zakazów (w tym tzw. “moralnych”).
Innymi słowy wybieramy tylko to, co jest w naszym polu możliwości — a pole możliwości nigdy nie jest i nigdy nie będzie pełne.
Bardzo często „wolna wola” pojawia się dopiero po fakcie, jako pewna forma narracji. Najpierw coś się wydarza - czy to decyzja, czy też nasza reakcja, wybór, ucieczka czy konfrontacja (lub jej brak) - a dopiero potem pojawia się narracja „Ehh, mogłem wybrać inaczej”. Zauważmy jednak, że to zdanie powstaje z pozycji kogoś, kto już wie więcej - ma nowe informacje, nabył nową perspektywę, przeżył nowe doświadczenie czy też jest w nowym, nieznanym wcześniej sobie stanie emocjonalnym. Nie jest to więc opis tamtego momentu, a interpretacja z przyszłości rzucona w przeszłość.
Człowiek w danym momencie nie ma dostępu do przyszłej wiedzy o sobie. Nie ma dostępu do sposobu regulowania siebie, który wypracuje np. dopiero za rok, nie ma dostępu do języka, który pozna dopiero w trakcie terapii (np. “odpowiedzialność” zamiast w gruncie rzeczy dziecinnej “winy”). Nie ma dostępu do odwagi, która pojawi się dopiero po doświadczeniu (być może pierwszy raz w życiu) bezpiecznej relacji.
Twierdzenie, że „mógł wybrać inaczej” często oznacza więc tylko - „dziś mam dostęp do opcji, których wtedy nie miałem”.
Warto zauważyć, że wybór nie jest aktem woli — jest funkcją dostępności
Z perspektywy psychologicznej wybór nie jest aktem czystej woli - jest funkcją tego, co w danej chwili jest dla systemu możliwe.
Jeśli ktoś nie zna innego sposobu reagowania, nie ma dostępu do regulacji emocji (regulują go inni ludzie), żyje w chronicznym napięciu, funkcjonuje pod wpływem lęku, wstydu lub przywiązaniowej zależności to „inna opcja” nie jest realną opcją, nawet jeśli istnieje teoretycznie.
To trochę tak, jakby oczekiwać od osoby, która nigdy nie widziała mapy, że wybierze najlepszą trasę. Mapę nabyła ona później, już po wyborze trasy. Nie mamy podstaw do tego, by ją karać za to, że wcześniej jej nie mieliśmy.
Iluzja wolnej woli pełni też funkcję narzędzia moralnego.
Społecznie idea wolnej woli pełni bardzo konkretną funkcję - umożliwia proste przypisywanie winy. Jeśli bowiem mogłeś wybrać inaczej, a nie wybrałeś to jesteś winny, jesteś “zły”, zasługujesz na wstyd lub karę.
Prawda jest jednak taka, że psychologicznie jest to model uproszczony do granic absurdu. Jak już wspomniałem w poprzednim wpisie nikt nie wybiera swojego temperamentu, wczesnych doświadczeń, reaktywności układu nerwowego czy mechanizmów obronnych, które kiedyś ratowały relację lub umożliwiały mu przetrwanie.
A jednak dokładnie za te rzeczy najczęściej się karzemy.
Co w takim razie zostaje?
Jeśli nie wolna wola rozumiana jako „mogłem zrobić wszystko” to co w ogóle zostaje?
Zostaje nam coś znacznie bardziej realistycznego — odpowiedzialność rozwojowa.
Nie odpowiadamy za to, jakie opcje były dla nas dostępne wtedy, za to, czego nie widzieliśmy, a także za to, czego nasz system nie był w stanie unieść.
Ale możemy odpowiadać za poszerzanie pola dostępnych opcji, zauważanie naszych automatyzmów i triggerów, uczenie się regulacji zamiast karania, aktualizowanie mapy, kiedy pojawia się nowa wiedza.
Z czasem możemy widzieć więcej - więcej reakcji, możliwości, dróg. Osłabiać nasze uwarunkowania. I to już jest bardzo dużo i to leży w zasięgu naszej kontroli.