Słuszna obawa. Dlatego na Twoich ponętnych mięśniach namalowałam koszulkę żonobijkę i dorobiłam głowę z wąsem ala Stalin. Jak liczba Twoich apetycznych zdjęć przekroczy trzy setki, to zrobimy zrzutkę i kupimy Ci zwierciadło wody. Zgadnij po co. Tak więc póki co śpij spokojnie Piotrze.
not meaning to rain on your parade, ale taki spadek, jeśli wszedłeś na dietę deficytową kalorycznie, jest prawdopodobnie w sporym stopniu efektem mniejszej równowagowej zawartości układu trawiennego. Plus zwróć uwagę, ile przyjmujesz/przyjmowałeś płynów. Odwodnienie też potrafi ładnie “dociąć” człowieka ![]()
Nie ma sensu ważyć się z dnia na dzień, z tygodnia na tydzień też średni, chyba że robisz to przez dłuższy okres (kilka miesięcy) i sobie zrobisz wykres, na którym widać wyraźny trend, a nie zmiany tydzień do tygodnia.
Natomiast ja też jestem w “klubie deficyt”. Zjedzenie 500 kcal mniej dziennie zajmuje literalnie zero czasu (a nawet może ten czas odzyskać xd, powiedzmy jeśli pomijasz jeden posiłek który wcześniej jadłeś, jak np w IF). A żeby tyle samo spalić, to trzeba się sporo namachać/nabiegać.
Tylko pamiętajcie koffani że przy deficycie trzeba zachowywać sporą minimalną podaż białka, bo inaczej wejdziecie w katabolizm mięśni i nic nie dadzą wasze siłownie, organizm będzie zżerał (prawie) wszystko jak leci - glikogen, smalec, mięśnie.
Według różnych badań (np tu, tu, tu itd) przy odchudzaniu minimum to 1,6-2g białka/kg m.c. dziennie.
Z osobistego doświadczenia (z 10 lat temu): da radę spalić 25kg w pół roku, ale to trzeba lecieć non stop na takim deficycie, że chuj człowieka strzela z głodu (przynajmniej na początku)
Te mięśnie powyżej należą niestety do @Condottiero, a nie do mnie. A z tym Stalinem uważaj, za młodu był niezłym ciachem:
No właśnie przyjmuję dużo więcej płynów niż wcześniej - o czym przypomina mi fitatu. Cały czas muszę przez to sikać, damn it!
Wiem wiem, pilnuję tego.
proste, komunistyczny giga chad, podobnie jak Che:
Dla porównania, prawaccy beta omega cuck copecele:
(Pinochet)
(tego akwarelistę chyba znacie)
Przepraszam za offtop, wystawiam sam sobie jedynkę z zachowania.
Czyli Piotrze jesteś prorokiem, bo przewidziałeś powszechne rozkojarzenie.
Jeśli o mnie chodzi, to bardziej adekwatna byłaby szóstka. Świetne zdjęcia. Gdyby rozebrać ich z tych mundurków i zasłonić twarze szmatą, to mogłoby być jeszcze ciekawiej.
Ostatnie dwa tygodnie plan jedzeniowy nie był realizowany. Byłem w rozjazdach, na żywieniu z cateringu. Dokonywałem wyborów z konieczności “na oko” i “na rozum” (jajka, ryby, zimne nóżki, drób, warzywa, owoce) i bez oferowanych ciast i gotowych słodyczy, ale o liczeniu kaloryczności nie mogło być mowy. Od wczoraj powrót do diety i liczenia.
Kalorii nie liczyłeś ale “strat” żadnych nie widać.
Trzymanie ściśle kaloryczności wymaga, oprócz dyscypliny, określonych warunków czyli ważenia składników i porcji lub zamawiania specjalnego kateringu.
Jak tam idzie? Wróciłeś do ścisłego trzymania diety?



