Problem po rozstaniu

Poprzedni post usunąłem bo chyba wrzuciłem w złą kategorię, wybrałem ja i o mnie…) “To się Pan nam ładnie przedstawił” Dzień dobry Drodzy czytający nie wiem jak mam opisać swój problem, troszkę jakbym go sam nie rozumiał a czasem jakbym go rozumiał za bardzo a nie potrafił sobie z nim w żaden sposób poradzić. Myslę że dzięki temu postowi ktoś pomoże mi w jakiś sposób coś sprecyzować lub rozwiązać.

Generalnie mam w głowie ogromny mętlik odkąd zakończył się mój 8 letni związek, którego już tak nie przeżywam jak moje ostatnie rozstanie ( związek trwał 3 miesiące i był bardzo intensywny, na samym początku już się świetnie dogadywaliśmy po miesiącu postanowiłem się do niej przeprowadzić )

Pisząc to też czuje pewną beznadzieję bo żeby w pełni zrozumieć moją sytuację musiał bym chyba opisać to wszystko w książce, co się wydarzyło w moim życiu jakie miałem po drodze problemy i przeżycia i może ktoś mógłby na to konstruktywnie dopiero spojrzeć.

Jeśli znajdzie ktoś zainteresowany tematem to chętnie odpowiem na wszelkie pytania.

Wracając, w głowie ciągle przerabiam możliwości ruchów które mogę wykonać w aktualnej sytuacji w jakiej się znajduję, czy postarać się jakoś o nią ( zaznaczę że ona się odcięła totalnie) Czy odpuścić ( Najlepsza opcja z szacunkiem jej granic i szacunkiem do siebie żeby iść dalej i szukać czegoś lepszego dla siebie, skoro była w stanie tak postąpić to może powinienem swoje granice postawić i być ponad tym) Dzisiaj zobaczyłem że po miesiącu usunęła mnie na socialmediach, zabolało bardzo, aż napisałem do niej widomość sms “Czy możemy porozmawiać w wolnej chwili na spokojnie? Chciałbym zamknąć ten rozdział ale mam z tym problem” Usłyszałem idź do specjalisty to nie mój problem ( ma pewnie rację ) Nagrałem sobie kolejne przemyślenia do telefonu, popłakałem się i leciałem jakoś dalej w dzień…

Ogólnie staram się ogarnąć swoje samotne życie, poukładać czego chce, czego nie chce, zbudować porządną ramę, treningi, praca, znajomi, hobby, pasje.

Może żeby przybliżyć wam też moją psyche, związek rozpadł się bo na bani siedziała mi sprawa fantazji seksualnych z dwoma kobietami, ona o tym wiedziała. Ja wpadłem w spiralę tych myśli i mniej więcej co dwa tygodnie miałem stany depresyjne gdzie nie wiedziałem co mam w ogóle w głowie i co chce powiedzieć co mam myśleć. Bo czułem jakby ta fantazja miała się już nie spełnić mimo że jak ona mówiła jest 60/40% ( in to mężczyźni/ kobiety ) więc liczyłem że jakieś szanse są, ale ona była po przeżyciu ze swoim byłym gdzie zaprosiła jeszcze dwie dzieczyny…. ( bolała mnie ta wizja że ona tego doświadczyła a ja nie) i mówiła że źle się to odbiło na ich związku…

Myślę że ważną rzeczą którą mogę jeszcze opisać jest fakt, że poprzednią partnerkę ( 8 lat związku ) zdradzałem przez jakieś 4 lata z “Przyjacielem” i jego partnerką w trójkącie. To wydarzenie się na mnie bardzo odbiło. Robiłem to pół świadomie jeśli tak można to opisać. Robiąc to odczuwałem dużą przyjemność i akceptacje ale zarazem ogromne wyrzuty sumienie… ( nie czułem się najlepiej w tej relacji przez drugiego mężczyznę ale była okazja żeby kopulować z samicą to korzystałem )

Witaj na forum. Postaramy się pomoc. Trochę brakuje kontekstu, więc zadam trochę pomocniczych pytań.

Samo zamieszkanie razem po tak krótkim czasie znajomości zapala kontrolkę ostrzegawczą. co tak naprawdę starałeś się w sobie uciszyć lub czym wypełnić tę przestrzeń tak szybko chcąc zamieszkać razem?

Gdybyś mógł na moment odsunąć sam obraz techniczny fantazji o dwóch kobietach, jakie uczucie ona karmi? Czy to pragnienie bycia „całkowicie przyjętym”, lęk przed pominięciem, czy może sposób na stworzenie dystansu, by nie musieć być w pełni obecnym tylko z jedną osobą i zobaczonym jakim naprawdę jesteś?

Co było przyczyną długoletniej zdrady w poprzednim związku? Czy się głęboko nad tym zastanawiałeś, bo skok do nowej relacji brzmi dla mnie jak zagłuszanie. Czy korzystałeś z pomocy psychoterapeuty i czy rozważałeś taką pomoc? Może warto odwiedzić seksuologa, który bardziej zrozumie te potrzeby. Nie mówię że są złe, ale sposób w jaki je zaspokajałeś był krzywdzący zarówno dla partnerki jak i ciebie. Te cztery lata życia w rozszczepieniu, gdzie seks był oddzielony od emocjonalnej lojalności.

Twoja obsesja na punkcie trójkąta z dwiema kobietami nie jest moim zdaniem kwestią preferencji seksualnych. To rodzaj głodu obfitości, który paradoksalnie chroni cię przed prawdziwą intymnością sam na sam. Porównywanie się do doświadczeń partnerki z jej byłym to wg mnie ślepy punkt, który twoje ego używa jako narzędzia do samobiczowania, by odwrócić uwagę od faktu, że boisz się być zwykły w prostej, codziennej relacji, a wstyd, który nosisz po zdradach z przeszłości, projektujesz teraz na obecną sytuację, karząc się myślą, że coś cię omija, że jesteś wybrakowany. To mechanizm autodestrukcji. Seks w trójkącie nie da ci poczucia wewnętrznego spokoju ani akceptacji.

Twoja seksualność IMO stała się polem bitwy o wewnętrzna wartość. Dopóki będziesz wierzył, że jej uzyskanie zależy od zewnętrznego scenariusza (trójkąta), będziesz niewolnikiem życia z notorycznym poczuciem braku i poczuciem pustki. Gdy poczujesz, że twój oddech i obecność są kompletne same w sobie, nawet w ciszy i samotności, której tak bardzo się teraz lękasz wtedy będziesz wiedział że jesteś na dobrej drodze. Po takich wydarzeniach raczej bym poświęcił rok poza relacjami by się uleczyć wewnętrznie. Twoją rama o której piszesz, czyli hobby, treningi i praca jest dobrym sposobem na przestanie rozmyślania , ale może też być czymś co pomaga w zepchnięciu problemu w głąb siebie. Nie chcesz tego, bo demony takie wracają silniejsze niż kiedykolwiek. Kolejny raz polecam psychoterapię. Poczucie beznadziei i płacz to może być sygnał autentycznego ja, które chce zaczerpnąć powietrza i wyjść z ukrycia. Może te stany depresyjne nie były spowodowane brakiem możliwości realizacji trójkąta, ale brakiem poczucia wewnętrznej spójności?

Czy ten mętlik w głowie nie jest przypadkiem jedynym sposobem, w jaki potrafisz teraz czuć, że żyjesz, bo spokój wydaje Ci się zbyt pusty i przerażający?

co tak naprawdę starałeś się w sobie uciszyć lub czym wypełnić tę przestrzeń tak szybko chcąc zamieszkać razem?

Ostatnio się trochę nad tym zastanawiałem i powiedział bym że pewnego rodzaju lęk że sobie nie poradzę w życiu bo jestem za leniwy czy coś. Te bycie leniwym nie jest akurat do końca faktem ale na pewno jestem wygodny.

Gdybyś mógł na moment odsunąć sam obraz techniczny fantazji o dwóch kobietach, jakie uczucie ona karmi? Czy to pragnienie bycia „całkowicie przyjętym”, lęk przed pominięciem, czy może sposób na stworzenie dystansu, by nie musieć być w pełni obecnym tylko z jedną osobą i zobaczonym jakim naprawdę jesteś?

Pewnego rodzaju fascynacja i ciekawość. Bycie całkowicie przyjętym do mnie najbardziej przemawia

Co było przyczyną długoletniej zdrady w poprzednim związku? Czy się głęboko nad tym zastanawiałeś, bo skok do nowej relacji brzmi dla mnie jak zagłuszanie. Czy korzystałeś z pomocy psychoterapeuty i czy rozważałeś taką pomoc? Może warto odwiedzić seksuologa, który bardziej zrozumie te potrzeby. Nie mówię że są złe, ale sposób w jaki je zaspokajałeś był krzywdzący zarówno dla partnerki jak i ciebie. Te cztery lata życia w rozszczepieniu, gdzie seks był oddzielony od emocjonalnej lojalności.

Chęć i możliwość seksu z inną kobietą. Tak to jest pewnego rodzaju zagłuszanie cierpienia bycia samotnym. Tak chodziłem do specjalistów.

a wstyd, który nosisz po zdradach z przeszłości, projektujesz teraz na obecną sytuację

Zauważyłem to jakiś czas temu, że projektuję to na innych.

Czy ten mętlik w głowie nie jest przypadkiem jedynym sposobem, w jaki potrafisz teraz czuć, że żyjesz, bo spokój wydaje Ci się zbyt pusty i przerażający?

Myślę że ten mętlik bardziej mi przeszkadza bo dochodzi do stanów lękowych gdzie mam problem z wyborem prostych rzeczy bułka za 0.2zł czy za 0.4zł z ziarnami tak dla prostego przykładu, albo z tym co mam napisać co powiedzieć, żeby było “dobrze” A spokój też odczuwam, kiedy akurat nie dotyka mnie cały mętlik i jestem czymś zajęty ale nie tylko. Czuję się czasem jak na sinusoidzie

Ta sinusoida to nie tylko wahania nastroju. To zapis walki o przetrwanie układu nerwowego, który od lat próbuje znaleźć poczucie bezpieczeństwa, ale nie wie, jak ono wygląda. To czego doświadczasz, to zamrożenie. Kiedy jako dziecko nie otrzymujemy bezwarunkowej akceptacji, uczymy się, że świat jest wymagający, a my niewystarczający. Twoje szybkie wprowadzanie się do partnerek to nie wygoda. To próba uniknięcia pustki. Obawa, że sam sobie nie poradzisz. To echo małego chłopca, który nie dostał wsparcia w budowaniu sprawstwa w dzieciństwie, a partnerka staje się wtedy nie tyle osobą, co zewnętrznym regulatorem lęku. Gdy ona znika, świat się rozpada, bo zniknął jego fundament.

Twoja fascynacja seksem z dwiema kobietami to wg mnie tęsknota za stanem pierwotnym, gdzie nie musisz wybierać, nie musisz się starać, gdzie jesteś otoczony uwagą i karmiony obecnością z każdej strony. To archetypowa potrzeba nasycenia, której zabrakło w relacji z rodzicem. Jednak w dorosłym życiu to pragnienie może być pułapką i szukasz w seksie ukojenia rany, której seks nie może uleczyć. Żyjąc w trójkącie za plecami partnerki, stworzyłeś sobie świat, w którym nie musiałeś być w pełni zobaczony. Gdybyś był lojalny, musiałbyś zmierzyć się z lękiem przed odrzuceniem w jednej, prawdziwej relacji. Ty miałeś wyjście awaryjne. Myślisz, że szukałeś przyjemności, kiedy apewnie budowałeś mur, by nikt nigdy nie dotknął Twojego prawdziwego, zranionego rdzenia.

Ten mętlik przy zakupach i innych decyzjach to lęk przed złym wyborem który paraliżuje u ciebie wolę. Boisz się, że jeśli wybierzesz źle, spotka Cię kara lub odrzucenie, tak jakby każda decyzja była ostatecznym testem wartości. Czy dlatego tak bardzo boisz się odpuścić byłą partnerkę? Twoja psychika wierzy, że istnieje jakiś idealny ruch, który cofnie czas i naprawi błąd. To że odeszła to nie efekt twoich fantazji, ale coś co się wydarzało między wami. Może zrozumiała, że nie może czuć się bezpiecznie z kimś, kto nie czuje się bezpiecznie sam ze sobą.

Zamiast pytać ją o rozmowę, by zamknąć rozdział, musisz zamknąć go w sobie. Domknięcie nie przyjdzie od ex. Ono musi narodzić się z wewnętrznej zgody, że ten intensywny, trzymiesięczny ogień był próbą ucieczki przed samotnością, której tak bardzo unikasz.

Poczytaj na temat zdezorganizowanego stylu przywiązania. Jak dla mnie masz sporo jego elementów w sobie, pragniesz bliskości, ale się jej panicznie boisz. Styl zdezorganizowany - Chaotyczna miłość

Bardzo Ci dziękuję za pomoc <3 Dużo mi to rozjaśnia w głowie.

Czy dlatego tak bardzo boisz się odpuścić byłą partnerkę?

Może troszeczkę tak jest

Biorę się do lektury

Czyli dla niej to koniec i nie chce mieć z Tobą nic wspólnego.

Jak wyżej. Dla niej to sytuacja zamknięta i nie co kminić.

to tylko fantazja, i tak pewnie masz promil szans na jej spełnienie - dziwny powód do rozstania

Wiem, że wszystkie znaki wskazują na to że zakończyła relacje i nie chce mieć ze mną nic wspólnego z logicznego punktu widzenia jest to proste i zrozumiałe, natomiast emocjonalnie jestem do niej bardzo przywiązany, do wizji którą stworzyliśmy i bardzo mi tego brakuje.

Jesteś przywiązany do swojej wizji. Ona miała swoją. Ja też byłem przywiązany do swojej. Im większe przywiązanie tym silniejsze cierpienie.

Musisz popracować nad odpuszczeniem. Sam wiem że nie jest to łatwe, ale to jedyna droga. Jedyną osobą do jakiej powinieneś być przywiązany jesteś ty sam.

Nie jesteś w stanie kontrolować drugiej strony. Pewne decyzje nie zależą od tego co zrobiłeś czy powiedziałeś. To czasami tylko pretekst. Jakbyś tak do tego podszedł, nie byłoby ci lepiej?

1 polubienie

Myślę, że pomocne może być dla Ciebie uświadomienie sobie, że ta wizja jest jedną wielką iluzją. Jesteś przywiązany do czegoś, co faktycznie nie istnieje.

Faktem jest zaś to, że po drugiej stronie masz osobę, która nie chce mieć z Tobą już nic wspólnego (o czym świadczy choćby usunięcie Cię z social mediów, ale i jej podejście do Ciebie po zakończeniu relacji) i której nie interesują Twoje uczucia (“idź do specjalisty, to nie mój problem”). To jest rzeczywistość, której póki co nie chcesz zaakceptować - domyślam się, że nie jest to łatwe, bo iluzja przy której trwasz jest dużo przyjemniejsza, w jakiś sposób Cię koi i pozwala dobrze o sobie myśleć.

Trudno jest wejść w żałobę po iluzji - to całkowicie zrozumiałe. Niemniej jednak bez tego trudno Ci będzie ruszyć do przodu.

1 polubienie