Temat zainspirowany moim wczorajszym (pierwszym i ostatnim) udziałem w pewnych męskich kręgach, gdzie w wystąpieniach jego uczestników zabrakło mi właśnie tego, co chcę tutaj omówić, a co na obecnym etapie mojego życia jest dla mnie ekstremalnie ważne - i przekłada się bardzo wyraźnie na jego jakość.
W rozmowach o rozwoju osobistym, relacjach, zdrowiu psychicznym czy męskości często (chociaż według mnie wciąż zbyt rzadko!) pojawia się hasło „bierz odpowiedzialność za siebie”. Problem w tym, że bardzo często jest ono używane skrótowo, powierzchownie albo wręcz jako pałka moralna na osoby, które chcą żyć w zgodzie z sobą i z własnymi potrzebami - no kompletnie nie o to w tym chodzi.
Chciałbym w tym wpisie zaproponować koncepcję radykalnej odpowiedzialności za siebie – rozumianej nie jako zaprzeczanie doznanym przez siebie krzywdom, lecz jako świadome, dojrzałe przejęcie sterów nad własnym życiem tam, gdzie jest to realnie możliwe.
Czym jest radykalna odpowiedzialność?
Dla mnie radykalna odpowiedzialność za samego siebie zaczyna się w momencie, w którym przestaję pytać wyłącznie „dlaczego mnie to spotkało?” a zaczynam pytać „co ja zrobię z tym, co mnie spotkało?”. To przesunięcie akcentu z przyczyn na konsekwencje, z przeszłości na teraźniejszość, z innych ludzi na siebie.
Radykalna odpowiedzialność oznacza ni mniej ni więcej to, że uznaję swoje reakcje za moją odpowiedzialność, biorę odpowiedzialność za granice, które stawiam lub których nie stawiam, przyjmuję, że moje schematy emocjonalne są moje – nawet jeśli powstały w odpowiedzi na cudze błędy oraz, przede wszystkim, rezygnuję z komfortowej iluzji, że ktoś inny „powinien” naprawić moje życie - że przyjedzie rycerz na białym koniu i wybawi nas od całego zła tego świata.
Powyższe oczywiście nie oznacza tego, że jestem w stanie kontrolować wszystko - chodzi o zauważenie własnego wpływu tam, gdzie on faktycznie istnieje.
Kluczowe rozróżnienie: wpływ vs kontrola
No i w tym miejscu warto przejść do jednego z fundamentów radykalnej odpowiedzialności, tj. do rozróżnienia między tym, na co mam wpływ, a tym, czego nie kontroluję.
Dobrze oddaje to znany cytat z tradycji AA (tzw. Modlitwa o pogodę ducha):
„Boże, użycz mi pogody ducha, abym godził się z tym, czego nie mogę zmienić, odwagi, abym zmieniał to, co mogę zmienić, i mądrości, abym odróżniał jedno od drugiego.”
Bez tej „mądrości rozróżniania” człowiek wpada w jedną z dwóch skrajności albo bierze na siebie winę za wszystko (łącznie z cudzą przemocą) albo nie bierze odpowiedzialności za nic (bo „to nie moja wina”). Radykalna odpowiedzialność leży pomiędzy tymi dwoma niebezpiecznymi skrajnościami.
Zalety radykalnej odpowiedzialności
1. Odzyskanie sprawczości psychicznej
Ciągłe obwinianie innych (jakie np. widujemy w różnych miejscach w manosferze, gdzie tymi “winnymi” są kobiety) może dawać chwilową ulgę, ale długofalowo prowadzi do bezsilności. Jeśli to inni ludzie są winni mojego stanu to logicznym jest to, że to Ci inni muszą się zmienić, żebym ja mógł żyć lepiej. Zadajcie sobie w tym miejscu pytanie - czy łatwo jest zmienić drugiego człowieka? ![]()
Radykalna odpowiedzialność odwraca ten wektor - może nie miałem wpływu na mój start życiowy, ale mam wpływ na dalszy kierunek mojego rozwoju, a to już wystarcza, by zacząć działać. Sprawczość psychiczna to poczucie: „Nie wiem, czy będzie łatwo, ale wiem, że nie stoję w miejscu”.
2. Realna siła zamiast iluzorycznej racji
Często można to zaobserwować u niedojrzałych emocjonalnie ludzi (niech pierwszy rzuci kamieniem…
) - bycie „tym, który ma rację” często staje się ważniejsze niż bycie tym, który żyje lepiej. Radykalna odpowiedzialność każe zadać niewygodne pytanie - „Czy ja chcę mieć rację czy też chcę mieć dobre życie?”. Czasem obie rzeczy się wykluczają.
3. Dojrzałość emocjonalna
Dojrzałość zaczyna się tam, gdzie kończy się automatyzm, jazda na autopilocie. To ten moment, w którym zamiast reagować impulsywnie, wchodzić raz za razem w te same konflikty czy też wchodzić w tak naprawdę te same relacje (tyle, że w innych dekoracjach) człowiek zaczyna przyglądać się sobie.
Pułapki radykalnej odpowiedzialności
1. Samobiczowanie i fałszywa odpowiedzialność
Podejście, które tutaj prezentuję i do którego chcę gorąco zachęcać ma oczywiście swoje pułapki i warto chociaż część z nich omówić. Radykalna odpowiedzialność bywa mylona z myśleniem - „skoro mam odpowiadać za swoje życie, to wszystko jest moją winą”.
To oczywiście zwyczajnie nieprawda. Nie odpowiadasz za cudzą przemoc, za zaniedbania innych, a także za to, co było poza Twoją kontrolą. Ponosisz za to odpowiedzialność w tym zakresie, co zrobisz z tym dalej.
2. Ideologizacja odpowiedzialności
Odpowiedzialność za siebie nie powinna być traktowana jak religia - używana bez empatii staje się narzędziem przemocy („weź się w garść”, „inni mieli gorzej”, “mi się udało to i Tobie się uda”). To całkowite zaprzeczenie jej sensu.
Dlaczego obwinianie innych niszczy od środka?
Stałe obwinianie innych jest w zasadzie naturalnym etapem rozwoju, mało kto nie był kiedyś w tym miejscu. Warto jednak zauważyć, że to podejście zatrzymuje proces uczenia się, utrwala narrację bezsilności, zamyka dostęp do realnej zmiany i oddaje władzę nad swoim życiem na zewnątrz.
Co więcej (i widziałem to w manosferze aż zbyt często) – obwinianie innych potrafić stać się strategią obronną przed konfrontacją z samym sobą.
Tożsamość ofiary jako pułapka psychologiczna
Powiedzmy sobie wprost - krzywda jest faktem, podobnie jak trauma, niemniej jednak tożsamość ofiary to już konstrukt psychiczny.
Daje ona moralne alibi, wyjaśnienie porażek, cudzą uwagę i współczucie, a także zwolnienie z ryzyka zmiany, natomiast ceną jest życiowa stagnacja, tkwienie w przeszłości, chroniczny żal i złość, a także brak poczucia sensu.
Jest to na tyle ciekawa kwestia, że poświęcę jej osobny wpis.
Warto dodać, że radykalna odpowiedzialność nie neguje w żaden sposób krzywdy, a mówi „Nie pozwolę, żeby krzywda była scenariuszem mojego dalszego życia”.
Poznanie siebie jako warunek odpowiedzialności
Nie da się wziąć odpowiedzialności za coś, czego się nie rozumie. Poznanie siebie to m.in. identyfikacja powtarzalnych schematów, zrozumienie własnych mechanizmów obronnych, świadomość reakcji stresowych/pourazowych, a także rozpoznanie, w jakich sytuacjach oddaję odpowiedzialność innym.
Bez tego człowiek po prostu działa automatycznie – a potem nazywa to losem, przypadkiem, coś się “przydarzyło” itd.
Podsumowanko
Dlaczego jest to wszystko tak ważne? Jak mogłem to zaobserwować wczoraj - bez odpowiedzialności za samego siebie nie ma wolności, rozwoju, dojrzałych relacji i realnej zmiany. Jest wyłącznie obwinianie innych i będąca tego konsekwencją bezradność.
Nie kontrolujemy wszystkiego, co nas spotyka, ale możemy wziąć odpowiedzialność za to, kim się stajemy.