Rytuały przejścia i ich brak i wpływ na życie mężczyzny

Ostatnio myślę sobie o momencie inicjacji. Chwili, w której chłopiec przestaje być chłopcem, a zaczyna stawać się mężczyzną. Dawniej wiele kultur miało swoje rytuały przejścia. Nie były wygodne ani przyjemne. Często wiązały się z bólem, wysiłkiem, samotnością i odpowiedzialnością. Chodziło jednak o coś więcej niż sam rytuał. To było doświadczenie, które zostawiało ślad i mówiło: “od dziś bierzesz swoje życie na siebie”.

U wielu współczesnych mężczyzn, mam wrażenie, że właśnie tego często brakuje. Nie, że są słabi. Raczej, że nikt nie pokazał im momentu przejścia. Nie było wyzwania, które wymagałoby zostawienia czegoś za sobą. Nie było starszych mężczyzn, którzy powiedzieliby: „teraz twoja kolej”.

Czym była inicjacja?

W tradycyjnych społecznościach inicjacja oznaczała symboliczne przejście z dzieciństwa do dorosłości. Młodzi chłopcy byli wystawiani na próby fizyczne, emocjonalne i duchowe. W niektórych afrykańskich plemionach musieli przetrwać samotnie w dzikiej przyrodzie. Rdzenni Amerykanie odbywali samotne wyprawy w poszukiwaniu wizji.

Nie chodziło o samą próbę. Chodziło o spotkanie z własnym strachem, bólem i ograniczeniami. Taki proces pełnił dwie ważne funkcje. Z jednej strony społeczność uznawała młodego człowieka za dorosłego. Z drugiej strony on sam odkrywał, że potrafi unieść więcej, niż wcześniej sądził.

Dlaczego brak inicjacji jest problemem? Bo wielu mężczyzn próbuje dziś wejść w dorosłość bez mapy. Bez wyraźnego momentu, który oddziela jedno od drugiego. W efekcie często pojawia się zagubienie. Trudno określić, kim się jest i za co chce się brać odpowiedzialność. Łatwo odkładać decyzje na później. Łatwo też uciekać od bólu i trudnych emocji, bo nikt wcześniej nie nauczył, jak przez nie przechodzić.

Nie twierdzę, że dawniej było idealnie. Widzę jednak wartość w tym, że człowiek musiał zmierzyć się z czymś większym od własnej wygody.

Inicjacja i indywiduacja

Tutaj bardzo bliskie jest mi spojrzenie Carla Junga. Opisywał on proces indywiduacji jako drogę do stania się sobą. Nie idealną wersją siebie. Prawdziwą. To wymaga konfrontacji z własnym cieniem. Z tym, co wypieramy, czego się wstydzimy albo czego nie chcemy w sobie widzieć. W tym sensie inicjacja i indywiduacja mają ze sobą wiele wspólnego. W obu przypadkach człowiek musi zejść pod powierzchnię. Spotkać własne lęki. Zobaczyć swoje ograniczenia. Przestać udawać.

Mam wrażenie, że bez tego łatwo utknąć w poczuciu pustki. Można funkcjonować, pracować, zarabiać, realizować cele, a jednocześnie czuć, że czegoś fundamentalnego brakuje.

Dlaczego ból jest ważny? Nie chodzi o gloryfikowanie cierpienia. Ból sam w sobie nie jest wartością. Ale często jest bramą do czegoś ważnego. Pokazuje granice, których wcześniej nie widzieliśmy. Zmusza do spotkania z rzeczywistością.

Jung uważał, że rozwój wymaga konfrontacji z tym, co trudne. Współczesna psychologia mówi podobnie. Odporność psychiczna nie rodzi się z unikania dyskomfortu. Powstaje wtedy, gdy uczymy się przez niego przechodzić. Być może właśnie dlatego inicjacja była tak ważna. Nie chroniła przed bólem. Uczyła, jak go nieść.

Współczesne formy inicjacji.

Dawne rytuały pomagały odpowiedzieć na pytanie: „kim jestem?”. Dziś łatwo zgubić się w pogoni za pieniędzmi, statusem czy kolejnymi osiągnięciami. Sam nie mam nic przeciwko sukcesowi. Pytanie tylko, czy wiemy, po co go chcemy. Inicjacja kieruje uwagę gdzieś głębiej. W stronę odpowiedzialności, charakteru, relacji i służby czemuś większemu niż własne ego.

Nie da się po prostu odtworzyć dawnych rytuałów. Świat jest inny. Możemy jednak szukać współczesnych odpowiedników. Dla jednych będą to wymagające wyzwania fizyczne: sporty walki, survival, biegi ultra czy góry. Dla innych terapia, medytacja albo głęboka praca nad sobą. Jeszcze dla innych wolontariat, służba innym czy wzięcie odpowiedzialności za rodzinę. Forma może być różna. Sedno pozostaje podobne: wyjść poza własną wygodę i spotkać się z tym, kim naprawdę jesteśmy.

Kiedyś młodzi mężczyźni nie przechodzili inicjacji sami. Obok byli starsi, którzy już przeszli tę drogę. Dzisiaj wielu mężczyzn próbuje wszystko udźwignąć w pojedynkę. Myślę, że to jeden z powodów, dla których tak łatwo ugrzęznąć.

Jak przejść własną inicjację? Zaakceptować, że ból jest częścią życia. Świadomie podejmować wyzwania zamiast od nich uciekać. Regularnie przyglądać się sobie i swoim reakcjom. Szukać ludzi, którzy wspierają rozwój, a nie tylko dostarczają rozrywki. Brać odpowiedzialność za własne decyzje, relacje i konsekwencje swoich wyborów.

Nie wydaje mi się też, żeby problemem współczesnych mężczyzn był brak wiedzy. Bardziej brak doświadczeń, które naprawdę zmieniają człowieka. Inicjacja nie musi dziś wyglądać tak jak kiedyś. Nadal jednak potrzebujemy momentów, które wyrywają nas z wygody i zmuszają do spotkania z samym sobą.

Bo być może dorosłość nie zaczyna się wtedy, gdy kończymy określony wiek. Być może zaczyna się wtedy, gdy przestajemy uciekać przed własnym życiem.

2 polubienia