Troszkę inna tematyka - na bazie moich własnych doświadczeń parę słów o tym jak przestać zamartwiać się bezsennością i paradoksalnie “naprawić” w ten sposób swoje spanie.
Wiele osób (w tym piszący te słowa) trafia na pewnym etapie życia w stan bezsenności. Dzieje się tak jednak nie dlatego, że ich ciało „zapomniało” jak się śpi, tylko dlatego, że zaczęli zbyt mocno próbować spać, kontrolować tą sferę życia.
Tak jak napisałem wyżej - to może brzmieć paradoksalnie, ale właśnie obsesja na punkcie snu, monitorowanie, kontrolowanie i jego „naprawianie” (w tym np. wprowadzanie bardzo rozbudowanych rytuałów poprzedzających sen) bardzo często podtrzymuje problem, zamiast go rozwiązywać.
Na początek brutalna prawda na temat snu - otóż jest to funkcja wbudowana w nasz organizm, a nie umiejętność do nauczenia.
Czy jako niemowlęta czytaliście poradniki na temat snu, trenowaliście go?
A jednak jakby nie patrzeć niemowlęta czy małe dzieci śpią, ba - nawet osoby w bardzo trudnych warunkach w końcu zasypiają.
Sen jest autonomiczną funkcją organizmu, jak oddychanie czy trawienie. Nie podlega bezpośredniej kontroli kory przedczołowej. Nie da się go „wykonać” siłą woli - jeśli ciało jest wystarczająco zmęczone i nie czuje zagrożenia — sen pojawia się sam.
Wiele osób z problemem bezsenności robi dokładnie to samo: liczy godziny snu, sprawdza zegarek w nocy, analizuje „czy już zasypiam”, martwi się konsekwencjami kolejnego dnia i ogólnie wyobraża sobie przyszłe problemy zdrowotne wynikające z niedosypiania, czyta kolejne techniki, suplementy, metody.
W ten sposób mózg dostaje jeden istotny komunikat - „sen jest czymś bardzo ważnym i potencjalnie niebezpiecznym”, a to oznacza stan czuwania, nie snu.
Problem w tym, że sen bardzo nie lubi presji i nie pojawia się „na zawołanie” - im bardziej próbujesz go kontrolować, tym bardziej się oddala.
I tu dochodzimy do paradoksu snu: im mniej się starasz, tym łatwiej przychodzi.
To trochę jak z nagłym zaśnięciem w pociągu albo na kanapie - nie planowałeś spać, nie analizowałeś, nie „musiałeś”, a nagle po prostu zasnąłeś. Dlaczego? Bo nie było napięcia ani oczekiwania.
W bezsenności problemem rzadko jest brak snu jako takiego. Problemem jest lęk przed niespaniem i ciągłe monitorowanie stanu organizmu (podobnie jest zresztą w nerwicy lękowej). Organizm potrafi funkcjonować znacznie lepiej po słabej nocy, niż się wydaje - gorsze dni (czy tam noce) są dla niego po prostu niegroźne. Warto zaufać ciału i własnej biologii.
Ustaliliśmy już, że ciało nie potrzebuje naszej kontroli, ale jest jedna rzecz, której istotnie potrzebuje - bezpieczeństwa.
Organizm zasypia z łatwością, gdy nie czuje zagrożenia, nie jest obserwowany i nie jest oceniany, dlatego jednym z kluczowych kroków wychodzenia z bezsenności jest przestanie „sprawdzać, czy już śpię”, przestanie liczyć przespanych i nieprzespanych godzin oraz przestanie traktowania snu jako kolejnego projektu do zarządzania.
Wspomniałem o potrzebie bezpieczeństwa - zamiast pytać siebie „jak sprawić, żeby zasnąć?” wypróbuj „co sprawia, że mój organizm jest w trybie alarmu?”
Często to nie samo spanie jest problemem, tylko nieprzetworzone, niezaadresowane napięcie z dnia, nadmierne analizowanie, strach przed kolejną nocą czy utożsamienie snu z jakimś „testem”.
Sen wraca wtedy, gdy przestaje być egzaminem.
Jeśli śpisz źle od jakiegoś czasu to nie znaczy, że Twoje ciało zapomniało jak się śpi i coś się w Tobie zepsuło, lecz znaczy to, że twój układ nerwowy nauczył się czuwania — a skoro się nauczył to może się go oduczyć. Odsyłam w tym zakresie do wpisów o regulacji emocji ![]()