Pytacie w licznych listach do redakcji, co u mnie.
Niedawno wstałem, przespawszy - z króciutkim wybudzeniem koło 5, nie wiem czemu, ale dokładnie tak samo miałem poprzedniej nocy - trochę ponad 8 godzin. Dziś jednak wstałem z uczuciem bycia wyspanym, zregenerowanym. Zwlokłem się z koja i wylazłem na taras. Noooo, jest dobrze. Chłodnawy, ale słoneczny, czerwcowy ranek. Takie lubię. Wkurzają mnie zarówno upały, jak i polska szaruga, dominująca w naszym kraju przez dobre pół roku.
Mam przed sobą weekend. Prawie żadnych obowiązków, czas, który mogę sobie sam zagospodarować. Pomyślałem sobie, że jest to zajebiste. Prawie nic nie muszę, a tyle mogę. Mam prawie całe dwie doby, które mogę spędzić, jak mi się podoba. Oczywiście w granicach, na które pozwalają prawa fizyki i moje finanse. Ale żeby fajnie spędzić czas, nie potrzebuję wydawać dużo (“baby I don’t need dollar bills to have fun tonight”).
I to jest pierwsza zajebista myśl. Dwie doby, czaicie? Przecież tyle się może zdarzyć. Tyle mogę zobaczyć. Wsiąść w auto, poszwędać się po okolicy. Mogę poznać tylu ludzi, jak mi się zachce - do miasta rzut beretem. Jechać zobaczyć coś w jakiejś galerii, połazić po lesie. Mogę też po prostu leżeć na trawniku. Nikt mi nie zabroni. Jak bym nie miał wokół domu, to mógłbym znaleźć jakiś park, tego nie brakuje. Robić to, na co się ma ochotę. Cudowna perspektywa.
To był dla mnie tydzień ciężkiej roboty, jak wszystkie ostatnio. Myśl, że wykonałem ją dobrze, że włożyłem w to swój wysiłek i umiejętności, jak tylko mogłem, i że przyniosło to efekty - to jest druga fajna myśl na dziś. Nie powinno mnie to przesadnie obchodzić, bo wiadomo, że nie każdy tydzień w życiu jest taki, a bez sensu byłoby się pałować np jeśli w robocie nie będzie akurat progresu, albo że złapię lenia. To też się zdarza, czasem człowiek potrzebuje się poopierdalać, tak myślę. Zdarza się też, że się nie ma pracy. Shit happens.
No i tak sobie siedzę przy stole i myślę sobie o tym. Kawę wypiłem. Trochę za mocna. Często mi ostatnio jakoś wychodzi albo za mocna, albo za słaba. Nie zawsze umiem sprostać swoim potrzebom
Ale to też nic wielkiego - nikt z nas nie ma wagi laboratoryjnej w ręce, którą sypie materiał do zalania. Rozciąga się to przecież też na inne rzeczy. Czasem się położysz za późno i nie wyśpisz, innym razem leżysz w wyrze do 10 i potem cały dzień człowiek jakiś zaspany, rozmemłany. Czasem się natyrasz za dużo fizycznie i masz zakwasy dwa dni, a czasem zapomnisz o chociażby spacerze i na liczniku kroków pod wieczór odkrywasz z lekkim niesmakiem liczbę 2000. Bywa!
Myślę o tym, co jest tu i teraz, myślę o najbliższej przyszłości, o tej na wyciągnięcie ręki. Życie dzieje się właśnie dzisiaj, nie tam kurwa rok temu czy za pięć lat. Nie w rozkminach, jak to było kiedyś fajnie (albo beznadziejnie), ani w ambitnych planach, jak to będzie. Życie jest tu i teraz. Za oknem. Nad rzeką. W lesie. W mieście. W głowie i sercu.
No i serio nie mają znaczenia, z punktu widzenia dzisiejszego dnia, aktualnego weekendu:
- wielka polityka, wojny i światopoglądy
- to, co zrobię ze swoim życiem do końca tego roku
- to, że kobita się zawinęła z mojego życia
- to, czy jestem stary, czy młody; bogaty, czy w długach; ładny, czy brzydki; czy mam super furę, czy starego grata; czy ludzie mnie lubiom czy nie lubiom; czy jestem człowiekiem sukcesu, czy zwykłym mirkiem ze swoim zwykłym szarym życiem
- to, czy miałem cudowne dzieciństwo, czy że koledzy się śmiali; uuuu czuję że tu zaboli co niektórych, ale nie, nie wszytko w życiu jest kwestią wychowania i traum w młodym wieku, jak by chcieli to widzieć niektórzy psychoterapeuci xd
Nie ma nawet znaczenia, czy spędzę ten weekend tak, jak sobie teraz myślę - aktywnie, coś tam odwiedzając i kogoś, czy może nie będzie mi się chciało i połowę czasu przeleżę, czytając jakieś głupoty.
Jest czerwcowe przedpołudnie. A ja nie jestem swoją pracą, stanem swojego konta w banku, swoim autem, zawartością portfela, swoimi jebanymi bojówkami. Potrzebuję tylko paru groszy, sprawnych nóg, rąk i oczu - i będzie to fajny weekend.
Ej no, trochę wyszło kołczowsko. Roastujcie mnie bez ograniczeń ![]()


