Trafiłem ponownie na poniższy cytat i zacząłem się nad nim intensywnie zastanawiać.
Wszystko kręci się wokół seksu. Z wyjątkiem samego seksu. W seksie chodzi o władzę.
Mając naturę kwestionowania wszystkiego zacząłem kopać. Cytat ten od lat przypisywany jest Oscarowi Wilde’owi, choć brak konkretnych dowodów, że rzeczywiście jest jego autorstwa. Jednak sama myśl pozostaje ciekawa, bo prowadzi do pytania, czy w seksie rzeczywiście chodzi przede wszystkim o seks, czy może bardziej o siłę, przyciąganie i możliwość wpływania na drugiego człowieka.
Jedną z rzeczy, które mogą podniecać kobietę, jest siła mężczyzny, ale sama dominacja niczego jeszcze nie tworzy i żeby stała się erotyczna, kobieta musi najpierw postrzegać go jako kogoś silnego, ponieważ dominacja bez pewności siebie szybko zamienia się w pozę. Kiedy jednak ta siła jest autentyczna, skierowanie jej właśnie na nią może mieć ogromne znaczenie seksualne. Zaczyna wtedy odczuwać, że jej kobiecość potrafi przyciągnąć pełną uwagę człowieka, którego sama postrzega jako silnego, a jej seksualność staje się czymś więcej niż tylko wyglądem czy ciałem. Staje się siłą zdolną wywołać reakcję.
Pojawia się też drugi element dynamiki, czyli możliwość odpuszczenia kontroli. Kobieta, która na co dzień podejmuje decyzje, pilnuje obowiązków i funkcjonuje w świecie wymagającym racjonalności, może znajdować dużą przyjemność w sytuacji, w której nie musi wszystkiego kontrolować. Warunkiem pozostaje jednak poczucie bezpieczeństwa, bo dopiero wtedy oddanie części kontroli może być podniecające zamiast niepokojące. W tym sensie erotyczna dominacja nie polega na podporządkowaniu drugiej osoby, lecz na stworzeniu sytuacji, w której sama chce pozwolić komuś prowadzić.
Czym więc jest ta siła? Z pewnością nie chodzi wyłącznie o mięśnie. Może być nią pozycja społeczna, samokontrola, inteligencja, zdecydowanie, zdolność przewodzenia ludziom albo zachowania spokoju wtedy, gdy inni go tracą. Siłą jest również umiejętność powiedzenia „nie”, pozostania przy swoim zdaniu i niewchodzenia w rolę człowieka, który potrzebuje aprobaty otoczenia, żeby czuć się dobrze ze sobą. Można ją także odnaleźć w zdolności do przeżywania emocji bez wstydu, ale bez pozwalania, żeby całkowicie przejęły kontrolę. Wszystkie te rzeczy łączy jeden wspólny mianownik: sprawczość.
I właśnie tutaj pojawia się problem wielu tak zwanych miłych facetów. Mężczyzna może być troskliwy, uważny i emocjonalnie dostępny, ale jeżeli jego zachowanie wynika przede wszystkim z potrzeby akceptacji i strachu przed odrzuceniem, jego seksualna obecność zaczyna słabnąć. Różnica pomiędzy „zrobię wszystko, żebyś mnie chciała” a „chcę właśnie ciebie” jest ogromna, mimo że z zewnątrz oba podejścia mogą czasami wyglądać podobnie. W pierwszym przypadku własna wartość zostaje oddana w ręce drugiej osoby, w drugim pojawia się pragnienie bez rezygnacji z siebie. Dlatego technika seksualna również nie jest w stanie stworzyć napięcia tam, gdzie wcześniej go nie było, może jedynie wykorzystać coś, co już istnieje między dwojgiem ludzi.
W tym sensie męskość można potraktować jako kierowanie siłą, a kobiecość jako zdolność jej przyciągania, choć byłoby błędem uznać to za sztywne prawo dotyczące każdego mężczyzny i każdej kobiety. Dynamika może się odwracać, role mogą się zmieniać, ale sam mechanizm pozostaje podobny. Jedna strona prowadzi, druga pozwala się prowadzić, a napięcie pojawia się właśnie pomiędzy tymi dwoma biegunami. Dlatego zdanie, że w seksie chodzi o władzę, zaczyna mieć więcej sensu wtedy, gdy władzę rozumiemy nie jako kontrolowanie kogoś, lecz jako siłę, zdolność przyciągania i możliwość dobrowolnego oddania części kontroli komuś, przy kim czujemy się wystarczająco bezpiecznie.
Być może właśnie dlatego seks zaczyna się długo przed samym seksem. Zaczyna się w sposobie patrzenia, mówienia, podejmowania decyzji i reagowania na presję, a także w tym, czy druga osoba czuje, że stoi przed kimś, kto rzeczywiście posiada własne centrum. Wszystko więc kręci się wokół seksu. Z wyjątkiem samego seksu. W seksie chodzi o władzę.
