Wybór psychoterapeuty

Przykro to słyszeć. Wszystko się ułoży. Złap oddech i znajdź sobie przestrzeń na poukładanie i pamiętaj o sobie. Zostawię ci coś co mi pomaga w gorzych momentach.

Rana jest miejscem, w którym Światło wnika w Ciebie.

Rumi

Wiele zdrówka i miłości. M

1 polubienie

Ja przyznaję się bez bicia miałam etap, że chciałam terapeutę koniecznie na czymś złapać, na jakiejś nieścisłości, na niekonsekwencji. Miałam nadzieję, że na czymś się w końcu “wyłoży “. Oczywiście nic takiego się nie stało. Np. gdy poruszał temat dzieci (sam jest osobą bezdzietną ), to w mojej ocenie mówił mądrze i do rzeczy.

1 polubienie

Jeśli nie tu, to postaraj się znaleźć wsparcie wśród bliskich lub specjalisty. Wykorzystaj ten stan z pożytkiem dla siebie. Pewne rzeczy da się zrobić tylko w silnych emocjach, którym potrafi towarzyszyć duża energia do zmian. Użyj tego jako trampoliny.

Powodzenia

3 polubienia

W pełni się pod tym podpisuję.

Wniosłaś na to forum dużo wartości @zodiac. Mam nadzieję, że z czasem do nas wrócisz.

3 polubienia

Witajcie!

Szalenie dziękuję Wam za dobre słowo. Odrobinę wzdrygałam się na myśl, że zakiełkuje w Was pomysł, że poczułam impuls do ewakuacji z forum, gdy pojawiły się trudniejsze spostrzeżenia i wglądy odnośnie mojej osoby / sposobu autoprezentacji. Tymczasem faktycznie wydarzyło się u mnie coś, co mnie dość rozbiło, wybudziło demony. Popełniłam błąd, który musiał doprowadzić do pewnej ‘eskalacji’ [nie jestem z siebie tu dumna]. Dziękuję - Wasza reakcja wniosła odrobinę ciepła w moje wystraszone serce. Szczerze piszę - to nie jest elegancka kokieteria.

Wróciłam, bo chciałabym się odnieść, myślę, że Wasze uwagi zasługują na pewne omówienie, doprecyzowanie. Wydaje mi się również, że .. może nie warto się tak odosabniać w trudnym epizodzie?.. Pewnie nie dam rady wszystkim odpowiedzieć. Myślałam zwłaszcza o Tobie, Marcinie - w Twoim wpisie sobie trochę pogrzebię. No to do dzieła!

@marcines

Jeżeli coś mnie zaboli, napiszę o tym tutaj. Może do czegoś wspólnie dojdziemy. Jeżeli nie, spróbuję wrzucić na luz. Ewentualnie powiem ‘pas’. Czuję sympatię do Ciebie, bo mam świadomość, że jesteś wrażliwym mężczyzną, co osobiście lubię.

Rozumiem, skąd takie wrażenie, natomiast wątek powstał ekstremalnie spontanicznie - wpadł mi do głowy pomysł założenia tematu i od razu go zrealizowałam. Nie było deliberacji nad zagadnieniem. Dotarło do mnie w jednej sekundzie, że muszę wrócić na terapię i w drugiej zasiadłam do formułowania wpisu inicjującego. Wcześniej rozważałam terapię na zasadzie: “Tak, tak, na pewno jakoś niebawem, kiedy nazbieram kasę..”. Planowałam otworzyć na tym forum inną dyskusję, już nie pamiętam jaką, niemniej totalnie nie powiązaną z poszukaniem pomocy. To, co nazywasz jebaniem siebie jest zdecydowanie spontanicznym novum dla mnie, raptownym zrywem, wiedzionym impulsem, gdy trudności przerosły kokardę. Rozumiem, skąd potencjalnie pochodzi Twoje odczucie i w dalszej kolejności się do tego odniosę.

Nie widziało mi się to robić z początku, ale chyba jednak warto odnotować, by odbić fałszywe wrażenie - że zdobyłam kawalątek wykształcenia w zbliżonych kierunkach. To, co jawi się jako “odrobienie lekcji z teorii” psychologii, było po prostu moim edukacyjnym chlebem powszednim, to tylko jakieś godziny spędzone w bibliotekach akademickich. Część wiedzy się wypłukała, część utknęła.

Mam rozpady za sobą. Wiem, że to, co mówisz, jest bardzo w punkt temu, co promowane jest w trakcie terapii [“Rozumiem, że jakoś boi się pan/pani, że się rozpadnie? I co się wtedy stanie?”]. Nie chcę wchodzić w tryb obronny, chcę też pozwolić innym na ich stosunek do samej siebie, nauczyć się robić to, bez naruszania siebie, bez przeraźliwego wrażenia zmienności, labilności tożsamościowej. Mogę jedynie napisać, że wiele rozpadów za mną, dopuszczam do siebie masę emocji, czuję je, przechodzą przeze mnie czasem całą nawałnicą [gdybym się tego nie nauczyła z konieczności, nie byłoby mnie już na tym świecie] - i zezwolić Tobie oraz pozostałym obserwatorom na ich prywatną wizję i emocje względem mojej osoby.

Jedynie mały apel, by umiejscowić moją postać w kontekście [“kontekst jest wszystkim”, jak powiedział mi pewien mądry Człowiek ;-)) ] - spójrzmy na fakty - jestem narybkiem na forum. Istnieją typy świeżych użytkowników, którzy wpadają na fora, traktując stałych userów jak dyżurnych pogotowia psychologicznego i zalewają ich emocjami, domagają się wiwisekcji, po czym przepadają. Ja mam trochę inaczej, sporo doświadczeń forumowania, przywiązywania się do ludzi, widzenie ich nie jako binarnych bohaterów wirtuala, ale realnych ludzi za ekranem, uzbrojonych w określoną wrażliwość, z tożsamością, historią. Potrzebuję najpierw nawiązać połączenie, zanim zacznę afiszować wszelki potencjał emocjonalny na wyprowadzonej przed sobą, otwartej dłoni. Rodzaj drobnego taktu. Nie prezentować z pasją emocji =/= nie czuć ich [w tym momencie czuję na przykład ogrom smutku, trochę obawiam się, że wychodzi w smętnym tonie i się zanudzicie].

Marcin, nie chcę Cię w żaden sposób urazić, ale tu muszę, muszę postawić kontrę. Moglibyśmy teraz uciąć sobie światłą, [pseudo]dojrzałą chit chat o zaufaniu do osób, które pozostają z nami w stosunku zależności [górują] albo o tym, jak dorośle i rozwojowo jest nie czuć się pomniejszonym oraz w opresyjnym położeniu w obliczu akceptacji figury autorytetu. Ale kurczę, odrobinę pożyłam - wiara w autorytety to jest taki wierutny scam.. Pamiętam przewodników duchowych w moim dzieciństwie, którzy mieli sporo za uszami, albo jak naiwnie wyruszałam do lepszego świata, gdy aplikowałam na studia, ja, z nizin foliarskich i sekciarskich pomyleńców - myślałam, że dotknę elity z tytułami naukowymi, a niemało widziałam wśród kadry profesorskiej pospolitego chamstwa, prostactwa i buractwa, uwalania studentów zdolnych. Ludzie są słabi i mali. Wszyscy [w tym ja]. Nie mam autorytetów, nie mam idoli. Czasem większą pomocą i skarbem dla nas jest skromny laik-szarak niż osoba nobilitowana. Przejawiam szacunek do wiedzy, ale nigdy nie towarzyszy mi idea, że ktoś jest alfą i omegą.

A tu kliknęło mi to zdanie. Pomyśle o nim.

Przepraszam, muszę skończyć na teraz. Potem chcę rozwinąć jeszcze ze trzy myśl:

Wiedza nie jest lekarstwem.

Dziękuję i pozdrawiam!

1 polubienie

@zodiac, dzieki za wpis. Jak piszesz kontekst jest wszystkim, teraz mam szerszy. Spoko nie urazisz mnie. Stawiaj kontry, o to chodzi w dyskusji. Z nich czlowiek dowiaduje sie czegos o sobie. Tak z ciekawosci. Jak masz wiedze to skąd to pytanie na forum. Jak wiesz ludzie najczesciej piszą z wlasnej perpektywy. Sam na terapie wybralem, się kiedy czulem sie przytłoczony wydarzeniami i życiem, a raczej swoją reakcyjnością na to co się w nim działo. WIem, ze wczesniej powinienem sięgnąć, ale jak się pisze, kiedy uczeń jest gotowy pojawia się nauczyciel. Dlatego rozumiem, że ktoś do wiwisekcji psyche podchodzi jak pies do jeża. „Znachorów’ jest masa, autorytetów nie ma i sam unikam ludzi którzy stawiają się w tej pozycji. Ja lubię kwestionować wszystko nawet siebie. Wiem, ze nic nie wiem. Dla mnie autorytet oznacza przewodnika, ktos kto wielokrotni podazal droga, ale tez nie ma wszystkich odpowiedzi i tego nie ukrywa.

Co poeta mial na mysli?

Z innej strony. Ty wiesz o co chodzi, wiesz skad sie to bierze, a jednak kiedy pojawiaja sie wyzwalacze dzialasz w sposob automatyczny, probujac „przetrwać”. Pytanie co sie wtedy aktywuje i co chce przetrwać? Mechanizmy kompensacyjne potrafia byc tak silne i ukrywac sie gleboko, ze wiele warstw trzeba odjac, aby doszukac sie „kto” i dlaczego przejmuje kontrolę.

Mi osobiscie mocno pomogly w tym aspekcie psychodeliki i integracja po tych podrozach. Dla mnie CBT, DBT to była strata czasu, bo nic nowego sie nie dowiedzialem, czego bym nie wiedzial. Reaktywnosc emocjonalna byla najwiekszym wyzwaniem, bo aktywacja byla zanim umysl potrafil powiedziec „chwila, chwila, zastanówmy się co się dzieje”.

Lubię swoją wrażliwość chociaż nie mogę się otwierać w momentach kiedy tego potrzebuję. Często chlopaki z forum przychodzą z pomocą i już sama ich obecnosc pomaga w zlapaniu dystansu do spraw. Dlatego mamy nasze miejsce gdzie stoimy bez masek i w prawdzie.

1 polubienie

Dziękuję za odpowiedź :slight_smile:

Liźnięcie języka głownie. Gdy pisałam, że zdobyłam wiedzy w wspomnianych aspektach:

, nie było w tym autoironii. Nie jestem żadnym specem.

Wiem.

Dla mnie to ultrazrozumiałe. Psychika jest dość intymna.

Mam tak samo.

Same.

Rozumuję bardzo podobnie. :slight_smile:

Ktoś mi dobrze znany, kogo zachowanie było dla mnie oczywiste podczas różnych zajęć terapeutycznych i samych właściwych sesji, otrzymał w epikryzie stwierdzenie, które brzmiało mniej więcej: “pacjentka nie akceptuje sytuacji, w której pozostaje w stosunku władzy i zależności , odbiera autorytet jako opresyjny.”. Nic takiego nie miało miejsca. “Leczenie” polegało na prowokowaniu pacjentów przemocą psychiczną i psychomanipulacją. W ośrodku tym panował swoisty, niezdrowy kult jednej lekarki, psychoterapeutki psychoanalitycznej zarazem. Pani ta poniżała uczestników terapii nawet za wygląd, kolczyki, strój, religię lub bezwyznaniowość czy odmawianie brania udziału w chrześcijańskich świętach bądź zwyczajnie - tradycjach. Posłuszeństwo wymuszała między innymi krzykiem, sarkazmem, groźbami, kierowanymi do lękowych pacjentów [“zgnijesz w szpitalu psychiatrycznym!”] i… karnymi epikryzami, w pełni perfidnej świadomości, że papiery “zdobyte” w nfz-cie będą wiążącym archiwalnym wpisem dla danego pacjenta już na zawsze, stąd pojawiało się w piśmie wypisowym [wypis “dyscyplinarny”] szereg zmyśleń, pogrążających jednostkę, napisanych żargonem specjalistycznym, co utrudniało dochodzenie praw - wymagałoby ono pełnego zapisu monitoringu każdych pojedynczych zajęć prowadzonych w ramach oferty oddziałowej. Przewinienie wspomnianej dziewczyny? Zwróciła uwagę na niestosowne zachowanie kogoś z personelu.

Ta “terapia” była czystą przemocą w białych rękawiczkach, w cieniu instytucji. Znane są przypadki popełniania samobójstwa tuż po opuszczeniu ośrodka, u mnóstwa ludzi zaburzenia się pogłębiły. Nie chcę pisać otwarcie, o jaką miejscówkę chodzi, placówka jest oczywiście komentowana w sieci. Trudno o ośrodek i zespół “specjalistów”, który mieniłby się większą liczbą negatywnych komentarzy - wszystkie pisane na jedno kopyto [można się cofnąć także do tych redagowanych i z 15 lat temu], co świetnie obrazuje, że złe traktowanie nie jest wymysłem grupki pojedynczych, obrażonych pacjentów - w dosłowności - odnajduję w tych komentarzach moje własne obserwacje, zdumiewa mnie ta spójność.

Może z powyższym opisem łatwiej będzie Wam zrozumieć, skąd u mnie ta pierwotna lista cech terapeuty. Odbyłam w tamtym ośrodku miesiąc terapii i wymiksowałam się na własne żądanie. O miesiąc zbyt późno. O ludziach, którzy mają doświadczenie przyjęcia na terapię w tamtej placówce, pisze się, że tracą zdolność korzystania z dalszej pomocy przez całkowity brak zaufania do zawodu psychoterapeuty. Część osób zgłaszało na forach diagnozę PTSD w następstwie tamtejszych oddziaływań. Rozumiem to świetnie - gdy poszukiwałam psychoterapeuty po zakończeniu ówczesnego procesu i opowiadałam sytuacje poniżania pacjentów [innych, nie jedynie mnie] - terapeutka wysłuchała mnie i surowo zadała pytanie: “Rozumiem, że czuła się pani niezrozumiana?”. Wówczas zdałam sobie sprawę, że to jest temat nie do ruszenia, bo ciąży nad oceną innych zespołów po fachu swoiste tabu. Od tamtej pory nigdy więcej nie szukałam terapii - nawet po traumatycznym przeżyciu, mimo że przed nią byłam niezwykle aktywna w tych kwestiach, otwarta, gotowa, przychylna i entuzjastyczna. Syndrom braku zaufania dotknął i mnie. Flashbacki z Wietnamu.

Nie wiem, czy mogę dopytać, o szczegóły.. Jeśli Ci to leży - chętnie poczytam. Od nastoletniości przepadałam za przesiadywaniem na forach psychologicznych. Niektórzy z userów mieli za sobą doświadczenia z takimi ‘podróżami’. Pamiętam jednak też osoby, którym bardzo się popiętroliło po zażyciu. Do dzisiaj pamiętam wpisy jednego gościa, który pragnął złapać dystans i, zgodnie z własną oceną, ‘skończył’ jako osoba bez poczucia tożsamości. Pisał straszne rzeczy, myślał, że po miesiącach neurony się ‘zregenerują’, ale nic nie wróciło do normy. Powtarzał, że nie ma własnych myśli, kompletna pustka, cisza, uczucie bycia poza sobą - i wolałby po stokroć bardziej te objawy psychiatryczne, które miał wcześniej, z pełną skalą emocjonalną. Jeśli o mnie chodzi, kompletnie się na tym nie znam, ale jego posty mroziły mi krew w żyłach, potężnie mu współczułam - tyle, że nie potrafię tamtych treści tu dobrze oddać.

@zodiac szczerze ci współczuję. to nie twoja wina i niezaslużylas na to. Trafienie w takie miejsce, kiedy ma się problemy z emocjonalnym zrozumieniem siebie musiało mocno poturbować wrażliwą wewnętrznie osobę. Rozumiem ten brak zaufania i listę wymagań.

Ja ze swojej strony w takim razie mogę polecić:

  • lekture „Strach ucieleśniony” van der Kolka
  • terapeutów i metodę IFS - świetna metoda mapowania i integracji tych grup siebie, które w przeszłości zostały uznane przez innych za niewarte i musiały zostać porzucone i przykryte maskami

Odnośnie psychodelików.

To jedno negatywne doświadczenie nie powinno rzutować na cały zakres doświadczenia. Chłop widział tylko negatywne aspekty i miał problemy z zinterpretowaniem tego co doświadczył. mogła to być źle zaplanowana podróż, brak intencji oraz brak integracji wcześniejszych doświadczeń. To się nazywa depersonalizacja i derealizacja, uczucie bycia poza sobą, obserwowania rzeczywistości z zewnątrz. Utrata poczucia tożsamości i trudność z odnalezieniem siebie po śmierci ego może trwać tygodnie i miesiące. Dla większości to przyjemne doświadczenie które prowadzi do przebudowy przez integrację. Brak integracji doświadczenia pozostawia w pustce, co jest logiczne kiedy psychika nie potrafi poradzić sobie sama z natłokiem „wydarzeń”.

Kluczowe, by po dużej dawce

  • nie interpretować wszystkiego dosłownie - to nie „objawienie”, tylko doświadczenie symboliczne, które trzeba zrozumieć na poziomie emocji i psychiki,
  • rozmawiać z terapeutą psychodelicznym lub kimś, kto rozumie proces integracji,
  • unikać kolejnych sesji przez co najmniej kilka tygodni (czasem miesięcy),
  • zadbać o ciało - sen, jedzenie, ruch, kontakt z naturą,
  • nie próbować „wracać do tamtego stanu” - to typowa pułapka po ego death.

Osobiście odradzam duże dawki (heroic dose) na początek, szczególnie kiedy osoba nie ma bezpiecznej metody pozwalającej na „powrót” do rzeczywistości i przetrawienie doświadczeń.

Osobiście u mnie najlepiej sprawdza się:

  • zapisanie wszystkiego w formie dziennika (nie tylko treści wizji, ale też emocji, obrazów, symboli), bez analizy
  • chodzenie boso, kontakt z zimna woda, skupienie na oddechu w brzuchu (oddychanie pudełkowe) czyli tzw uziemianie się.
  • kawałek rutyny, która stabilizuje tożsamość (pisanie, treningi, kontakt z naturą), czasami wszystkie 3 naraz
  • z czasem powroty do wydarzenia i symboli poprzez pisanie i medytacje mindfullness.

Prawdziwa integracja to wdzięczność za doświadczenie, bez przywiązywania się do niego.

2 polubienia

@zodiac Chciałbym Ci polecić coś co może być dla Ciebie oczywiste i może wywołać reakcję “po co wspominasz o czymś takim oczywistym?”, ale też może nie być oczywiste - i dlatego o tym wspomnę.

Czy rozmawiałaś już o tym z AI takim jak ChatGPT lub Deepseek? AI może zarówno wiele Ci powiedzieć np. o różnych metodach psychoterapii, jak i posłużyć jako “pseudo-psychoterapeuta”. To jest darmowe i możesz męczyć AI dowolnie dziwnymi lub głupimi pytaniami, długo, nie wydając na to ani złotówki.

1- ChatGPT ma ograniczenia jeżeli chodzi o ilość odpowiedzi na dobę, ale będzie pamiętać historię Waszych rozmów.

2- Deepseek nie ma ograniczeń odpowiedzi na dobę, ale ma ograniczenie długości odpowiedzi w jednej rozmowie - a każda rozmowa to oddzielne “pudełko” bez dostępu do informacji z innych rozmów.

Czyli w praktyce:

1- ChatGPT może służyć jako Twój długoterminowy “przyjaciel” który będzie pamiętał historię Waszych rozmów.

2- Deepseek jest dobry jako narzędzie do (intensywnego) omawiania rzeczy za każdym razem od zera, w oderwaniu od innych rozmów.

Ja omawiałem z tymi dwoma AI różne tematy i byłem zdumiony poziomem zrozumienia nawet nietypowych, niszowych tematów.

BTW Nie pisz im wprost “bądź moim terapeutą!” - bo wtedy mają obowiązek zacząć Cię informować o tym, że nie są terapeutami, etc etc. Napisz, że chciałabyś “porozmawiać o problemie” lub coś podobnego.

Ja sam mam bardzo niewielke doświadczenie jeżeli chodzi o psychoterapię i niezbyt udane, ale też nie próbowałem zbyt mocno. Natomiast miałem do czynienia ze światem polskiej akademickiej psychologii od drugiej strony - kiedyś pracowałem na uczelni. I nie byłem zachwycony faktycznym poziomem tamtejszej kadry psychologicznej. Tam było trochę inteligentnych ludzi, trochę miernych, ale pracowitych kujonów… Po niektórych osobach było widać, że miały pewne problemy ze sobą, niezadowolenie z życia, etc. Ludzie myślą, że psychoterapeuta z doktoratem to jakaś elita… Tak nie jest. To są zwyczajni ludzie, często wcale nie jacyś bardzo zdolni.

BTW Ja podobam się kobietom i jednocześnie mam cechy socjopatyczne/psychopatyczne, cechy “Mrocznej Triady”, etc. I bardzo mnie ciekawiło, czy uczelniani psychodzy będą w stanie mnie “rozpoznać”. :joy: Okazało się, że nie są. I to tyle jeżeli chodzi o wartość doktoratów z psychologii. Tam było mało facetów i byli aseksualni, więc robiłem za “ciacho”. I np. mniej atrakcyjna koleżanka z doktoratem z psychologii patrzyła się skwaszona na to, że spędzam więcej czasu z bardziej atrakcyjną koleżanką z doktoratem z psychologii. Niektórzy ludzie myślą, że to są jacyś “bogowie” z super poukładanym życiem i emocjami - nie są, ale z racji zawodu muszą utrzymywać taką iluzję. Gdy po zorientowaniu się, że one nie wyczuwają we mnie niczego podejrzanego, sam zacząłem się zwierzać, że mam cechy socjopatyczne, etc, to zacząłem słyszeć, że nie, nie mam, “bo Ty taki fajny jesteś”. :roll_eyes: Zmierzam do tego, że ich faktyczny, praktyczny poziom kompetencji psychologicznych był o wiele niższy od tego czego można by się spodziewać.

Dlatego sądzę, że @leto ma tutaj zdecydowanie rację:

I @Johnny:

Co do tego:

To kiedyś słyszałem o czymś takim - ciekawe czy chodziło o ten sam ośrodek (ja niestety już dzisiaj nie pamiętam o którym słyszałem takie rzeczy). Jako dziecko miałem do czynienia z “bardzo cenioną specjalistką” która dziwnie intensywnie wypytywała się mnie o status majątkowy rodziców i wmawiała mi problemy których nie miałem. Odniosłem wrażenie, że zrobiła sobie biznes z żerowania na dzieciach bogatych rodziców. W moim przypadku źle trafiła, ale niestety jestem pewien, że te same zagrania zadziałały w przypadku wielu mniej odpornych psychicznie dzieci i bardziej spanikowanych rodziców.

Niestety, w tej branży - mającej teoretycznie promować dobrostan psychiczny - zdarzają się grube patologie.

Nawet patrząc na ludzi którym takie środki rzekomo “pomogły”, to wygląda to słabo. Tacy ludzie często mają problemy z logicznym myśleniem, są dziwni, mają słaby kontakt z rzeczywistością, częściowo żyją w świecie własnej wyobraźni, etc etc. Twierdzą, że wszystko jest super, ale patrząc z boku widać coś innego. Oczywiście, może wcześniej subiektywnie bardziej cierpieli, a teraz subiektywnie cierpią mniej, ale to wygląda na powiedzmy “chemiczną lobotomię” która obiektywnie ogłupia i zaburza, pogarsza funkcjonowanie w zewnętrznym świecie.

1 polubienie

Jakieś badania potwierdzające te perły mądrości? Polecam edukację w tym zakresie. Możesz zacząć od miniserialu na NF “How to change your mind”. Jest lekkie i może zrozumiesz.

Chociaż nie wiadomo, bo to klasyczny komentarz człowieka, który widział trzy filmiki o psychodelikach na YouTube i już wie, że to chemiczna lobotomia. Zdumiewające, jak łatwo można zostać samozwańczym neurobiologiem, wystarczy nie przeczytać żadnego badania naukowego.

Swoją metodę naukową „patrzę i wiem” to opierasz na konkretnym przykładzie? Czy patrzysz na ludzi po doświadczeniach psychodelicznych i stwierdzasz, że „są dziwni”. No cóż, może dlatego, że odkryli coś poza ciasnym pudełkiem. Ale spokojnie, nie każdy jest gotów na spotkanie z rzeczywistością, która nie mieści się między pilotem do TV a rachunkiem za Internet.

Sformułowanie „obiektywnie ogłupia” to wisienka na torcie. Nic tak nie mówi „nie mam pojęcia, jak działa mózg” jak używanie słowa obiektywnie w zdaniu o własnych uprzedzeniach. Dobra wiadomość, żenie potrzebujesz psychodelików by „odlecieć”, lecisz już na oparach własnej ignorancji.

@zodiac mogę ci polecić, kilka książek z kilkunastu jakie przeczytałem i sama zdecydujesz. Ogólnie sam Gabor Mate poleca jako uzupełnienie i przyspieszenie terapii. Zresztą moja psychoterapeutka też podeszła do tego otwarcie, jak się dowiedziała po fakcie.

O psychodelikach mówi się, że wyciągają z nas to, co głęboko schowane. Jeśli tego schowanego jest sporo a człowiek niegotowy, może się rozstroić po takim doświadczeniu. To nie jest duże ryzyko, ale jest.

Są już oferty, kiedy specjaliści od psychologii i psychoterapii pomagają zintegrować psychodeliczne doświadczenie.

Osobiście, wolę pracę w transie bo tam można eksplorować podświadomość w bardziej przewidywalny sposób. Człowiek dostaje tyle na ile jest gotowy, może kierować swoim postępowaniem, a poziom wizji (informacji od podświadomości) i emocji jest też bardzo głęboki.

No i można przerwać w dowolnej chwili:)

Melduję, że zaglądam w ten zakątek. Nie opuściłam tej łajby na razie. Zamilkłam, bo dużo się dzieje w moich emocjach, czasem aż mnie odcina. Szalenie dziękuję Wam, że jesteście. Piszę to na serio - nie potrzebuję kurtuazji - i Wy pewnie też nie. Poczułam realną wdzięczność, że zwracacie się do mnie w/w zdefiniowanym wątku i peryferiach. I potrzebę odpłacenia się jakimś cegiełkowym wkładem w rozwój forum.

To jest absolutna prawda, jeżeli jednak doandonutejmy tutaj, że cierpienie nie może przekraczać zdolności jednostki do zmetabolizowania przeżyć. Przez kilka dni snułam się, jak cień i popłakiwałam, kiedy tylko znalazłam chwilę - emocje żłobiły sobie ścieżkę, ilekroć poczuły próbę zainicjowania stanu relaksu. Generalnie zalała mnie fala wspomnień, byłam odrętwiała. Od wczoraj dostrzegłam jakąś wiązkę światła w sobie i staram się płynąć na tej fali. Poparzona bólem, odnalazłwszy wewnętrzną moc, podreptuję we właściwym kierunku. Za długo rozpuszczałam i dysocjowałam się w cierpieniu. Zobaczymy, co przyniesie przyszłość. Mam sporo pokory wobec tego, co się wydarza. Nie chcę pozować na kogoś, kto już teraz góry przeniesie. Z dużym prawdopodobieństwem zaliczę wywrotki. Póki co, każdego ranka budzi mnie lęk [stan lękowy] i wiercące poczucie winy. Dobrze, że sypiam. Tak globalnie - to czuję się, jak w głosie Lindy z repertuaru Świetlików, tyle, że kac rozumiemy tu szeroko, a wiosnę należy zastąpić jesienią.

Będę Wam odpisywać jakoś na raty. Nie chcę uczynić z tego zadania domowego. Bycie prymusem było grane do pawia. Trzymajcie się ciepło!

Tak na szybko, może Ci pomoże.

Działanie krótkotrwałe- kiedy pojawią się trudne emocje, np ból, spróbuj zrobić pewien ‘myk’. Naturalnym działaniem jest ucieczka, próby zagłuszenia, otępienia. Kiedy zaś z premedytacją wejdziesz w swój ból, tak mocno jak tylko będziesz potrafić, dotkniesz go, spróbujesz z całych sił go spenetrować, nawet spotęgować, świadomie wyolbrzymić, poznac jego naturę od podszewki, wtedy on po prostu znika.

To jest działanie na symptomach, potrafi jednak dać czasem zaskakujące rezultaty.

Działanie długotrwałe- to, co opisujesz nie jest efektem bezpośrednim obecnych wydarzeń. Zbyt to intensywne. One prawdopodobnie jedynie dotknęły starej traumy, głęboko schowanej. Idź po nitce do kłębka, szukaj w swojej przeszłości powtarzającego się schematu. Wejdź w skórę dziecka i lecz tam siebie z pozycji dorosłego, powiedz jako dziecko o tym wszystkim co Cię boli i jako dorosły zajmij się sobą dzieckiem.

Nie wiem na jakim poziomie świadomości jesteś, czy to wszystko nie brzmi dla Ciebie absurdalnie, jeśli jednak nie, to próbuj. Szukaj pomocy jeśli samej nie pójdzie.

Kiedy wszystko się uspokoi, pochłonie Cię codzienność, będziesz o wiele mniej zainteresowana procesem leczenie. Wtedy prawdopodobnie odtworzysz schemat od nowa. Takie rzeczy regularnie o sobie przypominają, domagając się leczenia.

1 polubienie

Cześć!

@O_N , dzięki za wsparcie.

Właśnie tak robiłam. Nie próbowałam jedynie jakoś wyolbrzymiać, spotencjalizować bolesnych emocji - nie było takiej potrzeby. Postępowałam w ten szablon przez wiele dni z rzędu, okazało się jednak, że trochę za dużo jest tam bolesnych treści - podejrzewam, że w wyniku wracania do różnych zdarzeń i nade wszystko ich konsekwencji strona biologiczna wzięła górę i trzeba było to uwzględnić. Zakładam, że zbyt duże dawki kortyzolu wydzielały się w organizmie dobę po dobie - po upływie kilku dni stałam się na tyle nieodporna psychicznie, krucha, rozdygotana [przestałam siebie lubić, chociaż mam za co siebie cenić], że zdałam sobie sprawę, że problemem jest przytłoczenie. Że nie dam sobie rady sama. Na terapii stwarza się przestrzeń na zanurzanie w odmętach bólu, ale rolą terapeuty jest subtelne wydobywanie pacjenta alias klienta z mroku, łagodne wspieranie - przyjmuje to postać pewnego pulsowania manewrów góra↔dół Uderzył mnie fakt, że bezpieczniej jest z kimś, nie rezygnując przy tym z pracy własnej. I do tego dążę. Musiałam się wycofać z tego typu pracy. Obecnie bazuję bardziej na flow i szacunku do pewnej autonomii i “przepustowości”, ładowności własnej psychiki. Ostatecznie, to, co się w niej odbywa, ma charakter ultralogiczny.

Ani trochę. Dzięki wielkie, że dzielisz się swoim doświadczeniem.

Nie chcę przedwcześnie otrąbić i odfetować małego zwycięstwa, ale chyba lepiej radzę sobie z lękiem. ;> Od dwóch poranków nie obudziło mnie uszczypnięcie tego uczucia. Kapitalnie. Intuicyjnie postanowiłam wprowadzić do swojej aktywności ćwiczenia przeprowadzane w spowolnionym tempie. Rozciągania i inne. Wykonuję sporo przerw, wedle uznania. Staram się ogniskować się na oddechu, mapuję napięcia w ciele. Zdaje mi się, że lepiej czuję swoje ciało, potrafię się w nim zlokalizować. Dostarcza mi to poczucia jakiejś subtelnej enigmatycznej pełni. Słowem - polecam.

Zaczęłam regularnie zażywać Omega 3, skoro tkanki mózgu wbudowują tę substancję w własne struktury, a jest ona egzogennym związkiem, mającym w dużych dawkach udowodnione działanie antydepresyjne, wygaszające stany zapalne mózgu. Dodałam magnez, witaminę D [obniżona wartość w badaniu], jakieś witaminki, bakterie symbiotyczne - czyli taki standard, gdy zbyt długo utrzymuje się u nas kryzys psychiczny. Raczej nie zaszkodzi. Cukru nie odstawiam, bo rozwiązałam tę kwestię niedługo po wejściu w dorosłość [zachorowania na cukrzyce t. II w linii żeńskiej mamy], podobnie z alkoholem. Na razie tyle z self care’u. Nie wiem, czy to kogoś zainteresuje, może się tylko wygłupiam. ;D

@marcines, Dzięki wielkie za uchylenie rąbka wiedzy o psychodelikach. Przyznaję, że kompletnie nie jestem zapoznana z tematem. Facet, o którym nadmieniłam, raczej przeprowadził sobie ambitną sesję z kumplami aniżeli jakimś psychodelicznym znawcą z ceremonii czy czegoś tam.

“Strach ucieleśniony” dopisuję do listy lektur. Jeśli chodzi o metodę IFS - poczytałam i pooglądałam sobie filmiki na ten temat - generalnie zgadzam się, że “jest nas tam więcej” w zakamarkach własnej głowy, od dawna posługuję się terminem “podosobowości”. Choć jest to jakiś kolejny konstrukt teoretyczny, rzuca światło na ambiwalencję w myśleniu, odczuwaniu, działaniu i systematyzowaniu doświadczeń. Podoba mi się, że nie osądza pozornie destrukcyjnych subosobowości, dostrzega ich celowe partycypowanie na jakimś etapie rozwoju psychicznego w stabilizowaniu zaniedbywanego Ja - choćby dziecka.

Bardzo dziękuję za zrozumienie.

Ps. Będą jeszcze dwa posty - w tym z odpowiedzią dla @Hodowca-yHodowca-y.

Cześć, @JAL!! Dzięki za lubika. Miło Cię widzieć! :slight_smile:

I jeszcze takie drobne zapytanie - Drodzy Funkcyjni, gdzie znajduje się przycisk edycji? Nie widzę go kompletnie.

Powinnaś mieć takie 3 kropeczki pod postem i jak rozwiniesz pojawi się ikonka ołówka do edycji wiadomości.

Aha, czas edycji może być ograniczony.

Dziękuję, Marcin, za odpowiedź. Niestety, spójrz na screen - nie mogę się pod postem:

dopatrzyć żadnej ikonki ołóweczka.

Ps. Pod najnowszym wpisem spod mojego pióra - tym powyżej - także nie wyświetla się ta dodatkowa opcja po rozwinięciu trójkrokpa - zatem nie chodzi tu prawdopodobnie o czas edycji.

@marcines

To już kolejny raz gdy w Twoim zachowaniu widać objawy narcystycznego zaburzenia osobowości - a dokładnie jego odmiany ukrytej/wrażliwej (“covert narcissist”).

Próbujesz budować na forum fałszywy wizerunek kogos znającego się na psychologii, z głębokim wglądem w ludzką psychiką, a także kogoś rzekomo mądrego, dojrzałego, autentycznego i skromnego, z dystansem, etc. Gdy tak naprawdę to wszystko jest jedną wielką fikcją.

1- Jesteś niekompetentny jeżeli chodzi o psychologię, ale udajesz, że jest inaczej. Nauczyłeś się pobieżnie kilku terminów i wykorzystujesz je do tworzenia iluzji kompetencji, do wprowadzania ludzi w błąd.

2- Uprawiasz virtue signalling i próbujesz wmawiać ludziom, że posiadasz cechy charakteru których nie posiadasz. W tym autentyczność - gdy tak naprawdę jesteś jej odwrotnością. I skromność - gdy tak naprawdę uprawiasz narcystyczną propagandę mającą zawyżać wartość Twojej osoby, ale maskujesz to przez virtue signalling i dawanie fałszywych sygnałów skromności.

To budowanie fałszywego wizerunku, pozowanie na kogoś o kompetencjach znacznie wyższych od faktycznych, udawanie cech charakteru których ktoś tak naprawdę nie posiada - to są książkowe objawy narcystycznego zaburzenia osobowości.

Zachwalasz psychodeliki i twierdzisz, że “mocno” Ci pomogły. I jednocześnie wykazujesz objawy zaburzenia osobowości. To jest ogromny rozdźwięk między tym co deklarujesz, a tym co widać w Twoim zachowaniu. Jeżeli psychodeliki są takie super, to dlaczego w Twoim zachowaniu widać objawy zaburzenia osobowości?

Nie twierdzę, że masz objawy NPD przez psychodeliki - najprawdopodobniej miałeś je i przed psychodelikami. Natomiast o jakim “mocno pomogły” mówisz, skoro i tak nie jesteś zdrowy?

Poznałem na żywo pewną ilość osób które miały doświadczenia z psychodelikami. I w każdym przypadku było widać, że z tymi ludźmi jest coś nie tak. Te osoby miały problemy logicznym myśleniem, gubiły wątek, były w specyficzny sposób otępiałe i jednocześnie wyluzowane i zdekoncentrowane. Łatwo gubiły wątek, miały problemy z rozumieniem zależności, sekwencji między faktami. Zamiast logicznego myślenia było u nich widać myślenie asocjacyjne, podążanie za skojarzeniami.

Ci ludzie nie dostrzegali swoich problemów - wydawało im się, że funkcjonują normalnie i że to ja mówię w zbyt skomplikowany, zbyt trudny sposób. Subiektywnie oceniali swoje doświadczenia z psychodelikami jako głównie pozytywne.

Tak więc:

1- Zażywanie psychodelików może się skończyć trwałym ogłupieniem, pogorszeniem funkcjonowania w zewnętrznym świecie. I nie mówię tutaj tylko o dramatycznym, całkowitym rozregulowaniu - co też się zdarza - @zodiac wspomniała o takim przypadku. Mówię również o dużo mniej dramatycznym “lekkim upośledzeniu”.

2- Do deklaracji osób po psychodelikach należy podchodzić z ostrożnością, ponieważ te osoby mogą być trochę oderwane od rzeczywistości i nie zauważać swoich problemów w funkcjonowaniu w świecie zewnętrznym.

Jeżeli ktoś jest skłonny zaryzykować potencjalne skutki uboczne, to cóż, to jest jego zdrowie i jego ryzyko - ale to powinien być świadomy wybór, a nie wybór dokonany pod wpływem propagandy “psychodeliki są super!”. Taka osoba powinna być poinformowana o możliwych skutkach ubocznych - zarówno tych dramatycznych i niszczących życie, jak i tych mało spektakularnych, jedynie “lekko upośledzających”.

Gdy napisałem do @zodiac o skutkach ubocznych psychodelików, to zareagowałeś na to typowym gniewem narcystycznym - przeprowadziłeś oszukańczy, manipulacyjny atak osobisty, próbę poniżenia mnie jednoczesnej próbie wywyższenia Ciebie jako kogoś rzekomo “lepszego”. I w żaden sposób nie odniosłeś się do meritum.

Twoje zachowywanie jest tym bardziej irracjonalne, że pisałem Ci już wcześniej, że masz objawy narcystycznego zaburzenia osobowości, wyłapywałem i wytykałem Twoje manipulacje. Po co wypisujesz do mnie kolejną porcję manipulacji - myślałeś, że coś się zmieniło i teraz ich nie wyłapię? To jest kolejna rzecz wskazująca na zaburzenie narcystyczne- sztywne powtarzanie narcystycznego schematu, bez uaktualniania informacji i bez przyjmowania do wiadomości porażek, nieudolności narcyza, a także niższości narcyza względem innych ludzi.

Ludzie z zaburzeniem narcystycznym mają problemy z uczeniem się na błędach - ponieważ odmawiają przyjmowania ich do wiadomości i zamiast tego wmawiają sobie taką wersję wydarzeń, która jest zgodna z ich wyidealizowanym, fałszywym obrazem samych siebie. Czyli innymi słowy mówiąc: odrzucają niewygodną prawdę i wierzą w swoje fantazje stawiające ich w korzystnym świetle. I oczywiście pasujące do tego zachowanie widać u Ciebie.

Teraz przejdę do szczegółowego omówienia Twoich manipulacji w tym konkretnie poście:

Co tutaj widać?

To jest klasyczny narcystyczny schemat:

1- Ucieczka od właściwego tematu (od tematu skutków ubocznych psychodelików).

2- Przeniesienie płaszczyzny dyskusji na kwestie osobiste (w konkretny sposób typowy dla ludzi z NPD.)

Można się z tego domyślić, że temat skutków ubocznych psychodelików jest dla Ciebie niewygodny - pewnie dlatego, że poddaje w wątpliwość wizerunek rzekomo mądrego, dojrzałego człowieka który próbujesz kreować. (Człowieka który ryzykuje biorąc środki o potencjalnie trwałych skutkach ubocznych, a także zachwala je przed innymi, trudno uznać za mądrego i dojrzałego.) Domyślam się też, że (wbrew wrażeniu które próbujesz kreować) tak naprawdę niewiele wiesz o skutkach ubocznych psychodelików - i możesz się obawiac, że dyskusja na ten temat obnażyłaby Twoją niewiedzę.

BTW Tutaj warto zauważyć, że Ciebie tak naprawdę nie interesuje to, że ktoś może się na trwałe “upośledzić” stosując psychodeliki - i że innym ludziom to już się przydarzyło. Wbrew całemu virtue signalling jakie robisz na forum w kontekście empatii, tak naprawdę Ci jej brakuje. Dla Ciebie najważniejsza jest obrona własnego wizerunku i ego. To też pasuje do zaburzenia narcystycznego - symulowanie, fałszywe deklarowanie empatii przy realnym braku empatii.

Uciekasz od sedna sprawy, jakim są skutki uboczne psychodelików i zmieniasz płaszczyznę na kwestie osobiste - i robisz to w określony, klasycznie narcystyczny sposób.

Zwracasz się do mnie w pogardliwy, sarkastyczny sposób i sugerujesz, że brakuje mi inteligencji:

  • “Jakieś badania potwierdzające te perły mądrości?”

  • “Polecam edukację w tym zakresie”

  • “Jest lekkie i może zrozumiesz” (!!!)

Tutaj pięknie widać, jak opada maska rzekomo dojrzałego, empatycznego, skromnego, etc etc Marcina i pokazuje się Twoja prawdziwa twarz - twarz pogardliwego, wyższościowego, żyjącego urojeniami narcyza.

To jest klasyka u narcyzów:

1- Jest oficjalna “fasada”, czyli “fałszywe ja”. W Twoim przypadku jest to udawanie kogoś mądrego, dojrzałego, stabilnego emocjonalnie, empatycznego, skromnego, etc etc.

2- Jest “prawdziwe ja” narcyza - wyższościowe, pogardliwe, żyjące urojeniami.

Widać, że masz narcystyczne urojenia odnośnie swojej FIKCYJNEJ wyższości intelektualnej. Piszesz do mnie wyższościowo, pogardliwie, sugerując, że “może” będę w stanie zrozumieć “lekkie” treści… To jest klasyczne narcystyczne wywyższenie siebie i totalna, przegięta dewaluacja drugiej osoby.

Problem w tym, że mi w testach na inteligencję wychodziło od ponad 130, do ponad 140. (a ChatGPT sugeruje nawet 150).

Jednocześnie osoba z jaskrawymi objawami narcystycznego zaburzenia osobowości sugeruje, że jestem głupi. :upside_down_face:

Jeszcze dodam, że pisałem wcześniej w tym wątku, że kiedyś pracowałem na uczelni…

Normalna, niezaburzona osoba, gdyby chciała mnie zaatakować, to wybrałaby sposób ataku który ma jakiś, jakikolwiek sens - a nie sposób ataku ewidentnie rozmijający się z rzeczywistością . Tobą kieruje nie racjonalne myślenie, tylko narcystyczny schemat i urojenia, myślenie życzeniowe - chciałbyś mieć wyższość intelektualną, więc wmówiłeś sobie, że ją masz. Chciałbyś, żebym był głupi, więc wmówiłeś sobie, że tak jest.

Tak naprawdę w tym co piszesz widać realnie “taki sobie” poziom inteligencji - lekko ponadprzeciętny, może gdzieś na poziomie 110-120. Wypowiadasz się na “intelektualne” tematy, używasz mądrze brzmiących pojęć i to z pozoru może sprawiać wrażenie wysokiej inteligencji, ale wystarczy przyjrzeć się głębiej i wygląda to już słabo. Widać u Ciebie brak polotu, słabe zrozumienie procesów, mieszanie merytoryki z emocjami i narcystycznymi urojeniami. To jest bardziej mimikra inteligencji, pozowanie na intelektualistę, niż prawdziwa inteligencja.

Co za bzdury…

1- Tak naprawdę nie masz najmniejszego pojęcia o tym jaki jest mój poziom wiedzy o psychodelikach.

2- W moim poprzednim poście napisałem o tym, jakie problemy w funkcjonowaniu zauważyłem u osób które stosowały psychodeliki - co nie ma nic wspólnego z Youtube.

3- “Samozwańczym neurobiologiem”? Napisałem o moich obserwacjach BEHAWIORALNYCH odnośnie osób które stosowały psychodeliki.

4- Co do samozwaństwa, to bardzo mnie ciekawi jakie Ty masz kwalifikacje. (To znaczy domyślam się, że żadne).

To nie jest żadna “rzeczywistość” - to jest zwyczajny chemiczny odlot.

Tak naprawdę ja żyję w realnym świecie, a Ty w świecie narcystycznych urojeń.

Episode 2 Whatever GIF