Wychodzenie z redpillu - poradnik

Szalenie mi miło, bardzo dziękuję za uznanie. :slight_smile:

1 polubienie

Bardzo mądrze. :slightly_smiling_face:

Działanie w praktyce:

  1. Wyrabia luz. A wyluzowany facet i czuje się lepiej i wypada lepiej w oczach kobiet.
  2. Wyrabia umiejętności (“gadkę”).
  3. Wyrabia wyczucie, rozezanie co do tego jaka jest kobieta, jakie ma nastawienie i czego mniej więcej można się po niej spodziewać.

Żadna książka czy audycje na youtube tego nie zastąpią. Za to mogą namieszać w głowie - i to nie tylko Red Pill, ale też PUA lub psycholodzy. Psycholodzy to najczęsciej kobiety mniej lub bardziej zindoktrynowane feminizmem, a jeżeli faceci, to najczęściej typ wykastrowanych psychicznie lamusów-teoretyków. Trenerzy uwodzenia generalnie zarabiają kasę na opowiadaniu bajek swoim klientom i sprzedawaniu “sekretnej wiedzy” która nie działa.

Prawdziwymi wygranymi są faceci którzy po prostu rozmawiali z kobietami w realnym życiu, zamiast wchodzić w tę lub inną ideologię/propagandę/marketing.

Większość normalnych mężczyzn ma przede wszystkim problem ze swoją psychiką, emocjami - są “nadwrażliwi”, stresują się tym co kobieta sobie o nich pomyśli, co inni ludzie sobie pomyślą, jak wypadną, czy nie zrobią z siebie głupków, etc etc. I przez to za mało działają, a gdy już działają, to stres powoduje, że słabo wypadają.

Wiele seksu i związków wzięło się z tego, że ktoś po prostu zaprzyjaźnił się z kobietą. Zaczęli rozmawiać na jakieś zwyczajne tematy jak studia lub praca lub np. psy (“o jaki śliczny piesek”). Rozwinęła się luźna znajomość, a później sprawy jakoś popłynęły w kierunku osobistym.

Gdy facet ma “problemy z kobietami”, to najczęściej polega to na tym, że on dużo myśli i emocjonuje się, przejmuje się, ale niewiele rozmawia z kobietami. Albo rozmawia w jakiś dziwny sposób - bez opanowania sztuki podstawowej, miłej gadki na codzienne tematy.

Inni mieli złe doświadczenia z kobietami i ugólniają to na wszystkie kobiety i wszystkich mężczyzn. Czyli opierają się na praktycznych doświadczeniach, ale interpretują je w nieobiektywny, stronniczy sposób.

Moim zdaniem to jest ucieczka od negatywnych emocji związanych z poczuciem porażki, z poczuciem bycia nieudolnym, gorszym, “mniej męskim”, etc.

Odbywa się to po pierwsze przez przerzucenie winy na kobiety - w ten sposób osobista porażka przestaje być osobistą porażką i staje się grupową, płciową “winą kobiet”. Czyli to nie temu facetowi coś się nie udało, tylko on zrobił wszystko dobrze, a kobiety są złe. Ta “wina kobiet” musi być grupowa, nie indywidualna - gdyby to była wina indywidualnej kobiety, to wychodziłoby, że redpillowiec źle wybrał kobietę, czyli że w jakiś sposób jest nieudolny. A tak wychodzi na to, że nie wybrał źle, bo każda kobieta jest zła i nie ma dobrych wyborów - czyli on za nic nie odpowiada. :joy:

Drugim, rzadziej zauważanym aspektem tego jest to, że to jest też uogólnianie porażki na wszystkich mężczyzn - skoro wszystkie kobiety są złe, to wszyscy mężczyźni mają przerąbane i wszyscy są przegrani. Czyli…nikt nie ma lepiej niż pan redpillowiec, wszyscy mają przerąbane. I wcale nie jest tak, że są mężczyźni mający udane życie uczuciowe czy seksualne - bo to by znaczyło, że oni są “lepsi”, a pan redpillowiec jest “gorszy”. O nie - wszyscy mają przerąbane, więc nikt nie jest lepszy od pana redpillowca, a on nie jest od nikogo gorszy. :roll_eyes:

Dlatego redpillowcy - wbrew temu, że oficjalnie jest to “pro-męska” ideologia - nie lubią mężczyzn mających udane życie uczuciowe i seksualne. Bo tacy mężczyźni podważają propagandę Red Pill i sprawiają, że redpillowcy wypadają na indywidualnie nieudolnych, gorszych mężczyzn, a nie na grupowe ofiary złych kobiet.

Rzekoma “pro-męskość” Red Pill wygląda tak naprawdę tak, że mężczyzna jest “dobry” gdy jest żalącym się na kobiety nieudacznikiem, a “zły” gdy dobrze mu się układa z kobietami. W tym drugim przypadku - jak on śmie żyć w sposób podważający dogmaty Red Pill! :joy:

O ile mi wiadomo, to wielu redpillowców ma większe problemy niż samo wypranie mózgu propagandą. Wielu z nich ma tego lub innego rodzaju realne “słabe strony” - psychiczne, fizyczne lub seksualne. “Słabe strony” przez które wypadają poniżej przeciętnej w relacjach z kobietami. I pod tym względem Red Pill jest dla wielu redpillowców nie po prostu ideologią w którą uwierzyli, a niezdrowym sposobem reagowania na realne problemy. Taką “toksyczną psychoterapią”.

O jakie “słabe strony” chodzi?

BTW Nie mówie, że każdy redpillowiec ma wszystkie, wiele lub nawet choć jeden z tych problemów. Natomiast odnoszę wrażenie, że w Red Pill istnieje ponadprzeciętne statystyczne “nagromadzenie” tych cech i że w tej społeczności częstość ich występowania jest znacząco wyższa niż w całości społeczeństwa.

1- Niski wzrost. Mam wrażenie jakby w RP niski wzrost był cechą występują wielokrotnie częściej niż gdzie indziej. Tak z 5-10x częściej?

Wiem, niski wzrost to nie wyrok, niektórzy niscy mężczyźni radzą sobie dobrze z kobietami, etc etc. Ale jednak jest to czynnik obniżający atrakcyjność.

2- Mniejszy lub większy poziom autyzmu, zespołu Aspergera.

3- Nerwice.

4- Alkoholizm.

5- Niski poziom zdolności seksualnych, słaby poziom w łóżku. (To można wywnioskować po tym jak wyglądają ich relacje z kobietami, a także po rzeczach które mówią na temat seksu.)

6- Niskie libido lub zaburzenia wzwodu.

7- Aseksualność lub wypierane skłonności homoseksualne.

A to są jedynie spostrzeżenia moje i kilku innych osób, nie żadna kompletna wiedza.

Moim zdaniem wielu redpillowców to mężczyźni “niskiej jakości”. Taki “towar gorszej kategorii”. Jakie kobiety wiążą się z takimi mężczyznami? Moim zdaniem takie które same są “problematyczne” i dlatego nie mają lepszych opcji. Wybierają tych facetów nie dlatego, że naprawdę ich pragną, tylko dlatego, że nie chcą być same - oni są tylko substytutem, “narzędziem” do załatania braku.

W ten sposób tworzą się relacje słabej jakości, w których obie strony są z siebie niezadowolone. W których łatwo o różnego rodzaju problemy, chore klimaty i wredne zachowania.

Po prostu “wadliwi” mężczyźni przyciągają do siebie “wadliwe” kobiety i mają z nimi “wadliwe” związki. I to jest coś zupełnie innego niż - również spotykane - czysto teoretyczne zatrucie propagndą Red Pill.

Wielu krytyków Red Pill słusznie mówi redpilowcóm, że kobiety są różne. I to jest prawda, ale…

Mężczyźni też są różni. A to jaki jest mężczyzna ma wpływ na to jakie kobiety do siebie przyciąga i jakie są ich intencje, stosunek względem niego. I może być tak, że facet z określonym zestawem cech ciągle przyciąga do siebie kobiety mniej lub bardziej tego samego typu, z mniej więcej tym samym nastawieniem względem niego. Co z tego, że kobiety ogólnie są różne, jeżeli kobiety które są nim zainteresowane generalnie należą do podobnej, “problematycznej” kategorii?

Taki facet może dojść do wniosku, że “kobiety są złe” dlatego, że kobiety w jego życiu naprawdę są toksyczne. I to nie jest teoretyczne zatrucie propagandą Red Pill, tylko jego praktyczne doświadczenie.

Krytycy Red Pill najczęściej nie poruszają tych kwestii, ponieważ mają swoje własne ograniczenia i tabu obyczajowe. Nie chcą “brutalnie” dzielić ludzi na lepszych i gorszych, nie chcą stygmatyzować np. facetów z nerwicami lub zaburzeniami wzwodu. Nie chcą naruszać wielkiego społecznego tabu wokół tego, że dla wielu kobiet jakość seksu ma duże znaczenie i że przez to poziom w łóżku ma ogromny wpływ na jakość związków mężczyzn - wbrem propagandzie przedstawiającej kobiety jako uduchiowione romantyczki lub sapioseksualne intelektualistki kierujące się górnolotnymi wartościami moralnymi i emocjonalnymi, a nie czymś tak “przyziemnym” jak jakość seksu. (Albo jak atrakcyjność fizyczna, zamożność, etc.)

Wielu krytyków Red Pill to nie są przeciwnicy każdej propagandy i każdego odrealnienia. Ci ludzie wierzą w jeden rodzaj propagandy i atakują Red Pill jako konkurencyjną propagandę. I dlatego nie są skłonni krytykować Red Pill w tych obszarach, gdzie byłoby to uzasadnione faktami, ale naruszałoby to ich własne tabu światopoglądowe.

Brutalna prawda o świecie jest taka, że ludzie są z reguły traktowani mniej więcej zgodnie ze swoją “wartością rynkową”…

Ja jestem mężczyzną o “wartości rynkowej” wysoko powyżej przeciętnej. Po pierwsze podobam się kobietom. Patrząc w lustro niespecjalnie to widzę - moim zdaniem wyglądam trochę lepiej od przeciętnego faceta, ale tylko trochę - dałbym sobie 6/10. Ale kobiety mówią, że jestem fizycznie 7/10 i do tego “mam to coś” - przez co podobam się bardziej niż 7/10. Podobno czuć ode mnie ekstremalną, drapieżną seksualność i dominację, ale jednocześnie wyglądam na kogoś bardzo inteligentnego, miłego, wrażliwego, słodkiego, z dobrego domu, etc etc. To jest takie “wszystko w jednym”. Coś w stylu “arystokrata-hedonista”. “Wrażliwy gangster”. Etc etc. Efekt tego jest taki, że często lecą na mnie bardzo atrakcyjne kobiety, modelki, celebrytki - olewając moim zdaniem dużo bardziej atrakcyjnych ode mnie mężczyzn. Średnio to rozumiem, ja widzę w lustrze 6/10, ale oczywiście to kobietom mam się podobać, a nie samemu sobie. :slightly_smiling_face:

Druga sprawa to kwestie łóżkowe. Każda moja partnerka jest mną zachwycona i od każdej słyszę, że jestem najlepszym kochankiem w jej życiu. (To kwestia talentu, nie technik lub doświadczenia.) Oprócz tego mam również super wysokie libido, wielokrotnie wyższe niż u normalnego faceta. (Gdyby to kogoś interesowało - kiedyś badałem testosteron i wyszedł mi wysoki, ale nie “poza skalą” jak moje libido - więc nie chodzi tu o sam poziom testosteronu. Natomiast mój organizm sprawia wrażenie przegrzanego i źle reaguje na stymulujące substancje i ostre, rozgrzewające przyprawy. Jakby był naturalnie na wewnętrznych “stymulantach”, a dodawanie zewnętrznych prowadziło do przeciążenia/przegrzania.)

Jak przy takich uwarunkowaniach wyglądają moje doświadczenia z kobietami? Dokładnie odwrotnie względem tego co opisują redpillowcy. Moje osobiste doświadczenia z kobietami są bardzo dobre, wręcz wspaniałe. O “złych kobietach” słyszę od innych ludzi, ale sam nigdy tego nie doświadczyłem w żadnym z moich związków. Moje osobiste doświadczenia są takie, że kobiety są względem mnie dobre, słodkie, opiekuńcze, uczynne, etc etc.

Mówi się, że są różne kobiety… Ale moje doświadczenia nie są “różne”. Moje doświadczenia są “bardzo dobre”.

Czy moje kobiety naprawdę były “dobre”? Względem mnie - tak. Ale tak ogólnie? Nie. Wiele z nich zdradzało ze mną swoich chłopaków lub mężów, szydziło z nich, etc etc. Czyli równie dobrze można by powiedzieć, że to były złe kobiety - tyle, że nie względem mnie.

Po prostu - jestem atrakcyjnym mężczyzną, z “wartością rynkową” o wiele powyżej średniej, więc zależało im na moich względach. Zabiegały o mnie tak samo jak mężczyźni zabiegają o atrakcyjną kobietę.

Wielu redpillowców to mężczyźni z poważnymi wadami, o niskiej “wartości rynkowej”… Więc nic dziwnego, że doświadczają przykrego traktowania, że często są “kołem zapasowym”, traktowanym utylitarnie substytutem atrakcyjnego partnera - doświadczają tego samego co brzydkie kobiety.

Większość mężczyzn jest jak normalne dziewczyny - ani szczególnie ładne, ani szczególnie brzydkie. Z możliwością ułożenia sobie normalnego życia z normalnym partnerem.

Redpillowcy są jak brzydka, gruba koleżanka z 50 kilo nadwagi, która szepcze do ucha szczupłej koleżance, że faceci to zło, faceci to świnie, faceci krzywdzą kobiety… Ona tak naprawdę nie chce szczęścia szczupłej koleżanki. Ona chce, żeby szczupła koleżanka była nieszczęśliwa tak samo jak ona - i żeby potem siedziały obie skwaszone i rozmawiały o tym, że faceci to świnie. Brzydka koleżanka czułaby się źle widząc szczupłą koleżankę szczęśliwą z facetem - i tak samo redpillowcy czują się źle widząc facetów w szczęśliwych relacjach z kobietami.

Pod tym względem można by podzielić redpillowców na dwie kategorie:

1- Brzydkie koleżanki - redpillowcy którzy są autentycznie “ułomni” w ten lub inny sposób.

2- Zindoktrynowane szczupłe koleżanki, które dały sobie wmówić wmówić głupoty, że “wszyscy faceci to świnie” - redpiilowcy którzy nie są ułomni, tylko wierzą w propagandę.

Mam wrażenie, że większość krytyków Red Pilla dostrzega tylko tę drugą kategorię, a nie dostrzega pierwszej - redpillowców którzy są autentycznie “ułomni” i u których to jest o wiele poważniejszy problem niż sama wiara w propagandę Red Pill.

Oczywiście upraszczam, w praktyce to nie jest zerojedynkowe, etc etc, ale tak to mniej więcej wygląda.

Moim zdaniem nie tyle racjonalizują pustkę, co przede wszystkim zaszczepione cudze poczucie porażki, bycia gorszym, pokrzywdzonym, etc etc.

To jest naprawdę okropne - internalizują cudzą porażkę, bez spróbowania samemu i sprawdzenia czy może im by się udało.

Ja pamiętam w jakim dołku emocjonalnym byłem w liceum i na początku studiów… Gdybym wtedy trafił do Red Pill zamiast do PUA… :face_with_crossed_out_eyes: Gdybym urodził się 20 lat później, to mogłoby to się dla mnie tragicznie skończyć… I to jest dla mnie STRASZNA wizja.

Są atrakcyjni ludzie na których ktoś miał zły wpływ, ktoś im nawmawiał głupot, żle pokierował, straumatyzował lub wciągnął w używki, etc etc - i przegrali życie pomimo posiadania obiektywnie mocnych kart.

Niestety jestem przekonany, że mnie w wersji z liceum i wczesnych studiów z łatwością dałoby się wciągnąć w Red Pill. Myśląc o tym poczułem wstyd jakiego nie czułem od wielu lat…aż zrobiło mi się fizycznie niedobrze (poważnie).

Ja w liceum byłem w tak złym stanie, że leciały na mnie 4 najładniejsze dziewczyny w klasie (+1 gruba) i same mnie podrywały. Ale ja byłem tak zakompleksiony, tak nieśmiały, że nie byłem w stanie nic z tym zrobić. Jedna z tych 4 była bardzo ładna i była najładniejszą dziewczyną w szkole. Miałem 4 ładne dziewczyny na wyciągnięcie ręki (+ kilka innych z innych klas), ale przeszedłem liceum nawet bez jednego pocałunku, nie mówiąc już o seksie. :man_facepalming:t2:

Zakochałem się w liceum 2 razy - co ciekawe nie w tej najładniejszej. Jedna z tych dwóch nie zwracała na mnie uwagi, natomiast druga jak najbardziej okazywała mi zainteresowanie. I…nic nie zrobiłem. :man_facepalming:t2:

Ogólnie to jest piękny przykład tego jak negatywne wpływy emocjonalne, psychiczne, mogą “załatwić” nawet kogoś kto obiektywnie ma bardzo mocne karty.

BTW Jakiś czas temu spotkałem tę najładniejszą z liceum… Ona ma teraz męża i prawie dorosłe dzieci. Było czuć, że ona nie tylko kiedyś podkochiwała się we mnie w liceum, ale też…kocha mnie dalej. Smutną, wieloletnią miłością. Że jestem dla niej…najprawdopodobniej jej największym, nigdy nie spełnionym marzeniem. Naprawdę ją lubię i jest mi przykro, że jestem przyczyną jej smutku. Inna sprawa, że jej mąż pewnie nie ma najmniejszego pojęcia, że nigdy nie był dla niej wyborem numer 1 i że ona nadal podkochuje się w koledze z liceum… A koleżance pewnie “nie pomogło” to, że wyglądam na 35 lat, podobam się nawet licealistkom - to znaczy zobaczyła mnie w mocno atrakcyjnej, nadal “młodej” wersji. Co za historia - fizycznie nigdy do niczego między nami nie doszło, a jest tyle emocji… Poczułem, że mogłem się wtedy z nią związać, mieć z nią dzieci i też byłbym szczęśliwy… Czuję do tej wizji sentyment pomimo tego, że nigdy nie byłem w niej zakochany… To chyba przez to, że “nasiąkłem” jej miłością do mnie, poczułem trochę jej emocji…

Ok, rozgadałem się i off-topuję.