Gdzie poznajecie kobiety?

Siema, pytanie do Panów - jak poznajecie kobiety w codziennym życiu?

Studiuję na kierunku technicznym i kobiet jest u nas mało i w związku z tym mają duże wzięcie. Tinder to wiadomo, porażka. Do klubów chodzi mało kobiet i chyba raczej się pobawić niż kogoś poznać. Jak sobie radzicie na rynku matrymonialnym?

Poradźcie coś młodszemu koledze :smiley:

W pracy i przez znajomych. Na spotkaniach ekipy forumowej :smiley: . Przypadkowo. Czasami trzeba pomocy z otwarciem, ale od czego są inne chłopaki z ekipy. Oni zawsze pomogą.

Ty zacznij chodzić do klubów, gdzie chodzą studentki z innych kierunków lub uczelni. Najważniejsze to nie mieć ciśnienia i podchodzić do interakcji bez oczekiwań i nastawienia na cokolwiek.

2 polubienia

1- Tinder to jak sam powiedziałeś porażka.

2- Najłatwiejsza opcja to imprezy domowe, dziewczyny z kręgu znajomych, ale gdybyś miał taką możliwość, to pewnie byś nie zakładał takiego tematu.

3- Kluby są dobre jeżeli ktoś się w nich dobrze odnajuje. Są problemy związane z tym, że dziewczyna zawsze z koleżankami i trzeba sobie poradzić z wpływem psychicznym koleżanek na kobietę, trzeba się wyróżnić na tle innych podchodzących facetów, etc etc.

Jedną metodą jest podchodzenie we 2 do kobiet będących w klubie we 2-kę. Wtedy znika problem nacisku psychicznego koleżanek i ciśnienie kobiety “jak ja wypadnę w ich oczach”.

Ale generalnie kluby to jest coś co jednym ludziom odpowiada, a innym nie. I wymaga wysiłku logistycznego, czasowego - do klubu trzeba pójść, to się odbywa nocą, etc.

4- Podchodzenie na ulicy (“Day Game” w terminologii PUA). Czyli podchodzenie na ulicy, w centrum handlowym, na przystanku (lub na stacji metra), na trawniku gdy dziewczyna jest na spacerze z psem… Albo na korytarzu uczelni - niekoniecznie tej uczelni na której ktoś studiuje.

W porównaniu z klubami:

  • Jest mnóstwo pojedynczych dziewczyn - przez co możesz rozmawiać z dziewczyną w jeden na jeden, bez zajmowania się jej koleżankami.
  • Nie ma konkurencji ze strony innych podchodzących facetów.
  • Od strony logistycznej, organizacyjnej, można to łatwo wpleść w codzienny tryb życia. Przykładowo ja kiedyś podchodziłem na ulicy wracając z uczelni. Później wracając z pracy, idąc na zakupy, etc.

Ogólnie to jest bardziej “spokojna” i “wygodna” opcja niż kluby.

Minusem jest to, że kobiety są trzeźwe.:wink:

I to też wymaga pewnych umiejętności i luzu.

To jest dla wielu ludzi lepsza opcja niż kluby, ale to też najczęściej jest trudne. Większość ludzi nie ma umiejętności towarzyskich, konwersacyjnych, aby poprowadzić to dobrze.

Wielkim plusem Day Game jest to, że jeżeli ktoś to dobrze opanuje, to ma potem nadmiar dostępnych kobiet. Bo np. idzie na zakupy spożywcze, widzi po drodze ładną dziewczynę i potem “jakoś tak się dzieje”, że ląduje z nią w łóżku. I ta sytuacja się potwarza. Ogólnie to działa to tak, że po przekroczeniu pewnego poziomu to zaczyna “toczyć się samo”.

5- Hobby/zajęcia z różnych rzeczy. Wydaje mi się, że to może być najlepsza opcja. Nie wiem jak jest teraz, ale kiedyś na kursach tańca było mnóstwo kobiet które tak naprawdę przyszły tam szukać faceta.

5 polubień

W zasadzie @Hodowca wyczerpał temat.

Tak, poznawać kobiety możesz dosłownie wszędzie, natomiast nie w każdych warunkach będziesz mieć w ich oczach taką samą wartość.

Jak już wiesz na Tinderze (nigdy nie korzystałem, słyszałem za to sporo opowieści) jest po prostu najtrudniej - musisz walczyć o uwagę stosunkowo niewielu kobiet z całą armią facetów, których jest tam zdecydowanie więcej. To w zasadzie konkurs na najfajniejszą fotkę, liczy się wygląd + fotogeniczność + dobre ujęcie, na ciekawym tle - jest to warunek wstępny, dopiero po tym liczy się opis. Jeśli jesteś facetem, który zyskuje w kobiecych oczach dopiero po dłuższym poznaniu to nie jest to faktycznie opcja dla Ciebie - będziesz “skazany” na dziewczyny, które niekoniecznie będą Ci “leżeć”. Można oczywiście robić to, co niektóre kobiety i podrasowywać swoje fotki, dokładać sobie kratę na brzuchu, luksusowe tło, no ale sam nie wiem - dla mnie to jest po prostu lamerskie :wink:

Jakąś opcją jest stare, poczciwe GG - tam liczy się bajera, bo zagadać możesz dosłownie każdego, problem w tym, że większość kobiet jest tam zajęta i po prostu szuka kochanka.

Kolejną opcją są kluby - tutaj mam już jakieś doświadczenie. Jest nieco łatwiej niż na Tinderze, ale wciąż musisz walczyć o uwagę kobiet (często takich, których normalnie byś nie zaczepił - makijaż klubowy i strój potrafią zrobić z przeciętną dziewczyną cuda) z dużą ilością facetów. Opisałem to szerzej w temacie o poznawaniu kobiet w klubach. Jak się bardzo spodobasz wizualnie, gdy emanujesz pozytywną energią, jesteś dobrze ubrany to masz w tej opcji duże szanse. Weź jednak poprawkę na to, że wiele kobiet przychodzi tam się po prostu pobawić i ma negatywną opinię na temat pojawiających się tam facetów.

Podchodzenie na ulicy - najlepsza w mojej ocenie opcja, @Hodowca dobrze przedstawił jej zalety. Sam nigdy nie zaczepiałem kobiet, które szły ulicą, gdzieś się spieszyły i nie zwracały na mnie żadnej uwagi, ale już np. w kolejce na poczcie, u lekarza czy stojąc na przystanku tak i w większości przypadków reagowały na to miło, przyjaźnie. Tutaj też jest ważny wygląd i pierwsze wrażenie, ale też przede wszystkim elokwencja, luz, poczucie humoru, umiejętność prowadzenia rozmowy. Tu już możesz się jakoś zaprezentować - tym bardziej, że nie masz w danym momencie żadnych konkurentów.

Inne opcje - kursy tańca, warsztaty, spotkania tematyczne, wyjścia integracyjne np. w góry, na rower (są od tego dedykowane grupki np. na facebooku). Opcji jest multum.

Sam poznaję sporo kobiet (czy tam ogólnie ludzi) poprzez moją pracę.

Ważna uwaga - warto podnieść swoją atrakcyjność, dbać o ciało (siłownia, odpoczynek), rozwijać umiejętności społeczne (ćwiczyć gadkę możesz w każdej sytuacji), pracować nad wygadaniem, rozwiązywać własne problemy psychiczne (głównie te związane z samooceną), pracować nad blokadami (a jest ich od cholery - ja np. mam problem z tym, że wyśmieją mnie koledzy, gdy jakaś kobieta na ich oczach spuści mnie na drzewo, głupia blokada, walczę z nią). Wtedy w każdej z ww. opcji automatycznie zwiększasz swoje szanse - rejestrujesz więcej kobiecych spojrzeń, zachęcających Cię do wykonania jakiegoś ruchu - jest po prostu dużo łatwiej niż gdy jesteś chodzącym zbiorem kompleksów.

3 polubienia

Chodzę, ale słabo to wychodzi, nawet nie nawiązują ze mną kontaktu wzrokowego, niechcę być jak żałosny petent.

tak, praktycznie zero par, a jeśli już to z babkami z niskim smv - średnie koleżanki potrafią mieć w tym czasie tysiące lajków - szkoda czasu na kindera

nie mam takiej opcji :frowning:

kurde nie wiem czy bym potrafił - czułbym się jakbym się narzucał, pewnie bałbym się, że zostanę zgaszony jak pet

dobry pomysł, poszukam takich zajęć - dzięki brachu!

no właśnie,zgadzam się z tym

muszę wypróbować tą opcję

ja siłą rzeczy nie pracuję nie mam takiej opcji

a to na pewno, dzięki!

Też studiowałem na uczelni technicznej. Na roku było studentek 3/160 wszystkich studentów. Radziliśmy sobie w ten sposób, że każdy z nas miał jakieś znajome ze swojego miasta na pobliskiej uczelni ekonomicznej. Tam przewaga była w drugą stronę. Korzystając z tych kontaktów organizowaliśmy większe imprezy mieszane. Wynajęta sala, katering, alko, muzyka, tańce. Na zmianę imprezy odbywały się raz w jednym raz w drugim akademiku. Zainteresowanie było naprawdę duże. Koledzy mieli wzięcie u tych studentek z sąsiedniej uczelni. Dodam, że były też bardziej „sfeminizowane” uczelnie, gdzie o znajomości było dużo łatwiej (kosztem jakości). Kluby też były ale nie każdy/każda jest zwolennikiem takiej rozrywki i klubowych znajomości. Były też przejazdy pociągami w ramach weekendowych odwiedzin rodziny. Wiadomo taki pociąg był wypełniony mocno mieszaną bracią studencką a podróż na całej długości trasy trwała nawet 7 godzin. Wiadomo koncerty, juwenalia… To były czasy, że chęć dobierania się w pary była mocna po obu stronach. Wystarczyło się przejść do budynku innej uczelni, zagadać i już.

Co po studiach? Praca. Ja trafiłem do takiej mikro-firmy, która mieściła się w budynku, gdzie podobnych firm było z 15. Atmosfera luźna, piątek po południu gra w kosza (sport kontaktowy), wieczorem impreza też z ludźmi z sąsiednich firm. Potem była większa firma, wyjazdy integracyjne o charakterze sportowym: narty, windsurfing.

Od tego czasu stawiam na kontakty związane ze sportem. Towarzystwo jest wstępnie wnaturalny sposób wyselekcjonowane. Kobiety, które to kręci są z założenia inne. Wiadomo, można się zmęczyć, pobrudzić, zmoczyć, zmarznąć i poobijać. Jest współpraca, rywalizacja emocje. Co mogę polecić:

  • Sporty zespołowe (np. siatkówka), można organizować grupy samodzielnie (tak robiłem przez parę lat). Są serwisy w necie, gdzie można się zapisać, dołączyć do grupy, tak jest w dużych miastach. Swego czasu chodziłem do takiego parku i tam zawsze się znalazło towarzystwo do gry.

  • Zapisuję się czasem też w necie na różne rajdy piesze i rowerowe. Towarzystwo super.

  • Spływy kajakowe, te kilkudniowe najlepsze.

  • Wszelakie kursy nauki jazdy na nartach, snowboardzie, windsurfingu. Oczywiście grupowe i kilkudniowe. Wszyscy zaczynają od zera, jest jedna wielka zabawa. Poznaje się też ludzi nawet na wyciągu. Jedziesz z jakąś panią na „orczyku” i nie sposób nie zagadać – jak już wsiadła i nie boi się jechać ze stukniętym snowboardzistą. Czasem się udzielam jako instruktor amator.

  • Hit ostatniego lata. Jazda konna. Odpowiednia stajnia, tylko nie jakaś snobistyczna. Tam gdzie chodziłem byłem jedynym facetem. Panie od 18 do 50 lat, wszystkie wyśmigane amazonki.

  • Wypady w „dzicz” pod namiot. Jeszcze się nie zdarzyło żeby się ktoś ciekawy nie trafił – swój swojego pozna od razu.

Kryzys wieku średniego. Od niedawna, Chodzi o to, że nie szukam sobie kobiety tylko towarzystwa do sportu, turystyki, rekreacji lub do zwykłej rozmowy. Jak się jest otwartym to te kontakty się same pojawiają.

3 polubienia

Tego określenia na ruchanie nie znałem, dzięki.

4 polubienia

To jest główny problem z robieniem czegoś takiego. To znaczy to, że wielu ludzi czuje się z tym źle - w ten lub w inny sposób. Ludzie czują się np. jak natręci, jak jacyś dziwni lub żałośni goście, czują, że się kompromitują i robią z siebie pośmiewisko, etc etc. Wielu ludzi czuje strach, wstyd, upokorzenie, poczucie “niestosowności zachowania”, etc, etc.

To wygląda różnie u różnych ludzi i ogólnie można na to różnie spojrzeć.

Obiektywnie te emocje są bezsensowne. Nawet jeżeli dziewczyna będzie niezadowolona i odbierze Cię jako przykrego natręta, albo jako żałosnego kretyna, nawet jeżeli zgasi Cię jak peta, nawet jeżeli odrzuci Cię w maksymalnie opryskliwy lub obraźliwy sposób, to…co z tego? Twoje życie jest nadal takie samo jakie było, obiektywnie nic Ci się nie stało… To jest tak naprawdę szkodliwa irracjonalna nadwrażliwość - problem którego dobrze byłoby się pozbyć.

Ja dostałem w życiu na żywo (żaden internet) kosza od…pewnie około 2000 kobiet. Może około 3000? Nie wiem, nie liczyłem. I jak się z tym czuję? W pełni ok, nawet mnie to śmieszy. I nie jest to udawany, demonstracyjny luz - który zdarza się u wielu ludzi - ja naprawdę czuję się z tym całkowicie ok, a nawet jestem rozbawiony.

Gdy zaczynałem byłem bardzo nieśmiały i bardzo się stresowałem… A potem mi to stopniowo przechodziło wraz z doświadczeniem.

Nie było żadnego “wielkiego oświecenia”, żadnego momentu spektakularnej zmiany. Po prostu stopniowo wypleniłem nadwrażliwość przez działanie.

To nie było do końca liniowe - były lepsze i gorsze dni, okresy “regresu”, etc. Ale generalnie szło to w kierunku poprawy.

BTW Ja robiłem, testowałem bardzo różne rzeczy. Od łagodnych tekstów indirectowych typu “Przepraszam, gdzie tu jest apteka?”, aż do akcji typu podejście z kolegą do pojedynczej laski i tekst “Podobasz się nam i chcemy się z Tobą kochać. Obaj!”.

Wielu innych ludzi ze społeczności PUA miało podobnie - wyplenili nadwrażliwość działaniem. Jednym to poszło lepiej, innym gorzej, ale wszyscy mieli jakiś poziom poprawy jeżeli chodzi o nadwrażliwość, stres, przejmowanie się, etc.

BTW W społeczności PUA było (i jest) wiele patologii i oszustwa, nie polecam tamtej społeczności jako całości. Natomiast naprawdę mnóstwo ludzi nauczyło się w niej podchodzić, podleczyło nadwrażliwość. Pod tym względem metoda "po prostu rób dużo podejść " w stylu PUA miażdży wszelkiego rodzaju psychoterapie, medytacje, hipnozy i cokolwiek innego.

To ogólnie działa tak, że działanie leczy nadwrażliwość… Ale nadwrażliwość “próbuje” powstrzymać przed działaniem, zniechęcić do niego, uczynić działanie nieprzyjemnym… Czyli nadwrażliwość “zwalcza” to co może ją uleczyć. To jest jak choroba która wywołuje u chorego wstręt do leku który może wyleczyć tę chorobę.

Metoda PUA “po prostu rób dużo podejść” leczy nadwrażliwość - u niektórych lepiej, u innych gorzej, ale w jakimś stopniu działa u każdego.

Niestety ta metoda wymaga samozaparcia, często działania “na siłę” wbrew własnym emocjom. Ja sam miałem kiedyś naprawdę przykre momenty. Teraz mnie to bawi, ale wtedy czułem się jak gówno. (Nie dlatego, że laska była niemiła czy coś - dlatego, że moja własna nadwrażliwośc mnie “kopała”.)

To nie jest dla każdego - część ludzi nawet mając jakieś efekty czuje, że to nie jest dla nich. To ich przygnębia, zatruwa emocjonalnie.

Dlatego nie mogę Ci tego jednoznacznie doradzić na zasadzie “to jest świetny pomysł!”.

Z drugiej strony… Wiele osób bardzo na tym zyskało. I o ile łażenie po klubach to wysiłek logistyczny, zarwane noce… O tyle Day Game to co innego. Podejrzewam, że często widzisz fajne laski na ulicy, na jakichś przystankach, etc… Co Ci szkodzi zacząć zagadywać? Jasne, możesz poczuć się jak gówno, poczuć się upokorzony… Jasne. Tylko co z tego?

“Do wygrania” jest dożywotni nadmiar dostępnych kobiet.

I nie kieruj się tym jak teraz się z tym czujesz - po zrobieniu 100-200 podejść najprawdopodobniej miałbyś do tego znacznie bardziej wyluzowany stosunek.

Jednak jednocześnie uważam, że droga “poznanie kobiety przez hobby” - np. przez kurs tańca, jest znacznie bezpieczniejsza. Podchodzenie w stylu PUA nie jest dla każdego.

2 polubienia

4 polubienia

i jakie teksty z Twojego doświadczenia najlepiej działają?

mi się wydaje, że komplementowanie dziewczyny na wstępie to takie simpowanie, od razu ustawiasz się jako jej podnóżek - czy się mylę?

niektórzy PUA mówią, żeby od razu mówić wprost “cześć, bardzo mi się spodobałaś i chcę Cię poznać”, no sam nie wiem, jakieś to dziwne

co sądzisz o tym filmie?

Hej!

Nie zabiorę głosu w kwestii technik podrywu, sztuka uwodzenia to nie moja bajka - wypowiem jednak zaledwie trzy uwagi formalne, na ten moment jedynie w marnej objętości:

  • W ramach ciekawostki: ze znajomym redpillem przekonwersowaliśmy swego czasu wieeele przepastnych godzin, roniliśmy hektolitry słów w obszarze relacji d-m, ścierając z sobą dwa przeciwstawne obozy. Swoją drogą, prowadzi kanał na yt, tematycznie spokrewniony z pigułką. Któregoś razu wzmiankowałam zaledwie o stanie zakochania u mężczyzn, powiedział mi wówczas - niesprowokowany - że pier..lić pigulaków, wielu z nich nie posiada zdolności głębokiego myślenia i wykrzywiło w perspektywie lat pojęcie “simpa” i “simpienia”. W starej gwardii definicje ogniskowały się na schlebianiu, asekurowaniu potrzeb tych kobiet, które “nie zasługują” [niewarte zachodu / zajęte / odrzucające męską ofertę głębszej zażyłości], aktualnie simpieniem w środowisku jest każdy akt uprzejmości czy drobnego zachwytu / komplementu w stronę pani.
  • Kobiecie podrywanej [tak czy siak] przechodzi dość klarownie przez głowę, że została wyróżniona w oparciu o cechy fizyczne, pozytywnie wartościowane przez zaczepiającego [chyba, że jest świadoma istnienia PUA-sów - wówczas, jeśli jest na wystarczająco niepewna swojej urody, możliwym scenariuszem interpretacji jest bycie potraktowaną, jak materiał szkoleniowy].
  • To, co wypowiadasz często nie będzie mieć takiego znaczenia czy siły wpływu, co: JAK serwujesz treści. Kontekst aura, jaka wokół słów się roztacza pełni istotniejszą rolę, dlatego niektórzy nas tajemniczo kręcą, inni nie.
5 polubień

w sumie racja - nawet jak powiemy to wprost to ona i tak to przecież wie, skoro ją podrywamy

słusznie - obawiam się, że trząsłbym się jak galareta i położyłbym najlepszy otwieracz :joy:

Dziękuję Ci, jak zawsze jesteś pomocna i w ogóle super :heart: (nie wiem czy to juz simpienie :sweat_smile: )

1 polubienie

Mordeczko, litości.

Mam wrażenie, że wciąż wydaje Ci się, że istnieje jakaś zewnętrzna, redpillowa komisja, która obserwuje, wręcz śledzi każdy Twój ruch, każdy Twój krok pod kątem możliwości nadania Ci określonej etykietki - “simp”, “beciak”, “bluepillowiec”, “kukold” itd.

Ja w rozmowach z redpillowcami słyszałem na swój temat praktycznie wszystko - że jestem kobietą, lamusem, feministką, białym rycerzem, kukoldem i kim tam jeszcze. Oczywiście wszystko działo się w internecie, bo stojąc ze mną twarzą w twarz większość z nich prędzej popuściłaby w gacie niż próbowała mnie obrażać :wink:

Zresztą - z ust redpillowca każda taka “obelga” to jak komplement, potwierdzenie tego, że jestem na właściwej drodze.

Zapamiętaj jedną rzecz - jeśli tacy ludzie Cię chwalą za to jak postępujesz z kobietami to najprawdopodobniej robisz coś bardzo nie tak.

Resztę wyjaśniła Ci znakomicie nasza forumowa perełka @zodiac - kobiety, które zagadujesz z konkretną intencją w zdecydowanej większości przypadków WIEDZĄ, że Ci się podobają, w przeciwnym wypadku byś tego przecież nie robił.

Nie istnieją magiczne formułki, działające zawsze i wszędzie - gdyby tak było trenerzy uwodzenia nie mieliby żadnych kursantów, bo byłaby to od dawna wiedza powszechnie znana.

Nie sądzę też, żeby istniały określone prawidła typu “jeśli zrobisz X to laska Cię oleje” - jedna Cię oleje, inna niekoniecznie.

Różne są kobiety, różnie reagują na różne rzeczy - dlatego też mówi się o “sztuce” uwodzenia, tu potrzebna jest elastyczność.

5 polubień

Miałem ten sam problem niedoboru i okazał się trochę fikcyjny. U nas na kierunku było niewiele kobiet, a w grupie była jedna i do tego zajęta jak się okazało. Nie przeszkadzało jej to bawić się ze mną (i pewnie z innymi). Jeśli szukasz czegoś niezobowiązującego, przeszkoda może być głównie w twojej głowie.

Nie jestem mistrzem podrywu, ale zazwyczaj kontekstowe działały u mnie najlepiej. Np. w bibliotece zagadywalem niezobowiązująco o trzymaną książkę, albo w kinie studyjnym o filmy (według powyższej listy - z pogranicza day game i hobby). Jeśli widziałem reakcje pozytywną, zazwyczaj padało kolejne zdanie, a jeśli nie zawsze mogłem wrócić do zajęcia, które aktualnie wykonywałem. Ogólnie nie spotykałem się z kobietami, które były zainteresowane komplementem otwierającym dotyczącym urody - wydaje mi się to bardzo płytkie i wtórne .

1 polubienie

Według doświadczenia mojego i innych osób, nie ma “super tekstów”. Testowaliśmy bardzo różne rzeczy i nie udało nam się znaleźć tekstu który w zdecydowany sposób byłby lepszy od innych.

Ogólnie teksty nie są szczególnie istotne. A zbytnie skupianie się na nich może mieszać w głowie i szkodzić.

Dwóch facetów stosujących ten sam tekst będzie miało różne efekty.

Ale nawet ten sam facet stosujący określony tekst będzie miał różne reakcje…

Tak naprawdę początkowy tekst jest tylko drobnym elementem interakcji.

BTW Wiele złego robią trenerzy uwodzenia - którzy wmawiają ludziom, że mają “super teksty” - i tym samym, że w uwodzeniu chodzi o teksty. Mam na myśli marketing w stylu “na moim szkoleniu dowiesz się co powiedzieć do kobiety, żeby ona była Tobą zaintrygowana”. Oni opowiadają bzdury, bo na tym zarabiają. Oni tak naprawdę zajmują się bajerowaniem mężczyzn (klientów), a nie kobiet.

Reakcja zależy w bardzo dużym stopniu…od kobiety, a nie od Ciebie. Od tego jaka to jest kobieta i od tego co w danym momencie dzieje się w jej życiu.

Kobieta może być szczęśliwie zakochana i po prostu nie być zainteresowana innymi mężczyznami.

Kobieta może być samotna, a nawet frustrowana swoją samotnością. Może np. chłopak ją zdradzał i albo on ją zostawił, albo ona jego. Lub może jest w kiepskim związku w którym czuje się niedoceniana. I w takim przypadku może być bardzo otwarta na poznanie kogoś nowego.

Oprócz tego np. jedna kobieta z natury jest zdystansowana i “zimna”, a inna jest otwarta i kontaktowa. Jedna jest ogólnie “łatwa” - w sensie ma niski poziom oporów przed pójściem z kimś do łóżka i dla niej to nie jest żadna wielka sprawa, a inna ma ogromny poziom oporów, jest nadwrażliwa i dla niej podejście ze strony faceta to jest prawie że trauma.

Poza tym jednej kobiecie może bardziej odpowiadać Twój wygląd, a innej mniej.

Dlatego dobrze jest robić dużo podejść. Ponieważ w ten sposób docierasz ze swoim “produktem” do większej liczby potencjalnych “klientek”. I wystarczy mieć bardzo niewielki odsetek sukcesów, aby mieć w życiu wiele kobiet.

Mało kto w społeczności PUA o tym mówi, to jest swoiste “tabu”, ale większość PUA wcale nie jest dobra w uwodzeniu. Nie każdy ma do tego talent, inteligencję emocjonalną, etc. A tam trafiają w dużej mierze właśnie ludzie którzy nie mają do tego predyspozycji. Większość “odnoszących sukcesy” PUA po prostu robi dużo podejść. I jeżeli ktoś zalicza np. 1 kobietę na 100 podejść, albo na 1 na 200, to może się wydawać, że to jest super mało, ale praktyce wygląda to trochę inaczej…

W ciągu tygodnia ktoś może na luzie zrobić 10, 20 podejść, ale ktoś mocno zaangażowany może ich zrobić nawet z 50.

Odmowy są szybkie - to jest kilkanaście lub kilkadziesiąt sekund, rzadziej kilka minut.

W klubie - gdzie kobiety są skupione na małej przestrzeni, można spokojnie zrobić 5-10 podejść w ciągu godziny. (O ILE ktoś nie marnuje czasu i nie stoi jak idiota czekając nie wiadomo na co.)

Na Day Game dochodzi element “biegania” za laskami i powiedzmy to będą 2-3 godziny, a nie 1. Ale Day Game można również robić “przy okazji” prowadząc normalne codzienne życie.

Można np. wyjść 2 razy w tygodniu na Day Game - w sobotę i niedzielę, 2 x 3 godziny. Moim zdaniem to jest do udźwignięcia czasowo dla większości ludzi.

Przy 20 podejściach na tydzień i skuteczności 1 na 200, zdobycie jednej nowej kobiety wymaga 10 tygodni, czyli 2.5 miesiąca… Co daje około nowe 4 kobiety na rok… Na 10 lat to będzie (ponad) 40 kobiet. Czyli zdecydowanie więcej niż większość mężczyzn ma w ciągu całego życia.

BTW Ponieważ w PUA z reguły nie podchodzi się do brzydkich kobiet, ale też tacy “mało utalentowani” PUA zazwyczaj nie mają zbyt ładnych kobiet, to chodzi tutaj zasadniczo o kobiety z zakresu 5-6/10.

Na to można różnie patrzeć - w samym PUA to jest wstydliwy temat tabu. Bo miały być piękne kobiety na lewo i prawo, a jest “orka” dająca od czasu do czasu jakąś 5-6/10. Ale też prawda jest taka, że gdyby nie podchodzenie, to ci ludzie nie mieliby tylu kobiet. A podobną lub większą ilość czasu tygodniowo wielu facetów poświęca na kompletnie bezproduktywne przeglądanie internetu.

Oczywiście można też mieć lepsze, dużo lepsze efekty. Ale to nie bierze się z tego, że te lepsze osoby znają lepsze teksty którymi nie chcą się podzielić z tymi słabszymi. To bierze się z tego jakie to są osoby - z lepszym wyglądem, inteligencją emocjonalną, charyzmą, etc.

Są uwodziciele średniej klasy ze skutecznością kilka procent… Zrobią trochę podejść i przygruchają sobie nową laskę np. raz na tydzień, albo raz na 2 tygodnie.

Uwodziciele wysokiej klasy mają skuteczność na poziomie 10% lub więcej. Czyli są w stanie znaleźć sobie nową kobietę przy maksymalnie 10 podejściach - czyli w 1 dzień jeżeli się trochę postarają.

Ok, to się robi długie, a musze zaraz wychodzić…

Jeżeli jesteś niedoświadczony, to raczej doradzam indirect i pytania typu “Który pub w okolicy jest najlepszy?”. A potem np. “a jaki jest w nim klimat?”. Chodzi o to, abyś w łagodny sposób zdobył doświadczenie w rozmawianiu z nieznajomymi kobietami do których właśnie podszedłeś.

Na początek polecam też misję Svengali, od której sam kiedyś zaczynałem. :grin: Po prostu mówisz “Cześć” do nieznajomych kobiet. Nawiązujesz kontakt wzrokowy, uśmiechasz się i mówisz “Cześć” - nawet nie musisz z nimi rozmawiać.

Nie. :slightly_smiling_face:

To zależy od kontekstu i tego jak to ogólnie wygląda. Może być nawet tak, że kobieta odbierze komplement jako zniżenie się do jej poziomu ze strony mężczyzny na wyższym poziomie. Czyli taki “awans” dla niej. Takie “ojej, TAKI facet się mną zainteresował, hi hi hi”.

To też działa, jeżeli jest dobrze zrobione i jeżeli całość sytuacji temu sprzyja.

James to średnia półka i jego film też jest średni.

Ogólnie odradzam słuchanie Jamesa - to co on ogólnie mówi nie jest 100% złe, ale też niekiedy mówi głupoty. Jego książka robi za pośmiewisko w kręgach bardziej kompetentnych PUA (którzy poszli w bajerowanie kobiet, a nie klientów).

Śmieszne jest też to nagranie jego współpracownika z randki. Gość spartolił randkę, a potem napisał na grupie FB, że to była jej wina i ona rzekomo była taka straszna. Gdy tak naprawdę ona była inteligentna, obyta i miła, a on zachowywał się jak nieobyty leszcz z kompleksami. I tacy ludzie nauczają uwodzenia… :face_with_spiral_eyes:

Dokładnie.

Karma wraca. :rofl:

Ja też. W sytuacji w której moja partnerka organizuje mi seks z jej koleżankami, a oni o tym wiedzą. :roll_eyes: Doprawdy nie wiem co VD miałaby jeszcze zrobić, żeby było “ok” względem redpillowych “mędrców”. :man_facepalming:t2:

Dokładnie - gdyby to dało się wykrystalizować, to już dawno zostałoby wykrystalizowane. Nie zostało, ponieważ nie da się tego zrobić.

5 polubień

To akurat rozumiem. Też mi się wydaje, że komplementy dotyczące wyglądu ogólnie są słabe. Durny z definicji smalltalk ma jednak granice swojej durnoty ( tak jak kobieta ma lustro)

Najlepszy podryw w życiu, który wspominam z ogromnym sentymentem, spotkał mnie w pracy. Jakiś swój projekt robiłam, wkładałam w niego całe serce pamiętam. I pewiem mężczyzna tak z wielkim zainteresowaniem obserwował mnie i to co robię. Nie komentował, nie wymądrzał się, widać było, że jest autentycznie zainteresowany. A potem powiedział : “ Jeżeli coś wymyślisz, jakieś specjalne narzędzie potrzebne do pracy, to ja ci je zrobię “. Jak mnie to wtedy ruszyło pamiętam. Upiekł trzy pieczenie na jednym ogniu - zainteresował się moim światem, nie podlizywał się tanimi tekstami i zaoferował swoją cenną pomoc. Nie chciał robić niczego za mnie, nie chciał mnie wyręczać, nie uprawiał wazeliniarstwa, ale był gotowy przyczynić się do mojego sukcesu. No i potem wiele się miedzy nami działo… :wink:

Najgorszy podryw, też w pracy - gdy nikt nie widzi - czekoladki przyklejane do moich samochodowych wycieraczek, chociaż wszyscy w firmie wiedzą, że nie jem słodyczy. Najgorsze, że potem ten mężczyzna chciał się wbijać do mnie na chatę, bo tyle przecież zainwestował, wiec uznał, że należy mu się wdzięczność.

2 polubienia

Napisałem poprzedni post aby coś poradzić koledze @Jesse_James . A wyszło, że się “zaprezentowałem” łącznie z “rekreacją”. Prawda jest taka, że jak się ten kondensat doświadczeń rozciągnie na przestrzeń roku lub dwóch to częstotliwość tych okazji poznania kogoś jest faktycznie niewielka. Ale chyba ostatnio uwierzyłem we własną propagandę…

Normalnie po latach kiszenia się w domu i nienawiązywania kontaktów ostatnio zwracam się do ludzi (kobiet) tak, żeby zwyczajnie było miło, bez spiny itp. i dzieje się…

Robię zakupy w Biedronce i pani przy kasie dwoi się i troi żeby obsłużyć kogoś przede mną i interweniować w kasach automatycznych bo ma 30 sek. na reakcję. Pytam się - co się stanie jeśli nie zdąży w 30 sek. - pogadanka u kierownictwa. Więc wywiązuje się rozmowa… dostaję porady co mogę sobie jeszcze dobrać bo pewne rzeczy drugie są gratis. Wystarczyło się pochylić nad niedolą tej pracy i mogę rozmową pokierować z dużą dowolnością… Widzę podatny grunt… Zaznaczam, że na prowincji w Biedronce mają minimum licencjat (to nie żart).

Po zajęciach odbieram dzieci i zaczepia mnie znajoma E (tak, ta którą moja żona straszy) nie wypada ją zbyć. Sprzedaje mi swoją opowieść, która jest właściwie o mnie, tylko sprzed kilku lat gdy mnie nie znała. Jest to tak absurdalne, że rozbawia mnie to niemal do łez. Wprasza się z wizytą. W domu syn donosi - tata znowu rozmawiał z panią E.

Jakaś pani J organizuje wycieczkę do parku wodnego. Dzwonię do niej aby podać dane dzieci do ubezpieczenia. Poznajemy się przed autobusem. Po fakcie dziękuję jej za trud organizacyjny. Pisze do mnie SMSy, zaprasza na kręgle…

To są ostatnie 3 dni. Strach gdzieś wychodzić. Niczego nie ukrywam, a w domu atmosfera i tak gęstnieje. Dla zdrowia psychicznego nie mogę unikać ludzi. Po swoich problemach w małżeństwie mógłbym popaść w redpilową narrację, że wszystkie kobiety są złe a tak nie jest.

2 polubienia

@Hodowca dzięki brachu za super wpis!!!

1 polubienie

Gdy znajdę wolny czas, coś Ci napiszę, niemniej … potrzebuję trochę ponad tygodnia wolnego od forum.

Aż mi się przypomniało, wybaczcie :)) :

2 polubienia

Oczywiście wyżej zwracałam się do Ciebie, @Jesse_James , nie zaznaczyło m poprawnie. :slight_smile:

1 polubienie