Gdzie poznajecie kobiety?

@Hodowca , dziękuję za szczegółowy opis swoich stosunków z ojcem. Przykro mi, że musiałeś tego doświadczyć, że zmieniło Cię to, że odcisnęło piętno na Twojej tkance emocjonalnej.

Nie było mnie tu kawalątek czasu. Stan na dziś, 14.03.2026: wyrażenie -

wifey material kojarzy mi się jedynie tak:

.. I na tym chyba postawię kropkę na teraz.

Ps. zayebista grafika wyszła temu czatowidzipiti!

Pozdro!

Zaraz, zaraz… nie przeprowadzajmy wymuszonej mastektomii pani:

Teraz znacznie bardziej pasuje do mnie! No prawie, jak ja, kurła.

;))

1 polubienie

Miałem nadzieję, że napiszesz coś więcej, jakąś bardziej rozbudowaną opinię, przemyślenia… Myślałem, że lubisz takie psychologiczne tematy i że będzie to dla Ciebie ciekawa lektura.

Np. ta dynamika “narcystyczny ojciec vs psychopatyczne dziecko”. I kwestia tego na ile psychopatia była wrodzona, a na ile rozwinięta - moim zdaniem jedno i drugie. Podobno dosłownie od niemowlaka początku byłem despotycznym, gniewnym dzieckiem, więc pewnie było to częściowo wrodzone, ale też jestem przekonany, że dzieciństwo z narcystycznym ojcem, stykanie się z przemocą dodatkowo stymulowało, rozwijało cechy psychopatyczne.

I to, że pomimo moim zdaniem jaskrawej różnicy narcyzm vs psychopatia, z pewnym dyskomfortem zauważam podobieństwa co do historii życia mojej i ojca - sypianie z wieloma kobietami, pomiatanie kobietami, dużo młodsze partnerki… BTW W tej sferze życia nie uczyłem się bezpośrednio od ojca, przez słaby kontakt. Mam przez to wrażenie, że to może być kwestia genów.

Hmmmm, a może Ciebie interesuje psychologia tylko w sensie “miękkiego”, bardziej nerwicowego lub depresyjnego kierunku, a nie w sensie bardziej “agresywnych” rzeczy jak psychopatia i narcyzm?

Albo po prostu jesteś zajęta i nie masz czasu. :slightly_smiling_face:

Postrzegasz siebie jako osła? :slightly_smiling_face: O co w tym chodzi? Masz w życiu problemy z naiwnością?

Ja przez “świetny materiał na żonę” nie miałem na myśli niczego złego - chodziło o dobry, porządny charakter. Nie o naiwność.

Kim w zasadzie chciałabyś być w życiu, jeżeli nie materiałem na żonę - jakiegoś rodzaju rozrabiarą? :wink:

Część, @Hodowca ! Nie przeczę, że ciekawie mi się czytało. Nie lubię ostatnio silić się na opinie. Planowałam rzeczywiście bardziej przestrzenną odpowiedź, niemniej:

Masz mne. No, dużo się u mnie na strychu dzieje. Przepraszam, że najpierw sama zatargałam Cię za rękaw do opisu dzieciństwa, a słabe to moje ustosunkowanie się. Czuję się, jak “nieprzygotowana” :)) .

W ostatnim czasie bardziej relacje. Psychopatię [razem z true crime’m, sylwetkami morderców, profilami psychologicznymi znanych przestępców, typu Kaczyński, Bundy, Ramirez] zgłębiałam pasjami w przeszłości - nie potrafię wskazać punktowo chwili, w której temat się naturalnie przejadł. Zaś narcyzm mi się najzwyczajniej znudził. To sztuczne bojkotowanie narcyzmu w mediach społecznościowych i nawykowe mylenie klinicznego narcyzmu z socjopatią w definicji opisowej, to nadawanie łatek narcyzmu postaciom z filmów w sposób tak komicznie chaotyczny, to hologramowanie narcyzmu wszędzie i na wszystko.. Dla mnie ci ludzie, którzy tłoczą się wobec wszelkich dostępnych i ciągle masowo produkowanych filmów na yt o rzekomym narcyzmie mają więcej tej inklinacji w sobie, obawiam się, niż reszta wokół. Zapanowała jakaś zbiorowa histeria i polowanie na czarownice. Masa celebryckich kołczów i psychoterapeutów napędziła sobie na tym feedzie biznesy.

Jakoś ostatnio kompletnie nie interesują mnie życia wyświechtanych nazwisk [znani antysocjalni, celebrytami nigdy się nie jarałam], prócz mojego własnego - wydaje mi się, że czuję na sobie ciężar odholowania się ze strony zachodzącego słońca [ ;DDDD ] w bardziej optymistyczne miejsca - choćby z czystej przekory. Jak nadmieniłam wcześniej - przeżyłam depresję, byłam pewna, że z niej nie wyjdę. Nic mnie bardziej nie motywuje obecnie, niż buńczuczne sprawdzenie, ile jestem w stanie wyszarpać z terapii. Mam pewną traumę na koncie i byłabym absolutnie delightful, gdyby pewne somatyzacje zechciały mnie łaskawie opuścić [zapraszam wyp..lać].

Przemoc znam z praktyki zawodowej na studiach choćby, ale jakoś nie chcę o niej pisać dziś.

Może zdobędę się jeszcze na pełniejsze odniesienie do Twojego postu.

O, to, to. A tak na serio - nie mam problemów z nieufnością, asertywnością wobec obcych sobie ludzi, ale kiedy wjeżdża mi uczucie, coś się zmienia. Martwię się czasem o siebie. Jak powiedział Robert D. Hare [silna parafraza], ludzie nie padają ofiarami własnej naiwności, ale właściwości mózgu homo sapiens, który trochę odwrotnie mirroruje teorię umysłu innych - mianowicie mamy zupełnie nieświadomą tendencję do przypisywania innym naszych jakości psychicznych - ludzie, którzy prawie nie kłamią, często mogą się burzyć, że fenomen sprzedawania nieprawdy, manipulacji informacyjnej istnieje, a potem, gdy przychodzi co do czego, dają się oszukać w najbardziej dziecinny sposób.

… Tym akcentem - tak globalnie, syntetycznie: ja nie zawsze myślę rychło w czas: czy ktoś Cię kocha, tak jak ty jego? Czy jest tak lojalny, jak ty wobec niego? Na pewno? A ty, postąpiłabyś w ten sam sposób? Przetestujmy zatem twoje poglądy, collect your data, co my tu mamy na warsztacie… [Nie chodzi o to, żeby na kimś wieszać psy, że czuje mniej, tylko dobrze jest wiedzieć, na jakiej konkretnie glebie ma wyrosnąć dana relacja, bez ciskania się w romantyzm. Umiejętność orientowania się, dostrojenie, podejmowanie decyzji w oparciu o trzeźwą analizę. Byłam i jestem kochana. I sama potrafię kochać bez zaduszenia, zwisania komuś u szyi. Czułe, wrażliwe jednostki muszą po prostu dobrze wiedzieć, na co się piszą, są zbyt delikatne.]

I mówię to jako kobieta, która nigdy nie wybrałaby bad boy’a, no bo, kurczę, mnie nie fascynują. Wykładam się raczej na szczegółach. Wychowano mnie wśród samych małżeństw, z pewnością otrzymałam bogaty materiał do formowania.

Wiem, tyle, że jedno jest z drugim powiązane. Wpadło mi w internetowe łapki jakieś zestawienie screenów wiadomości, profili itp. facetów, którzy wprost piszą, że mają w domu żonę, dzieci, ułożone, stabilne życie, którego nie chcą naruszać, są szczęśliwi, poszukują odmiany. Ja myślę, że sporo jest w tych historiach wifey materials. I że za plecami wifey materials dużo się czasem dzieje.

Na razie tyle :slight_smile: Zmykam potańczyć, zjeść dobrze i kąpiel&przyjemności. :slight_smile:

1 polubienie

@zodiac Wiem, że pewnie nie będziesz miała czasu odpisać, ale napiszę. :slightly_smiling_face:

Przejadłem się @zodiac :sob: Moje życie nie ma sensu. :sob:

Ja zawsze czułem, że jest we mnie coś podobnego do seryjnych morderców i że byłbym w stanie robić takie rzeczy. To znaczy zawsze czułem, że mógłbym mordować ludzi - na luzie, w dobrym nastroju i byłoby to dla mnie przyjemne. Ale jednocześnie nie pociąga mnie to zbyt silnie i nie uważam, aby było to coś właściwego. (Ani nie mam ochoty na pójście do więzienia.)

BTW To nie ma charakteru dramatycznego zmagania się dobra ze złem, walki z samym sobą, etc etc. Ja czuję się z tym komfortowo, całkowicie stabilnie i uważam to za coś zabawnego.

Niektórzy ludzie to we mnie wyczuwają, inni nie. W nielicznych, skrajnych przypadkach wygląda to tak, że ktoś się mnie instynktownie boi, czuje na poziomie emocji zagrożenie życia z powodu samej mojej obecności. Ale większość ludzi odbiera mnie jako kogoś fajnego i sympatycznego. :slightly_smiling_face:

Wiele kobiet leci na moje cechy psychopatyczne. Ja jestem przystojny i oczywiście robi swoje, ale moje powodzenie przewyższa mój wygląd i czasami bywa absurdalne. Według badań kobiety odbierają mężczyzn z cechami mrocznej triady jako bardziej atrakcyjnych i w moim przypadku bardzo wyraźnie to widać. Ja sam widzę, że inni mężczyźni w porównaniu ze mną sprawiają wrażenie jakichś…emocjonalnie rozmemłanych, przewrażliwionych, frajerskich, wykastrowanych, bez “pazura”, czy jakby tego nie nazwać.

Ogólnie moje doświadczenia jako “użytkownika” cech psychopatycznych są zdecydowanie pozytywne. Rozumiem to, że pełna psychopatia rozwala życie, ale moja umiarkowana “częściowa psychopatia” to zdecydowanie atut, a nie problem. Kiedyś, szczególnie w dzieciństwie miałem problemy z wyobcowaniem, bo nadawałem na trochę innych falach niż rówieśnicy, ale potem nauczyłem się żyć na moich własnych zasadach i zadawać z ludźmi podobnymi do mnie.

BTW Jeszcze taka ciekawostka - zauważyłem, że szczególnie na forach internetowych, niektórzy mężczyźni o powiedzmy “delikatniejszej” konstrukcji psychicznej - neurotyczni, nerwicowi, narcystyczni, etc, postrzegają mnie przez szablon samych siebie i przypisują mi emocje, intencje, schematy działania nie mające nic wspólnego z tym jaki naprawdę jestem. I tak jakby próbowali ze mną rywalizować na…siłę psychiczną, “męskość” lub coś w tym rodzaju. Tyczy się to szczególnie osób które wierzą w tego lub innego rodzaju pracę nad sobą, jakąś “drogę do pokonania”. Osób które wierzą, że ogarnięta psychika to “sprawiedliwa nagroda” za włożoną pracę. Oni chyba mają problem z zaakceptowaniem tego, że ja z moimi cechami psychopatycznymi i bardzo niskim neurotyzmem, jestem z natury silniejszy psychicznie, bardziej stabilny od nich i żadna ilość psychoterapii, medytacji, samorozwoju, ani studiowania Red Pill tego nie zmieni.

Nie śledzę za bardzo mediów społecznościowych, ale faktycznie mnóstwo ludzi myli narcyzm kliniczny ze zwyczajnym poczuciem wyższości, egoizmem czy socjopatią/psychopatią.

Mnie zdarzyło się na forach, że niektórzy rzekomi “znawcy” psychologii dopatrzyli się u mnie narcyzmu… Gdy ja zdecydowanie nie mam kruchego narcystycznego ego - mam twarde ego psychopatyczne. BTW Ilu narcyzów przyznaje się otwarcie do cech socjopatycznych/psychopatycznych? :man_facepalming:t2:

Natomiast niezależnie od zjawiska debilnego przyklejania etykietki “narcyzm” do wszystkiego co się komuś nie podoba, to w dalszym ciągu istnieją przypadki faktycznego narcyzmu. I to nie tylko tego “klasycznego” wielkościowego, ale również przypadki o wiele bardziej podstępnego narcyzmu typu “covert”. Wiele rzekomo wrażliwych, uduchowionych, “rozumiejących więcej” osób, zajmujących się samorozwojem, psychologią, etc, to narcyzi typu “covert”.

Coaching przyciąga mnóstwo cwaniaków, którzy chcą zarobić na udawaniu, że mają jakąś wyjątkową wiedzę - to jest wręcz wymarzone zajęcie dla narcyza i dlatego jestem przekonany, że średni poziom narcyzmu w tym środowisku jest o wiele wyższy od średniej dla całego społeczeństwa.

Współczuję. :slightly_frowning_face:

Współczuję. :slightly_frowning_face: Zapytałbym się co się stało, ale nie wiem czy to jest dobry pomysł.

Co do somatyzacji, to znam kilka metod które być może mogłyby pomóc.

Jedną jest “skanowanie ciała” uwagą i odczuwanie emocji “zlokalizowanych” w danym miejscu ciała - ludziom często się wydaje, że to jest “zbyt proste aby mogło działać”, to ale po pierwsze to wcale nie jest takie proste - właściwe zagłębienie się w technikę to żmudna i niewdzięczna sprawa, a po drugie potrafi dawać naprawdę dobre efekty. (Tylko musi być żmudnie, regularnie praktykowane.)

Oprócz tego mogłabyś spróbować akupunktury. Przy czym słaby akupunkturzysta nakłuje tylko punkt Yintang - co jest dobrym pomysłem, ale oprócz tego przydałyby się punkty bardziej dostosowane do natury konkretnego przypadku. Jeżeli np. trauma polegała na silnym strachu, to pewnie problem “utkwił” między innymi w meridianie nerek i/lub w meridianie pęcherza moczowego i trzeba go stamtąd usunąć.

Jest i trzecia metoda, ale nie chcę jej omawiać publicznie. Nie jest to nic drastycznego - po prostu jest to rzadka metoda i nie chciałbym o niej mówić publicznie. Możemy o niej porozmawiać kanałami prywatnymi.

To prawda z tą nieświadomą tendencją do przypisywania innym naszych cech psychicznych.

I moim zdaniem bardzo dobrze, że martwisz się o siebie - relacje damsko-męskie niestety potrafią być polem minowym i ostrożność jest dobrym pomysłem.

Rozumiem. Moim zdaniem to jest niebezpieczna tendencja i dobrze, że jesteś tego świadoma.

Ja Ciebie nie fascynuję? :sob: Moje życie nie ma sensu. :sob:

A tak na poważnie, to problem nie tyczy się tylko bad boy’ów. Kobieta może źle trafić wybierając drobnego, żałosnego egoistę, narcyza “covert”, kogoś nieodpowiedzialnego, etc etc. Tak więc to, że nie lecisz na badboyów (och dlaczego nie? :sob:) nie zmienia tego, że i tak powinnaś być ostrożna i rozważna.

Ok, ale czy myślisz, że nie ma wielu historii typu “moja żona NIE JEST wife material i mam jej serdercznie dosyć, to jest wredna suka, moja kochanka rozumie mnie lepiej i jest dla mnie milsza”?

I też nie rozumiem tego jaką alternatywę dla siebie widzisz - jeżeli nie chcesz być “wife material”, to kim chcesz być?

Ciekawi mnie też jaki “target”, jaki rynek docelowy dla siebie widzisz.

Moim zdaniem jeżeli połączysz “wife material” z inteligencją (którą posiadasz) i z przykładaniem się do seksu, to poukładany, nieporąbany facet powinien być autentycznie zadowolony.

Kurczę, ja mam cechy psychopatyczne, a wypadam tutaj jak obrońca tradycyjnych wartości. :slightly_smiling_face: A Ty jak rebeliantka buntująca się przeciwko tradycyjnym wartościom.

Moim zdaniem kluczowe jest to, aby dobrego produktu (“wife material”) nie zmarnować na jakiegoś cwaniaczka, egoistę, zaburzanka, etc, który tego nie doceni.

Zachowaj tego typu tematy dla siebie, następne posty o tym traktujące będą usuwane.

1 polubienie