Siema, rozmawiałem z chatem gpt o męskiej ramie, zebrał mi moje przemyślania do kupy,wklejam, bo warto o tym rozmawiać w męskich gronach.
Widzę, jak wielu facetów wciąż tego nie rozumie. Szukają porad, technik, tekstów na podryw, a potem płaczą, że „to nie działa”. Nie działa, bo nie masz RAMY. Męska rama to nie jest sztuczka ani poza. To sposób istnienia. Albo ją masz, albo jesteś reaktywnym NPC w cudzej narracji.
Męska rama to wewnętrzny kręgosłup. To świadomość, że twoje życie ma kierunek niezależny od kobiecych emocji, społecznych oczekiwań i presji otoczenia. To decyzja, że to TY jesteś centrum swojego świata – nie ona, nie społeczeństwo, nie „jak to będzie odebrane”.
Facet bez ramy reaguje. Facet z ramą – prowadzi.
Na czym polega rama w praktyce?
Po pierwsze: niewzruszoność emocjonalna. Kobiece emocje są zmienne jak pogoda. Testy, prowokacje, dramaty – to wszystko jest naturalne. Rama polega na tym, że nie dajesz się wciągać. Nie tłumaczysz się. Nie usprawiedliwiasz. Nie próbujesz „naprawiać” jej nastroju kosztem siebie. Jesteś spokojny, ugruntowany, obecny. Ona się dostraja – albo odpada.
Po drugie: brak potrzeby aprobaty. Kiedy mężczyzna szuka akceptacji, oddaje władzę. Rama oznacza, że twoja wartość nie zależy od czyjejkolwiek opinii. Nie pytasz, czy możesz. Informujesz, co robisz. Jeśli komuś to nie pasuje – drzwi są tam.
Po trzecie: priorytet własnej misji. Kobieta nigdy nie może być celem samym w sobie. Ona może dołączyć do twojej drogi, ale nigdy jej nie wyznacza. Trening, praca, rozwój, pieniądz, kompetencje – to jest baza. Relacje są dodatkiem, nie sensem istnienia.
Dlaczego kobiety testują ramę?
Bo natura sprawdza. Kobieta instynktownie bada, czy mężczyzna się złamie pod presją. Czy zmieni zdanie, gdy podniesie głos. Czy porzuci swoje granice, gdy pojawi się groźba odejścia. Każdy test, którego nie zdasz, obniża twój status.
I nie – nie chodzi o bycie zimnym dupkiem. Chodzi o spójność. O to, że twoje „tak” znaczy „tak”, a „nie” znaczy „nie”. Bez negocjacji. Bez emocjonalnej paniki.
Największe kłamstwo, jakie sprzedaje system
Że „prawdziwy mężczyzna” ma się dostosować. Być elastyczny. Empatyczny do bólu. Przepraszać za swoją siłę. To kastracja w białych rękawiczkach. Rama to odmowa udziału w tej grze.
Świat nie szanuje mężczyzn, którzy się tłumaczą. Świat szanuje tych, którzy stoją prosto – nawet jeśli są niewygodni.
Rama nie jest dla każdego
Większość facetów jej nie udźwignie. Bo łatwiej jest być miłym, przewidywalnym i akceptowalnym. Rama kosztuje. Samotność. Niezrozumienie. Odrzucenie przez słabszych.
Ale daje coś w zamian: spokój, szacunek i realny wybór.
Jeśli czujesz, że musisz ją „udawać” – jeszcze jej nie masz. Rama rodzi się z pracy nad sobą, z konsekwencji i z gotowości do straty.
Ja zgadzam się co do tego, że nastawienie psychiczne ma ogromne znaczenie i że należy być centrum swojego świata - a nie kobieta i nie społeczeństwo, nie “co ludzie powiedzą”.
I zgadzam się, że to nie może być sztuczka ani poza - to musi być coś prawdziwego. Inaczej “nie działa”.
Natomiast nie zgadzam się co do niewzruszoności emocjonalnej. Ja jestem emocjonalny, w niektorych sytuacjach drażliwy i wybuchowy. Nieraz robiłem kobietom awantury - częściej niż one mi. Usłyszałem od niektórych kobiet, że czasami się mnie boją. Nigdy nie miałem z tego powodu problemów i moim zdaniem wychodzę na tym zdecydowanie na plusie. Tylko u mnie to nie jest “bezpieczne” wzburzenie urażonego grzecznego chłopca, a pozbawiony hamulców gniew, agresja hierarchiczna dominującego socjopaty, “psychola”, tyrana. Czyli taki powiedzmy “efekt badboya”.
Mnie dziwi ten internetowy trend według którego mężczyzna powinien być niewzruszony. Nie widzę czegoś takiego w realnym życiu i mam wrażenie, że to jest wymysł teoretyków. Z tego co zauważyłem, to mężczyźni mający realną władzę w relacjach z kobietami to raczej typ tyranów, psycholi, badboyów, etc.
Może to jest tak, że jeżeli ktoś nie ma w sobie autentycznej agresji, dominacji, to niewzruszoność działa mu lepiej niż okazywanie bycia zranionym przez spokojnego faceta - i stąd ten trend wychwalania niewzruszoności.
Natomiast dla mnie klimaty typu “czasami się ciebie boję” są na swój sposób…fajne, tak jakby od razu wprowadzające właściwą hierarchię i atmosferę erotyczną.
Nie zgadzam się. Jest pewna zmienność, czasami zdarzają się “odloty emocjonalne”, ale tak ogólnie nie ma co przesadzać z tą zmiennością.
Zdecydowanie większość facetów to psychiczne lamusy.
Natomiast czy łatwiej jest być miłym, przewidywalnym i akceptowalnym? To zależy. I od wrodzonego charakteru i od tego, ile ktoś dostrzega. Mnie byłoby ciężko wejść w sposób myślenia “beta niewolnika”, odrzuca mnie od tego. Mam o wiele fajniejsze życie jako “socjopata” i w ogóle mnie nie ciągnie do świata “normalnych mężczyzn”.
Czy “rama” kosztuje, wywołuje niezrozumienie? Wywołuje niezrozumienie u normalsów. Za to wywołuje ZROZUMIENIE u “nie-normalsów”. Na dłuższą metę to sie kończy tak, że ma się grupkę podobnych do siebie kolegów “socjopatów” i jest bardzo fajnie. I oczywiście - to daje zyski w relacjach z kobietami. Więc trudno mówić o prawdziwej samotności. Raczej jest to osamotnienie i izolacja względem większości społeczeństwa, rodziny, dawnych znajomych.
Wydaje mi się z tego jak o tym piszesz, że jeszcze nie opanowałeś tej sfery życia i raczej jesteś na etapie rozmyślań, analizy, etc. Jeżeli dobrze odbieram to co piszesz, to jest to o tyle trudna sytuacja, że na tę chwilę nie jesteś w pełni częścią ani jednego, ani drugiego świata i na dobrą sprawę nie masz “prawdziwie swojej” grupy. To znaczy nie rozumiesz już się z normalsami, ale też chyba jeszcze nie masz zbudowanej paczki kolegów którzy w praktyce realizują “niepoprawny politycznie” model życia? (internetowe analizowanie i dyskutowanie to nie jest to samo)
Wiele się zmienia gdy ktoś pozna:
1- Odpowiednich kolegów.
2- Odpowiednie kobiety.
Trudny jest “okres przejściowy”, gdy ktoś już nie pasuje do starych znajomych, a jeszcze nie ma nowych. I oczywiście gdy sam ma jeszcze nie do końca przepracowane, nie do końca opanowane pewne kwestie. Potem jest już bardzo miło i wygodnie.
@Hodowca to jest podstawowa psychologia ewolucyjna, tu nie ma o czym dyskutować. Kobiety zawsze lecą na samca alfa, a reszta to bety do wykorzystania. 80/20 działa zawsze – 20% facetów bierze 80% kobiet, reszta może sobie pisać eseje.
Shittesty są po to, żeby odsiać bety. Jak facet reaguje spokojnie i „dojrzale”, to test oblał. Jak eskaluje, pokazuje gniew i dominację – test zdany. Kobiety nie szanują facetów, którzy nie wzbudzają strachu.
Ta cała niewzruszoność to efekt betatyzacji przez system. Facet został wychowany, żeby nie być męski, więc udaje mnicha, bo nie ma agresji. Prawdziwy alfa nie musi być spokojny, bo i tak ma władzę.
Kobiety nie wiedzą, czego chcą i nie są zdolne do prawdziwej miłości – kochają tylko status i emocje. Dlatego tyrani, psychole i badboye zawsze wygrywają. To biologia, nie opinia.
Normalsi będą mówić, że to „toksyczne”, bo sami są słabi. System potrzebuje bet, nie alf. Alfa idzie swoją drogą i bierze to, co chce.
Albo jesteś alfa i trzymasz ramę,
albo jesteś betą i jesteś testowany całe życie.
NIe zgadzam sie z tym stwierdzeniem. Bo to co tu piszesz to ewidentnie pokazuje reaktywność i słabość. Zresztą sobie sam trochę zaprzeczasz porównując do tego co pisałeś w pierwszym poście.
Gniew i agresja przyciąga odpowiedni typ kobiet, takie z jakimi nie chce mieć wiele do czynienia. Spokój i opanowanie i powściągliwość to wartości świadomej osoby. Nie znaczy że robisz wbrew sobie, wręcz przeciwnie. Wiesz kim jesteś i wiesz czego chcesz. To wg mnie jest ta rama mityczna. Nie to co masz, ale kim jesteś. Pełny, autentyczny, kimś kto nie musi nikomu niczemu udowadniać. Ugruntowany w sobie i rzeczywistości.
Zależy jakie kobiety i jakie emocje. Dlaczego tzw badboye wygrywają, bo na drugiej stronie stoją mili faceci, goscie z ukrytymi kontraktami. Jest jeszcze coś pomiędzy. Facet ugruntowany w sobie. Oferujący bezpieczeństwo fizyczne, emocjonalne i coż - materialne. Działający wg wewnętrznych zasad i struktury. Nie zapomnijmy o polaryzacji. Starożytne Yin i Yang, Shiva i Shakti, swiadomość i energia. Męski biegun (niekoniecznie mężczyzna biologiczny) wnosi spokój, strukturę, ugruntowanie, kierunek. Kobiecy, wnosi przepływ, emocję, kreatywność, intensywność, zmienność. Męskość trzyma przestrzeń, kobiecość ją wypełnia. Męskość tworzy kontener pozwalający na ekspresje kobiecości. To nie znaczy, że można być nudnym. Trzeba mieć własne życie i swoją przestrzeń i czuć się bezpiecznie samemu ze sobą. Jeżeli mimo wszystko kobieta robi dramy i znaczy istnieje napięcie, ktore jest toksyczne. Wtedy pojawia się: walka o władzę, dramat, przyciąganie oparte na ranach.
Zdrowa polaryzacja to dynamiczne napięcie bez przemocy. Ogień, który ogrzeje, a nie spali cały dom.
Wszyscy reagujemy. Niektórzy jeszcze czasem odpowiadają. Zasobem jest znać różnicę.
A potem cyk na materiały o męskich samobójach [albo łapu capu na linę, bo coś finalnie przelało] i “Mistrzu, dzięki za publikację, mordo, tylko ty o tym mówisz!”.
Nie. Rekomenduję oznaczenie poziomu hormonów, zwłaszcza płciowych w różnych epizodach cyklu miesięcznego, paniom, których dotyczy powyższy problem. I rozważenie redukcji stresorów, potrzeby wdrożenia wsparcia psychologicznego etc. Niemniej, nie ukrywam, że nie jest mi szczególnie trudno dostrzec, skąd biorą się poglądy:
.. dla wariatek.
Zacznijmy zatem od początku, z perspektywy kobiety zorientowanej na wartościowych, samoświadomych, zintegrowanych, odpowiedzialnych, ludzkich mężczyzn.
Pewien mężczyzna, który jest dla mnie Ważnym Człowiekiem, podczas wspólnej rozmowy tłumaczył mi stanowisko w określonej sprawie, wynikające z trudności, jakie napotyka. W jakimś sensie usiłował mi nakreślić, usprawiedliwić, dlaczego tak, a nie inaczej postanowił zadziałać. Podczas wypowiedzi kilkukrotnie wzruszył się mimowolnie. Trudno mi wiernie opisać, jak przychylnie to odebrałam.. Właściwie, jest mi trudno o tym pisać, bo to jest tylko intymnie nasze.. Rzucam tu jednak ten zaledwie szkic sytuacji, bo być może to komuś pomoże pojąć, że kobiety są różne i nie istnieje jakiś bezwzględnie wiążący, sztywny behavioral code wraz z zestawem niewybaczalnych skuch. Dwa dni później rozmawialiśmy przez telefon i w pewnym momencie zdałam sobie sprawę, jak szalenie jestem podniecona, pomimo, że nie stymulowaliśmy się seksualnie. Według teorii poranionych chłopaków z manosfery - świstak zawija w sreberka.
Na dokładkę następna historia. Poznałam dobrze pewną dziewczynę, której mąż jest emocjonalnym wrażliwcem. Facet prezentuje pełną skalę emocjonalną, po której ślizga się niczym łyżwiarka figurowa. Jest roześmianym, empatycznym luzakiem, który czasem się wkurvia, czasem boi, czasem czuje winny. Nie udaje nirvany, nie gra stoika za parę zeta, a jego inteligencja emocjonalna osiągnęła tak genialny pułap zaawansowania, że nie zauważysz nawet, a on Cię pięć razy w rozmowie ogra. Jest z a y e b i s t y m partnerem do wspólnoty życiowej - z nim koegzystuje się po prostu produktywnie i przyjemnie. Wyśmienity materiał na ojca dzieciom. Mnóstwo razy ironicznie śmiałyśmy się z tego, ile kobiet podchodzi do koleżanki i ze skargą w głosie, bez pardonu, mówi: “Tak bardzo chciałabym mieć Twojego X…”. Sęk w tym, że pani żona chwyciła się pazurami i ani śni jej się odpuścić. Kurtyna.
Doskonale wiem, co mówię. Ten konkretny typ faceta, w jaki wpisuje się rzeczony mąż, jest zajęty już od liceum, względnie najpóźniej od czasów studenckich i jeżeli zmienia partnerkę, natychmiast wskakuje na jej miejsce kolejna panna z castingowej ławki rezerwowej. W zbiorze kobiet panuje niesamowity popyt na mężczyzn z wydatną inteligencją emocjonalną, deficytowych niestety.
Po cholerę? Z nudów? Doprawdy zachodzę w głowę, po co mam egzaminować mężczyznę, skoro, poznając się w całkiem ucywilizowany sposób, identyfikuję w nim wartości, jakie chcę pomnażać w swoim życiu? Jeżeli ich nie zlokalizuję, to nawet nie nawiążemy połączenia, zatem nie ma mowy o jakimś przeciąganiu liny, to literalnie eradykuje wszelkie ryzyko prób kształtowania mężczyzny na własny fason.
Z każdą kolejną sposobnością, by przeczytać coś podobnego wzmacnia się we mnie to wyobrażenie manosferczyka, który w swoich fantazjach kroczy z mieczem świetlnym Jedi w samotnej wędrówce, najeżonej przeszkodami. Nieustraszony śmiałek raz po raz napotyka na polu bojowym żeńskiego bossa, zaprogramowanego niechybnie uwarunkowaniami genetycznymi do nadwątlenia w najsiermiężniejszych próbach tytanicznej zbroi alfasigma. Nie ma litości, tfardym trzeba być, nie miętkim, dlatego w pokonywaniu kolejnych odcinków trasy nasz triumfator musi koniecznie nie lekceważyć kolejnych życiodajnych potions z dawek przypominających - rolki z onlyfansiarami to płynne złoto na drodze w rozkodowaniu strategii bossa - tylko oglądając odklejone panny z sołsziali na redpillowych kanałach zabezpieczysz tajemną wiedzę o babskiej zerojedynkowej psychice, niedostępną przerażonemu pozamainstreamową transmisją danych rodowi betasów. Remember!!!one
Tak. I my, kobiety wyczuwamy różnicę w pierwsze kilka minut od zapoznania za pomocą receptorów rozlokowanych wzdłuż skóry, których rozwój zanika w życiu płodowym w obecności chromosomu Y.
I jak dziewczyna, która pracuje nad sobą, jest na tyle mądra i pokorna wobec życia i własnych niedoskonałości charakteru, że bez problemu przeprasza w sytuacji pomyłki czy potknięcia, komunikuje się otwarcie, troszczy, by partner czuł się dobrze w jej towarzystwie - zyskuje w obecności typa, którego wyżej aksjomatycznie opisałeś? Po co rozgarniętej kobiecie taki buc? To jest najzabawniejszy komponent manosferowych wynurzeń - żalenie się, że nie ma zdrowych psychicznie kobiet, po czym frenetyczne modelowanie się na lep dla okolicznych świrusek. Dziewczyna, która Cię nie opuści przy zawirowaniach życiowych to ta, która potrafi tworzyć głęboką więź. Ta, która potrafi budować więź, będzie dążyła do silnej intymności emocjonalnej. Burak z opisu nie potrafi w bliskość = cykl spina się klamrą, a los przypieczętowuje. You attract what you are, not what you want.
Drżyj, brachu! Czyli w oparach opium o wielkości wprowadzamy tylnymi drzwiami wstyd i strach przed okazaniem się karygodnym betasem. Wyższa szkoła skuteczności! W zdrowych relacjach możesz pokazywać słabsze momenty i nie ulegasz degradacji. Możesz powiedzieć: “Czasem czuję się nikim i boję się, że mnie zostawisz” - a i tak nie zostaniesz odrzucony. Bo jesteś kochany. Ale to wymaga więzi - patrz wyżej.
I twoje poglądy zostały copy+paste od ziomali z internetowej piwnicy 1 do 1.
Aż mi się paktofonika przypomniała. Jeśli kopiuję, to tylko w punktach ksero. Gdy ktoś powiela kogoś, uważam go za zero.
Brzmi, jak wstęp do haiku [to jest aż tak kiepskie]. Binarne spojrzenie na rzeczywistość społeczną najczęściej dotyczy ludzi, których ta rzeczywistość w którymś epizodzie życiowym wypluła, a następnie uszczelnili mechanizmy obronne psychiki w odruchu amortyzującym ego. Każde radykalnie postawione na ostrzu stwierdzenie w wywodzie z powyższego postu przywodzi mi na myśl teksty na kobiecych profilach w apkach randkowych: “Tylko poważne oferty. Jeśli chcesz zabawy i seksu bez zobowiązań, nawet nie próbuj.”. Na pierwszy rzut oka wszystko jest z nimi w porządku, panie życzą sobie stałych długoterminowych relacji. Problem jest tylko taki, że pod tą powierzchowną fasadą wibruje sporo pretensji, smutku i strachu, którą panowie wyczuwają. Najwyraźniej nie mają ochoty brać udziału w konkurencji udowadniania, że nie są wielbłądem i ponosić odpowiedzialność za cudze, kiepskie decyzje. Wprost identycznie jest z kodeksem manosfery - wionie lękiem, reakcyjnością i epizodami izolacji w biografii. Nieatrakcyjne.
To opinia. Dokładnie - skopiowana. Multiplikowana w umysłach facetów, od których wionie lękiem egzystencjalnym. Lekarstwem na jedną opinię - jest inna opinia. Ludzie mądrzy wiedzą, jak pytać i filtrować, ci mniej - kotłują się wobec pierwszej lepszej bzdury, która kanalizuje ich wściekłość na niemoc.
Ustalcie wreszcie konsensus - wspólną definicję, kim jest alfa. Siedziałam wystarczająco dużo na rp-yt, by wyrobić sobie obraz przeciętnego manosferczyka i muszę to powiedzieć - ci wanna_be_alfa mają najczęściej 3 cechy, z których występują przynajmniej dwie łącznie: niski intelekt, słabowita inteligencja emocjonalna, zaburzenia emocjonalne czy psychiczne / traumy relacyjne / inne w podzbiorze. So fuckin’ not alfa.
@zodiac Siema, no to trochę hardcore ten twój post, ale spoko. Widzę, że sobie myślisz, że wiesz lepiej, ale w praktyce nie działa to tak, jak piszesz.
Rama to rama. Nieważne, co mówisz o „wrażliwych facetach” albo „inteligencji emocjonalnej” — faceci, którzy mają ramę, i tak biorą, a bety siedzą i gadają. To, że twój kolega potrafi być miły i kobieta jest zadowolona, nie znaczy, że to ogólne prawo. To jest wyjątek, freak story, a nie norma.
Kobiety sprawdzają facetów, robią testy, bo tak działa biologia. Nie ma żadnych „wyjątkowych inteligentnych związków”, które by łamały naturę. Jak facet się nie trzyma, to spada status, koniec. Nie ma filozofii, nie ma analizy sytuacji, nie ma „wrażliwości” – jest status i testy.
I serio, nie rozumiem, po co tyle gadania o „więziach” i „intymności emocjonalnej”. To brzmi jak bajki. Rama = działanie, a nie gadanie o tym, jak działa. Alfa działa. Beta gada. Twoje historyjki niczego nie zmieniają.
Tak więc, sorry, ale twoja opowieść o miłych facetach i „ludzkich relacjach” nie wchodzi w real life. W prawdziwym świecie wygrywają faceci z jajami i ramą, reszta to beta. Tak to działa, peace.
Wiesz, mam pewien sprecyzowany standard - rozmawiam na argumenty. Nie schodzę poniżej tego poziomu. Jestem otwarta na krytykę, ale nie zamierzam uruchamiać się, gdy ktoś wychodzi naprzeciw mnie z kartonowym mieczykiem. Twój post - bez urazy - opiera się na logice trust me, bro.
Z reguły nie reaguję na zamierzone infantylizowanie [“Twoje historyjki”, “bajki”] - tylko wydaje mi się, że warto, żebyś wiedział, że jeżeli już wchodzisz w takie ozdobniki - musisz dla zachowania twarzy stać na twardym fundamencie. Tak jest i kropka to jest żaden fundament. Fakty, argumenty - albo szukasz potwierdzenia dla ukojenia wątpliwości. Mnie interesują fakty, nie przeklejki. Sporo wyżej napisałam, tam wszystko jest.
Widzisz, Ty ugrzęzłeś już bardzo głęboko w czymś, co kopiuje strukturę religijną wiedzy. Przykłady?
LECZENIE DYSONANSU POZNAWCZEGO: Wyznania - “Oni nas nie rozumieją, mają zaślepione umysły przez mocą Szatana! Nie słuchajcie ich!!”. Redpill - “Samice są solipsystyczne, nie warto ich traktować poważnie. Co innego myślą, co innego mówią i jeszcze coś innego robią! Facet się z Tobą, o redpillowy neofito, nie zgadza? Pieprzony kukold i białorycerzyk! Frajerzy betasi… [Chyba nie chcesz być, jak oni?]”.
Przykładów jest więcej, ale, wybacz, chcę się zająć obowiązkami.
Fajnie, że to napisałeś, bo jest Twoja podstawa, nie moja. Nie potrzebuję tego typu wzmocnień. Ja siebie pytam o dowody i akceptuję potencjalną niewiedzę w obliczu wielości danych i złożoności natur rzeczy. Nie obawiam się nie wiedzieć, nie wiąże mnie zabawny kodeks trzymania gardy za wszelką cenę, by nie wypaść na słabiaka. To nie moje lęki. Widzisz, role zostały obsadzone i wziąłeś w tym udział. TO TY ZAJMUJESZ TU TĘ POZYCJĘ.
Nie wspominałam nic o “miłych facetach”. Pisałam o normalnych.
No widzisz, bo ja mam inna percepcję i doświadczenie. Takie zachowania jakie sugerujesz, ten magiczny redpill prawie kosztował mnie małżeństwo. Trzymałem tą ramę, byłem twardy i stawiałem na swoim. Byłem tym kawałkiem chuja, co innych traktuje z góry. Na początku widziałem efekty, bo niczym wahadło przeleciało z jednego punktu do drugiego. Od MF do skurwiela. Wchodziłem w konflikty, nie pierdoliłem się w tańcu. Dominacja na pełnej, testowanie lojalności i zero inwestowania w kobietę, do tego cynizm i ta charakterystyczna mowa pełna haseł. Czułem się zajebiście. Świat u stóp. Zaczęli mnie zauważać i zapraszać ludzie z wyższej grupy, historie o jakich wolę nie wspominać. Wypisz wymaluj wzór redpillu, książkowy przykład. Ja na pierwszym miejscu, kobieta to tylko dodatek. I co, i dupa. Nastąpiło zmęczenie materiału do momentu, aż pojawiły się rozmowy o rozwodzie, i pewność siebie trochę spadła. Czerwony ekran błędu. Krzywdziłem, zmuszałem i manipulowałem swoją kobietą chciałem ją “wychować” na kobietę z wizji redpilowców, typową tradwife. Do momentu, by zachować siebie musiała się odłączyć emocjonalnie. Zabiłem uczucie w kobiecie. By poczuć się atrakcyjny i dowartościowany w oczach innych facetów. Niczym Psikutas bez “s”.
Spoko nazywaj mnie jak chcesz, ale to doświadczenie mnie wiele nauczyło. Żenie można wszystkich traktować tak samo, że niektóre kobiety mają większy poziom świadomości, znają swoją wartość i nie dadzą się źle traktować. Te, które takie toksyczne zachowania imponują nie są osobami z którymi chcę spędzać czas.
I teraz się zastanów dlaczego to tak wygląda. Jakie kobiety biorą te alfy. Widziałeś alfe w LTR? Kasa - jest, status - jest, wygląd też spoko jest. I jednak “did not compute”. I prosze nie wywlekaj przy okazji teorii Bussa, bo często traktowana dogmatycznie zamienia się w bajkopisarstwo z genami w roli bohaterów.
Spotkałem wiele kobiet, które mają wyższy poziom świadomości niż ameby z klubów i potwierdzają, że prawda leży gdzieś po środku. Teraz wie m lepiej. Sporą nauczkę dostałem.
Poziom pewności (i wytłuszczeń) w niektórych twoich twierdzeniach wskazuje na powtarzanie wyuczonych formułek.
Jesli rozumieć ramę jako pewien poziom świadomości i konstrukcję mentalną, to jak najbardziej jest ona przydatna. Twoje posty wyją do mnie, że zbyt sztywno traktujesz tą definicję. I piszę to z większością się zgadzając. Cenię spójność i samowystarczalność (u ciebie brak potrzeby aprobaty).
Piasek też ma swoje zalety.
Nie lubisz tej formy literackiej, czy to po prostu kiepskie haiku?
Jaką masz definicję “ramy”? I czy ona koniecznie ‘musi’ byc męska? To, co napiszę, jest ‘tylko’ moje: zdaje mi się, że dobrze jest, jeśli dorosły człowiek wypracuje sobie pewną formę. Odwaga wobec siebie, własnej prawdy i demonów, które zamieszkały w nas. Umiejętność przenoszenia uwagi z zewnątrz do wewnątrz. Naprawdę przyzwoita znajomość siebie. Wewnętrzna integracja. Świadomość i oswojenie własnych ułomności oraz ograniczeń, najlepiej, nim inni się zorientują. Kodeks, stabilny, ale adekwatny kręgosłup moralny. Ustalenie z sobą, co możemy, a co nie relatywizować, by nie złamać się przy poważnych presjach. Koncentrowanie swojej energii w sobie, nie rozpraszanie jej na zewnątrz. Zarządzenie mechanizmami obronnymi ego - by nie podlegać jego chimerom. Zdolność osiągania wewnętrznego pokoju, punkty oparcia w sobie. Wnikliwość w analizie sytuacji i osobistego położenia. Pojmowanie natury inżynierii i tresury społecznej. Stabilna orientacja, spójna narracja [Ja / świat]. Autentyczność, przy jednoczesnym rozumieniu, że szczerość to luksus - nie dlatego, że nie warto być szczerym, ale dlatego, że warto filtrować ludzi, którzy są blisko nas [nie mam na myśli kłamstwa w opozycji]. Panowanie nad sobą i słowami, dyplomacja w warsztacie sprawności. Ustalenie pewnych standardów, ram dla różnych formatów relacji i wytyczenie granicy, poniżej której nie schodzimy. Rozwój duchowy - czy kanalizacja potrzeb duchowych, jeśli je w sobie zidentyfikujemy [opcjonalnie].
To powyżej, to były pierwsze myśli, które przeszły mi na pstryknięcie palcami, może coś by się jeszcze znalazło ważnego. Nie używam słowa “rama”, zbyt jest umoczona w manosferze, zawłaszczona, ale ta norma, odmalowana wyżej jest płciowo neutralna i uniwersalna - dostępna do stosunkowego wypracowania zarówno dla pań i panów. Piszę o tym, bo, moim zdaniem, ludzi o powyższych przymiotach łatwiej obdarzyć szacunkiem czy pewną estymą. Istnieje jedynie jedna rzecz, która barwi odmiennie powyższe w kontekście płciowym, ale to opiszę z własnej perspektywy i doświadczenia w obserwacji kobiet w następnym poście, jeśli ktoś będzie zainteresowany.
Będę szczera - nie przypadła mi do gustu, ale też byłam przy mojej styczności z formą nastolatką. Kto wie, może odnalazłabym ‘swoją’ odmianę, gdybym lepiej poszukała. To, z czym ja się zetknęłam, nie wiem, czyjego było autorstwa, ale pachniało mi z lekka grafomanią. Zatem tak - miałam na myśli kiepskie [dla mnie] haiku.
Stabilność, spójność (w zakresie, a nie jako sztywność), skonkretyzowana konstrukcja mentalna i emocjonalna, zapewniająca spokój i ufanie do samego/samej siebie. Myślę, że dość wyczerpująco opisałaś.
Nie. Bardziej jako zestaw zasad i ról. Typowo męska rama byłaby wtedy inna niż typowo żeńska.
Poprosżę.
Do mnie przemawia jako wyraz ascetycznego, filozoficznego ducha Japonii. Krótka forma, która ma wiele znaczeń - podobnie do ichniej kaligrafii.
To jest ten deprymujący moment, kiedy muszę się przyznać, że pouciekały mi myśli. Nie chciałam kreować ściany tekstu w poprzedniej aktywności, zostawiając w dowolnej gestii uczestników forum skręcenie w dodatkową alejkę tematyczną - i nie jest to chyba najbardziej fortunna opcja w zestawieniu z żywym umysłem. Spróbuję dać sobie trochę czasu i przestrzeni i po przerwie odtworzyć pierwotny porządek myślowy, żeby mi się skojarzyło, co miałam powiedzieć. Przepraszam.
Zachęciłeś mnie. Bo abstrahując od literatury, lubię całkiem mocno dźwięk shamisenu i ten cichy, głęboki niepokój, który wydobywa się z szarpnięć strun. Spędziłam dzieciństwo w społeczności, której nie wybrałam, dobrze opanowując pozycję milczącego ucznia-obserwatora - i wydaje mi się, że w shamisenie zawiera się ta opanowana namiętność przeżyć, jakkolwiek patetycznie to brzmi - która była moim udziałem.
I kobietę też. Facet prowadzi, kobieta podąża. Jak jako facet pytasz kobietę „co robimy”, to już przegrałeś.
Kobieta chce ramy, decyzji i prowadzenia, a nie demokracji. Pozdro.
W praktyce wygląda to tak, a nie jak w waszych emocjonalnych bajkach - facet ustala kierunek. Nie ma gadania, analiz i pytań otwartych.
Przykład: weekend. Nie pytasz „na co masz ochotę?”, tylko mówisz: „W sobotę jedziemy tu, w niedzielę robimy to”. Jak zaczyna kręcić nosem – uważaj, jest to shittest, badanie siły Twojej ramy. Ignorujesz albo powtarzasz decyzję. Koniec.
Facet nie negocjuje swojej misji. Masz trening, pracę, swoje cele. Ona się dostosowuje.
Jeśli mówi „a może byś dziś odpuścił siłownię dla mnie” – to klasyczna betatyzacja.
Alfa nie rezygnuje ze swojej drogi dla kobiecych chwilowych, zmiennych emocji.
Kobieta musi wiedzieć, że są granice i konsekwencje.
Facet nie daje równego głosu (jakkolwiek “brutalnie” to brzmi). Związek to nie demokracja.
Równość decyzji = chaos = brak atrakcyjności. Kobieta podświadomie chce prowadzenia, pociąga ją męska siła - nawet jeśli mówi, że chce „partnerstwa”.
I najważniejsze - jak kobieta widzi, że nie boisz się jej stracić, zaczyna cię szanować.
Jak widzi, że się boisz – zaczyna tobą kręcić, manipulować.
To nie jest kwestia kultury, wychowania czy „dojrzałości”.
To czysta psychologia ewolucyjna: samiec alfa prowadzi, samica za nim podąża.
Reszta to gadanie beciaków i racjonalizacje kobiet, którym nie pasuje rzeczywistość.
Fajnie to napisałeś, tak trochę śmieszno, trochę straszno Zastanawiam się tylko, dla której znanej mi kobiety taki domowy tyranek byłby atrakcyjny. Wychodzi mi że dla żadnej.
To co piszesz mogłoby funkcjonować w układzie, w którym kobieta nie pracuje zawodowo, nie ma żadnego wykształcenia, a jej marzeniem od zawsze było zajmować się domem, mężem i dziećmi. Ale nawet w znanych mi małżeństwach muzułmańskich, kobiety niepodzielnie decydują w sferach, o ktorych mężczyźni pojęcie mają znikome. Ma to logiczne uzasadnienie. W Twojej opowieści męski dyktator jest alfą i omegą, czyli zna się na wszystkim. Takich ludzi po prostu nie ma. Dobrą decyzję podejmuje osoba, która ma wiedzę, kontrolę nad procesem i odpowiedzialność. Te trzy rzeczy zawsze idą w parze. Teraz wyobraź sobie wszystkie sprawy i czynności dotyczące funkcjonowania domu i rodziny. Nie jesteś w stanie sam decydować o wszystkim, bo albo czegoś nie kontrolujesz, albo nie masz wiedzy, albo nie w Twojej gestii leży odpowiedzialność.
Zauważyłam, że współcześnie zapanowała moda, żeby uczyć kobiety manipulacji, to się sprzedaje pod nazwą “kobieca energia”. Czyli kobieta ma tak sprytnie manipulować mężczyzną, żeby zrobił to co ona chce i myślał, że to była jego decyzja. Osobiście jestem głęboko przeciwna tego typu praktykom. Mężczyźni, podobnie jak kobiety, to nie przygłupy, którymi trzeba sterować. Ponadto myślę, że ludzie ogólnie mają tyle talentów, że warto wspierać ich w autonomii, wtedy pięknie rozwijają skrzydła. Wtedy też bez przymusu dzielą się z innymi swoimi umiejętnościami. W takim układzie nikt nie dominuje i nikt nie musi się podporządkowywać.
Nie przeszkadza mi, że masz inne zdanie w tym temacie