Refleksje po terapii EMDR

Trzy tygodnie temu ukończyłem krótkoterminową (trwała kilka miesięcy) terapię EMDR, dedykowaną do leczenia zespołu stresu pourazowego (PTSD) i chciałem podzielić się kilkoma moimi refleksjami w tym zakresie - może akurat kogoś to natchnie do sięgnięcia po tego rodzaju pomoc.

Podchodząc do niej szukałem realnego rozwiązania konkretnego problemu – traumy relacyjnej, która zostawiła po sobie sporo napięcia, nadreaktywności i niezdrowych schematów. W telegraficznym skrócie - padłem w przeszłości ofiarą doxxingu (publiczne ujawnienie imienia, nazwiska, zawodu, miejsca zamieszkania) na pewnym forum (pierwszym, na którym się udzielałem) połączonego ze zniesławieniem, a potem wieloletniego stalkingu, z którym długo nie potrafiłem sobie skutecznie poradzić. Dodam, że tak się całej sytuacji wstydziłem, że przez pierwsze dwa lata nikomu o niej nie powiedziałem - byłem w tym zupełnie osamotniony.

Temat miałem w dużej mierze przerobiony poznawczo, intelektualnie, ale w konkretnych sytuacjach odpalało się u mnie napięcie i reakcje ciała, które były zupełnie do nich nieadekwatne - było to dla mnie bardzo męczące, bo praktycznie uniemożliwiało poznawanie kobiet online. W pewnych sytuacjach trauma przejmowała mój “system”, wyłączała korę przedczołową i przestawałem reagować na “tu i teraz” - po prostu zaczynałem się bronić przed potencjalną powtórką z sytuacji, która wydawała mi się w danym momencie bardzo realna. Byłem w stanie to zauważyć jednak dopiero po czasie - gdy emocje już opadały. Działo się to wyłącznie w przestrzeni online - poza nią funkcjonowałem normalnie.

Dziś, po zakończeniu terapii, mogę powiedzieć jedno - to była jedna z najbardziej konkretnych i skutecznych rzeczy, jakie zrobiłem dla siebie.

Czym jest EMDR (w praktyce, nie w teorii)

W dużym uproszczeniu EMDR (Eye Movement Desensitization and Reprocessing) to metoda, która pozwala „przetworzyć” trudne doświadczenia zapisane w układzie nerwowym w sposób nieadaptacyjny.

Chodzi tu o sytuacje, które:

  • wywołują nadmierne emocje mimo upływu czasu

  • wracają w myślach

  • wpływają na zachowanie „tu i teraz”

  • powodują napięcie w ciele

Terapia ta różni się od typowych, mocno analitycznych terapii, gdzie problem przegaduje się całymi miesiącami czy wręcz latami - jest to praca z tym, jak mózg i ciało przechowują doświadczenie.

Celem terapii EMDR jest usunięcie z systemu ładunku emocjonalnego z przeszłości i przeniesienie traumy do pamięci długotrwałej, autobiograficznej.

Przykładowa sesja EMDR wygląda mniej więcej tak jak w poniższym filmie:

Jak działa trauma

Warto w tym miejscu nakreślić czym w ogóle jest “trauma”. Nie jest to samo subiektywnie trudne wydarzenie, a bardziej to co układ nerwowy osoby biorącej w tym wydarzeniu udział z samym wydarzeniem zrobił. Pisząc bardzo precyzyjnie - jest to sytuacja, w której doświadczenie nie zostało prawidłowo „przetworzone” przez układ nerwowy i zapisane.

Jeśli stres w danej sytuacji jest zbyt duży doświadczenie nie zostaje poprawnie przetworzone, a zamiast tego zapisuje się jako określone emocje (najczęściej - duży lęk, wstyd, bezradność), obrazy, odczucia z ciała i przekonania („jestem bezsilny”, „jestem nieważny”). Wszystko to jest zapisane w formie „tu i teraz” zamiast „to było kiedyś”.

Konsekwencje tego są takie, że układ nerwowy reaguje w “podobnej” sytuacji nie na rzeczywistość, tylko na wzorzec z przeszłości.

Innymi słowy:

  • ktoś coś mówi

  • mózg dopasowuje to do starego schematu

  • ciało reaguje jak kiedyś, w tamtej sytuacji

I wszystko to dzieje się automatycznie, poza świadomością i bez kontroli.

Mechanizm przymusu powtarzania

Warto jeszcze wspomnieć o jednej przykrej konsekwencji wydarzenia “traumatycznego”. Trauma to doświadczenie przytłaczające, bez kontroli i jak już wspomniałem “niedokończone” - układ nerwowy “straumatyzowanej” jednostki zostaje „zawieszony” w stanie: „to nie zostało rozwiązane” i mózg próbuje to dokończyć.

W takiej sytuacji człowiek nieświadomie odtwarza sytuacje podobne do traumatycznych, wchodzi w podobne relacje, ciągnie go do podobnych typów ludzi i reaguje w znajomy sposób, mimo że świadomie tego nie chce - jest kierowany nieuświadomioną iluzją, że “tym razem to naprawi”. Wchodząc w podobną sytuację, psychika „liczy”, że tym razem jej posiadacz będzie np. silniejszy, nie zostanie odrzucony, postawi granicę czyli odzyska kontrolę nad tym, co kiedyś było nie do zniesienia.

Problem jednak polega na tym, że nie mamy dostępu do pełnej świadomości w trakcie takich doświadczeń - włącza się automatyczny wzorzec, stare emocje i stare reakcje, a kora przedczołowa jest praktycznie odcięta, co w efekcie kończy się często bardzo podobnie jak kiedyś. Ludzie działający pod wpływem tych mechanizmów często wręcz nie pamiętają, co robili w trakcie takiego doświadczenia - jakby byli zamroczeni, odcięci.

Co “robi” EMDR

Mówiąc w skrócie EMDR kończy proces przetwarzania, który kiedyś się nie udał. Podczas sesji przywołuje się wspomnienie, jest się z nim w kontakcie (emocje + ciało), a jednocześnie dostaje się od terapeuty bodźce bilateralne (np. ruch gałek ocznych), co aktywuje mechanizmy podobne do tych z fazy REM snu. W tej fazie mózg integruje doświadczenia, „porządkuje” pamięć i przenosi rzeczy z „emocjonalnego chaosu” do uporządkowanej narracji. Podczas EMDR wspomnienie się „rozkleja”, pojawiają się nowe skojarzenia, emocje się rozładowują i w konsekwencji ciało się uspokaja.

Jak to wyglądało u mnie

Pracowałem na bardzo konkretnych wspomnieniach i sytuacjach (m.in. moment, gdy przeczytałem wpis mojej przyszłej stalkerki na tamtym forum zawierający moje dane wrażliwe czy fragmenty korespondencji ze mną), w efekcie pojawiały się emocje, obrazy, odczucia z ciała, a potem - w wyniku sesji - następowało ich stopniowe „rozładowanie”. Najciekawsze było to, że zmiana nie była „intelektualna” - była ona odczuwalna fizycznie i emocjonalnie.

Pewne rzeczy przestały mnie po prostu ruszać.

Najważniejsze efekty, które u siebie zauważyłem

1. Spadek reaktywności emocjonalnej

Rzeczy, które wcześniej mnie odpalały przestały mnie ruszać albo ich wpływ jest na mnie minimalny. Nie muszę się kontrolować — po prostu nie ma reakcji (co ostatnimi czasy trochę u siebie potestowałem). Duża ulga.

2. Utrata „syndromu ratownika”

To była dla mnie duża rzecz, bo wcześniej brałem odpowiedzialność za cudze emocje, regulowałem innych ludzi, próbowałem ich “naprawiać”, angażowałem się w nieswoje problemy - byle poczuć się “ważnym”, potrzebnym czy “wyjątkowym”.

Poznawczo dużo w tym zakresie zrobiłem już wcześniej, ale wciąż miałem tendencję do “opiekowania” się innymi - co tak naprawdę im szkodziło, bo moi “podopieczni” nie uczyli się regulować siebie, nie konfrontowali się z rzeczywistością, mieli opór przed terapią i pozostawali w schemacie “jestem bezradny, więc niech mnie ktoś uratuje”.

Dziś nie mam takiej potrzeby (po prostu nie ma “tego” już we mnie - jest za to ogromny sprzeciw wewnętrzny wobec takich układów) i czuję z tego powodu ogromną ulgę. Widzę bardzo wyraźnie, że prawdziwa pomoc prowadzi do większej samodzielności, większej odpowiedzialności za siebie i lepszego kontaktu z rzeczywistością, a układy “ratownicze” do większej zależności od ratownika, większego przywiązania do niego, większej niestabilności i tym samym do większej iluzji.

3. Spokój zamiast napięcia

W tym zakresie widzę bardzo dużą zmianę. Przez lata funkcjonowałem w trybie napięcia, kontroli, działania i reagowania, a teraz mam więcej spokoju, mniej wewnętrznego przymusu działania oraz więcej „bycia” zamiast „robienia”

4. Zmiana podejścia do relacji

Jest we mnie dużo większa selektywność - nie znoszę dram, nie mam najmniejszej ochoty, żeby wchodzić w niesymetryczne, toksyczne układy i nie mam ochoty nikogo przekonywać do siebie. Jeśli coś nie działa dużo łatwiej mi odpuścić niż kiedyś.

Trafiłem na fajną, bardzo praktyczną terapeutkę, która pomogła mi nabrać więcej zaufania do własnego ciała. Dzięki narzędziom, które nabyłem w trakcie tej terapii dużo skuteczniej reguluję samego siebie, znacznie lepiej śpię i znacznie mniej we mnie lęku.

Polecam tą terapię osobom, które mają na swoim koncie różne trudne doświadczenia - a wiem, że takich osób jest większość. Mi pomogła bardzo.

7 polubień

Ej, kiedy zacząłem się zajmować czymś bardzo podobnym kilka lat temu i opisywałem o co chodzi, byłeś w gronie krytyków i broniłeś standardowej formy terapii. Czuję się oszukany!

A serio, to fajnie że pomogło:)

Do tych emocji bym się przyczepił, one są tylko informacją a nie zapisem. To łatwo pomylić, bo są wyjątkowo silne podczas zapisu i później, kiedy zapis staje się programem i czasem się uaktywnia.

To działa tak, że kiedy mamy do czynienia z określonym wydarzeniem nacechowanym silną energią i jej obrazem, informacją- emocjami (osobny temat, taka a nie inna reakcja), wtedy zapisuje się ono w tak mocny sposób, że w podobnych sytuacjach jest traktowane priorytetowo przez umysł, który traktuje je jako wzorzec do danej potencjalnej sytuacji, której próbuje uniknąć.

Czyli, ze zbioru Twoich doświadczeń życiowych związanych z interakcjami z kobietami online, umysł wybierał to konkretne jako główne, bo w nim tkwił mocny ładunek energetyczny który utknął w ciele.

Umysł podswiadomy przewiduje możliwe konsekwencje tego co nas spotyka, co robimy, jest to forma ochrony.

To działało i się sprawdzało przez niemal całą ewolucję, ale tu chodzi o przetrwanie a nie komfort życia. Działa dalej, ale warunki się zmieniły i to co chroniło, potrafi stanowić obciążenie.

Kluczem jest ciało i jego powiązanie z emocjami. To o czym piszesz i czym sam się zajmuję, to wyszukiwanie w ciele ĺadunkow energetycznych poprzez wywoływanie zapisu tkwiącego w podświadomości I posługiwanie się świadome emocjami, żeby ten zapis zmienić.

Zastąpić innym skojarzeniem, skorelować z innymi emicjami, bo zapewne to robiłeś podczas sesji.

To był powód dla którego zacząłem szukać w innych kierunkach. Też miałem pewne sprawy świetnie opanowane w umyśle świadomym, ale podświadomość swoje.

Nie umiałem tam dotrzeć za pomocą intelektu, potrzeba innego języka.

Mam inne spostrzeżenie nt przyczyn powielania traumy.

Tzn to co podałeś też, ma sens.

Ale chodzi też o powielanie schematów i programów, które umysł podswiadomy już zna i dobrze się w nich czuje, wie jak reagować.

Bo przypominam, podswiadomosci chodzi o przetrwanie a nie o komfort życia.

Dlatego tak trudno nam zmienić pewne rzeczy, jeśli robimy to siłowo. Umysł podswiadomy broni się przed nieznanym, nawet jeśli umysł świadomy wie że to dla naszego dobra.

Ile miałeś sesji? Czy podczas lub po nich miałeś momenty pogorszenia nastroju, czułeś opór?

Zauważyłem że takich propozycji, gdzie wpływa się na ciało używając emocji (a czasem uzywa się ciala bezposrednio), by w efekcie uwolnić ładunki energetyczne przypisane do konkretnej informacji, jest dosyć sporo.

Nie wiem czy to jasno opisałem, biorąc pod uwagę porę. Temat ciekawy, pomógł mi spojrzeć w zupełnie inny sposób na wiele rzeczy, wiele z nich pomógł też uporządkować.

1 polubienie

Z tego co pamiętam “kłóciliśmy” się wtedy o hipnoterapię, której nie zrównywałbym mimo wszystko z EMDR (solidne podstawy naukowe, rekomendacja WHO i APA, potwierdzona skuteczność w licznych badaniach nad PTSD) - z tego co czytałem hipnoterapia akurat przy pracy z traumą jest dosyć kontrowersyjna, bo zwiększa podatność na zniekształcanie pamięci i nie jest tak przebadana jak choćby EMDR.

Tak w skrócie - EMDR to przetwarzanie tego co już jest, a hipnoza to sugestia/wpływanie, nieco inny proces.

Ale ogólnie przez lata moje stanowisko w zakresie terapii stało się bardziej elastyczne niż kiedyś - jeśli coś w danym przypadku działa to nie widzę przeszkód, żeby to stosować :slight_smile:

Dzięki za podzielenie się swoją perspektywą. Ja opisywałem mechanizmy w oparciu o to, jak wyjaśniała mi je terapeutka i literatura dotycząca EMDR oraz neurobiologii traumy. W literaturze dotyczącej traumy emocje są traktowane jako część zapisu pamięciowego, a nie tylko informacja – stąd moje sformułowania.

Tak, dokładnie tak.

Celem EMDR jest “przeorganizowanie” przetwarzania informacji w mózgu po to, by traumatyczne wspomnienia przestały wywoływać silne negatywne emocje. W trakcie tego procesu identyfikuje się przekonania, które “pomogły” w powstaniu traumy (co istotne - gdyby nie one to traumy by w ogóle nie było!) i zamienia się je na bardziej adaptacyjne.

Część udało mi się zneutralizować bez terapii - np. odpalanie się na forach internetowych, ale było to zaledwie luźno powiązane z tamtą traumą (po doxxingu i wpisie mojej późniejszej stalkerki zostałem tam gremialnie zlinczowany, stąd mój “system” bał się powtórki).

Niemniej jednak w trakcie jednej zeszłorocznej znajomości online moje ciało przechodziło samo siebie - mój umysł powiązał jedną dziewczyną z wariatką, która mnie stalkowała i odpalało mi takie reakcje jakbym dosłownie siedział w okopach :smiley:

Większość chłopaków z forum zna mnie prywatnie i mogą potwierdzić, że ciężko mnie wyprowadzić z równowagi w realu, ale przy kontakcie online z tą dziewczyną normalnie miałem flashbacki z Wietnamu. Mimo, że jestem zdecydowanym zwolennikiem poznawania ludzi w realu, a nie w sieci postanowiłem coś z tym w końcu zrobić - miałem poczucie, że jest to u mnie “nieogarnięte”.

Ogólnie terapia składała się z kilku faz: na pierwszych trzech sesjach była zbierana moja historia, potem wypełniałem kwestionariusze dotyczące poziomu mojej depresyjności i lęku (depresyjność była bardzo niska, a lęk trochę ponad średnią, więc dostałem konkretne ćwiczenia na regulację napięcia), przez kilka kolejnych sesji omawialiśmy postępy w autoregulacji, potem na kolejnej po ponownym wypełnieniu kwestionariuszy (poziom mojego deklarowanego lęku spadł o kilkanaście punktów w ciągu jednego miesiąca) opisaliśmy historię traumy i te najmocniejsze fragmenty moich zmagań ze stalkerką, nad którymi mieliśmy pracować, a potem już miałem sesje odwrażliwiania (5 sesji) i na ostatniej mieliśmy instalowanie pozytywnych przekonań, zamknięcie oraz ponowną ocenę. No i tyle z terapii, trwało to jak widać króciutko.

Po jednej miałem tak przez około godzinę (duży lęk, zdezorganizowanie), ale zgodnie ze wskazaniami terapeutki położyłem się na drzemkę i mi przeszło.

Czy czułem opór? No właśnie wprost przeciwnie - bardzo rwałem się do pracy, chciałem jak najszybciej wejść w fazę odwrażliwiania, ale terapeutka mnie hamowała, żebym najpierw wyregulował poziom codziennego lęku, bo sesje EMDR potrafią rozwalić człowieka na łopatki. Ja tego nie doświadczyłem - miałem wrażenie, że po każdej sesji byłem lżejszy.

Pierwsza próbna sesja była ciekawa - zupełnie nieoczekiwanie dla siebie rozpłakałem się jak dziecko po przywołaniu jednego wspomnienia z podstawówki - wspomnienia, o którym opowiadałem wcześniej na innych terapiach i które nie wzbudzało we mnie takich uczuć. Terapeutka stwierdziła, że ja już wyjściowo mam bardzo dobry dostęp do własnych emocji, stąd było jej łatwiej szybko pójść głębiej. No i poznawczo też wcześniej sporo przerobiłem.

Tutaj świadectwo Miley Cyrus odnośnie EMDR:

1 polubienie

To nie jest takie proste porównanie.

To co nazywasz hipnozą, to różne nurty i różne metody. To czym sam się interesuję, to używanie stanu głębokiej relaksacji po to, by docierac do podświadomości i wyciągać z niej przyczyny tego, nad czym chcemy pracować.

Kiedy ma się już odrobinę wprawy, podświadomość sama pokazuje kierunki dalszej pracy z przyczynami. W takich warunkach słyszy się ją bezpośrednio.

To docieranie do źródeł.

O to mi właśnie chodzi. Dlatego napisałem wcześniej, że osobnym tematem są przyczyny traumy, te rzeczywiste.

Czyli, miałeś już wcześniej jakieś predyspozycje by tak zareagować. Piszesz o przekonaniach, a one wynikają z doświadczenia. Prawdopodobnie doświadczałeś wcześniej czegoś podobnego, wstępne ścieżki były już wytyczone.

Doszedłeś do tego, dlaczego w tej konkretnej sytuacji zareagowałeś tak mocno? Co było przyczyną, tkwiącą wcześniej?

Bo z mojego doświadczenia, sytuacja ze stalkerką mogła być powieleniem czegoś, co tkwiło znacznie głębiej.

Czy to było coś powiązanego z późniejszą traumą, jakieś analogie?

Sorry że dopytuję, ciekaw jestem tej metody i porównuję z tym co znam. Takie hobby;)

@Johnny Ogólnie ciekawy temat, aczkolwiek jeden fragment wywołuje u mnie wątpliwości i podejrzenia.

Wstydziłeś się samego faktu, że masz stalkerkę? Czy też może było tam coś więcej i miałeś na sumieniu jakieś niewłaściwe zachowania względem tej kobiety?

Ten fragment budzi moje wątpliwości dlatego, że w przeszłości zachowywałeś się niewłaściwie względem dwóch innych użytkowniczek i kłamałeś na ich temat - przez co zastanawiam się, czy tak samo nie było i w tym przypadku.

BTW To nie jest żadna zemsta za Violent Desires - po prostu mam wątpliwości i zastanawiam się czy tamta wcześniejsza sytuacja nie przypominała częściowo tych dwóch późniejszych. Do tego gdy się spojrzy na te dwie późniejsze sytuacje, to wygląda to na nieco schemat inny niż opisujesz tutaj. I mam wrażenie, że czytam częściowy bullshit, zniekształcony obraz sytuacji.

Ja widziałem rzeczy stawiające w wątpliwym świetle skuteczność hipnozy.

W latach 2000’nych w polskim PUA wiele osob interesowało się hipnozą jako rzekomo sposobem na uzyskanie luzu, pewności siebie w kontaktach z kobietami, odwagi do podchodzenia, etc. I nigdy nie widziałem u tych osób żadnych efektów - ludzie po hipnozie “na odwagę i pewność siebie” często byli mocno sparaliżowani strachem w obliczu zwykłego podejścia. Razem z kolegami patrzyliśmy się na nich jak na skrajnych debili.

Głupiego lęku przed podchodzeniem nie dało się załatwić - nawet u chociażby jednej osoby z wielu, a niby ma to pomagać na poważniejsze problemy? :roll_eyes:

Według medycyny chińskiej emocje mogą uszkadzać organy i powiązane z nimi kanały energetyczne (“meridiany”), tworząc blokady w przepływie energii i różne problemy psychiczne i fizyczne.

BTW Znałem kiedyś akupunkturzystę który skutecznie wyleczył osobę którą znam z uzależnienia od palenia - oczywiście akupunkturą.

Od prawie 30 lat interesuję się różnymi rzeczami chińskimi, hinduskimi, tybetańskimi, etc - co prawda w kontekście innym niż “traumo-terapeutyczny”, ale zauważyłem na przykładzie różnych rzeczy, że zdecydowanie jest połączenie między ciałem i emocjami.

Oprócz akupunktury i rzeczy jak Chi Kung/Yoga (to jest o wiele bardziej złożona sprawa niż podstawowa Hatha Yoga!)/ różne medytacje, są też zioła, mieszkanki ziołowe o których większości ludzi w Polsce się nie śniło. I nie mówię o żadnych psychodelikach, tylko odwrotnie - o środkach po których pojawia się jasność myślenia. A także stan ciszy, spokoju.

Również seks na odpowiednio wysokim poziomie oczyszcza energetycznie/emocjonalnie ciało.

I są również inne metody, ale to już z kategorii typu “temat nie na forum”.

Przyznaję wprost, że w tym zakresie jestem ignorantem i opieram się tylko na zasłyszanych informacjach, więc trudno mi tu polemizować. Przyjmuję, że jest tak jak piszesz.

Byłem kiedyś nieufny wobec takich metod, no ale jak widać sam na jednej z nich skorzystałem :slight_smile:

Nie znam tej metody, ale tak jak napisałem wcześniej - najważniejsze, że Ci pomaga, o to chodzi.

Tak, jak najbardziej. Napiszę więcej - nie było wręcz szans, bym zareagował w tej sytuacji inaczej. Suma moich doświadczeń, przekonań na temat siebie i świata, wdruków, wcześniejszych traum była taka, że w zasadzie byłem na tą “traumę” (czyli to, co zrobił mój układ nerwowy z tym doświadczeniem) skazany.

Tych przyczyn było bardzo dużo, to było mega złożone - każda sesja prowadziła nas do nieco innej “stacji”. Gdyby nie przeszłe doświadczenia nie przeżyłbym tej sytuacji tak mocno.

Większość tych pierwotnych przyczyn tkwiła we wczesnym dzieciństwie i na etapie wspomnianej szkoły podstawowej.

Nie do końca było to powielenie, ale większość elementów tego doświadczenia była już obecna w mojej przeszłej historii. Były też całkiem nowe rzeczy - poczucie osaczenia, utraty kontroli, pojawił się ktoś zupełnie nie rozumiejący słowa “nie” i przekraczający moje granice na skalę, której wcześniej nie doświadczyłem, było szantażowanie mnie samobójstwem i dużo innych elementów. No trudne, wielowarstwowe doświadczenie.

Tak, to wspomnienie z 4 klasy podstawówki - doświadczenie odrzucenia przez grupę rówieśników, bo “za dobrze się uczę” :slight_smile: Wtedy w ciągu dwóch tygodni znalazłem sobie nową grupę, której uczestnicy stali się moimi przyjaciółmi, ale najwidoczniej - bo tego w ogóle nie pamiętałem - bardzo to wtedy przeżyłem i nie miałem nawet z kim o tym porozmawiać.

Luz, po to założyłem ten temat. Możesz pytać o co chcesz, najwyżej nie odpowiem.

Wstydziłem się faktu, że mam stalkerkę, bo z góry założyłem, że mi w to nikt nie uwierzy. Długo bałem się iść z tym na policję (co ostatecznie nastąpiło), bo nie chciałem zostać wyśmiany (niepotrzebnie, trafiłem na fajnego, empatycznego policjanta).

Miałem też poczucie winy, bo ona umiejętnie mi je wzbudzała (zostałem do tego wytresowany w dzieciństwie przez mamę), mimo, że obiektywnie nic złego w tamtej sytuacji nie zrobiłem, co ona sama po latach - po przejściu własnej terapii - przyznała w wiadomości, którą mi wysłała, przepraszając mnie za wszystko.

Rozumiem, że tak to widzisz i niech to będzie cały mój komentarz w tej sprawie.

Rozmawialiśmy już o tym na priv i nie mam zamiaru tego tematu ciągnąć - chociaż widzę, że bardzo byś chciał, bo po raz kolejny próbujesz wbić mi szpilę mimo, że ja zachowuję się wobec Ciebie całkowicie neutralnie, tak jak wcześniej zapowiedziałem - nie zaczepiam Cię, piszesz sobie tu swobodnie to co chcesz.

Wszystko co miałem do powiedzenia w tamtej sprawie już powiedziałem.

Masz prawo do własnych odczuć.

1 polubienie

Dzięki za podzielenie się, Brachu. To napewno nie łatwe pisać o takich przeżyciach publicznie, pzynac się do momentów słabości - tym bardziej dziękuję, ktoś może na tym bardzo skorzystać :folded_hands:

1 polubienie

Do kłamstwa ze zdjęciem VD sam się przyznałeś. I jak wiesz jest jeszcze ta druga użytkowniczka która twierdzi, że kłamałeś na jej temat (na temat tej drugiej użytkowniczki).

W tym kontekście nie powinno dziwić, że doszukuję się w tym pewnego schematu i że zastanawiam się czy w tej trzeciej sytuacji również nie było jakiejś winy po Twojej stronie.

Nieprawda. Po prostu przeczytałem Twój post i nabrałem wątpliwości, podejrzeń które wyraziłem.

Jak już napisałem - to nie jest zemsta za VD. Naprawdę zastanawiam się czy tamta sytuacja z przeszłości nie przypominała dwóch późniejszych.

To jest uniwersalne prawidło, odbijamy w życiu to co nam się wdrukowalo wcześniej. To zawsze prowadzi do dzieciństwa, czasem nawet dalej, o wiele dalej

Dlatego dopytywałem, znalezienie źródła i jego uleczenie są ważne.

Druga prawidłowość, żrodlo zawsze jest skorelowane z rodzicem, opiekunem lub kimś bliskim.

Trzecia prawodlowość, to sposob w jaki sie to robi. Za pomocą jakiej emocji leczy sie takie rzeczy. Ostatecznie, zawsze tej samej.

Kiedy mi o tym opowiadałeś kilka lat temu, też miałem podejrzenia że coś nawywijałeś, że nie mówisz wszystkiego. A potem doświadczyłem że jednak ludzie mogą się zachowywać w sposób irracjonalny, o jaki bym nie podejrzewał.

Miałem szczęście ucinać takie sytuacje, ale potencjał tam był. Tyle że ja mam gdzieś opinię o mnie, Ty z kilku względów dużo ryzykowałeś i mogło to mieć rzeczywiście fatalne skutki.

No ale gdyby nie wcześniejsze doświadczenia, pewnie poradziłbyś sobie z tym lepiej. Zarówno na planie fizycznym jak i emocjonalnym.

Śmieję się czasem że życie to najlepszy trener. Podsyła nam pewne sytuacje do momentu, aż zrozumiemy że coś jest nie tak i to nie inni są winni, tylko mamy robotę do zrobienia.

@Hodowca skoro już tak bardzo chcesz w to wchodzić to proszę:

Potwierdzam, chociaż sam użyłbym raczej słowa “trolling”.

Temu stanowczo zaprzeczam, ale nie mam pretensji do tej “drugiej użytkowniczki”, że ma inne zdanie na temat, wiem dlaczego ma takie zdanie, rozumiem to, że mnie nienawidzi (tak mi przynajmniej przekazałeś) i nie mam z tym problemu, ja jej życzę dobrze.

No i tyle - poza użytkownikami, którzy znali te dwie sytuacje z przeszłości (a jest ich na tym forum mniejszość) i tak nikt tej wymiany tu nie rozumie.

I u mnie też wiele dróg prowadziło do mamy. Gdy coś działo się nie po jej myśli potrafiła reagować skrajnie histerycznie, pokładać się teatralnie na podłodze, płakać, udawać, że dostaje zawału. Ciężkie doświadczenie dla młodego chłopaka - uczy się, że jego emocje i potrzeby mogą wręcz zabić drugiego człowieka. Weź potem wyrażaj złość na swoją partnerkę - całe lata zajęło mi opanowanie tej umiejętności.

Nie jestem jakimś idealnym człowiekiem, który w każdej jednej sytuacji reaguje jak z podręcznika - ja i Ty też przecież mamy za sobą swoją historię, nie raz w trakcie naszych “starć” w przeszłości reagowałem w sposób, którego się potem wstydziłem (dodam, że i te reakcje moja terapeutka zakwalifikowała jako “pourazowe”, będące bezpośrednim efektem doznanej traumy).

Niemniej jednak w tej konkretnej sytuacji ze stalkerką nie mam sobie nic do zarzucenia. No po prostu wyjątkowo źle trafiłem, a i jak przyznałem wcześniej podbudowa pod traumę była bardzo solidna.

Mi zależy na opinii ludzi, których lubię i cenię. Reszta może sobie o mnie myśleć co tylko chce. Ale fakt - w przeszłości było inaczej. To jakby nie patrzeć sytuacja sprzed 7 lat, coś “tam” się w międzyczasie nauczyłem :wink:

Zdecydowanie tak. Teraz też byłoby to dla mnie trudne (bo jednak obcowanie ze skrajnie zaburzonymi osobami przyjemne nie jest), ale nie byłoby już traumatyczne - bardzo sprawnie bym sobie z tym poradził, mam już przerobioną ścieżkę.

Miałem dobrych parę lat później trochę innego rodzaju problemów z jakimiś anonimowymi (tak im się przynajmniej wydawało :smiley: ) hejterami - szybko ustawiłem ich do pionu.

W punkt - szkoda, że czasami te lekcje muszą być aż tak bolesne.

1 polubienie

Jednym z największych zaskoczeń w moich sesjach na początku i w sesjach innych ludzi było przekonanie że wiadomo o kogo chodzi, którego z rodziców itp.

Bardzo często w trakcie sesji pokazywał się ktoś inny, z kim były skojarzone dane emocje i zapis ukryty pod nimi.

O kurwa, grubo.

Pamiętam że z ojcem też nie miałeś łatwo.

Co myślisz, możliwe jest całkowite oczyszczenie się z tego wszystkiego co mogli przekazać dysfunkcyjni rodzice, życie w ogólnym komforcie I szczęściu, czy jednak coś zawsze zostaje i rzutuje, stałe lub czasem odzywa i odbiera radość życia?

Zastanawiałem się nad tym i w sumie to sam nie wiem.

1 polubienie

U mnie na 4 z 5 sesji dotarliśmy właśnie do różnych sytuacji związanych z mamą (stalkerka też reagowała w podobnie histeryczny sposób jak mama, była również mistrzynią manipulacji, gaslightingu, obwiniania, zjednywania sobie sojuszników w walce z “wrogiem”, na przemian mnie skrajnie idealizowała i dewaluowała - no taka klasyka wśród toksycznych ludzi). Tylko jedno skojarzenie dotyczyło mojej babci. No i ta sytuacja związana z odrzuceniem w 4 klasie podstawówki, o której wspomniałem i przekonanie zaimplementowane mi wcześniej przez mamę, że jestem z natury “zły” (bardzo chciałem przez większość życia udowodnić, że jest inaczej). Przepastne pokłady toksycznego wstydu. To tak z grubsza (plus wpojona mi duża podatność na manipulacje) złożyło się na to, że doznałem w tamtej sytuacji “traumy”.

A to tylko niewielka część tego, co potrafiła - dobra szkoła :smiley:

Jak człowiek to wszystko opracuje poznawczo to potem zyskuje świetny filtr na toksyków - rozpoznaje manipulacje w mig i nie wchodzi z nimi w głębsze interakcje.

Miał swoje odpały (okrutnie mnie w dzieciństwie wyzywał - od idiotów, baranów, kretynów, no taki miał styl rozładowywania stresu z całego dnia :smiley: ), ale nie był w sumie taki najgorszy - spędzał ze mną więcej czasu niż ojcowie moich kolegów, graliśmy razem przez lata w siatkówkę, jeździliśmy na mecze, oglądaliśmy razem filmy (do dzisiaj uwielbiam westerny!). No i ogólnie był sprawczy, bardzo zaradny, obok wad miał całą masę zalet. Co ważne - nie był pantoflem, dał mi dosyć dobre wzorce relacyjne - do dzisiaj tworzą z mamą całkiem udany związek.

Teraz mamy z tatą fajną relację, z mamą zresztą też.

Jestem przekonany, że nie jest to możliwe, z kilku powodów.

Nie ma czegoś takiego jak „pełne wyczyszczenie się do zera”, jakbyś formatował dysk. To, co wynosimy z dzieciństwa — zwłaszcza z relacji z dysfunkcyjnymi rodzicami — zostaje w układzie nerwowym, schematach myślenia, reakcjach emocjonalnych. Tego nie da się całkowicie usunąć, bo to część tego, jak powstała nasza psychika.

Terapia nie prasuje ścieżek neuronowych w mózgu, które rzeźbiliśmy i utrwalaliśmy działając na automacie przez jakieś 30 lat - stare schematy z nami zostają na zawsze obok nowych, wypracowanych w trakcie terapii czy pracy indywidualnej. Gdy człowiek jest w gorszej formie, niewyspany, nienawodniony, przebodźcowany, mało uważny może skorzystać ze “starych”, utrwalonych wcześniej sposobów reagowania - mimo, że umie już zachowywać się inaczej. Trwa to jednak już dużo krócej niż kiedyś, szybciej się z tego podnosimy. To trochę jak ze starą kontuzją — może czasem ją poczujesz przy zmianie pogody, ale możesz normalnie żyć, biegać, być sprawny.

Mi ta wiedza daje dużo spokoju - przykładowo nie wymagam “poprawnego” zachowania od ludzi, którzy nigdy nie byli na terapii czy nie wykonali żadnej pracy nad sobą i znają tylko to, czego nauczyli się w dzieciństwie, są na łasce swoich mechanizmów obronnych i dosyć prymitywnych, widocznych na pierwszy rzut oka sposobów kompensowania własnych nieprzerobionych kompleksów. Każdy działa tak jak najlepiej umie.

Wstyd czy lęk są poza tym kontekstualne - odpalają się w określonych sytuacjach, na zasadzie skojarzeń. Nie da się od nich uwolnić raz na zawsze - w jednej sytuacji możemy być bardzo pewni siebie, a w innej trząść się jak galareta. Zawsze będą jakieś blokady czy ograniczenia. Ludzie często myślą, że „zdrowie” = brak trudnych emocji, a to po prostu nieprawda. W mojej ocenie zdrowie to zdolność do przeżywania wszystkiego, ale bez rozpadania się i bez ucieczki od życia.

Poznałem w swoim życiu kilku mistrzów zen, nauczycieli medytacji, różnych psychologów, filozofów czy kołczów, jeździłem w swoim czasie na różne warsztaty, odosobnienia medytacyjne, byłem na vipassanie, w klasztorze buddyjskim i łącznie na trzech terapiach. Przemedytowałem tysiące godzin. Spotkałem w tym czasie bardzo wielu ludzi pracujących nad sobą - niektórzy ponad 30 lat, bardzo mądre jednostki. Każdy jeden z czymś się zmagał, miał jakieś trudności, obsesje, kompulsje, drobne ułomności charakteru. Tacy jesteśmy jako ludzie.

Moja druga terapeutka powiedziała mi trzy mądre zdania, które zapamiętałem - “nie da się mieć wyłącznie pozytywnych myśli na własny temat - sukcesem już jest to, że będziemy mieć o 1% więcej wspierających myśli niż tych negatywnych”, “jeśli będziemy siebie widzieć w 70% to już jest bardzo dobrze” i “każdy człowiek, nawet oświecony, ma czasem taki dzień, że czuje się jak kupa” :wink:

Warto się rozwijać, pokonywać swoje ograniczenia i trudności, ale z dużym współczuciem i wyrozumiałością dla samego siebie - nie wybraliśmy sobie własnych uwarunkowań, genów, rodziców, otoczenia, w którym dorastaliśmy, wzorców kulturowych, pierwszych znajomości, kolegów, koleżanek z podstawówki - a to wszystko miało na nas kolosalny, w dużej mierze determinujący wpływ. Zawsze będziemy w jakimś stopniu ich niewolnikami i nie ma w tym nic złego.

2 polubienia

W sytuacji w której wiem na 100%, że kłamałeś co do VD, jestem w stanie uwierzyć, że kłamałeś również na temat tej drugiej użytkowniczki. I zdecydowanie bardziej wierzę jej niż Tobie.

One obie twierdzą, że najpierw próbowałeś je podrywać, a gdy Cię odrzuciły, to zacząłeś robić świńskie akcje.

BTW Inna osoba niż te dwie powiedziała coś w stylu “Johny to z pozoru miły gość, ale gdy nie dostaje tego czego chce, to dostaje szału”.

Ja ufam VD, ale nawet gdybym w ogóle jej nie znał, to pomyślałbym, że jeżeli dwie kobiety mówią, że doznały tego samego typu świńskiego zachowania ze strony tego samego faceta, to jest wysokie prawdopodobieństwo, że jest to prawda.

Dwie kobiety twierdzące coś takiego na Twój temat - na jednym niszowym forum, na przestrzeni raptem 2 lat czy coś… Ciekawe jak to wygląda w innych środowiskach i w całym Twoim życiu. Bo te 2 powyższe sytuacje sugerują istnienie pewnego schematu. I moim zdaniem jest wysoce prawdopodobne, że miałeś w swoim życiu więcej takich sytuacji. Z czego biorą się moje wątpliwości co do sytuacji ze stalkerką.

Oczywiście, być może w sytuacji ze stalkerką było tak jak piszesz - nawet jeżeli u kogoś widać pewien schemat, to nie oznacza to, że wszystkie jego interakcje z ludźmi pasują do tego schematu.

A nawet jeżeli zniekształciłeś historię na swoją korzyść i tak naprawdę był tam element Twojej winy, to w dalszym ciągu mogłeś doznać autentycznej traumy po zdoxowaniu.

Moim zdaniem zrozumieją to, że mam wątpliwości co do obiektywności opowieści o stalkerce - wątpliwości uzasadnione innymi sytuacjami.

BTW Ogólnie z opowieściami o cierpieniu jest taki problem, że bardzo często ktoś naprawdę cierpiał, ale nie mówi 100% prawdy - ludzie często “wycinają” z takich opowieści swoją winę lub ją minimalizują. Mam na myśli nie opowieści o cierpieniu z dzieciństwa, a opowieści o cierpieniu w dorosłym życiu - szczególnie jeżeli chodzi o kontakty z płcią przeciwną.

To jest toksyczne i oburzające krzywdzenie dziecka. :frowning:

Jednocześnie moim zdaniem jesteś trochę podobny do matki - według mnie masz w sobie trochę histeryczności i tendencji do “odpalania się”.

To nie musi być trauma, to mogą być też geny. Znam przypadek gdy ktoś wychowywany przez matkę rozwiedzioną z ojcem ma wypisz wymaluj osobowość ojca z którym prawie nie miał kontaktu, a jest kompletnie inny niż matka która go wychowywała.

To nie jest uniwersalne - ja nie widzę czegoś takiego w moim życiu. I w życiu wielu innych znanych mi osób również nie.

@Hodowca

Widzę, że próbujesz mnie zdyskredytować na forum, które zresztą współtworzę. Nie mam zamiaru tłumaczyć się z plotek dotyczących wydarzeń sprzed paru lat ani brać udziału w takich zagrywkach. Z mojej strony temat jest zamknięty.

3 polubienia

Nie interesuje mnie dyskredytowanie Cię na forum. Po prostu znam relacje wiadomych dwóch użytkowniczek i autentycznie zastanawiam się, czy w przypadku „stalkerki” nie było podobnie.

Ładnie opisane.

Doszedłem do wniosku, że suma naszych doświadczeń to osobowość, tożsamość i z tych trudnych da się wyciągnąć wartość.

A co do pracy, to warto pracować nad tym co nam nie służy, nie sprawdza się czy sabotuje. Resztę zaakceptować i polubić :wink:

A ja w Twoim zachowaniu widzę. Nawet w tym temacie powielasz swój schemat.

Masz miejsce gdzie możesz się swobodnie wypowiadać, o co z Twoim zachowaniem niełatwo. Nikt Ci tu nie przeszkadza, możesz sobie pisać co Ci silnana język przyniesie na swój temat, czy na tematy o których pisać zwykłeś. Z jakiegoś powodu jest Ci to potrzebne, lubisz to, bo od lat próbujesz to robić w różnych miejscach. Z reguły Cię wyrzucano, a tu masz jak u Panz Boga za piecem. Nikt się z Ciebie nie śmieje, nie szydzi i nie kłóci.

A Ty właśnie próbujesz to sobie zniszczyć, coraz bardziej drążąc temat nie wiadomo właściwie po co. Na co liczysz? Coś takiego przeważnie kończyło się kłótniami. Tęsknisz za tym?

Podzieliłeś się wątpliwościami, dostałeś swoją odpowiedź i innej raczej nie będzie, mimo to eskalujesz stawiajac rozmówcę w dosyć dziwnej sytuacji.

Rozmówcę, który może Cię stąd wyrzucić ruchem palca.

Jak dla mnie, dosyć wyraźnie widać pewien schemat. Masz to czego chciałeś, co lubisz, a jednocześnie próbujesz to sobie zniszczyć. Coś takiego robiłeś już kilka razy.

2 polubienia

Dzięki za podzielenie się trudnym doświadczeniem. Podziwiam odwagę. Taka wypowiedź jest cenna choćby z tego powodu, że świadczy o tym, że zdobycze nowoczesnej neuronauki (np. EMDR) działają. Mam znajomego, który mocno interesuje się tą tematyką stąd mam wgląd do literatury.

1 polubienie

wrzuciłem to z ciekawości do chata gpt, on uważa, ze to właśnie chcesz zrobić z Dzonym:

:magnifying_glass_tilted_right: Co on tu dokładnie robi (mechanizm)

To NIE jest zwykły komentarz. To jest zestaw technik:

1. Plotka + „świadkowie”

„dwie kobiety twierdzą…”

To klasyczne: :backhand_index_pointing_right: tworzenie fałszywego konsensusu

Nie daje dowodów, tylko:

  • „ktoś powiedział”

  • „ktoś twierdzi”


2. Sugestia wzorca

„to sugeruje schemat”

Czyli: :backhand_index_pointing_right: z pojedynczych (nieweryfikowalnych) historii robi „jego naturę”


3. Rozszerzenie na całe życie

„ciekawe jak to wygląda w innych środowiskach”

To jest bardzo ważne: :backhand_index_pointing_right: próba wbicia mu tożsamości negatywnej

Nie „zrobił coś”, tylko: :backhand_index_pointing_right: „taki jest”


4. Pozorna racjonalność

„gdybym jej nie znał, to bym pomyślał…”

To jest maska: :backhand_index_pointing_right: „jestem obiektywny”

A w rzeczywistości: :backhand_index_pointing_right: robi narrację przeciwko niemu


:warning: Najważniejsze: czego on chce

Nie chodzi o prawdę.

On chce:

  1. wywołać jego reakcję emocjonalną

  2. ustawić go jako tego, który się tłumaczy

  3. zbić jego status na jego własnym forum


słabe to

1 polubienie

@O_N Yolo, niestety jak widać po przerwie wróciłeś do uprawiania manipulacji. Robisz to względem mnie już 6 lat.

Manipulujesz pisząc o “różnych miejscach” i że “z reguły” mnie wyrzucano. Co brzmi tak jakby chodziło o długą listę forów. Gdy tak naprawdę chodzi o 2 fora.

Poza tym doskonale wiesz, że tak naprawdę to wszystko wyglądało inaczej niż sugerujesz.

1- Nie chodziło o mnie, a o VD. Byłem na tym pierwszym forum około 2 lata zanim pojawiła się tam VD i nie miałem większych problemów - nawet pomimo wyrażania krytycznego stosunku do Red Pill.

VD przeorała kompleksy, traumy znacznej części użytkowników i dało się wyczuć, że również władz forum, a mnie się oberwało za zaangażowanie w jej obronę.

Na drugim forum odczuliśmy wzrost wrogości od momentu w którym ktoś inny założył wątek o seksie grupowym, a VD radośnie i z detalami opisała nasze praktyki seksu grupowego. Z jej punktu widzenia ona robiła dobrą robotę zapewniając informacje z pierwszej ręki, ale można się domyślać, że dla wielu zakompleksionych użytkowników to był ogromny cios w ich kompleksy i wręcz trauma. Później, gdy to zauważyliśmy, to zaczęliśmy się bawić w celowe denerwowanie ich, ale co, nie wolno nam pisać o fajnych rzeczach które mamy w naszym życiu? :slightly_smiling_face:

2- Na tamtych forach były ogromne patologie.

Na tym drugim sam doświadczyłeś tego, że kolega moderatorów wielokrotnie Cię zaczepiał, a moderacja nie widziała w tym problemu. Ten sam kolega moderatorów zaczepiał mnie i VD, a moderacja obarczała nas winą za prowokowane przez niego kłótnie. Ten sam kolega moderatorów zaczepiał jeszcze dwóch innych użytkowników i jedną użytkowniczkę… Aż w końcu użytkowniczka odeszła przez niego z forum i chyba dopiero wtedy dotarło do nich, że powinni na niego jakoś wpłynąć.

To samo miało miejsce z Twoją byłą - ona najpierw zaczepiała mnie i VD, a potem zaczepiała dwie inne użytkowniczki. W tym drugim przypadku “zasłynęła” z wypisywania im na czacie tekstów o kale, o odchodach. :face_vomiting:

W praktyce te dwie osoby wytwarzały zdecydowanie powyżej 50% kłótni na forum, ale miały taryfę ulgową. A my byliśmy nielubiani za życie seksualne poza zasięgiem reszty, a także za wyrażanie sprzeciwu przeciwko nieprawidłowościom. Raz dostałem długiego bana za kulturalne wypunktowanie tego, że obarczają nas odpowiedzialnością za kłotnie rozpoczynane przez innych - względem których stosują taryfę ulgową. To jest w sumie klasyka Red Pill - oni muszą “mieć rację” nawet gdy obiektywnie jej nie mają.

Tak więc kogo chcesz Yolo nabrać przez obsadzanie mnie w roli “tego złego” - możesz nie wiedzieć o wszystkim, ale przecież wiesz o tym na co sam kiedyś narzekałeś.

Ok, można się tu dopatrzeć jakiegoś schematu, ale to co zanegowałem brzmiało tak:

“Śmieję się czasem że życie to najlepszy trener. Podsyła nam pewne sytuacje do momentu, aż zrozumiemy że coś jest nie tak i to nie inni są winni, tylko mamy robotę do zrobienia.”

Moje doświadczenia życiowe są takie, że bardzo często to właśnie inni są winni, a nie ja. Nigdy w życiu nie poniosłem poważnych konsekwencji niczego co zrobiłem, za to wiele wycierpiałem przez innych (w młodości).

Co do sytuacji z forami, to chyba nie rozumiesz tego, że ja czuję się MEGA wygrany. Poznałem na forum VD - kobietę tak absurdalnie wspaniałą, że cały czas mnie to rozwala. Pod wieloma względami moje wyobrażenia co do tego co to znaczy “fajna kobieta” zostały brutalnie rozwalone na kawałki - w sensie pozytywnym.

“Nauka” jaką wyciągnąłem z tej sytuacji jest taka, że powinienem podążać za moją intuicją i być sobą nawet jeżeli komuś to nie pasuje. I poczułem, że nie doceniałem siebie i że jestem dużo lepszy niż myślałem.

Forumowe kłótnie były denerwujące, ale po naszej stronie było w tym też wiele z…romansu. W tym było poczucie wspólnego wroga, wspólnoty, wspólne omawianie i czasami pisanie, czułości, seks oralny…

Teraz to się nam znudziło, straciło świeżość (klimat forumowego romansu/wspólnej walki), ale ja czasami napiszę coś na jakimś forum - robiłem to dawno przed poznaniem VD. Lubię to, ale to nie daje tego samego klimatu co “wojenne” postowanie wspólnie z VD.

A co do tego, że rzekomo “to nie inni są winni”, to te wszystkie forumowe doświadczenia prowadzą mnie w innym kierunku. Teraz jestem dużo bliżej “arystokratycznego” podejścia VD - według którego wielu ludzi to plebs nienawidzący lepszych od siebie. VD uważa, że okazuję za dużo uwagi i życzliwości “śmiertelnikom”.

Tak więc podsumowując - u mnie to kompletnie nie idzie w kierunku który opisałeś. Życie “popycha” mnie w innym kierunku, “mówi” co innego.

Kto manipuluje, kolega powyżej wyraźnie pokazał.

Obchodzisz mnie tyle co nic, ale zaczynasz znów robić syf więc się odniosłem.

Dalszej części nie czytam, nie chce mi się tracić czasu na to lepkie bagienko. W ciemno obstawiam że jest tam o tym jaki Ty jestes wspaniały a inni przeciwnie, nie poznali się na Twoim geniuszu. No i że nie jest tak jak Ci ktoś pokazuje, tylko tak jak Ty chcesz to widzieć.

Plus standardowy zestaw manipulacji, ale to już norma.

W tym temacie wyraźnie się zaprezentowałeś, nie trzeba niczego więcej.

3 polubienia