Witajcie, z tej strony Łukasz, lat 32.
Prawdopodobnie nie będzie to dla Was zaskoczeniem: szukam miejsca, gdzie bez wstydu i masek będę mógł opowiedzieć o swojej drodze. Przez lata zmagałem się z różnymi trudnościami. I choć bywały chwile, gdy teoria red pill wydawała się kusić prostymi odpowiedziami, zawsze czułem, że kłóci się ona z moją wrażliwością.
Dziś jestem w punkcie zwrotnym. Po wielu wygranych bitwach z losem, zderzyłem się ze ścianą w kontekście zrealizowanych celów oraz mojego związku. To był sygnały alarmowe, które uświadomiły mi, że to najwyższy czas, aby przestać uciekać i zajrzeć w siebie, szukając odpowiedzi co docelowo ma być punktem wyjścia do nowej jakości w życiu.
Dom, którego nie było
Dzieciństwo miałem skomplikowane. Z jednej strony byłem wesołym, lubianym dzieciakiem, z drugiej – regularnie patrzyłem na przemoc ojca wobec matki. Ojciec był surowym człowiekiem z południa, wywodził się z rolniczej, mało wylewnej rodziny. Zmagał się z alkoholizmem i depresją, co skończyło się jego samobójstwem, gdy miałem 15 lat. Szczerze? Nie przeżyłem tego mocno. Czułem ulgę.
W domu brakowało autorytetu, co przełożyło się na mój brak asertywności, pewności siebie i poczucia własnej wartości. Sport był jedyną przestrzenią, w której odzyskiwałem poczucie sprawstwa. To właśnie ta odskocznia w najtrudniejszych momentach przypominała mi, że jestem coś wart i jednocześnie była moją tarczą przez całe dotychczasowe życie. Mama robiła, co mogła, ale jej własne ograniczenia sprawiły, że startowaliśmy z dość niskiego pułapu. Problemy ojca przelały się na nią - depresja i alkoholizm, z którymi mierzy się już od 15 lat i nic z tymi nie robi. Czasami wjeżdża z drzwiami do mojego życia, co wprowadza na moment chaos, ale jest to coś nad czym pracuję.
Edukacyjny slalom, wejście w dorosłość
Z moją edukacją było różnie. Potencjał był, ale wolałem kumpli i imprezy. Przeszedłem przez rok w zawodówce budowlanej, potem liceum, aż wylądowałem w szkole dla dorosłych, co połączyłem z wejściem na ścieżkę zawodową. Wtedy też zacząłem pracować w sklepie sportowym. I tam po raz pierwszy poczułem, że mam do czegoś smykałkę. W ciągu ponad 4 lat przeszedłem drogę od sprzedawcy do kierownika najlepszego oddziału w Polsce osiągając przy tym fajne wyniki. W tym samym czasie moje życie uczuciowe było katastrofą. Zaliczyłem dwa krótkie związki, z których wyszedłem mocno poobijany. Z jednego z nich narodziła się córka, która jest dziś w wieku szkolnym.
Żona i relacja, która trwa
9 lat temu poznałem swoja żonę. To był punkt zwrotny. Ona – wykształcona pani magister, ja – ambitny, ale surowy „chłopek roztropek”. Zamieszkaliśmy razem po 3 miesiącach. Partnerka zaczęła mnie cywilizować. Do dziś pamiętam wstyd, gdy poprawiała moje „poszłem” na „poszedłem” albo gdy uczyłem się trzymać nóż w prawej ręce, choć od zawsze trzymałem go w lewej - doceniam te nauki, mimo, że było to dla mnie cholernie wstydliwe i źle się z tym czułem. Idąc dalej, To ona pchnęła mnie do matury, przez co pół roku harowałem, żeby nadrobić braki, zdać egzamin i otworzyć sobie drogę na studia. Szło nam dobrze - wspólne mieszkanie na kredyt, zaręczyny po 2 latach, optymizm. Partnerka ceniła moją zaradność i to, że potrafię załatwić wszystko z każdym.
Zawodowe turbulencje i pozytywne zmiany
Moja kariera to nie była tylko linia wznosząca. Po sporcie poszedłem w motoryzację. Początki były obiecujące, ale po roku dostałem wypowiedzenie. To mnie dobiło, popłakałem się (dosłownie). Potem było kolejne miejsce, gdzie nie przedłużyli mi umowy. Dopiero za trzecim razem zapewniłem sobie stabilność na kolejne 4 lata. Zarabiało się fajnie, ale czułem, że stoję w miejscu. Szukałem zmiany przez rok. W końcu trafiłem do wymarzonej branży technologicznej, w której mam prawdziwe poczucie rozwoju i realnego wpływu na to gdzie organizacja może być za 2-3 lata. Tutaj jest wszystko w jak najlepszym porządku.
Dom, studia i… ściana
Ostatnie dwa lata to był czas tytanicznej pracy. Będąc już 3 lata po ślubie, wpadłem na pomysł: sprzedajemy mieszkanie, kupujemy dom (bliźniak). Wbrew przekonaniu mojej żony, że to się absolutnie nie uda, zacząłem zwyczajnie działać. Po miesiącu poszukiwań znalazłem dom i zająłem się w zasadzie wszystkim - formalnościami, “załatwianiem”, negocjowaniem, kontrolowaniem postępów. W tym samym czasie studiowałem zaocznie. Obrona i ukończenie studiów z wyróżnieniem przypadła dokładnie na moment przeprowadzki i zmian zawodowych. No i udało się. Wszystko pięknie, kolejne dwa wielkie cele odhaczone. Ale właśnie wtedy, gdy osiągnęliśmy wszystko to co sobie założyliśmy, coś zaczęło pękać. Mówiąc wprost zaczęliśmy z żoną oddalać się od siebie - skupianie się na sobie, szukanie autonomii, coraz rzadsze dostrzeganie i realizowanie naszych potrzeb - można by rzec klasyka gatunku. Mocno trzymają nas przy sobie nasze psiaki, które absolutnie kochamy, no i rzecz jasna formalnie kredyt, ale to chyba też nic zaskakującego.
Szukanie autentyczności
Aktualny rok jest dla mnie rokiem prawdy. Postawiłem na zdrowie psychiczne. Na terapii rozliczam się z dzieciństwem, które mnie ukształtowało z całym tym bagażem. Ostatnio też zacząłem dużo słuchać Jacka Masłowskiego i przymierzam się do uczestnictwa w męskich kręgach. Jego treści były dla mnie wyzwalające i uświadomiły mi, że jako facet nie mam czego się bać. Że mam pełne prawo być wrażliwym, mieć swoje potrzeby i wyrażać je głośno, zamiast dusić wszystko w środku, żeby „tylko był spokój”. Uczę się godzić z tym, że nie zawsze i nie w każdym aspekcie muszę „dowozić” na 100%. Że mogę odpuścić rolę wiecznego pogromcy problemów i po prostu być sobą. W pewnym stopniu odświeżające są też dla mnie treści podawane przez Marka Mansona, a jego książka “Subtelnie mówię fuck” ułatwiła mi nabrania zdrowego dystansu do postrzegania otoczenia. Aktualnie w ramach autoterapii czytam książkę A. Kozak “Uwięzieni we własnej głowie”, z którą już od pierwszych stron zacząłem się mocno utożsamiać. Równolegle buduję formę życia w sporcie, ale teraz to już nie jest ucieczka, tylko świadomy wybór. Chcę stać mocno na własnych nogach i być gotowym na każdą konsekwencję własnych decyzji, podejmowanych w pełnej zgodzie ze swoimi potrzebami i autentycznością, które szukam.