W jaki sposób patriarchat skrzywdził także nas, mężczyzn?

Panowie, nie trudno nie zauważyć, że w tzw. manosferze istnieje silna tęsknota za systemem, który z założenia dawał władzę mężczyznom i z którego czerpaliśmy jako grupa wiele przywilejów społecznych.

Redpillowi guru nawołują do powrotu samca alfa, do przywrócenia dawnych ról społecznych i starego porządku. Mam wrażenie, że większość z nich zwyczajnie nie jest w stanie dostrzec (bo to po prostu nieosiągalne, gdy człowiek nie wykona ze sobą choćby minimalnej pracy wewnętrznej), że system ten - w którym odgrywaliśmy dominującą rolę - krzywdził także nas, mężczyzn. Chciałem w tym wątku zebrać te wszystkie krzywdy do kupy.

Wychowaliśmy się w społeczeństwie, które mówiło nam, kim mamy być: silni, twardzi, niezłomni, samowystarczalni. Ale czy to naprawdę była wolność? Im dłużej o tym myślę, tym bardziej widzę, ile kosztów jako mężczyźni ponosimy za te “przywileje”. Poniżej kilka rzeczy, które dostrzegam — dajcie znać, co myślicie.

1. Ograniczenie emocjonalności

Społeczna presja, by nie okazywać emocji takich jak smutek czy lęk oraz wykpiwanie męskiej wrażliwości prowadzi do tłumienia uczuć, co wielu przypadkach może skutkować:

  • depresją,

  • problemami w relacjach (nie tylko damsko-męskich),

  • zaburzeniami psychicznymi,

  • uzależnieniami.

Mężczyzn uczono, że „prawdziwy facet jest twardy i nie płacze”, co blokowało rozwój zdrowej emocjonalności. Piszący te słowa do 32 roku życia był chodzącym betonem - pozwalałem sobie wyłącznie na agresję. Skończyło się to zaburzeniem nerwicowym i koniecznością skorzystania z terapii.

2. Przymus bycia „silnym” i dominującym

Patriarchat tworzy toksyczny wzorzec męskości oparty na:

  • dominacji,

  • rywalizacji,

  • braku empatii,

  • fizycznej lub psychicznej twardości.

Mężczyźni, którzy nie pasowali do tego wzorca (a powiedzmy sobie szczerze - mało kto z nas pasował, po prostu udawaliśmy takich mężczyzn) bywali stygmatyzowani lub wyśmiewani.

3. Obowiązek bycia żywicielem rodziny

W konsekwencji powyższego mężczyźni byli (i często nadal są) oceniani przez pryzmat zarobków, statusu zawodowego i zdolności „utrzymania rodziny”, najlepiej we własnym zakresie - samodzielnie. Rodzi to ogromną presję, wypalenie zawodowe i problemy z poczuciem własnej wartości w przypadku niepowodzeń zawodowych.

4. Brak prawa do opieki nad dziećmi

W systemach opartych na patriarchacie kobiety są uznawane za naturalne opiekunki dzieci, co skutkuje choćby marginalizacją ojców po rozwodach czy ograniczeniem ich prawa do opieki, nie mówiąc już o braku wsparcia dla mężczyzn wychowujących dzieci samodzielnie.

5. Brak przestrzeni dla innych form męskości

Premiując tylko jeden, wąski typ mężczyzny (heteroseksualny, dominujący, agresywny, niezależny) patriarchat wyklucza mężczyzn, którzy do tego typu nie pasują - homoseksualnych, wrażliwych, mało ambitnych pod względem materialnym czy introwertycznych.

6. Milczenie wobec przemocy wobec mężczyzn

Mężczyźni doświadczający przemocy (fizycznej, psychicznej czy nawet seksualnej) byli/są często ignorowani lub wyśmiewani. Społeczne przekonanie, że „facet sobie poradzi” lub że „mężczyzna nie może być ofiarą” skutkowało brakiem wsparcia i wstydu przed szukaniem pomocy.

7. Stygmatyzacja zależności i proszenia o pomoc

Mężczyźni byli uczeni samodzielności do granic absurdu, co powodowało (a w zasadzie w dalszych ciągu powoduje) niechęć do korzystania z terapii, izolację emocjonalną i brak wsparcia w życiowych kryzysach.

8. Dyskryminacja w sferze edukacyjnej i wychowawczej

W tradycyjnych modelach wychowawczych chłopców często nie wspierano w rozwijaniu empatii czy kreatywności — uważano je za „niemęskie”, niepraktyczne. Karano (w różnej formie) chłopców za wyrażanie emocji lub „niemęskie” zainteresowania (np. sztuką).

9. Ograniczenie bliskości między mężczyznami

Homofobia kulturowa w patriarchacie sprawia, że mężczyźni boją się nawiązywać bliskie, emocjonalne relacje z innymi mężczyznami. To w połączeniu z cichym, niepisanym zakazem zwierzania się kobietom ze swoich problemów (bo przecież “facet nie może okazywać słabości”) prowadzi do ogromnego poczucia samotności, braku wsparcia emocjonalnego i głodu bliskości.

To tylko niektóre rzeczy, które zauważam. Nie chodzi mi o to, żebyśmy się nad sobą użalali - istotna jest świadomość. Dopóki nie nazwiemy tego, co nas ograniczało i dalej ogranicza — nie ruszymy do przodu.

Napiszę tyle - od momentu, gdy odrzuciłem te ograniczenia moje relacje z ludźmi uległy ogromnej poprawie, potrafię budować bliskie relacje zarówno z kobietami, jak i z mężczyznami. Wcześniej byłem jak za szybą - niby w relacjach, ale jakby mnie w nich faktycznie nie było.

Ciekaw jestem, jak Wy to widzicie. Czy któryś z tych punktów przemawia szczególnie do Was?

2 polubienia

Nie jestem do końca przekonany, czy za czym jest ta tęsknota. Znaczy, czy do końca faceci wiedzą czego chcą. Widzą często w głowie wizję, której nigdy nie było.

No właśnie patrząc z tej perspektywy, to nie byliśmy samowystarczalni. Postęp cywilizacyjny sprawił, że więzi społeczne zanikły i jeden drugiemu wilkiem, sąsiad sąsiadowi sąsiadem. Kiedy tak naprawdę małe społeczności jak w np plamieniach sobie pomagały. Z tej perspektywy i naturalny podział ról. Podział ról płciowych w tradycyjnych społeczeństwach plemiennych – zarówno wśród rdzennych ludów Ameryki, jak i dawnych plemion europejskich – był złożony i często oparty na komplementarności, a nie tylko dominacji jednej płci. Wiele zależało od konkretnej kultury, klimatu, trybu życia (koczowniczego czy osiadłego) i duchowych przekonań. Tak jak mężczyźni byli silniejsi i szli ryzykować życiem poza wioskę, tak kobiety odgrywały znaczące role wewnątrz, praktycznie dominując. Kobiety i mężczyźni mieli różne, ale równoważne role. Każda płeć była powiązana z siłami kosmicznymi, np. kobieta z ziemią i życiem, mężczyzna z ogniem i działaniem. Rola kobiet często była związana z rytmem natury, płodnością, księżycem. Role mogły się zmieniać zależnie od potrzeb wspólnoty. Odkąd zaczął się pogoń za pieniędzmi i dobrami materialnymi, wtedy mam wrażenie nastała akceleracja izolacji jednostek i powstanie tzw rodziny atomowej.

Witam w klubie. Miałem to samo. Bylem dorosłym dzieckiem, który nigdy się nie nauczył jak reagować na emocjonalne bodźce inaczej niż złością. Teraz wiem, że nikt mnie nie nauczył się zmierzyć się z wewnętrznymi siłami, a przykład w domu miałem ch***wy. Zaburzona matka i wycofany ojciec. Teraz z perspektywy czasu widzę, że nadal “cierpimy”, lub lepiej dostajemy rykoszetem IIWŚ, kiedy mężczyźni skupieni na odbudowie oddali całą moc wychowania matkom. Zanikły też rytuały inicjacji.

Teraz to się nasiliło, poprzez promowanie “sukcesu” w mediach i ekstremalną promocją “mieć”. Kiedy tak naprawdę ludzie sobie nie uświadamiają, że wszystko, co posiadasz, posiada też ciebie. Rzeczy materialne nie wypełnią pustki wewnątrz i tylko w krótkim okresie dadzą radość. Szukamy, jako obecne społeczeństwo, siebie zawsze gdzieś za zakrętem. Kiedy jeden pokonamy, patrzymy na następny i następny. Przez to wartością, jaką inni są oceniani, jest wartość zdolności finansowej.

To jest bardzo przykre, bo tacy ludzie byli i są podwójnie poszkodowani. Raz przez te złe doświadczenia, drugi raz przez strach i piętnowanie wstydem, czy nawet winą.

Tylko przez kogo byli tego uczeni? Tutaj muszę rację przyznać zwolennikom redpill. Przede wszystkim przez kobiety, którym się wydaje jak powinien wyglądać i działać prawdziwy mężczyzna. Wiedzę poznaną z książek, bajek, czy filmów. Tak samo jak społeczeństwo zostało uwarunkowane kłamstwami o miłości wymyślonymi w XVIII czy XIX wieku. Cały system edukacji jest skażony, bo opanowany przez kobiety nie pozwala się chłopcom na prawdziwy rozwój. Od wieków okres inicjacji był kluczowy i chłopak przestał być dzieckiem i przechodził pod opiekę ojca i mężczyzn, gdzie odbywała się prawdziwa nauka.

Patrz powyżej.

I tak i nie. Może nie homofobia, ale kult jednostki i sztucznie wpajana konkurencja i potrzeba bycia naj. Najśmieszniejsze jest, że najbardziej cenimy ludzi autentycznych z wadami. Którzy mają swoje przekonania i zasady. Okazywanie słabości w obecności kobiety, to niestety obusieczny miecz. Niestety kobiety też są warunkowane i owszem możesz się otworzyć, ale nie tak jak przed matką, czy innymi facetami. Możesz pokazać swoje zmagania, ale też musisz mieć gotowy plan. Inaczej spowodujesz utratę tego co kobieta ceni najbardziej poczucie bezpieczeństwa.

Najbardziej rezonowały ze mną punkty 4 i 5. Ogólnie ciężko prowadzić polemikę, bo z większością się zgadzam. Jedynie, nad czym trzeba by się zastanowić, to nad genezą tego skomplikowanego problemu, ale obawiam się, że jedynie co może naprawić sytuację to jakaś katastrofa wymuszająca powrót do struktur plemiennych.

Osobiście, to wielu ludzi czuje się niekomfortowo, widząc taką zmianę u człowieka i przyklejają kolejne etykiety. Też, odkąd zacząłem rozwijać świadomość, podchodzę do świata i ludzi inaczej. Widzę w wielu siebie z przeszłości ukrytego pod płaszczem traum i złych doświadczeń. Chłopców uwięzionych w ciałach dorosłych ludzi, szukających matczynej miłości i dziewczynki skrzywdzone lub opuszczone przez ojców. Ludzi, którzy z jednego matrixa przeszli do drugiego.

Dzięki za ten ważny tekst.

Dużo jest w ich retoryce sprzeczności.

Z jednej strony nie chcą być traktowani przez kobiety jak bankomaty (i wcale im się nie dziwię), z drugiej bardzo negatywnie oceniają kobiety, które chcą mieć swoje pieniądze i realizują się zawodowo, chcą powrotu “starego porządku” i klasycznego podziału obowiązków.

Z jednej strony słusznie podkreślają, że wśród mężczyzn jest wyższy wskaźnik samobójów niż wśród kobiet, z drugiej zaś dalej wspierają narrację, że facet powinien być twardy (innymi słowy - zamrożony emocjonalnie, bo do tego to się sprowadza) i “silny” (a przecież to właśnie dokładnie ta narracja powoduje, że faceci w swojej bezradności wybierają rozwiązania ostateczne!).

Z jednej strony wskazują, że pożądanie jest nienegocjowalne i swojej wybrance trzeba się podobać (słusznie, trudno się nie zgodzić), a z drugiej zachwalają systemy, w których małżeństwa są aranżowane i dany partner narzucany jest kobiecie siłą.

Nikt nie robi tak dużo złej roboty dla mężczyzn jak redpillowcy, nikt - już dawno przebili pod tym względem radykalne feministki.

Pisał o tym także Robert Bly w “Żelaznym Janie” i Robert Glover. No i tak, trudno się z tym nie zgodzić - wychowano nas w swojej masie przede wszystkim tak, żebyśmy byli grzeczni i uzależnieni od kobiecej aprobaty.

Mam w tym zakresie inne doświadczenia - często zwierzałem się kobietom z różnych moich słabości (spróbuj to zrobić w przeciętnym, męskim gronie - w najlepszym wypadku zostaniesz wyśmiany, dostaniesz etykietkę “pizdy” albo każą Ci się napić) i nie zauważyłem tego, by po czymś takim nastąpiła utrata szacunku/zanik seksu/inne rzeczy, którymi straszą redpillowcy.

Słabości są ludzkie, normalne, nie ma w nich nic nadzwyczajnego - jeśli jesteś z kobietą, która tego nie rozumie i szuka zastępczego tatusia/supermana to nie stworzysz z nią głębokiej, satysfakcjonującej relacji. Będzie musiała najpierw dojrzeć, nauczyć się opiekować sobą sama i urealnić własne oczekiwania.

Przeczytałam wszystkie punkty z uwagą, także obszerne komentarze. Dziękuję za uzupełnienie mojej wiedzy z punktu widzenia mężczyzn. Chętnie dorzucę swoje trzy grosze w kwestii, która wydaje mi się bardzo ważna i dotyczy obu płci. Chodzi mi o patriarchalne modelowanie sfery seksualnej. Jeśli wychowanie chłopców miałoby polegać na ograniczaniu ich emocji, to skazujemy ich na kiepski seks w przyszłości lub brak seksu. Erotyka to sztuka i tak warto ją traktować, ktoś kto nie ma kontaktu ze swoimi emocjami jest niezdolny do rozpoznawania i reagowania na to co czuje druga osoba. Dlatego myślę seks zanika w takich związkach, bo ileż można uprawiać masturbację we dwoje. Nuda panie, skoro część zmysłów jest w ogóle w uśpieniu, brak radości, bliskości, poczucia więzi, intymności, które w moim przekonaniu są warunkiem sine qua non pięknego seksu. Do patriarchatu mam jeden poważny zarzut. Rodzi się dziecko, rzut oka na genitalia i tadam masz już przydzieloną życiową rolę. I spróbuj tylko się w nią nie wpasować, to szybko Cię dociosają.

Fajnie że ktoś porusza ten temat. Pracuje jako psycholog w gabinecie i widzę zwiększoną liczbę przychodzących po pomoc mężczyzn, czasami juz w tak złym stanie, że po pierwsze, muszą sięgnąć po leki. Jednak odpuszczają nierzadko po pierwszym spotkaniu, lub przychodzą na kolejne, nie widząc po co (oczekiwania były takie że po 2-3 spotkaniach im przejdzie)

Widzę od lat, że od Was, mężczyzn wymaga się

  1. Hajsu
  2. Awansu
  3. Sukcesów
  4. Dobrej męskiej sylwetki

Te wymagania tworzą presję, frustrację, depresje itd

Bardzo się cieszę że młode pokolenie nie wstydzi się mowic o problemach natury psychicznej.

2 polubienia

Nie takie młode. My many swoje doświadczenia i presję tą dobrze znamy. Kilka naszych przemyśleń znajdziesz tutaj.

Poza tym zrobiliśmy to miejsce, aby dzielić się doświadczeniami i pokazać młodym, że świat nie jest taki zły jak niektórzy go malują. Każdy ma swoje kredki i może go malować jak chce. Najpierw musi tylko dotrzeć do swojej cześci odpowiedzialnej za tworzenie.

1 polubienie

Fajny post.

Jeśli dobrze się orientuję ta homofobia kulturowa to chyba element patriarchatu w wydaniu bardziej zachodnim, na wschodzie - np. Korea Południowa, Japonia, kraje arabskie - bliska przyjaźń między mężczyznami nie jest niczym dziwnym, mężczyźni mogą się przytulić, ucałować się w policzek, czy nawet usta bez kontekstu seksualnego.

A są to kultury na wskroś patriarchalne. Ciekawe z czego to wynika :slight_smile:

2 polubienia

Chyba trochę kult macho. Filmy, książki, komiksy prowadziły i prowadzą narrację, że facet musi być silny w jeden sposób. Na swój sposób meskie relacje na bliskim wschodzie są mocniejsze i przez to ludzie tworzą też coś na kształt plemion co w naszej szerokosci geograficznej i atomowych rodzinach jest traktowane z niezrozumieniem i potrafi być wyśmiewane. Człowiek był jest i pozostanie plemienna jednostka. Tego często ludziom brakuje. Na wschodzie się nie znam, ale Korea ma podobny problem jak Polska z demografia. Tam wyścig szczurów jest kosmiczny, wiec wydaje mi się że relacje przez to mogą być splycane. Japonia to kult pracy i odpowiedzialności. Przez tą presję mają wysoki odsetek samobójstw, więc nie liczyłbym na głębokie relacje.

@Kitsune dzięki za udział i witaj na forumie.

Wydaje mi się, że to ma związek z penalizacją kontaktów homoseksualnych. Konkretne formy kontaktu fizycznego mogą być wpisane na listę “wyjątków” ponieważ nie można karać każdego.

Nie spotkałem się z szeroko akceptowalnym kontaktem fizycznym między mężczyznami w Japonii - miałem dotychczas wrażenie, że to kraj z jednym z najsilniejszych tabu dotyczących kontaktów fizycznych na świecie.

Tu miał być link do Wikipedii, ale nie mogę dodawać linków, więc polecam wyszukanie “penalizacja kontaktów homoseksualnych”. Mapka dość mocno pokrywa się ze wspomnianymi przez ciebie zjawiskami.

1 polubienie