A w domu wszyscy zdrowi? Ty tak na serio tak piszesz? Nie chce mi się cytować, ale napiszę kilka uwag co zaobserwowałem.
Używasz języka polaryzującego i stawiasz się po “lepszej stronie”. Jak dla mnie afirmacji własnej wartości poprzez narrację dominacji. Dzielisz ludzi niepotrzebnie w swojej głowie. Nikt nie jest lepszy, nikt nie jest gorszy. Co więcej sam także jesteś podzielony. Część emocjonalna gdzieś została wypchnięta i kompensujesz intelektualnie. To widać, gdy w tens sposób upraszczasz rzeczywistość, dajesz wyraźny sygnał podziału świata. Twoja narracja świadczy, że potrzebujesz poczucia ekskluzywności i wyższości, bo przecież znasz tajemnice związków.
Nie widzisz, ze unikasz siebie. Może to ego ci nie pozwala, ale jak dla mnie takie podejście do kobiet świadczy o braku zrozumienia własnej emocjonalnej złożoności, a podejście do kobiet jakie reprezentujesz jest przedmiotowe i jeszcze czujesz się dumny z tego.
To często spotykane kiedy ego chroni przed zagrożeniem. Szczególnie w sytuacji u osób którzy często stawiają się w pozycji bardziej doświadczonego i “świadomego”. Krytyka staje się oznaką ignorancji innych, nie własnego błędu.
Jeżeli jesteś socjopatą, w co wątpię, to nie jesteś w stanie wejść w związek, ze względu np na podstawowe braki jak empatia. Relacje oparte na dominacji i podporzadkowaniu są kruche z natury, więc twoje doświadczenia będąc w prawdziwych relacjach mogą nie istnieć. Ogólnie ja wyczuwam tutaj ukryty lęk, szczególnie jak preferujesz relacje powierzchowne. Unikasz go jak możesz, przez co unikasz siebie. Może boisz się być postrzegany jako słaby, albo/i boisz się być odrzuconym. Widać w tym zarówno mechanizm kompensacyjny własnych słabości, tych częsći których nie akceptujesz jak i ucieczkę w tą uproszczoną narrację “silni kontra słabi”.
Parafrazując Herberta, schemat w schemacie w schemacie. Wszystko zaczyna się w dzieciństwie. Opisze ci jeden.
Był sobie chłopiec. Chłopiec dorasta w środowisku, gdzie czułość i wrażliwość były deprecjonowane, a siła i dominacja nagradzane, może internalizować przekonanie, że tylko twardość daje bezpieczeństwo i akceptację, a sam brak stabilnej więzi z matką lub ojcem często prowadzi do nadmiernej potrzeby kontroli w dorosłych relacjach. Odrobinę później chłopiec zauważa, że bycie miłym nie przyniosło mu uznania czy zainteresowania kobiet, co wryło u niego poczucie upokorzenia. Reakcją obronną staje się przyjęcie przeciwnej roli. Reakcja na lęk przed odrzuceniem. Dorasta i zauważa, że silne eksponowanie “socjopatycznych” cech może balansować tą formę lęku i maskować niepewność. Tłumaczy sobie, kiedy czuje lęk przed byciem słabym, że narracja dominacji pozwala mu ten lęk przykryć i zmienić w “siłę”. Ale pojawią się też potrzeba przynależności. Ego im mocniej zranione, tym większe. Intelektualizm w takim wypadku daje mu poczucie tożsamości i wartości.
W psychologii grupowej często pojawia się to u osób, które czują się marginalizowane i potrzebują znaleźć wspólnotę, w której będą wyjątkowe. Pojawia się też konfliktowość jako forma nieprzepracowanej agresj. Jeśli ktoś nie potrafi zintegrować własnej agresji w zdrowy sposób, może ona zostać zideologizowana, zamiast zostać uznana i świadomie przeżywana. To się dzieje u akolitów redpilla pod koncepcją redpill rage. To wszystko daje takiej osobie poczucie kontroli i przewagi, ale może równocześnie być ochronną fasadą przed głębszym lękiem przed bliskością i słabością.
Spokojnie, to wszystko można poskładać do kupy. Można mieć satysfakcjonujące życie wolne od traum dzieciństwa i mechanizmów kompensujących i wspaniale się czuć samym ze sobą nie udając nikogo.
Tak, też intelektualizuję za bardzo, ale zwykle staram się operować językiem drugiej osoby, aby lepiej zrozumiała co do niej mówię. Ogólnie to też często się mylę, więc staram się nie oceniać, ale czasami mi się nie udaje, mimo że robię to z miłością.
@marcines Ręce opadają. To co napisałeś to jedna wielka niekompetencja i wciskanie mnie - osoby której sposobu funkcjonowania ewidentnie nie rozumiesz - w ramy Twojego ograniczonego pojęcia o świecie.
Robisz dokładnie to o czym napisałem wcześniej w wątku. Gdzie napisałem, że o ile Red Pill to sekta, o tyle ludzie atakujący Red Pill to często też sekta, tylko inna. Jedna sekta atakuje drugą.
Napisałem wcześniej w wątku coś takiego:
W przypadku obu “sekt” ma miejsce w zasadzie to samo - ludzie sobie ubzdurali, ze znają się na tym na czym się nie znają. I że cały świat “musi” pasować do ich wyobrażeń. A jak coś nie pasuje, to jest “niedobrze” i problem i trzeba znaleźć jakieś wytłumaczenie, dlaczego ich poglądy jednak są słuszne i to z przeczącym ich poglądom przypadkiem coś jest nie tak.
Robisz właśnie coś takiego - uprawiasz sekciarskie myślenie i próbę wpychania kogoś kogo funkcjonowania nie rozumiesz w granice Twoich horyzontów.
Napisałem wcześniej również to:
My jesteśmy otoczeni mainstreamem, więc go znamy i rozumiemy. Ale mainstream błędnie zakłada, że jesteśmy “normalni” i jesteśmy jego częścią.
Oczywiście, że na serio. I mógłbym również na serio napisać o wiele ostrzejsze treści.
Oczywiście.
Oczywiście.
Bzdura. Obiektywnie ludzie są lepsi lub gorsi w różnych rzeczach. A jeżeli podsumuje się całość, to można się dopatrzeć pewnego “bilansu” danej osoby.
Skąd chory pomysł, że moja część emocjonalna jest “wypchnięta”?
Ja jestem całkiem emocjonalny i jestem w mega dobrym kontakcie z moimi instynktami.
Napisałem zresztą wcześniej: “Dla mnie eskalowanie gdy tylko mam na to ochotę to jest właśnie bycie mną i wyrażanie moich emocji.”
Jeżeli jeszcze doda się do tego to co pisałem o cechach socjopatycznych, to czy naprawdę trudno jest się domyślić, że jestem raczej kimś wyrażającym swoje emocje z niskim poziomem hamulców, a nie kimś duszącym swoje emocje?
Jestem emocjonalny, ale nie jestem przesadnie wrażliwy. I mam poziom neurotyzmu bardzo daleko poniżej przeciętnej. Przez co moje emocjonalnie mam inną charakterystykę niż większość populacji.
Niby jak siebie unikam? Żyjąc w sposób który daje mi przyjemność? Podążając za tym na co mam ochotę?
“Niesamowite” jest to, jak próbujesz mi wmówić, że “unikam siebie”, tak naprawdę namawiasz mnie do tego, abym odrzucił siebie i przyjął Twój światopogląd.
Czyli zasadniczo, w uproszczeniu wmawiasz mi, że bycie mną nie jest byciem mną i że prawdziwym “byciem mną” byłoby…stanie się Tobą, przyjęcie Twojego światopoglądu.
To jest tak naprawdę wysoce toksyczna, pełna fałszu postawa. To jest dosłownie sekciarskie pranie mózgu. Domyślam się, że to jest nieświadome, ale to nie zmniejsza stopnia toksyczności takiego zachowania. Tak właśnie działają sekty, że ich członkowie wmawiają innym, że ich obecne życie jest puste, złe, etc etc. i że będą “prawdziwie sobą” gdy…porzucą siebie i przyjmą poglądy sekty.
1- Ja mam własną emocjonalną złożoność - inną niż typowy człowiek.
2- Moje podejście do kobiet z punktu widzenia mainstreamu jest okropne, odrażające, oburzające, na wskroś złe, etc etc. Natomiast wiele kobiet odbiera to jako coś wysoce pociągającego i wręcz CUDOWNEGO.
Pisałem już, że mam z tego ogromne korzyści - często wręcz absurdalnego kalibru. I oczywiście, że jestem z tego zadowolony i dumny.
Jakim niby zagrożeniem?
Nie masz pojęcia o czym mówisz. Z klimatów BDSM często robią się właśnie bardzo silne i jak najbardziej prawdziwe relacje. Jeżeli ludzie są do siebie dopasowani na poziomie głębokiego, zwierzęcego instynktu, to może to stanowić o wiele silniejszy fundament związku niż to co mają normalni ludzie. A ustalona z góry hierarchia bardzo pomaga jeżeli chodzi o eliminowanie konfliktów.
“Świetna” intuicja. “Wyczucie” lęku u socjopatycznego anty-neurotyka z obniżonymi hamulcami.
Nie, niczego nie wyczuwasz (realnie). Po prostu odpala Ci się sekciarski skrypt propagandowy. Tak zostałeś wytresowany, żeby doszukiwać się “słabości”, “lęków”, etc u ludzi prowadzących styl życia inny od mainstreamowego.
W tym chodzi o to, żeby gdy ktoś “zły” ma świetne życie seksualne, poza zasięgiem “normalnych, porządnych, dojrzałych mężczyzn”, to jest zapotrzebowanie na “propagandowe objaśnienie” tego w taki sposób, żeby nie wychodziło, że ten “zły” jest w jakiś sposób lepszy lub robi coś lepiej. Jest zapotrzebowanie na taką narrację, która będzie wykazywać, że on tak naprawdę jest gorszy - bo np. ma jakieś (wyimaginowane) lęki czy niskie poczucie własnej wartości czy coś tam. W tym nie chodzi o żadną rzetelną psychoanalizę, tylko po prostu o przylepianie negatywnych etykietek ludziom nie przestrzegających zasad społeczeństwa. Głównymi adresatami tego przekazu nie są wcale “ci źli”, bo mamy to gdzieś nawet jeżeli jest to denerwujące - głównymi adresatami są normalni faceci. To jest propaganda “ku pokrzepieniu serc”, dla poprawy poczucia własnej wartości zwyczajnych facetów i utwierdzenia ich w poczuciu, że to oni są “prawdziwymi mężczyznami”.
Tak naprawdę każdy kto realnie zna temat wie, że my “źli” mamy po prostu fajniejsze, “bogatsze” życie. I że to jest to co realnie przyciąga ludzi do takiego prowadzenia się.
BTW Oczywiście bywa, że ktoś “źle się prowadzi” i ma autentyczne problemy. Ale to nie znaczy, że te problemy są przyczyną lub że gdyby je usunąć, to on by się zmienił. Jak już pisałem, mam kolegę z dobrej, zdrowej rodziny, który zaliczył ponad 100 kobiet i zaraził żonę chorobą weneryczną. On nie robi tego z powodu problemów, tylko bo lubi kobiety i seks. Ale gdyby ten sam człowiek miał np. złe stosunki z ojcem lub alkoholizm, to sekciarscy moralizatorscy pseudopsychoanalitycy od razu by powiedzieli, że to dlatego tak się prowadzi.
Nie, nie widać nic takiego, bo nic takiego nie ma - po prostu powtarzasz bezmyślnie moralizatorską propagandę którą zaabsorbowałeś.
A narracja “silni kontra słabi”, “kumaci vs frajerzy”, etc, pojawia się sama, gdy zaczynają się pojawiać różnice w wynikach między daną osobą a innymi facetami, kolegami, etc. Jeżeli ktoś jest szlachetnym człowiekiem, to może udawać, że tego nie widzi, ale nie każdy jest szlachetny.
Podobno byłem od małego gniewnym dzieckiem. Obstawiam kod genetyczny odziedziczony po ojcu, ewentualnie po tyranicznej, autorytarnej babci od strony mamy.
BTW Mam też ekstremalnie wysokie libido i najprawdopodobniej “zaburzoną” gospodarkę dopaminą, może również noradrenaliną. Co wygląda jeszcze bardziej na sprawy genetyczne/hormonalne.
I znowu - wyraźne doszukiwanie się wyimaginowanych problemów.
Nie mam problemu z byciem miłym - bycie miłym również działa. Lubię być miły i lubię być “zły”.
Widać, że nie masz pojęcia o klimatach o których mówię.
Przedstawiasz to jako ucieczkę przed jakimiś nie wiadomo jakimi negatywnymi rzeczami, gdy tak naprawdę to jest poszukiwanie przyjemności.
Ja mam poziom neurotyzmu oceniany na dolne 2-5% populacji. Nieraz byłem aż nienaturalnie spokojny w stresujących sytuacjach. O jakim lęku mówisz?
Co ma intelektualizm do seksualności i dominacji, BDSM, etc?
Ja widziałem i u repillowców I U “NORMALNYCH” FACETÓW oburzenie, wściekłość, ból, etc, gdy usłyszeli detale o moim życiu seksualnym.
Spotkałem się też z toksyczną zazdrością z powodu wyglądu i ilości moich kobiet. I nie tylko ja - wielu moich kolegów miało takie problemy.
Dlatego o ile popieram krytykowanie repillowców, o tyle wiem, że “normalni” mainstreamowi faceci często też są patologiczni.
1- Nie masz realnej wiedzy o temacie na który zabierasz głos.
2- Masz głowę wypchaną sekciarską propagandą - mającą charakter moralizatorski, “wychowawczy”, ideologiczny, a nie merytoryczny.
Odradzam. Moim zdaniem wiele z tego co mówi to brednie. Do tego sam jest wysokim, w miarę atrakcyjnym facetem, a jego stała partnerka aczkolwiek jest w miarę ładna, to nie jest w żaden sposób imponująca. Normalna 6-7/10 jakich wiele.
Ogólnie powiem tak: trenerzy uwodzenia nie są od tego, aby Tobie pomóc. Są od tego, aby na Tobie zarobić.
Jeżeli chcesz coś dobrego merytorycznie, to najlepszy jest blog Milroha. Z zachodnich polecam Gunwitcha. Ale żaden materiał nie załatwi za Ciebie sprawy - ludzie za dużo studiują materiały, a za mało działają. I za mało zdecydowanie.
Skąd ten opór przed obcym spojrzeniem. Taka mocna odpowiedź, jakbyś się obawiał, że ktoś chce ci narzucić swój światopogląd, lub ma inny pogląd niż ty sam. Bierzesz sporo rzeczy osobiście. Kogo chcesz przekonać?
Próbując dyskutować z generalizowaniem, sam generalizujesz, kiedy jedne co można uogólnić, ze każdy ma własną perspektywę. Skąd to zagrożenie i potrzeba obrony? Nikt cię nie zaszufladkuje, ani zdefiniuje póki sam tego nie zrobisz. Wiesz, że mogę pisać co chcę, i twoja potrzeba obrony przed interpretacją nie daje ci immunitetyu przed analizą. Opis mechanizmów nie zakłada moralnej oceny. To, że ktoś wyłapie mechanizm, nie oznacza że pisze “Masz się zmienić”. Ale sama reakcja daje do myślenia. Po prostu zareagowałeś przewidywalnie. Jesteś osłem. Jak wspaniale się odpaliłeś. Wszyscy są osłami. Sam jestem wytresowanym przez sektę osłem z klapkami na oczach, co widzi tylko jedną drogę. Wspaniale. Masz prawo do własnego zdania, tak jak ja do swojego.
O dominacji w relacjach. Owszem takie mogą się zdarzać, podobnie jak zdarzają się szczęśliwe otwarte małżeństwa, chociaż osobiście wszystkie te, co znałem się rozpadły po latach. Nikomu do łóżka nie zaglądam, a raczej cieszę się kiedy ludzie mają zdrowe życie seksualne. Co z wiekiem i przebiegiem regułą nie jest. To że coś “działa” jest względne. Może działać krótkoterminowo, a jednocześnie niszczyć w długim czasie zdrowie psychiczne czy stabilność w relacji. Sprawdziłem to empirycznie i prawie rozwaliłem całkiem fajny związek. Korzyści w jednym wymiarze mogą być kosztami w innym. Samo zresztą stwierdzenie, że nie masz blokad, jest oznaką blokady, bo oznacza bark gotowości do dostrzeżenia tego co nieświadome.
Z drugiej strony sam walisz etykietami na prawo i lewo, zaprzeczasz i starasz sie zdewaluować oponenta który ma własne zdanie. Spoko, skoro naprawdę nie masz lęków, blokad ani cienia, to właśnie odkryłeś w sobie pierwszy w historii przypadek człowieka doskonałego. Jung, Freud i reszta psychologów całe życie błądzili, a tu takie objawienie na forum. Tylko dziwnym trafem twoje posty brzmią jak nieustanna próba udowadniania, że wcale niczego nie musisz udowadniać. Może więc zamiast krzyczeć o sekciarstwie i propagandzie, warto zadać sobie jedno proste pytanie. Dlaczego tak bardzo potrzebujesz wszystkich przekonać, że jesteś wolny od tego, co dotyczy każdego człowieka.
Polecanie Milroha, kogoś o kim nic nie wiadomo- jak wygląda, jakie kobiety poznaje, czy w ogóle jakieś, z kimś kto nie boi się publicznej weryfikacji, poznaje kobiety i pokazuje w jaki sposob to robi, jest nietrafione.
Milroch może być dokładnie taki jak siebie opisuje, co nasuwa wnioski, które niekoniecznie moglyby mu sie spodobać, może być też zwykłym teoretykiem i mitomanem.
Poczytać można, bo czasem pisze z sensem, jednak z poprawką że ten człowiek nigdy nie chciał się pokazać, zweryfikować, a jego perypetie to określona bańka, dosyć specyficzna.
Hodowco, czy Ty jesteś tym człowiekiem, który był wielokrotnie wyrzucany z męskich forów, które tak bardzo krytykuje, wielokrotnie też na nie wracał by ponownie z nich zostać usuwanym?
Tym, który bardzo usiłował wszystkich przekonać do swoich osiągnięć romantyczno- seksualnych, do tego jak wysokiej jakości kobietami się otacza?
Wyśmiewany, wyszydzany, wreszcie wyrzucamy, wielokrotnie powtarzał ten schemat, a gdy czasem znaleźli się zainteresowani czytelnicy, bardzo chętnie opisywał siebie i swoje perypetie, szukając akceptacji, zrozumienia i szacunku?
Jak to zachowanie, jeśli to Ty, ma się do tego jak sam chcesz siebie widzieć, jak się opisujesz?
Myślę że w kontekście tego tematu, szukania akceptacji czy podziwu w męskim gronie, stanowisz doskonały przykład.
Rozumiem, że piszesz o sobie coś zupełnie przeciwnego, ale zestawiając Twoje słowa z zachowaniem, wyraźnie widać kompletny brak spójności.
Twoje zachowanie jest toksyczne i pasuje idealnie do objawów narcystycznego zaburzenia osobowości typu “covert narcissist”.
Uprawiasz typową dla “covert” narcyzów (nieudolnie) zakamuflowaną agresję - atakujesz mnie przez wyssaną z palca pseudo-psychonalizę, “wyczuwając” we mnie rzeczy których we mnie nie ma. Jednocześnie stawiając siebie na pozycji kogoś kto “wie lepiej”, kto niby zna się na psychologii, etc.
Udajesz pozytywne intencje, ale tak naprawdę realizujesz narcystyczny schemat typu “covert”:
1- Próbujesz poniżyć, zranić, zdominować drugą osobę. W tym przypadku przez wmawianie, że ktoś ma “ukryte lęki”, że “unika siebie”, etc. Czyli przez wmawianie komuś, że sobie ze sobą nie radzi i nie rozumie sam siebie. Co jest typową techniką manipulacji wykorzystytwaną przez sekty.
2- Próbujesz zrobić z siebie kogoś mądrzejszego, kto dostrzega więcej i rozumie innych ludzi lepiej niż oni rozumieją samych siebie, a jednocześnie kogoś dobrotliwego i chcącego dobrze dla innych. Co też jest manipulacją typową dla sekt.
To jest zachowanie typu “rekrutacja do sekty” - jednoczesna próba wpędzenia kogoś w stan zwątpienia w siebie i wmówienia, że sekta “wie lepiej”. Pod pozorem “pomagania” i “dobroci”.
W obu wyżej wymienionych kwestiach to co piszesz to jeden wielki fałsz. Ponieważ:
1- Piszesz między innymi, że rzekomo wyczuwasz u mnie “ukryty lęk”. Tyle, że tak naprawdę ja mam ekstremalnie niski poziom lęku i mieszczę się pod tym względem w dolnych 1-2% (2-5% jeżeli chodzi o ogólny neurotyzm).
Innymi słowy mówiąc bredzisz, że że niby “wyczuwasz” we mnie coś czego we mnie nie ma. I próbujesz wmówić mi coś czego nie ma.
2- Próbujesz zrobić z siebie kogoś kto zna się na psychologii, kto “rozumie więcej” - co również jest Twoim pustym bredzeniem. Gdybyś miał prawdziwe kompetencje z tego zakresu, a nie jedynie narcystyczne opowiadanie bajek, to nie doszukiwałbyś się “ukrytego lęku” tam gdzie go nie ma.
Szczególnie kompromitujące jest to, że doszukujesz się u mnie “lęku” po tym, jak otwarcie napisałem, że mam cechy socjopatyczne i uprawiam seks grupowy. Gdybyś miał prawdziwe, a nie fikcyjne kompetencje, to wiedziałbyś, że osoby o takim profilu często mają bardzo niski poziom lęku i wmawianie im tego często będzie kompletnie chybione - co właśnie miało tutaj miejsce.
Domyślam się, że wmawianie lęku i innych problemów to jest Twój standardowy sposób narcystycznego “podgryzania”, Twoje przećwiczone zagranie manipulacyjne. I pewnie odpaliłeś ten “skrypt” bez zastanawiania się czy osoba przeciwko której stosujesz tę manipulację będzie na nią podatna. Tak się złożyło, że wyjątkowo źle trafiłeś.
Z czego najprawdopodobniej wynika Twoje zachowanie?
Najprawdopodobniej wystąpiło u Ciebie “zranienie narcystyczne” - “narcissistic injury”. To jest patologiczna reakcja narcystyczna która ma miejsce wtedy, gdy coś rani ego narcyza. W tym przypadku najprawdopodobniej chodzi o to, że poczułeś się ode mnie gorszy i to wywołało u Ciebie “zranienie narcystyczne”.
Ja wcześniej odniosłem się do krytyki manosfery jako ktoś o perspektywie nie pokrywającej się ani z manosferą, ani z mainstreamem. Jako socjopatyczny hedonista, miłośnik BDSM, różniący się znacznie i od ludzi z manosfery i od ludzi z mainstreamu.
Żeby dać kontekst, opowiedziałem trochę o tym skąd biorą się moje poglądy - czyli o tym jaki jestem i jak wygląda moje życie.
Napisałem między innymi, że:
Mam bardzo duże, czasami wręcz absurdalne powodzenie u kobiet.
Przyciągam do siebie wiele kobiet z tendencjami uległymi/masochistycznymi - które bardzo chętnie przyjmują podporządkowaną pozycję i niewolniczo wykonują moje polecenia.
Mam o wiele młodszą i bardzo atrakcyjną partnerkę.
Partnerka organizuje mi seks grupowy z jej koleżankami.
To co napisałem może wywoływać zazdrość i ranić czyjeś ego. Ale normalny, nienarcystyczny facet zapewne ostatecznie uzna, że może żyć normalnie bez tego - tak samo jak 99%+ procent społeczeństwa i to nie jest żadna hańba.
U narcyza zetknięcie z kimś lepszym od niego jest bardzo bolesne - rani jego ego, niszczy jego narcystyczną fantazję o własnej wielkości/wyższości i wywołuje “zranienie narcystyczne” (“narcisstic injury”).
Zraniony narcyz próbuje odwrócić sytuację, iluzorycznie odwrócić realną hierarchię wartości/osiągnięć przez wprowadzenie takiej narracji, według której to on jest lepszy, a druga osoba gorsza. Tak, żeby móc powrócić do swojej narcystycznej fantazji.
Ty realizujesz to w stylu “covert” - przez wprowadzanie narracji według której ja rzekomo mam być zagubionym człowiekiem z “ukrytymi lękami” który “unika siebie”, a Ty rzekomo jakimś mędrcem i znawcą psychologii, który zna mnie lepiej niż ja siebie.
Nietrudno jest się domyślić, że tak naprawdę chodzi tu o zazdrość o życie seksualne i o “męskość”. Kobiety lecą na facetów o cechach socjopatycznych, ale w przeciwieństwie do narcyzów wielkościowych, nie lecą na narcyzów typu “covert”. Narcyz typu “covert” to ktoś wysoce neurotyczny, emocjonalnie pogmatwany, a także niemęski, wykazujący negatywne cechy kojarzone z toksyczną kobiecością - takie jak pasywna agresja, manipulowanie, odwracanie kota ogonem, gaslighting, etc etc. Czyli dokładnie to co uprawiasz w tym wątku.
Podsumowując: ja wiem, że jesteś fałszywy, a Twoje słowa to tylko narcystyczny teatrzyk.
Innym osobom polecam zapoznanie się z pojęciem “covert narcissist” i porównanie tego z zachowaniem Marcina w tym wątku.
Cześć, Twój styl pisania przypomina mi mojego starego wroga Yolo.
1- Jeżeli chodzi o Jamesa, to znam go na żywo i nie polecam. Z wielu powodów.
Między innymi James mówi rzeczy, które nie zgadzają się z tym czego doświadczyłem w praktyce.
Przykładowo w jego książce “Łobuz”, James pisze na stronie 84:
"Mówiąc prościej, im więcej bliskości emocjonalnej mamy z kobietą, tym mniej mamy z nią chemii. "
Zdecydowanie się z tym nie zgadzam. Moim zdaniem bliskość emocjonalna i chemia mogą i powinny iść w parze.
2- W przypadku Milroha wszystko co pisze pokrywa mi się z tym co znam z praktyki. I takie samo wrażenie ma wiele innych doświadczonych, kompetentnych osób.
Poza tym za Milroha ręczył Fest, a w jego przypadku są dowody na to, że miał bardzo atrakcyjne kobiety.
“Męskich forów” - cóż za eufemizm. Powiedzmy wprost - redpillowych forów. A jakie tam działy się chore rzeczy, to sam dobrze wiesz.
Tak, przychodziłem kilka razy ich podrażnić. I co w związku z tym?
Oj “osobo pisząca jak Yolo”, rozmijasz się z prawdą. Akurat akceptację zawsze miałem gdzieś. A szacunek miałem z innych źródeł i z innych kręgów ludzi. Choć i w tych kręgach kilka osób ma o mnie bardzo dobre zdanie. A to, że nie trafiam do typowego redpillowego plebsu, jakoś mnie nie martwi.
I znowu rozmijasz się z prawdą, “osobo pisząca jak Yolo”. Bo inne, dużo lepiej zorientowane osoby jak najbardziej widzą spójność. A Ty po prostu masz do mnie swoje żałosne pretensje i chcesz mi wbić szpileczkę.
Ile razy mam Ci napisać to samo? Publiczne atakowanie nowego faceta swojej byłej tylko za to, że z nią jest, jest mega żałosne. [Dla osób niezorientowanych - to nie ja byłem tym atakowanym nowym facetem eks Yolo, tylko ktoś inny]. I jeszcze robienie z tego czegoś rzekomo wielkiego i doniosłego, emocjonalnie głębokiego. I tak, słusznie zrobiłem, że Cię wtedy zmieszałem z błotem - zasłużyłeś na to.
Krążenie za mną dlatego, że z 5 lat temu słusznie zmieszałem Cię z błotem za żałosne zachowanie…dramat. To znaczy mi to nie przeszkadza, nawet mnie to śmieszy, ale zaczynam się czuć jakbym się śmiał z cudzej niepełnosprawności.
@Hodowca, jakie piękne masz życie. Mam pochwalić czy pocieszyć. Zazdroszczę tych wszystkich figur seksualnych, bo jakbym nie mógł. Mój ukryty narcyz napierdala mi od rana do wieczora, dlaczego ja tak nie potrafie. Moje zycie seksualne jest takie slabe, bo jestem sfrustrowany przez moje zagmatwanie. A tak w ogole to jestem ukrytym gejem. Może uleczę się z mojego spedalenia. Od razu z podziekuje za twoje nauki z góry. Czy bliki na telefon przyjmujesz? Ta diagnoza uwolniła mnie i czuje sie wolny. Teraz jestem otwarty na naukę.
Polecam więcej dystansu do siebie i świata, jesteś przewidywalny do bólu. W przeciwieństwie do ciebie nie muszę nikomu niczego udowadniaċ, nikogo poniżać, a że tak czujesz to jest tylko i wyłącznie twój własny filtr. Nie muszę sobie ani innym przyklejać etykietek abym się lepiej czuł. Jedyna osoba która może mnie skrzywdzić jestem ja sam, ale ten pociąg dawno odjechał. Tak więc życzę ci wszystkiego najlepszego. Szczęścia zdrówka i miłości. Wg staropolskiej maksymy “Ci którzy tu bywają czego innym życzą niechaj sami mają.”
Wiemy z całą pewnością, że James poznaje kobiety, też atrakcyjne i pokazuje szczegółowo jak to robi. Nie jest ideałem, ma strasznie głupkowate teksty i nie jest wyrocznią, co nie podważa powyższego.
O Milrochu wiemy tyle, że lubi czasem napisać artykuł na swoim blogu. Ponoć ktoś, gdzieś, kiedyś go polecał i wywarł na Tobie wrażenie na tyle, by dyskutować z oczywistym.
To jednak wciąż za mało, by zestawiać te dwie postaci i o wiele za mało, by promować kogoś, kto nigdy nie został zweryfikowany.
Jeśli chodzi o resztę.
Moja opinia o miejscach, gdzie wyznaje się redpill jest dosyć jednoznaczna, jednak nie o nią tu chodzi.
Twoja jest negatywna. Teraz.
Wcześniej, wielokrotnie z tych miejsc wyrzucany, wracałeś i próbowałeś przekonać do swojej narracji, szeroko się rozpisując na swój temat i swojej kobiety.
Zawsze w ten sam sposób, próbując przekonać ludzi, których teraz określasz plebsem, jak bardzo jesteś wyjątkowy i lepszy od innych.
Wzbudzało to u jednych irytację, u innych śmiech. Nie masz nawet cienia tolerancji na krytykę, więc w efekcie rodziły się pyskówki i kłótnie, ktore powodowały usuwanie Cię z tych miejsc.
W międzyczasie szukałeś haków na obcych ludzi, z którymi się pokłóciłeś w internecie, odgrażałeś się że im zaszkodzisz.
Wreszcie, znów wracałeś próbując zainteresować sobą obcych mężczyzn, tworzac sobie awatar poważnego gościa. Przez lata, wciąż to samo.
Tutaj też się zanosi na powielanie, bo odtwarzasz cykl w identyczny sposób. Niczego się nie nauczyłeś.
Ta postawa jest idealnym odzwierciedleniem tego tematu, choć Ty się nigdy nie przyznasz do tego.
Krążysz od lat wokół miejsc skupiających mężczyzn, próbując wyrobić sobie autorytet, zabiegając o ich uwagę.
Silna potrzeba zaistnienia, bycia postrzeganym w określony sposób, niezdolność do przyjęcia lub choćby zignorowania krytyki, pokazują wielkie choć kruche ego.
Obraz kogoś, kto bardzo chce być widziany jako silny i wyjątkowy, ale jego zachowanie pokazuje że jest słaby.
Szastasz na prawo i lewo słowem narcyz, choć sam się najbardziej w nie wpisujesz.
Dosyć wyraźnie w kontekście powyższego widać powody Twojego zabiegania o męską uwagę, jak i Twojej zmiany narracji, gdy spotkało się to z wielokrotnym odrzuceniem.
Mogę oczywiście nie mieć racji, jednak swoim zachowaniem potwierdzasz moje skromne i nieśmiałe wywody.
Wyciągania królików z kapelusza, by spróbować z ich pomocą zdyskredytować rozmówcę, nie skomentuję.
Nie chce mi się.
Mogę być Twoim dawnym kolegą, mogę być kimkolwiek lub nikim. Bez różnicy.
Osobo pisząca jak ktoś, kim bardzo chciałby być, ale nie jest.
Osobiście, nic do Ciebie nie mam, ale jesteś wdzięcznym przykładem tego, o czym jest ten temat.
Co w połączeniu z postawą, w której chcesz być postrzegany jako ktoś zupełnie inny daje efekt zabawny i uroczy, aczkolwiek nieco smutny.
To jest powód, dla którego postanowiłem się podzielić swoją skromną, pokorną i błyskotliwą analizą.
Lol
Panowie @Hodowca i @O_N , proszę unikać wycieczek personalnych i nie uskuteczniać wojenek. Do tego jest czat, jakby wam się chciało. Robi się tu śmietnik i temat zostanie wymoderowany po przedyskutowaniu z moderacją i za pomocą młota przeniesiony do odpowiedniego działu.
A jak sobie wyobrażasz uwodzenie na bardzo wysokim poziomie? Jako coś “normalnego” i zrozumiałego dla większości ludzi?
Bardzo dobre uwodzenie właśnie dlatego jest bardzo dobre, że tworzy sytuacje, które z punktu widzenia większości ludzi są nieprawdopodobne, poza ich horyzontami. Gdyby to się ograniczało do tego, co jest “realistyczne” z punktu widzenia normalnego faceta, to nie byłby to żaden szczególnie wysoki poziom.
Kiedyś był taki trener uwodzenia Fest. Fest był - obok Stilla [Nie tego Stilla z forum redpillowego. Innego Stilla] - jednym z dwóch polskich trenerów uwodzenia, którzy byli autentycznie dobrzy. Co widziało wiele osób.
Fest mówił, że Milroh jest geniuszem i super mistrzem uwodzenia, o wiele lepszym niż on sam. To samo twierdzi kilka innych, moim zdaniem wiarygodnych osób.
BTW Później Fest miał już dosyć ciągłego zadawania się z dziwakami z PUA i bycia przez nich stalkowanym np. gdy szedł z kobietą - przez co odszedł z tej branży. Nigdy nie otworzył z Milrohem żadnego biznesu, więc nie miał interesu finansowego w chwaleniu go.
Wielu trenerów uwodzenia skrupulatnie czyta blog Milroha, choć oficjalnie się do tego nie przyznają. Niektórzy kopiują jego treści.
Tak ogólnie to jest problem z zorientowaniem i kompetencjami - osoba “z ulicy” nie wie o wielu rzeczach i nie wie kto jest kim.
E tam, fajnie się to czyta, pisze o tym z dużą pasją i zacięciem, widać, że to lubi.
Mi spodobała się ta historia:
Też tak myślę - od kogoś, kto opisuje dane zagadnienie i daje w jego przedmiocie rady sam oczekiwałbym dużo większej niż “przeciętna” czy “normalna” wiedzy i doświadczenia w danym temacie i adekwatnych do tego “osiągnięć”.
To tak jak z jazdą samochodem - ja potrafię jeździć autem i potrafi to robić Robert Kubica, a jednak na torze widać byłoby między nami kolosalną różnicę
Myślę, że normalnym jest oczekiwanie, że ktoś, kto mieni się być specjalistą od uwodzenia będzie to robił zauważalnie lepiej niż przeciętny, “zwykły” podrywacz.
Miałem nie kontynuować, bo to jednak offtop, ale jeśli ojciec założyciel z tym leci, no to go;)
Myślę, że od każdego kto wypowiada się z pozycji autorytetu, oczekujemy że będzie miał w danej dziedzinie zauważalnie lepsze rezultaty, które da się ZWERYFIKOWAĆ.
To jest internet, napisać można wszystko. Chyba każdy tutaj zna przypadek pewnego ‘guru’, który bardzo chce czy raczej chciał nauczać innych w kontekście relacji, duchowości, rozwoju, biznesu itp. Robił to na tyle przekonująco, że zgromadził wokół siebie spore grono osób.Różni to ludzie, sporo złego o niektórych można napisać, ale o innych sporo dobrego.
Gdyby pozostał anonimowy, byłby o wiele bardziej wiarygodny.
Jednak anonimowym być przestał, a weryfikacja tego jak żyje, jak się mają jego własne pomysły do jego rzeczywistości, pokazuje ile to warte.
O Milrochu wiadomo tyle, że lubi pisać. Wychodzi mu to różnie, potrafi się non stop powtarzać i rozwlekać, ale głupot tam raczej nie ma. Gość przedstawia swój punkt widzenia na pewne sprawy, no i ok. Komuś, kto ma podobne uwarunkowania jak on, może się to nawet sprawdzać. Na pewno nie dla każdego.
Tak naprawdę jednak, nie wiadomo nic więcej ponad to.
Facet szydzi z trenerów uwodzenia, wytyka im błędy i wady bazując na tym, co sami udostępnili. Potrafi napisać że gość jest wysoki, dobrze zbudowany więc ma łatwiej, a pozy tym jego kobiety to takie sobie.
Pisze to człowiek, który nigdy nie pokazał siebie ani swoich ‘technik’ poznawania, tego jak wygląda i jak się zachowuje, jakie poznaje kobiety ale stawia się zdecydowanie ponad wszystkimi.
Jest to trochę zabawne. Nie wiadomo czy to kolejny guru, który potrafi przekonująco pisać, ale nic albo niewiele więcej, czy to sensowny gość, który ma jakieś sukcesy w poznawaniu kobiet.
Jeśli to wygląda jak powyżej, gdy ktoś twierdzi że ma wyjebane na męską atencji, ale ciągle jej szuka, to tak sobie. Bo da się mieć na swój temat jakieś przekonania z jednej, ale brak zrozumienia że głos ego nie pasuje do rzeczywistości. Co w efekcie daje postawę kogoś, kto przekonująco próbuję się stawiać w roli autorytetu dlatego że sam w to wierzy, ale obiektywna rzeczywistość tego nie potwierdza.
Jasne, że to lubi - inaczej nie prowadziłby o tym bloga od kilkunastu lat.
Tak. I w tym nie chodzi o to, że Kubica zna sekretne techniki, których mógłby nauczyć kogoś szybko przez “zdradzenie sekretów” (i np. 3 dniowy kurs). On ma wyczucie, umiejętności wypracowywane latami.
Zauważyłem, że ludzie bardzo często nie rozumieją znaczenia umiejętności i psychiki wypracowywanych latami. Szczególnie często:
1- Szukają “sekretnych metod” które dadza im duże sukcesy bez budowania umiejętności. (A gdy zdarzy im się jakiś sukces, to przypisują go tym “super metodom”, a nie własnemu wyglądowi, szczęściu i trafieniu na odpowiednią kobietę, etc.)
2- Gdy ktoś ma duże sukcesy dzięki wypracowanym latami umiejętnościom, to próbują poznać jego “sekrety”, a gdy nie słyszą tego co chcieliby usłyszeć, to potrafią szukać dziury w całym - bo przecież oni nie mają równie dobrych efektów z prostych tekstów, więc coś “musi” być nie tak. Co ma mniej więcej taki sens jak powiedzenie “Ja kręcąc kierownicą w lewo i w prawo nie mam równie dobrych efektów co Kubica kręcący kierownicą w lewo i w prawo, więc musi być w tym jakieś oszustwo”.
To sa rzeczy które mało kto rozumie, a ogromna większość ludzi wypowiadających na ten temat nie ma realnych kompetencji i wiedzy, tylko błędne wyobrażenia.
Np. wielu ludzi myśli, że trenerzy prowadzący szkolenia to elita tego środowiska. Nie - to są ludzie którzy postanowili zrobić sobie taki biznes. Każdy może zrobić sobie stronę, kanał na youtube, etc - do tego nie są potrzebne żadne umiejętności z zakresu uwodzenia.
Ludzie mający duże sukcesy najczęściej nie chcieli iść w trenerowanie, bo nie chcieli, żeby potem stalkowały ich dziwaki z PUA. Oni mieli swoje życie, swoje kobiety, etc - i nie chcieli go sobie “zasmradzać” dziwakami. Niektórzy jak Still i Fest, poszli w trenerkę i z czasem pożałowali. Bywały akcje, że do idącego z dziewczyną Festa podchodził nieznajomy dziwak z PUA i mówił “cześć Fest!”.
W robienie szkoleń poszło wielu nieudaczników, którzy nie mieli nic do stracenia. Kilku poszło w trenerowanie wprost z bezrobocia i braku środków na życie. Inni potrafili na siebie zarobić, ale byli dziwakami, nie mieli fajnego życia i fajnych kobiet - więc pokazywanie swojej twarzy w sieci nie robiło im różnicy.
Ludzie myślą, że jak sobie pooglądają kanały kilku trenerów, to są jakoś zorientowani - nie, nie są. W PUA zawsze było tak, że były różne “towarzyskie kręgi wtajemniczenia”. A człowiek z “ulicy” niestety był mocno dezinformowany.
BTW Coś podobnego jest też na forach redpillowych na których obaj byliśmy - jeżeli ktoś nie ma dostępu do “towarzyskich źródeł informacji”, to o pewnych rzeczach się nie dowie.
Tak - i warto o tym pamiętać, nie tylko nie brać wszystkiego na wiarę, ale wręcz wątpić we wszystko.
Myślę, że na jego “nauki” podatne były przede wszystkim zagubione osoby, takie, które przeżyły zawody miłosne, doznały krzywdy w relacjach damsko-męskich albo nie miały w nich żadnego doświadczenia.
Niewielu było w czasach jego świetności (bo teraz obserwujemy już raczej jego zmierzch) autorów w sieci, którzy honorowaliby męskie cierpienie - częściej słyszało się, że facet ma się wciąć w garść i przestać być pizdą.
On miał odwrotną narrację, stawał po stronie facetów. Trudno się w sumie dziwić, że zgromadził taką społeczność. Część z tego wychodziła, gdy odreagowała emocje, część zbudowała sobie wokół swojej “krzywdy” jakąś tożsamość.
Myślę, że na jakiś przewrotny sposób pomógł wielu osobom - mimo tego, że sam żyje jak żyje.
No w zasadzie tak, nie znalazłem w sieci świadectw osób, które miały z nim do czynienia w realu.
Gość mnie swego czasu zainteresował, bo jego blog był polecany na jednym forum, miałem też swoje przypuszczenia (błędne), że wiem, kim on jest.
Potrafi pisać ciekawie i ma dużo celnych uwag, ale wiadomo - pisze o tej tematyce z punktu widzenia uwodziciela, nie jest to “ładne”, eleganckie, często jest też wątpliwe moralnie, mało “etyczne”.
Tak jak napisałeś - komuś, kto ma podobne uwarunkowania jak on może się to nawet sprawdzać.
Jak wszystko w sieci. Nigdy nie wiadomo czy ktoś wrzuca autorski kontent czy robi przeklejki z innych blogów o danej tematyce, a tłum uznaje go za guru.
Ja znalazłem o nim coś takiego, nie wiem oczywiście na ile jest to prawdziwe:
Jeśli jednak prawdą byłoby to, że gość zakładał sobie multikonta na jakimś forum o uwodzeniu, żeby samego siebie wychwalać (tego nie wiem, zawsze mogłyby być to oskarżenia rzucane przez zazdrosną konkurencję, chuj wie) no to warto uważać.
Ogólnie - zawsze warto do każdego podchodzić z dystansem, tego nauczył mnie internet.
Zgadza się. Ale to tyczy się nie tylko umiejętności miękkich/społecznych, ale ogólnie umiejętności - często widzimy finalny efekt, chcemy mieć tak jak ta osoba, ale bez realnego wysiłku, by się kimś takim stać - takiego jaki włożyła w to ten człowiek.
Praktycznie każdy wirtuoz w danej dziedzinie poświęcił setki tysięcy godzin, by dopracowywać własne umiejętności. Taki Jimi Hendrix nie rozstawał się nigdy z gitarą, grał na niej kilkanaście godzin dziennie. Flea z Red Hot Chili Peppers, genialny basista, ćwiczył po 10 godzin dziennie. Obaj to poza tym przykłady wielkich talentów.
Myślę, że z uwodzeniem jest podobnie - musisz mieć do tego dryg + trenować to, praktykować, wyciągać wnioski, korygować błędy (inna sprawa, że uniwersalnej, działającej na każdą kobietę metody uwodzenia nie ma - bo kobiety są różne, różnie reagują, mają różne potrzeby).
Czytałem kiedyś biografię Kalibabki - gość po prostu “to” miał, no i praktykował (“ćwiczył”) cały czas, uwodził tabuny kobiet.
To duża iluzja, że człowiek może nabyć takie umiejętności na weekendowym kursie u trenera PUA Niemniej jednak zawsze to lepsze niż siedzenie w piwnicy i spuszczanie się nad własnym przegrywem.
Z pewnością wielu z nich to zwykłe cwaniaczki nastawione na hajs. Osoby, które ich nie potrzebują (bo sobie radzą z kobietami) do nich nie przychodzą, więc paradoksalnie nikt ich nie zweryfikuje - robią kasę na gościach, którym mogą wcisnąć niemal każdy kit.
W mojej branży też niekoniecznie Ci najpopularniejsi są najlepszymi specjalistami - po prostu mają dobry PR, potrafią się sprzedać.
Myślę, że tak może być wszędzie.
Tam to dopiero jest teatr i iluzja dla mas.
Gość będący od lat w związku z samotną matką, wychowujący cudze dzieci potrafi robić w tym środowisku za “guru” i potępiać facetów, którzy….wiążą się z samotnymi matkami i wychowują cudze dzieci.
Inny będący totalnym incelem robi z siebie króla życia.
No temat rzeka.
Uważajcie na to, co czytacie w sieci, dzielcie zawsze przez tysiąc