Problemy w rodzinie

Trochę czytałem ostatnio. Tak mi wychodzi, że mam unikający styl przywiązania. Pasuje do mnie ta sinusoida zmian relacji w górę i w dół tylko dość rozciągnięta w czasie. Wewnętrzny głos, który pojawiał się kiedyś na początku związków, mówiący aby uciekać. Trudno mi jest wyrazić co czuję. Jak dochodzi stres to jest silna blokada w dotarciu do emocji.

Pisałem dziennik przez ponad rok. Nie pomogło mi to zbyt wiele. Sam z siebie nie jestem w stanie wiele wyrzucić na papier. Łatwiej jest, gdy ktoś zada jakieś konkretne pytania. Po roku pisania dziennika nie chciało mi się wziąć nowego terminarza, więc zacząłem pisać kolejny rok pod tymi samymi datami bo było miejsce. Efekt - zacząłem czytać wpisy sprzed roku. To ciekawa lektura. Zobaczyłem jak powtarzalne są niektóre stany i jak długo trwają. Jest to jakiś impuls do zmiany.

Z tym stylem unikającym to może być jakiś punkt zaczepienia. Muszę przeprowadzić jakiś test. Wiem, że powinienem poszukać przyczyny w przeszłości ale kompletnie nic mi nie przychodzi do głowy. W dzieciństwie wszystko było normalne. Tak mi się wydaje.

Jeszcze jeden dylemat. Jak już nabiorę przekonania to chyba powinienem o tym porozmawiać z żoną. To już będą 2 rzeczy: miły facet i unikanie. A może działać samemu i nie obciążać tym otoczenia? Jakieś rady/doświadczenia?

Styl przywiązania sprawdzisz tutaj: https://quiz.attachmentproject.com

Niestety po angielsku, ale myślę że ogarniesz. Ogólnie blog na tej stronie to jest świetne źródło informacji. Ale identyfikacja to jedno, a zmiana to drugie. Możesz mieć też mieszany. Największy wpływ na styl u ma relacja z matką, ale ojciec też dokłada swoje cegiełki w późniejszym okresie.

Co do rozmowy z żoną na ten temat, to możesz napomknąć na temat pracy nad stylem przywiązania, ale tylko tyle. Niestety nie wszyscy mogą to zrozumieć, a niektórzy mogą to wykorzystywać do manipulacji, więc spokojnie z tym. Szczególnie jeżeli chodzi o schematy i parce nad syndromem MF. Kiedyś Glover na swoim forum (RIP) pisał, że tutaj popełnił błąd w niektórych punktach jak:

  • Zalecenie moratorium seksualnego (powstrzymywanie się od seksu i masturbacji),
  • Zachęcanie żon lub partnerek do wspólnego czytania książki w ramach procesu zdrowienia,
  • Doradzanie, aby nie inicjować seksu w związkach,
  • Używanie problematycznych metafor, takich jak porównywanie granic w związku do trenowania psów.

PS. Miałeś już sesję terapi? Jak poszła?

Wyszło, że bezpieczny. Ciężko mi się z tym zgodzić. Wydaje mi się to zafałszowane ze względu na pytania o rodziców. Chyba nie tędy droga. To raczej jakaś cecha nabyta jest.

Co do Glovera jeśli dobrze rozumiem to konkretnie w tych punktach, które wymieniłeś popełnił błąd? Te zalecenia są błędne?

Jeszcze nie. Przed świętami trudny okres. Wszyscy mamy pełny grafik (wspólny).

Tak sam to przyznał, że popełnił w tych punktach błędy. Istotna jest osobista odpowiedzialność i praca wewnętrzna, zamiast angażowania lub edukowania partnerów w ramach terapeutycznych programów samopomocy. Szczególnie tych, które nie są dla nich przeznaczone.

Wrzucę później tabele z książki Heller i Lavina to sobie porównasz, ale tam nie ma stylu DA - mieszanego.

Ogólnie raczej miarodajny powinien być, ale pamiętaj, że na styl patrzysz w kontekście danej relacji. Dla siebie możesz być bezpieczny, w stosunku do żony i do dziecka inny. Ogólnie powinieneś na ten temat pogadać z terapeutą, który si` specjalizuje w stylach przywiązania.

Wrzuciłem do artykułów.

Badam temat, czyli badam siebie i mam takie wnioski. Test testowi nie jest równy. Ten pierwszy:

był bardziej skupiony na przyczynach, czyli relacjach z rodzicami i tu wyszedł mi styl bezpieczny. Ten drugi, który umieściłeś dotyczy bardziej związku z partnerem i tu mam wyniki inne: A-lękowy 71%, B-bezpieczny 54 %, C-unikający 20%. Liczy się więc kontekst. Moje obserwacje siebie jako unikającego mogą być efektem stylu lękowego do konkretnej osoby. Przemyślałem to sobie i wychodzi, że unikania kiedyś nie było. Miałem kiedyś relacje bliskie, przyjacielskie z dwoma kobietami i nie było problemu z wyrażaniem uczuć i rozmowami o uczuciach. Byłem sobą, żadnego lęku i unikania. One bardzo doceniały te rozmowy. Zaznaczam, że nie było tu dążenia do przekształcenia tego w jakąś relację erotyczną.

Miałem stawiane przez żonę zarzuty, że jestem toksyczny. Główne z tych zarzutów to:

1. Często wypowiadam się o innych krytycznie, a prawie nigdy nie mówię, że coś zrobili dobrze lub mieli rację.

2. Nie chwalę dzieci, gdy zrobiły coś dobrze.

3. Przynoszę negatywne wiadomości nie mówiąc nic pozytywnego.

4. Nie przyznaję się do błędu.

Co ja o tym myślę? Mój krytycyzm wynika z chęci poprawy świata, najbliższego otoczenia. Jeśli się nie dostrzega negatywów, to ciężko jest się zmotywować, aby działać ku poprawie. Z drugiej strony, gdy coś jest dobrze, to traktuję to jako stan normalny, nic szczególnego co warto chwalić. Przyznaję, to jest wada. Trudno mi dostrzec w otoczeniu pozytywy. Mimo to jestem przekonany, że zdarza mi się wyrażać pozytywne opinie ale to jakoś umyka uwadze innych. Jestem zaetykietowany.

Przyznawanie się do błędów. Błędów to ja popełniam masę. Jak ktoś nic nie robi to nie popełnia błędów. Mam tylko wrażenie, że wymaga się ode mnie jakiegoś szczególnego kajania się. Albo wręcz czyha się na moje błędy, żeby się pastwić. Może to jest odwet za moje krytykanctwo. Mam to nieprzepracowane. Wiem, mMoja wartość musi wynikać z wewnątrz, wtedy kajać się można do woli.

Toksyczność, wcześniej brak empatii, skąd się wzięła taka diagnoza? Z lektury książek – mówię tu o żonie. Ja też przeczytałem te książki. I tu jest ciekawa rozgrywka.

Przykład „Manipulator” Gibasa. Kupiłem, byłem ciekaw. Żona przechwyciła, przeczytała pierwsza. Ostrzegała mnie, że to może mi „złamać życie” - wpadnięcie w studnię podejrzliwości o manipulacje (skąd taka obawa?). Nic z tych rzeczy. Opisane tam przykłady manipulacji były dla mnie dość czytelne, wręcz prymitywne. Byłem zawiedziony.

Inna pozycja Tim Cantopher „Toksyczni”. Chciałem dowiedzieć się na jakiej podstawie widzi mnie takim. Dobra lektura. Ale jest niespodzianka. Jest tam lista wskazówek, które pomagają określić, czy ma się do czynienia z osobą potencjalnie toksyczną. Proszę, przepisałem w celach poznawczych.

1. W obecności tych osób przez większość czasu odczuwasz wyczerpanie, niepokój lub napięcie.

2. Często są w stanie zobligować cię lub nakłonić do zrobienia czegoś wbrew twojej woli.

3. Znasz tych ludzi od lat, ale wasze relacje się nie rozwijają.

4. Nieraz masz wyrzuty sumienia, że za mało dla nich robisz.

5. Często osądzają cię lub upokarzają.

6. Robisz wiele tylko po to, by te osoby zadowolić i uniknąć kłopotów.

7. Więcej wymagają niż ofiarowują, a ty dajesz im więcej niż innym, choć nie potrafisz wyjaśnić dlaczego.

8. Masz poczucie. Że musisz szczególnie uważać, by ich nie urazić.

9. Gdy chodzi o te osoby, czujesz, że nie masz wyboru.

10. Obawiasz się ich.

11. Kiedy z nimi jesteś, ignorujesz własne potrzeby.

12. Dużo czasu zajmują ci obawy o to, jaki będzie ich następny ruch.

13. Nie możesz przy nich powiedzieć, co naprawdę myślisz lub czujesz.

14. Nie potrafisz podać przykładu jakiegokolwiek ich działania podyktowanego sumieniem (na przykład pomocy drugiemu człowiekowi).

15. Często czujesz się przy nich jak w pułapce.

16. Nieraz docierają do ciebie niepochlebne opinie na twój temat i wiesz, że wyszły właśnie od tych osób.

17. Niejednokrotnie traktujesz takich ludzi ulgowo.

18. Często łapiesz się na tym, że umożliwiasz i wspierasz u nich takie zachowania, których nie tolerujesz u innych.

Jak zastosuję w drugą stronę to wychodzi … 94%.

Należy uważać w pewnych sytuacjach nie jesteśmy całkowicie winni, jednoznacznie uszkodzeni, nie wszystko od nas zależy (choć wiele można przepracować). Gdy czujemy się bezbronni można sięgnąć jednak po coś do obrony. Ok, chodzi mi o to aby poprawić relację a nie obronić się lub co gorsza wygrać.

Poniżej takie wybrane cechy toksyka gdzieś z FB (mniej profesjonalne). Pod nimi 39 wpisów… wyłącznie kobiet, które rozpoznały je - u swoich partnerów.

1. Nie dopuszcza innego zdania niż swoje.

2. Nigdy nie przyznaje się do błędu.

3. Nie szanuje twojego czasu.

4. Perfekcyjnie manipuluje emocjami. Potrafi sprawić, że zaczynasz wątpić w siebie. To klasyczna technika – wmówić ci, że problem tkwi w tobie, żebyś nie zadawał trudnych pytań.

Moim zdaniem z tego wynika tyle, że tak naprawdę żona nie jest w stanie wskazać czegoś poważnego co zrobiłeś nie tak i próbuje na siłę się czegoś doszukać.

To mają być te powody, dla ktorych ona nie angażuje się w domowe obowiązki? Moim zdaniem to jest z jej strony absurd i bezczelna manipulacja.

Podejrzewam, że masz rację. To pasuje do całokształtu jej działalności.

I zobacz - zarzuca Tobie krytykanctwo, ale sama jest super-krytykancka względem Ciebie.

Ja raczej obstawiam, że Twoja żona jest po prostu toksyczna ze swojej własnej natury.

BTW To, że masz jakąś wadę X nie oznacza, że to wada jest X jest przyczyną złego zachowania żony. Bo X może być dla niej po prostu wygodną wymówką, narzędziem do przerzucania winy na CIebie.

1 polubienie

bez kitu, ludzie tak mają

Dawaj jakiś apdejt @NicolasC jak się mają sprawy.

Więc ku rozwojowi własnemu i forum – update.

Wiele się nie zmieniło. Było ze strony żony kilka drobnych pozytywnych gestów oprócz tego co zwykle przynoszą święta. Było trochę wrzucenia na luz: sylwester/domówka z parą znajomych, trochę wypadów na pobliskie narty. Sam kilka rzeczy przeprowadziłem w ramach swoich „ekstremalnych” sportów, bo jak się nie spróbuje to się potem żałuje (nawiążę jeszcze do tego) a zastrzyk adrenaliny/dopaminy bezcenny.

Coraz bardziej akceptuję ten stan życia obok siebie ale zmieniam podejście. Ogólnie tak, jak pisałem wcześniej „warsztat zamknięty” trwale – bliskich kontaktów brak. Ale ja się z tym ostatecznie dobrze czuję. Jest spokój. Jeszcze nie dawno było tak, że miałem jakąś nadzieję. Sprowadzało się to niemal do nerwicy – może coś zrobię, może się postaram, będzie z tego coś czy nie będzie? A jak się czasem trafiło - to czy będzie dobrze, czy się wykażę. Co będzie potem? Czy będzie jakaś trwała zmiana, czy to tylko jednorazowy kaprys? Teraz myślę – to był wręcz stres, kompletna strata energii. Nie jestem teraz jakimś desperatem, petentem, co to ma na coś zasłużyć, a cena tego wciąż rośnie. Jest tak, nie dostaję niczego albo jakieś okruchy, ona się nie stara, nie jest nawet miła (co najwyżej neutralna), no to ja nie mam ochoty, nie myślę o „tym”. To nie jest z mojej strony żadna gra. Jak odpuściłem to poczułem się lepiej. Mam już tak, że kręci mnie zainteresowanie drugiej strony. To jest punkt wyjścia do jakiegoś zbliżenia. Kiedyś wiozłem dzieci na zajęcia i wracałem pędem bo mieliśmy z tego 2 godziny dla siebie. Teraz po komentarzu „po co palić paliwo i jeździć tam i z powrotem” po prostu nie wracam. Nie narzucam się.

Ostatnio robiliśmy badania. Wyniki mam bardzo dobre. BMI 23, WhtR 0.45. Testosteron w górnym zakresie. Jestem zdrowy. I tu następuje shit test.

„Po co robiłeś ten testosteron? Sama mogłam ci powiedzieć, że masz dobry bo: włosy, brak brzucha itp. Chyba, że chodzi o to, że preferujesz te swoje „ekstremalne” rozrywki bardziej niż seks – to raczej przyczyna tego jest inna.”

No to jest tekst przezabawny w tej sytuacji. Gdybym miał to wziąć do siebie i coś udowodnić to musiałbym się chyba dopuścić jawnej zdrady :smiley: . Składam to więc na karb „toksyczności”. Ale tak bywało już wcześniej. Sukcesy zawodowe zbijane stwierdzeniem – „nie jesteś wcale błyskotliwy tylko pracowity”, „źle prowadzisz te rozmowy”, „jesteś powolny”. Nie daj Boże żebym w jakimś momencie poczuł się za dobrze bo takie „cwaniactwo” trzeba tępić.

Właśnie - samopoczucie. Postanowiłem, że moje samopoczucie ma przestać zależeć od tych jej shit testów, wbijanych szpil, sprowadzania na ziemię, monopolu na „rację”. Nie chodzi o to, że wdaję się w jakieś rozgrywki słowne. Nie, po prostu to ma na mnie nie działać i to się sprawdza.

Inna historia. Jej stres, czekanie na pewną rzecz, irracjonalny stres bo nic złego się nie dzieje, jednak stres. Ja to rozumiem i chcę wesprzeć słowem i gestem, odwrócić uwagę. Normalnie to działa, ludziom to pomaga, mi jednak się dostaje – odrzucenie, gadanie o mojej ułomnej empatii, „nie chcę słuchać bzdurnych opowieści”. Trudno, nie pozwala sobie pomóc. Potem wychodzi, że nie było w ogóle czym się denerwować. Żadnego przepraszam.

Wspominałem o zajęciach dzieci. Robię w tym czasie zakupy i załatwiam drobne sprawy. Jednak zostaje mi trochę czasu, wracam i czekam na zakończenie zajęć. Często zdarza się, że rozmawiam wtedy z ludźmi. Są to głównie mamy które przywiozły dzieci na zajęcia. Z jedną z nich mi się dobrze rozmawia. Trudno wspomnieć o czym, o wszystkim i o niczym, ale ona jest naturalna, uśmiecha się, reaguje. Nic w tym nie ma zdrożnego. Nie planuję romansów. Mam po prostu niewielu znajomych. Kiedyś pojechała tam żona, a ta znajoma pyta ją całkiem niefrasobliwie – a gdzie twój mąż? Akcja niby w żartach – „a co ty chcesz od mojego męża?”, „w zasadzie mogę ci go wypożyczyć”, „wybiera się do ciebie na razie z dziećmi”. Po takich żartobliwych tekstach domniemana konkurentka została skutecznie odstraszona. O co tu chodzi?

Podsumowując. Cenię sobie teraz swój czas i to w jaki sposób go spędzam. A spędzam często sam, najlepiej jest rano. Wróciłem do pracy, bo tę ostatnio zaniedbałem. Daje mi to znów sporo satysfakcji.

Nie mam takiego stresu, że to wszystko się rozpadnie. Gdyby ona sama tak zdecydowała to przyjąłbym też takie rozwiązanie ze spokojem.

2 polubienia

Jak chciałbyś, żeby docelowo wyglądał Twój związek? Z tego co piszesz zaczynasz się godzić z tym, że żyjecie obok siebie - smutne to mocno.

1 polubienie

To co @Jesse_James napisał. Czego chcesz? Bo wg mnie wisisz w próżni i nie wiesz co wybrać. Bez tego możemy pisać i pisać i nic z tego nie wyjdzie.

Żona cie testuje, a ty się chowasz. Gdzie masz granicę? ~Może~ trzeba je wyznaczyć. Na pewno musisz je wyznaczyć i zacząć odbijać jej kąśliwe uwagi. Najwazniejsze @NicolasC, zadam jeszcze raz to pytanie. Czego ty chcesz?

Dobra, bedzie bez głaskania, bo moż się boisz przyznać przed sobą czego chcesz.

A co sie mialo zmienić? W sumie nie napisałeś, że odbyłeś jakąś ważną rozmowę i powiedziałeś jej co ci się nie podoba.

Ale nie akceptujesz i ci sie nie podoba. Po prostu wypierasz to i spychasz gdzies glebiej. Spokoj czujesz, ze to nie jest na wierzchu, ale to wyplynie. Ty potrzebujesz bliskich kontaktów, ale boisz się że zostaniesz odrzucony. Przez to porzucasz sam siebie.

Niczym dziecko, co musi zasłużyć na cukierka, poklepanie po ramieniu, poglaskanie po włosach.

Test i efekt spowszechdnienia moim zdaniem. Testowała czy może przejąć inicjatywę i jej się udało. NIe chodzi o narzucanie się, ale o pokazanie o zadbanie o swoje potrzeby i zdrowej “dominacji”.

Imo kolejny test i na dodatek sama ci mówi że seksu jej brakuje i dodatkow cie skomplementowala. Zalatwic powinienes to w inny sposob. - "Serio chcesz o tym rozmawiać, czy wolisz sprawdzić?” Jedno zdanie. Cisza. Zero gadania dalej. Kontakt wzrokowy i lekki uśmiech łobuziaka.

Tutaj wychodzi brak granic, które ciągle przesuwała i to nadal robi, bo jej pozwalasz. Takie komentarze gasisz w zarodku i nazywasz rzeczy po imieniu. To są komentarze obniżające status, podcinające poczucie kompetencji i sprawczości. Chodzi o to, że twoje poczucie mocy uruchamia u niej napięcie, które jest rozładowywane przez dewaluację. To klasyczna dynamika, spotykana w relacjach, gdzie jedna strona reguluje własne emocje przez podcinanie drugiej. Reagujesz krótko, spokojnie, bez emocji, na poziomie granicy, nie treści. "Nie rozmawiaj ze mną w ten sposób. Kropka. Cisza. Zmiana tematu lub odejście. To jest bardzo trudne emocjonalnie, ale najbardziej czytelne.

Twoja żona mogła nieświadomie zobaczyć w tej scenie nie rywalkę tyllko odbicie pokazujące jej własne wycofanie.

Nic w tym, co opisujesz, nie brzmi jak “ułomna empatia”. Bardziej jak empatia, która zbyt długo nie miała granic. A empatia bez granic zamienia się w ciche znikanie. Twoj pozorny spokój, porzucanie siebie to jeszcze mocniejsze znikanie. Twoja złość to sprzeciw wewnętrzny przeciwko takiemu znikaniu, podświadomość daje znać że musisz zacząć bronić siebie i pokazać co chcesz i na czym czy zależ, niezależnie od reakcji drugiej strony. Jakie będą tego następstwa tylko wygrasz, bo zaczniesz odzyskiwać siebie.

Czego ja chcę, to pytanie wraca. To dobry pomysł aby sobie na to odpowiedzieć. Miałem to zrobić tylko sam dla siebie ale widzę zainteresowanie tym wątkiem więc wrzucam.

@Jesse_James zadaje pytanie jak chciałbym żeby wyglądał mój związek. Nie potrafię dziś na to odpowiedzieć. Jak pisała @Ewa.Dubois wycofane zostały 3 filary relacji: namiętność, intymność zaangażowanie – związku w zasadzie nie ma. Odpowiadanie jak chciałbym, żeby związek wyglądał byłoby snuciem jakiejś fantazji a ja zbyt mocno tkwię w rzeczywistości. Związek zależy też od drugiej strony a ja nie jestem w stanie jej (tej drugiej strony) zmienić (jest na to poparcie w literaturze ale nie chce mi się teraz szukać). Mogę zmienić swoje podejście.

Łatwiej jest odpowiedzieć sobie czego ja chcę. Chcę przede wszystkim poprawić swoje życie.

1. Realnie żyję w nieprzyjaznym „otoczeniu”. To się raczej szybko nie zmieni i trzeba się dostosować. Dla własnego zdrowia fizycznego, psychicznego i dobrego samopoczucia muszę się przed tym otoczeniem bronić. Chcę tak przebudować siebie żeby minimalizować negatywny wpływ tego „otoczenia” na mnie. To będzie miało wpływ na to, co pisze @marcines o granicach i odbijaniu kąśliwych uwag. Jak mój „gadzi mózg” będzie spokojniej reagował na te negatywne bodźce to skutecznie będą działać wyższe funkcje poznawcze.

2. Nie chcę się otoczyć jakąś skorupą. Mam przeciw sobie żonę i córkę (syn jest dyplomatą). W obu przypadkach wyzwania są całkiem odmienne. W miarę możliwości chciałbym działać pozytywnie. Do tego potrzebuję rozwinąć w sobie dobrą wolę, jakieś wyczucie, zdolności empatyczne, których mi podobno brakuje. Tu jest chyba kiepsko. Duże pole do rozwoju.

3. Wrócić do siebie. Dogadzanie innym, kosztem wygaszenia swoich potrzeb nie przyniosło niczego dobrego. Chcę wrócić do swojego “ja”, swoich zainteresowań, samorozwoju, dbania o siebie. Ustabilizować harmonogram dnia. Podkręcić pracę zarobkową. Efektem ubocznym będzie dawanie dobrego przykładu – tym można kogoś zmienić (znowu literatura). Czas i energia – część obowiązków chcę od siebie odsunąć, ci co je przejmą odczują pozytywne skutki „wychowawcze” :slightly_smiling_face: .

4. Kontakty społeczne. Potrzebuję przyjaciół, znajomych. Nie ma zgody na życie w izolacji. To mają być moje kryteria ich doboru. Nie będzie żadnego odstraszania. Jakiś efekt społecznego dowodu też zadziała. W zasadzie z tymi kontaktami nie jest tak źle biorąc pod uwagę gęstość zaludnienia w okolicy. W połączeniu z punktem 3 mogę osiągnąć efekt w organizacji jakiegoś sportu zespołowego – kiedyś udawało mi się to robić.

To na początek. Są to życzenia do samego siebie przefiltrowane trochę przez sito tego, co jest możliwe w danej sytuacji do zrobienia oraz tego co możliwe już nie jest. Pewne rzeczy mam jeszcze nieprzemyślane. @marcines twierdzi, że ona mnie testuje. Nie jest to dla mnie ważne. Chcę to rozegrać po swojemu. Ona nie jest tą samą osobą z którą się związałem i już nie będzie. Ja też nie jestem tym samym człowiekiem. A to dlatego, że porzuciłem pewną część siebie. Chcę tę część siebie odzyskać.

Trochę inaczej. Na dzień dzisiejszy wybieram obie ewentualności – budować siebie aby coś poprawić i zostać a jednocześnie być gotowym na odejście z inicjatywy własnej lub jej, z minimalizacją strat własnych.

Czytam Twoją odpowiedź raz aby przyswoić informację, drugi raz aby wychwycić z czym się zgadzam a z czym nie, trzeci raz aby uświadomić sobie gdzie się wyraziłem nieściśle i zostałem źle zrozumiany, czwarty …

I słusznie, forum nie jest od głaskania. Ale pozwolę sobie na polemikę.

Jasne, że się boję bo mam trochę rzeczy do stracenia - emocjonalnych i materialnych.

Ważne rozmowy odbywają się co jakiś czas. Oboje mniej więcej wiemy co nam się nie podoba. Przeciwnik jest trudny ale popełnia też błędy - np. wiara we własną nieomylność. A ja nadrabiam zaległości i się uczę. Nie zawsze konfrontacja jest dobra.

Tu się nie zgadzam. Odrzucony to ja już jestem, nie wypieram, przyjąłem to do wiadomości. Moja potrzeba bliskich kontaktów z nią jest, że tak się wyrażę, na niskim poziomie. Ale nigdy nie ma 100% pewności nawet co do siebie samego. Ja właśnie wracam do siebie.

Małe sprostowanie. Owszem jak dziecko, ale opis dotyczył przeszłości a nie teraźniejszości. Teraz dziwię się sobie.

Pierwszej połowy nie rozumiem - spowszednienie, inicjatywa do czego? Druga o dominacji - ok. to ma sens, wdrażam.

Na żywo odebrałem to zupełnie inaczej. Wydźwięk całkowicie negatywny, ewidentna próba podkopania poczucia mojej wartości. Moja reakcja zbliżona do opisanej. Znam to, to są testy przewrotne, wielowarstwowe. Odwrót następuje na trudnym do przewidzenia poziomie. “Zero gadania dalej. Kontakt wzrokowy i lekki uśmiech łobuziaka.” tu się zgadzam, to działa.

Rzecz dotyczyła przeszłości. Z diagnozą się zgadzam. Dzięki.

Tego zupełnie nie rozumiem, jeśli możesz to rozwiń.

Ja pier.. pierwszy raz w życiu słyszę, że mam empatię :open_mouth:. Miało być bez głaskania.

Relacja się zmienia w czasie. Kohabitacja nie pomaga. Namiętność się zmienia i gaśnie jeżeli druga strona nie czuje się bezpiecznie, jeżeli musi regulować druga stronę. Nawet kiedy staniesz emocjonalnie na nogach testy się nawet nasilą bo granice do tej pory były przesuwane.

To że ktoś nie wycofuje się w twoim towarzystwie pokazuje jej że jej wycofanie może nie mieć podstaw i tym bardziej kontrastuje w danej sytuacji. Zamiast powiedzieć "jest mi z tym niekomfortowo”, idzie w żart agresywny, terytorialny, odstraszający. To zaznaczanie granic w sposób pośredni, bo bezpośrednio byłoby zbyt odsłaniające. Nie podoba jej się to, i boi się z tym skonfrontować, bo pokaże ze wcale nie jest normalna. Przypomina mi to trochę zachowania zaburzen osobowości po angielsku ładnie określane "I hate you, don’t leave me ".

Ksiazkę Glovera już przerobiłeś? Jak tak to polecam następnej kolejnosci obydwie Athol Kaya.

to po co w zasadzie w tym siedzisz? Tym bardziej, że wiesz,że drugiej strony nie zmienisz?

1 polubienie

@NicolasC

Nawiązując do mojego najnowszego wpisu - Twoja żona jak każdy człowiek chce żyć najlepiej jak potrafi, a jednocześnie ma swoje ograniczenia, blokady, wyuczone schematy, uwarunkowania, nieuświadomione przekonania, jest wynikiem przyczyn, których sobie nie wybrała i w efekcie zachowuje się tak jak się zachowuje - w mojej ocenie skrajnie niedojrzale, ale tak naprawdę “łatwo” mi oceniać - sam kiedyś w swoich związkach nie byłem wzorem dojrzałości, musiałem sporo przepracować i wiele się nauczyć.

I niezależnie od tego ile pracy rozwojowej włożysz w samego siebie musisz wiedzieć jedno (i piszę tu z doświadczenia!) - nie zmienisz żony. Ona z całej palety teoretycznie możliwych zachowań będzie wybierać jedynie te, które są dla niej dostępne i wyuczone, bo taką “mapą” rzeczywistości się posługuje. W pewnym momencie (bo póki co wybierasz strategię na przeczekanie, która uwzględnia zamrożenie własnych potrzeb emocjonalno-seksualnych) będziesz musiał sobie odpowiedzieć na pytanie - czy tak ma wyglądać już dalsza część mojego życia? Czy chcę żyć w związku bez bliskości, z osobą, która nie potrafi mi jej dać? Myślę, że cierpienie stanie się dla Ciebie nie do zniesienia.

Widzę, że to trudna dla Ciebie sytuacja - nie chcę oceniać, sam kiedyś byłem w podobnej i podobnie byłem bezradny jak Ty. Da się z tego wyjść i trzymam kciuki, żeby się udało.

2 polubienia

Poszło. Po pierwszej rozmowie z psychologiem.