Miałem stawiane przez żonę zarzuty, że jestem toksyczny. Główne z tych zarzutów to:
1. Często wypowiadam się o innych krytycznie, a prawie nigdy nie mówię, że coś zrobili dobrze lub mieli rację.
2. Nie chwalę dzieci, gdy zrobiły coś dobrze.
3. Przynoszę negatywne wiadomości nie mówiąc nic pozytywnego.
4. Nie przyznaję się do błędu.
Co ja o tym myślę? Mój krytycyzm wynika z chęci poprawy świata, najbliższego otoczenia. Jeśli się nie dostrzega negatywów, to ciężko jest się zmotywować, aby działać ku poprawie. Z drugiej strony, gdy coś jest dobrze, to traktuję to jako stan normalny, nic szczególnego co warto chwalić. Przyznaję, to jest wada. Trudno mi dostrzec w otoczeniu pozytywy. Mimo to jestem przekonany, że zdarza mi się wyrażać pozytywne opinie ale to jakoś umyka uwadze innych. Jestem zaetykietowany.
Przyznawanie się do błędów. Błędów to ja popełniam masę. Jak ktoś nic nie robi to nie popełnia błędów. Mam tylko wrażenie, że wymaga się ode mnie jakiegoś szczególnego kajania się. Albo wręcz czyha się na moje błędy, żeby się pastwić. Może to jest odwet za moje krytykanctwo. Mam to nieprzepracowane. Wiem, mMoja wartość musi wynikać z wewnątrz, wtedy kajać się można do woli.
Toksyczność, wcześniej brak empatii, skąd się wzięła taka diagnoza? Z lektury książek – mówię tu o żonie. Ja też przeczytałem te książki. I tu jest ciekawa rozgrywka.
Przykład „Manipulator” Gibasa. Kupiłem, byłem ciekaw. Żona przechwyciła, przeczytała pierwsza. Ostrzegała mnie, że to może mi „złamać życie” - wpadnięcie w studnię podejrzliwości o manipulacje (skąd taka obawa?). Nic z tych rzeczy. Opisane tam przykłady manipulacji były dla mnie dość czytelne, wręcz prymitywne. Byłem zawiedziony.
Inna pozycja Tim Cantopher „Toksyczni”. Chciałem dowiedzieć się na jakiej podstawie widzi mnie takim. Dobra lektura. Ale jest niespodzianka. Jest tam lista wskazówek, które pomagają określić, czy ma się do czynienia z osobą potencjalnie toksyczną. Proszę, przepisałem w celach poznawczych.
1. W obecności tych osób przez większość czasu odczuwasz wyczerpanie, niepokój lub napięcie.
2. Często są w stanie zobligować cię lub nakłonić do zrobienia czegoś wbrew twojej woli.
3. Znasz tych ludzi od lat, ale wasze relacje się nie rozwijają.
4. Nieraz masz wyrzuty sumienia, że za mało dla nich robisz.
5. Często osądzają cię lub upokarzają.
6. Robisz wiele tylko po to, by te osoby zadowolić i uniknąć kłopotów.
7. Więcej wymagają niż ofiarowują, a ty dajesz im więcej niż innym, choć nie potrafisz wyjaśnić dlaczego.
8. Masz poczucie. Że musisz szczególnie uważać, by ich nie urazić.
9. Gdy chodzi o te osoby, czujesz, że nie masz wyboru.
10. Obawiasz się ich.
11. Kiedy z nimi jesteś, ignorujesz własne potrzeby.
12. Dużo czasu zajmują ci obawy o to, jaki będzie ich następny ruch.
13. Nie możesz przy nich powiedzieć, co naprawdę myślisz lub czujesz.
14. Nie potrafisz podać przykładu jakiegokolwiek ich działania podyktowanego sumieniem (na przykład pomocy drugiemu człowiekowi).
15. Często czujesz się przy nich jak w pułapce.
16. Nieraz docierają do ciebie niepochlebne opinie na twój temat i wiesz, że wyszły właśnie od tych osób.
17. Niejednokrotnie traktujesz takich ludzi ulgowo.
18. Często łapiesz się na tym, że umożliwiasz i wspierasz u nich takie zachowania, których nie tolerujesz u innych.
Jak zastosuję w drugą stronę to wychodzi … 94%.
Należy uważać w pewnych sytuacjach nie jesteśmy całkowicie winni, jednoznacznie uszkodzeni, nie wszystko od nas zależy (choć wiele można przepracować). Gdy czujemy się bezbronni można sięgnąć jednak po coś do obrony. Ok, chodzi mi o to aby poprawić relację a nie obronić się lub co gorsza wygrać.
Poniżej takie wybrane cechy toksyka gdzieś z FB (mniej profesjonalne). Pod nimi 39 wpisów… wyłącznie kobiet, które rozpoznały je - u swoich partnerów.
1. Nie dopuszcza innego zdania niż swoje.
2. Nigdy nie przyznaje się do błędu.
3. Nie szanuje twojego czasu.
4. Perfekcyjnie manipuluje emocjami. Potrafi sprawić, że zaczynasz wątpić w siebie. To klasyczna technika – wmówić ci, że problem tkwi w tobie, żebyś nie zadawał trudnych pytań.