Problemy w rodzinie

Rozwiniesz?

Psycholog i terapia to w ramach planowanych wcześniej postanowień przedświąteczno-noworocznych. Wczoraj była jedna rozmowa z żoną i dziś chwilę temu druga. Obie rozwodowe. Teraz moje dylematy nabiorą innego charakteru. Będę tu bywał.

3 polubienia

Łooo brachu, odważnie. Pisz tu i informuj o postępach w tym procesie.

Rozwód to nie porażka. To nie koniec świata. Dasz sobie radę, chociaż to będie trudny okres. Będziesz miał okazję przebudować siebie i życie, aby Tobie było dobrze. Czas pomaga, ale i samemu trzeba wykonać pracę, aby nie powtórzyć schematu. Życzę ci jak najbardziej pokojowego rozejścia dróg.

Uściślając. To jest jej propozycja na którą ja przystałem, bez dram, przekonywania, poniżania się. Rzecz jest jeszcze dość mętna. Wcześniej zacząłem rozmowę z nią na zasadzie delikatnych sugestii, że jesteśmy odrębnymi osobami, mamy różne punkty widzenia i różne podejścia, że ma więcej czasu ode mnie, nikt nie ma monopolu na rację absolutną było także o szanowaniu granic. Wszystko spokojnie i w wyważonym tonie dotyczyło konkretnej błahej sprawy. Mogła na to wpłynąć moja konsultacja z psychologiem i podejrzenie, że poczuję się zbyt pewnie (co jest absurdem po pierwszej wstępnej i chaotycznej sesji). Wszystko co wypowiedziałem wróciło do mnie (od żony) w sposób zniekształcony, wykrzywiony i zwielokrotniony dość szeroko na inne sprawy. A w końcu doszło do tej propozycji. Bez czekania na efekty terapii, która jak powiedziała ma ratować mnie i pomagać mi dopierniczać innym. Toxic.

1 polubienie

Chyba nie da się z nią dogadać, szkoda strzępić ryja - konsekwencja i tyle, realizacja planu pn. “Rozwód”. Oby nie było z tego wojny - teraz uważaj, żeby nie robić awantur, nie reagować emocjonalnie, bądź grzeczny i ugodowy,rób swoje.

@NicolasC zachowales sie w najlepszy mozliwy sposob. Nie potwierdziles ze podjela sluszna decyzje, tylko dales jej do myslenia czy ona podjela wlasciwa. Od teraz zachowuj spokoj w kazdej interakcji, a najlepsze co mozesz zrobic to jej pokazac, ze cie to nie rusza. Ona z natury bedzie probowala zlamac ten spokoj i cie wyprowadzic z rownowagi. Ona ma swoj obraz ciebie i najwidoczniej to ona jest nieszczesliwa i chce cie sprowadzic do swojego poziomu.

PS. Widzimy sie w Lodzi? Dawaj chociaz na chwile.

Dzięki za wsparcie @marcines i @Jesse_James . Trzymam się. Będzie jeszcze ciekawie. Co do Łodzi to muszę odpuścić. Byłbym kiepskim kompanem i jeszcze impreza rodzinna w tym czasie.

To, że “zaproponowała” rozwód nie jest równoznaczne z tym, że go faktycznie chciała i chce - ludzie lubią robić swoim partnerom testy na miłość.

Przystając na jej “propozycję” powiedziałeś “sprawdzam” - teraz sytuacja może rozwinąć się różnie, za kilka dni żona może po przemyśleniu wrócić do rozmowy i przekonywać Cię, że jednak warto spróbować to naprawić. Jeśli jednak żadnej refleksji nie będzie to chyba trzeba w to konsekwentnie iść. Żona nie wydorośleje z dnia na dzień i nie zacznie zachowywać się jak dojrzały człowiek - a w jej w wieku i z jej mechanizmami obronnymi może być ciężko wykrzesać z siebie jakąkolwiek chęć zmiany - tym bardziej, że najwyraźniej widzi problem jedynie w Tobie.

Tak jak koledzy napisali - teraz żadnych awantur, pokojowy język, rozwiązywanie codziennych spraw, koegzystencja jak z koleżanką, z którą masz wspólne dzieci. Najlepiej w krótkiej perspektywie czasu wyprowadzka - żeby nie zrobiło się ciężkawo. Musisz zestawić żonę z realnością podjętej przez nią decyzji - może się zdziwić jak dogoni ją rzeczywistość.

3 polubienia

Jak tam się rozwija sytuacja brachu?

Sytuacja jest zmienna i dynamiczna. Trudno coś konkretnego napisać. Czasem wygląda to na test jak napisał @Johnny , czasem jest spokój choć zdarzają się “poważne” rozmowy. Wygląda na to, że źródłem zaostrzenia są moje konsultacje z psychologiem.

2 polubienia

To może spróbuj napisać co w tej sytuacji zamierzasz zrobić - jak wygląda Twoja wizja przyszłości i czy uwzględnia ona pod jakimiś warunkami Twoją żonę.

Rozumiem, że póki co skupiasz się na sobie - chcesz się zbudować, wzmocnić psychicznie - i to jest jak najbardziej ok. Rozumiem też, że w tym samym czasie Twoja żona tkwi w trybie obwiniania Ciebie za stan Waszej relacji i uważa siebie za Twoją ofiarę?

Rozmawiam sobie o różnych rzeczach z psychologiem. Nie wiem co wyjdzie z tej terapii. Coś pewnie na tym zyskam. Coraz mocniej jednak czuję, że to właśnie ona, moja żona powinna taką terapię odbyć. Zastanawiam się jak ją do tego namówić. Kogoś komu wydaje się, że wszystko wie lepiej :slightly_smiling_face: . Delikatne sugestie dały stwierdzenie - “zastanowię się, pomyślę”. Czyli tłumacząc na język ludzki - nie. Podobno rozmowa z przyjaciółką jest lepsza. Z wielu powodów wiadomo, że nie jest to prawda. Jak ją przekonać - jakieś rady?

Dokładnie tak. Każda moja sesja wkurza ją. Ciekawe jest to, że nie widzi tego jako moje przyznanie się do jakiś braków bądź jako perspektywę odkrycia kolejnych moich defektów. Mogłaby to wykorzystać do swoich gier. Domyślam się, że denerwuję ją to, że pewne sfery mojego ja powierzam całkowicie “legalnie” komuś innemu, ona nie ma do tego dostępu a dodatkowo uważa, że dużo na tym zyskam (więcej niż mi samemu się wydaje).

Ostatnio pilnie tropi i wytyka wszelkie moje nawet drobne błędy. Dziwi mnie jej chęć poświęcania temu energii. Dziś po dość pozytywnej rozmowie na temat spędzania wolnego czasu dostałem właśnie “kopa” w postaci przywołania takiego drobnego błędu. Kopniak polegał na wspomnieniu cudzej opinii że coś tam 20 lat temu zrobiłem źle. Taka zagrywka żeby dopiec mi do żywego. Robi to niby świadoma osoba, która dwa dni wcześniej tłumaczyła córce jak odróżniać opinie od faktów i jak się tym opiniom nie poddawać. Wskazywać może to na wyczerpywanie się amunicji skoro trzeba sięgać tak daleko wstecz.

2 polubienia

Nikogo nie namówisz. Szczególnie jak nie czuje potrzeby i z jego strony jest ok. Been there, done that. Jedynie siebie możesz lepiej zrozumieć i dzięki temu lepiej funkcjonować. Nie przejmować się.

Z mojej perspektywy to ona ci trochę może zazdrościć, że otwierasz się przed kimś innym i czuje to jako zagrożenie dla status quo w relacji. Im bardziej siebie zrozumiesz tym mniej kontroli ona będzie miała nad tobą.

Nie dawaj jej amunicji w postaci reakcji na jej oskarżenia. W końcu zobaczy że cię to nie rusza. To jest takie dziobanie by ona mogła poczuć się lepiej. STFU & keep calm.

1 polubienie

Na pewno nie na logikę, bo opór przed terapią ma charakter emocjonalny, tożsamościowy i bardzo często jest oparty na wstydzie.

Każdy komunikat typu “musisz iść na terapię”, “to nie jest normalne”, “masz problem” odbierany jest jako “jesteś popsuty” i odpalane są mechanizmy obronne ego.

Musiałbyś taktycznie, trochę wręcz manipulacyjnie pokazać jej, że widzisz jej cierpienie, widzisz to jak się męczy - czyli zmienić retorykę z ataku na taką pełną zrozumienia, np. “widzę, że żyjesz w napięciu, na pewno jesteś tym wyczerpana”. Twoja żona może to jednak zbić stwierdzeniem - “no tak, to przez Ciebie, zmień to” :slight_smile:

Argument o tym, że lepsza jest rozmowa z przyjaciółką próbowałbym zbić stwierdzeniem, że jednak jest ona w to emocjonalnie zamieszana, a dobrze by było omówić swoje problemy z kimś, kto przynajmniej w teorii jest bezstronny. To jednak też może nie pomóc - żona wie, że sama ma dużo za uszami i wyraźnie nie chce tego zobaczyć.

No i tu dochodzimy do sedna - mam wrażenie, że Twoja żona lubi swoją tożsamość ofiary, konkretnie bycie “Twoją ofiarą”, lubi widzieć w Tobie toksyka i problem, a w sobie niewinną lilię - ma z tego duże profity (więcej o tym w moim temacie dlaczego tak trudno zrezygnować z trybu ofiary), ma mocno ugruntowane w głowie to, że winny wszystkiemu jest Nicolas - to bardzo typowe u osób, które nie potrafią brać odpowiedzialności za siebie.

I jeśli mam być szczery - dużo mówi się w manosferze o zielonych i czerwonych flagach, dla mnie osobiście istnieje jedna uniwersalna zielona flaga (“umiejętność brania odpowiedzialności za siebie”) i jedna czerwona (“brak umiejętności brania odpowiedzialności za siebie”). Ludzie (w tym oczywiście ja) są zawodni, ułomni, popełniają błędy, ale jedynie część potrafi wziąć to na klatę, przeprosić i jest w stanie się dogadać, większość nie - i niewiele z tym można zrobić.

1 polubienie

Po co?

Rób swoje, z sobą. Albo ją to pociągnie, zainteresuje, zainspiruje do zmiany, albo nie. Chodzi o danie przykładu.

Nie masz aż tak dużego wpływu swoim gadaniem, jak Ci się wydaje. Możesz co najwyżej spowodować że się szczelniej zamknie, okopie na swojej pozycji, jeśli będziesz naciskał.

Odpuść, inaczej wzmacniasz jej opór.

2 polubienia

Moim zdaniem ona nie chce się zmienić. Ona chce pozostać toksyczna.

A Ty chyba nadal masz złudzenia co do tego jakiego typu osobą ona jest.

Czego się spodziewałeś po toksycznej osobie? Racjonalnej, pozytywnej postawy?

Krótki update. Po swojej pracy zawodowej przeplatanej obowiązkami domowymi pracuję fizycznie. Wykonuję pewną robotę z sąsiadem na podwórku. Jest to forma relaksu a poza tym efekt jestem mniej dostępny.

Terapia. Analiza emocji, myśli automatycznych, walka z unikaniem. Przy okazji dowiedziałem się, że nie mam aż takich braków w empatii i umiejętnościach miękkich jak myślałem. Po prostu odróżniam to teraz od manipulacji, którą się brzydzę. Potwierdziło się, że działam w „mało wspierającym otoczeniu”. Jeśli chodzi o wpływ terapii na moje małżeństwo to jest gorzej i gorzej. Wygląda to tak, że pewne analizy i ćwiczenia pozwalają w pojawiających się konfrontacjach niwelować lęk, poprawiać swobodny przebieg nieblokowanych myśli w trakcie. Efekt – następuje chłodna kalkulacja - unikać czy brnąć dalej w niewygodną rozmowę i przedstawiać swoje racje. Odbierane jest to bardzo źle, że coraz trudniej podobno jest się ze mną dogadać i takie tam…

Jasne jest, że można pracować nad sobą, poprawiać swoje braki ale osób w swoim otoczeniu domowym i tak się nie zmieni żeby nie wiem co.

Pojawiła się też nowa znajoma. Relacja jawna i czysto koleżeńska. To jest temat do niemal codziennych docinków, wpijania szpil, czepiania się a potem wycofywania się, że to normalne i kontakty z ludźmi są potrzebne. Pełne spektrum od krytyki po akceptację i z powrotem.

Dla mnie to jest takie porównanie i trochę szok, jak na neutralne tematy rozmawia inna osoba, jak ona reaguje a jak się zachowuje „domowy toksyk”. W innej sytuacji mogłaby pojawić się pokusa żeby wykonać jakiś radykalny krok. Ale tkwię w tym nadal i do samego końca choć wydaje mi się coraz bardziej, że tego nie da się uratować.

5 polubień

Raczej trudniej tobą manipulować i cię gasić.

Możesz tylko zmienić siebie. Inni albo dołączą albo zostaną w tyle.

Ona próbuje Cię złamać. Mizero są jej testy, ale o ile część możesz odbić, przy innej musisz postawić granice i oświadczyć ze nie będziesz znosić takiego traktowania. Jednak czasami trzeba określić ile to za dużo i wytoczyć cięższe działa. Spokój jest najważniejszy. Nie ważne w jakim aspekcie. Nie dawaj się prowokować ani też nie pozwalaj po sobie jeździć. Może czas odwrócić rolę i zobaczyć na ile ty możesz sobie pozwolić i brać co chcesz.

I prawda jest taka, że w miarę postępów w Twojej terapii będzie Wam się dogadać coraz trudniej - Twoja tolerancja na przemocowe zachowania (a czymś takim jest choćby manipulacja) będzie coraz mniejsza, szybciej będziesz się wycofywał z takich interakcji, nie będziesz widzieć sensu w inwestowaniu w to własnej energii. Szczególnie, gdy nauczysz się regulować sam siebie - staniesz się wtedy dużo bardziej niezależny od otoczenia, zobaczysz, że to Ty posiadasz przycisk do regulowania własnego napięcia emocjonalnego i nie będziesz potrzebować do tego innych ludzi w takim stopniu jak obecnie.

Jeśli małżonka sama nie zainwestuje we własny rozwój (i nie mam tu na myśli czytania poradników, a realną pracę psychoterapeutyczną) to nie będziecie się niedługo w stanie “spotkać” - będziesz mieć poczucie, że masz do czynienia z kimś niemal z innej planety niż Ty.

Rozwali się to samoistnie i tyle - i nie jest to wbrew pozorom “zły” scenariusz. Ot normalna kolej rzeczy.